W najbliższy piątek w Jazz Rock Cafe zagra Heart Attack w towarzystwie zespołów Hasselhöff, Sliver i Chaos Engine Research. Cała impreza z okazji wydania nowego albumu Heart Attack. Płyta zapowiada się ciekawie, więc postanowiliśmy objąć koncert naszym patronatem. Na kilka pytań z tej okazji odpowiedzieli Paweł Hevi Szostak oraz Radek Dźwiedziu Nattich.

Na początek, zanim dojdziemy do punktu kulminacyjnego, czyli płyty i koncertu – powiedzcie mi, czym Wasz zespół przegania milion innych krakowskich rockowych zespołów?

Paweł: A przegania? (śmiech) Skoro tak sądzisz… Na serio, to jesteśmy zajebiście uparci, a niektórym może tego brakuje i myślę, że mamy w sobie cały czas pasję muzyczną. I jeszcze cieszą nam się mordy – wtedy zachowujemy się jak małolaty.

Radek: Jest dużo fajnych kapel w Krakowie. To, co nas wyróżnia to to, że wiele przeszliśmy jako zespół i jako kumple oraz to, że więcej gramy poza Krakowem. Wygląda to tak, że w roku w Krakowie gramy trzy koncerty, a w reszcie kraju trzydzieści. U wielu bandów stosunek ten jest odwrotny.

Z czego wynika ta dysproporcja w koncertowaniu? W Krakowie jest tak słaby rynek czy macie parcie wyjątkowe, by wyjechać do ludzi?

Radek: Dużo fajniej jest pojechać 400 kilometrów z przygodami niż grać co miesiąc lub dwa w tym samym miejscu. Poznaliśmy tak wielu świetnych ludzi, z którymi do tej pory mamy kontakt. Krakowska scena jest bardzo kolorowa i to mi się podoba, ale jest tam też bardzo gęsto. W mniejszych miastach i miasteczkach jest większy głód muzyki, ludzie bardziej doceniają koncerty.

Wspomniałeś, że fajnie jest jechać 400 km na koncert. Pewnie tak, ale to wiąże się z poważnymi kosztami, ktore dla młodych zespołów mogą być nie do przeskoczenia, a menagerowie nie garną się do szlachetnych czynów.

Radek: Tutaj wracamy do pierwszego pytania. Nie jesteśmy młodym zespołem i jesteśmy cholernie uparci. Poza tym, znamy się już z wieloma klubami i zespołami w kraju i zawsze udaje się nam tak dogadać, żeby było dobrze.

Paweł: Dużo się dzieje w Kraku. Jak tylko mam możliwość, wbijam na miasto pokibicować innym, ale żeby się ruszyć, trzeba być zajebiście upartym, a nie wszyscy tacy są. Od kiedy przejęliśmy sprawy zespołowe, wiemy to najlepiej. Poza tym, w drodze zdarzają się najciekawsze historie – będzie co wspominać.

Dorosłe życie, obowiązki i brak czasu często tę pasję zabijają. Jak z tym walczycie?

Paweł: Trzeba mieć odpowiednio dużo miejsca w kalendarzu, na wszystko wtedy znajdziesz czas. I serducho do tego, co robisz, obojętnie, czy jest to tworzenie muzyki, gra w pingponga czy rowery i rolki z dzieciakami. Dzieci dają ci kopa do życia, do tego, żebyś był lepszym człowiekiem, a jak już jesteś dobry dla innych, to przy okazji także dla kolegów z zespołu. Czasem trzeba zaszaleć, to jasne, a zespół rock‘n’rollowy to istne szaleństwo. Ciężko nas zatrzymać, jak się rozpędzimy, szczególnie ja z Dźwiedziem. Nam nie do twarzy w laczkach, z gazetą przed telewizorem.

Dzieci nie wygładziły trochę Waszych rock’n’rollowych charakterów? Wiecie, herbata zamiast Jacka Danielsa, soki jabłkowe zamiast browarów…

Paweł: Dzieciaki tylko podkręcają tryby w tej rock’n’rollowej maszynie! Moje córy same mnie wypychają do grania, mogą się wtedy chwalić koleżankom. (śmiech) Herbaty nigdy nie lubiłem, sok jabłkowy w domu zawsze znajdziesz, a cierpkość jego regulujemy tradycyjnie żubrówką.

Zostawmy sprawy rodzinne. Co tam u Was słychać muzycznie? To jest to miejsce do wychwalania płyty.

Paweł: U mnie tradycyjnie z nowości Motörhead z 1980. Chociaż czekaj, fajnie mi wszedł ostatni Carcass, Airbourne też fajnie leci. Texas Hippie Coalition, ale to chyba płyta sprzed paru lat. Dobrze się przy tym pogania maruderów na drodze!

A gdzie między nimi plasuje się Wasze dzieło?

