Wywiad z zespołami Dzieciuki oraz Hańba, przeprowadzony przed koncertem w Krakowie, 1 Marca 2014 w klubie Piękny Pies. Dużo o historii, relacjach Polski z Białorusią i Białoruskiej Scenie Muzycznej.

HAŃBA

Wybraliście sobie bardzo konkretny okres, który opisujecie w swojej twórczości. Dlaczego akurat międzywojenna Polska, co takiego szczególnego Was ujęło akurat w tym okresie?

Ignacy Woland: W II RP najciekawsze jest skondensowanie wszystkiego, co najlepsze i najgorsze w Polsce i w Polakach. Z jednej strony wielcy Polacy, fenomenalne wynalazki, najlepsza literatura, z drugiej analfabetyzm, ksenofobia, antysemityzm, bieda. Teraz możemy się w tym przeglądać jak w lustrze, a może nawet uczyć na pewnych błędach. Chociaż z uporem maniaka część z nich, jako naród, powielamy. Spodobało nam się pewnie również to, że Rzeczpospolita była tyglem kulturowym, religijnym, etnicznym, za którym – jako osoby zafascynowane naprawdę różnymi gatunkami muzycznymi – czasem tęsknimy.


Określacie się jako zespół punkowy, a przynajmniej tak jesteście przedstawiani, ale instrumentarium macie dość nietypowe jak na punk. Da się buntować i krzyczeć bez gitar, wzmiacniaczy i fuzzów?

IW: Mamy nadzieję, że widać i słychać, że się da. Punk to przecież nie sprzęt czy pozerski wygląd, ale pewna elementarna niezgoda na zastany porządek. Hańba! się po prostu nie zgadza z tym, co widzi, a w latach 30. widziała sporo.

Co sądzicie o Dzieciukach?

IW: Dzieciuki podchodzą do tematu trochę inaczej niż Hańba!, jeszcze nie zaczęli występować w mundurach powstańczych (śmiech). Bardzo nam się podoba ich podejście do historii i stosunków białorusko-polskich, podobnie do spraw muzycznych. Trzymamy za nich kciuki, w końcu mają bardziej pod górkę ze wszystkim.

Interesujecie się sceną krakowską? Jakiś zespół Was wyjątkowo ujął?

IW: Jakby na to nie patrzeć – w jakiś sposób jesteśmy jej częścią od wielu lat, w różnych składach i konfiguracjach. Najbardziej ujmuje nas, jeśli oczywiście możemy tak to ująć, Scotia Gilroy, czyli liderka Vladimirskiej i The Silver Owls, która nie jeden raz specjalnie dla nas stawała się Cyganeczką Zosią i wspomagała Hańbę! swoim akordeonem. Razem ze swoimi zespołami robi dobrą robotę dla krakowskiego folku.

Zagracie w klubie, ale w sumie do charakteru Waszego zespołu to chyba bardziej pasuje ulica? Zdarzają Wam się „streety”?

IW: Jasne, nieustannie, w końcu jesteśmy kapelą podwórkową, a to zobowiązuje. Podwórkowość Hańby! wprost wynika z tego, o czym śpiewa, w końcu to na podwórkach działo się prawdziwe życie, którego nie było widać od strony pięknej fasady kamienicy. Z drugiej strony to naprawdę wygodne, gdy jest się niezależnym od dziesiątek kilogramów sprzętu. Z perspektywy czasu i grania w kapelach okołorockowych tym bardziej to doceniamy.

Chciałbym jakoś zaprosić na Wasz koncert, ale zastanawiam się jak to zrobić, żeby utrzymać dość oryginalny klimat koncertu… „Alternatywna lekcja historii”? Myślicie, że takie określenie byłoby zgodne z prawdą? Z drugiej strony, historia niestety wielu kojarzy się z nudą – nad czym ogromnie ubolewam

IW: Nie, na pewno nie alternatywna. Hańba! jest tu i teraz, w lutym 1934 roku (śmiech) i śpiewa o tym, co widzi, a nie o tym, co mogłoby być. A historia naprawdę lubi się powtarzać, więc tak naprawdę stanowi tylko pewne tło, daje kontekst, natomiast to, co krytykujemy czy czemu się sprzeciwiamy, jest uniwersalne, obecne wszędzie i w każdym czasie.

DZIECIUKI

Wiem, że wielokrotnie mieliście okazję koncertować w Polsce, a jak to bywało z Krakowem? Byliście już u nas wcześniej?

Aliaksandr Dzianisau: Nie tylko nie graliśmy jeszcze w Krakowie, ale większość muzyków nigdy nawet nie była w tym pięknym mieście. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że w końcu tam trafimy i będziemy mogli “pooddychać“ jego bogatą historią i piękną architekturą. Cieszy nas to, że będziemy mogli tam zagrać, również dlatego, że mieszka tam wielu studentów z Białorusi.

Jak jednym zdaniem opisalibyście Wasz zespół komuś, kto jeszcze o Was nie słyszał?

AD: Szczerzy punk-romantycy (śmiech).