Radek: Nowa płyta to zmiany w składzie, a co za tym idzie nowe brzmienie. Zawsze kawałki były tworzone wspólnie, stąd inne brzmienie na każdej płycie, bo na każdej był ktoś nowy. Nowe kawałki są oparte na gitarowych riffach, dużo melodii, generalnie koncertowe granie z fenomenalnym wokalem Szikaga. Płyta opowiada pewną historię, w sposób niedosłowny. Inspiracje znalezione na dnie, nie tylko dnie butelki.

Paweł: To świeży temat jeszcze. Tydzień temu dostałem wersję po masteringu. Brzmi bardzo nowocześnie, ale słychać, że grają żywi ludzie – tak chcieliśmy od początku. Pomieszać wszystko po naszemu – jak zwykle zresztą. Jest kilka thrashowych strzałów, trochę stonera, mnóstwo hard rocka i cała masa pozytywnego groove’u, tu muszę pochwalić kolegów gitarzystów. Wciąż śpiewamy po polsku – tu dobrą robotę zrobił Sziko. Z nowości: to nasz pierwszy album koncepcyjny i pierwszy album, na którym nie grają, ale śpiewają goście. Premiera oficjalna w najbliższy piątek w Krakowie – JazzRock Cafe na ul. Sławkowskiej 12. Oprócz nas trzy zaprzyjaźnione zespoły. Nieoficjalnie zagraliśmy ostatnio cały materiał z nowej płyty w Zabrzu w CK Wiatraku, nic nikomu nie mówiąc. Reakcja publiczności była bardzo entuzjastyczna. Więcej nie powiem, bo się wstydzę. (śmiech)

Co Was skłoniło do nagrania albumu koncepcyjnego? No i jaki to koncept?

Paweł: Co nas skłoniło? Przede wszystkim to, że do tej pory nie nagrywaliśmy płyt koncepcyjnych. A jaki to koncept, to, kolego sympatyczny, poznasz, jak posłuchasz, twardy będę.

Nic nie zdradzicie? Nawet, żeby zachęcić tych niezdecydowanych?

Paweł: Czekaj, już zdradzam: nie jest to płyta o przemijaniu i padającym deszczu, raczej o upadających ludziach. Luknij na klipa, widziałeś?

Widziałem!

Paweł: To wciąż męska muzyka.Tu cię zaskoczę, bawimy się trochę nastrojami. Jest i śmiech, ale nie ma łez.

Planujecie jakieś niespodzianki na premierowy koncert?

Paweł: A i owszem. Pewnie chcesz, żebyśmy je zdradzili?

Pewnie!

Paweł: Skoro tak ładnie prosisz, to zdradzę część. Zaprosiliśmy różne stylistycznie zespoły, bo sami bardzo lubimy grać jak stuff jest przekrojowy, będzie i tradycyjny rock, trochę core’a, mocne uderzenia – zahaczające o death metal i nasze hard’n’rolle na koniec. W dwóch numerach wspomogą nas wokalnie goście, którzy uraczyli nas swoją obecnością na płycie. Jeden numer wykonamy wspólnie wszyscy. Koncert poprowadzi nasz niezastąpiony kosmonauta Adam Grzanka i mają być wszystkie nasze aktoreczki z klipu.

Powiedzcie więcej o zespołach, które z wami zagrają. To wasi znajomi?

Paweł: Hasselhöff to ekipa, którą podesłał dobry znajomy. Mieszają chłopaki na swój sposób wszystko, ale bardziej rockowo niż my. Chaos Engine Research to wojownicy. Znamy się dobrze, grywaliśmy ze sobą wielokrotnie. Dwóch wokalistów – mogą wszystko, riffy i sekcja ciężka jak cholera, robią na żywca cholerne zamieszanie. Sliver z kobitką na wokalu, połączenie hardcore’a z melodyjnym metalem, też koncertowo świetni. Widzisz, jest wszystko przewidziane, połowa składów śpiewa po polsku, połowa po angielsku, mikstura jak cholera! A po wszystkim afterparty!

Paweł: A dzień później kolejne koncerty.

Gdzie?

Radek: Jedziemy do Puław, a potem do Lublina. Weekend zapowiada się ciekawie.

Paweł: Tydzień oddechu i potem znowu w Polskę idziemy!

Intensywnie.

Paweł: Tak. Ja się zajebiście cieszę. Mamy takiego powera. Moja żona się ze mnie śmieje, że nie potrafię usiedzieć na dupie pięć minut i zaczynam się rozglądać, co by tu zmajstrować. Rock’n’roll to nie jest muzyka dla maruderów.

[youtube_sc url=”https://www.youtube.com/watch?v=3ZTFp7AiIT8″]

rozmawiał: Bartosz Szlapa
zapraszamy na fanpage zespołu.
Autorem zdjęcia jest Marcin Pawłowski. Zdjęcie zostało wykorzystane za jego zgodą.

Korekta: Aneta Pudzisz