Tematyka Waszych utworów jest poważna, ale warstwa muzyczna ma charakter bardzo pozytywny. Myślicie, ze ludzie są znudzeni zbyt poważnym podejściem do historii?

AD: Mamy także smutne, melancholijne piosenki, nie jest ich wiele, ale są. Ale w całości próbujemy w wesołej formie opowiadać o historii, bez moralizatorstwa i wymądrzania się. Chcemy po prostu wzbudzić refleksje, zainteresować. Bo co prawda w naszej długiej historii nie brakuje smutku i żałoby, ale były też chwile chwały i radości. Dzisiejsza białoruska państwowa ideologia wytworzyła obraz Białorusina, który się nam nie podoba. To wystraszony, smutny, małomówny człowiek, który na wszystko się godzi, który zawsze mówi: „A może tak musi być?!”. To człowiek, który nie pamięta o swoich korzeniach, wyrzekł się języka ojczystego… Niestety, to prawdziwy obraz przeciętnego Białorusina dzisiaj. Ale on może się obudzić! Szczególna nadzieja w młodzieży, która nie chce się godzić na wszystko, która zaczyna myśleć!

Czy uważacie, ze polityczne zaangażowanie muzyków to dobre zjawisko? Interesujecie się obecną polityką czy podejmujecie tematy tylko historyczne?

AD: Muzyk i polityka idą obok. Nawet jeśli śpiewasz o kwiatach, to mieszkasz w kraju, wśród ludzi i nie możesz być obojętnym na to co się dzieje. I musimy jakoś reagować – jako człowiek, jako obywatel, jako twórca. Uważam, że to jest obywatelska postawa, która z polityką w czystej postaci nie ma nic wspólnego. W swoich piosenkach nie śpiewamy o współczesności, ale to nie oznacza, że interesują nas współczesne problemy młodzieży, społeczeństwa itp. Tym bardziej, że nasze teksty są niby historyczne, ale dotyczą współczesnej sytuacji. Śpiewamy np. o powstaniu Kalinowskiego [białoruska nazwa powstania styczniowego – przyp. red.] przeciwko Imperium Rosyjskiemu. Bo czyż nasz kraj nie znajduje się teraz pod butem Moskwy? Czy nie mamy obecnie do czynienia z niszczeniem kultury białoruskiej? Śpiewamy o następstwach totalitarnych rządów Stalina i Hitlera. I my prawie przekroczyliśmy granicę autorytaryzmu i totalitaryzmu. To są ciągle aktualne tematy! My przekazujemy historię inaczej niż zespoły folkowe, one zbierają stare pieśni i je interpretują. I nie tak jak jacyś metale, którzy mrocznie i z patosem śpiewają o rycerzach. Ich historyczność jest mniej przywiązana do współczesności.

Macie jakieś ulubione polskie zespoły? Może kojarzycie jakiś krakowski?

AD: Mogę odpowiedzieć tylko w swoim imieniu. Dla mnie polska muzyka to nie tylko dźwięki, bo rozumiałem też teksty! To było zajefajne! (śmiech). W młodości dużo słuchałem polskiego rocka: Lady Pank, Kombi, Budka Suflera, Lombard… Jestem z Grodna i polską muzykę można usłyszeć w radio, przywozili przez granicę. Później dużo słuchałem polskiego punku i punk-hardcoru. Zespołów było dużo i nie ma sensu ich wymieniać. W ogóle wymieniłbym jeden zespół i jednego wykonawcę, którzy mieli na mnie największy wpływ: Dezerter i Kazik Staszewski. Notabene z Dezerterem graliśmy kiedyś w Suwałkach – byliśmy suportem. Spełniło się jedno z moich marzeń (śmiech).

Ostatnio u nas dość głośno jest o Waszych białoruskich kolegach z The Toobes. Wygląda na to, że scena rockowa w Waszym kraju wygląda bardzo dobrze. Może polecicie nam kilka zespołów o których jeszcze mogliśmy nie słyszeć, a warto?

AD: Nie lubię The Toobes. Chłopaki są świetnymi muzykami. Ale nie mogę nazwać kolegami po fachu kolesi, dla których najważniejsza jest komercja. A do tego oni bardzo źle wyrażali się o języku białoruskim. Co nas może łączyć z tymi ludźmi? Przepraszam jeśli obraziłem polskich fanów The Toobes (śmiech). Jest mnóstwo dobrych kapel! Słucham różnej muzyki, ale powiem tylko o punku, bo sam jestem z tej grupy. Na Białorusi mamy mocną undergroundową scenę! Z  oldschool-punk ja lubię Monday Suicide z Grodna. Jest ciekawy zespół grający w stylu Oi-punk – Noizy Boys ze Szczuczyna. Z mińskich punk-zespołów wymieniłbym Amaroka i Tłuszcz. Od niedawna rozwija się także folk-punk scena – Bostonskaje Czajapicie (Mińsk), Chernovar (Wilejka).

Czego Wam jako krakusy możemy życzyć?

AD: Po koncercie – mamy nadzieję – że zostawimy Wam wspaniały nastrój! (śmiech).

rozmawiał Bartek Szlapa.