U schyłku tego niezwykle parnego lipca wkraczam do lokalu Betel i cierpliwie czekam. Dookoła same obce twarze i ja na dokładkę. Przyszłam tu tylko dla niego… Pamiętam Cassady’ego. Cassady, Neal Cassady. Był idolem ludzi drogi, Deanem Moriartym z powieści W drodze Jacka Kerouaca. Denver Kid, który wciąż pędził przez Stany, goniąc i przeganiając życie. Zwariowany czterdziestolatek z dzieła Toma Wolfe’a Próba kwasu w elektrycznej oranżadzie. Czekaj, czekaj… Jaki czterdziestolatek? Przecież ten Neal kręcący się koło sceny to zaledwie młodzieniec, a jego twarz, póki co, nie nosi żadnych oznak smagania pustynnego wiatru i hulaszczego trybu życia! Proszę się uspokoić i chlapnąć nieco whiskey na skołatane nerwy. Otóż nie, nie zwariowałam. Owy młodzian to Rafał Klimczak, który przybrał pseudonim Neal Cassady właśnie, ale tak się składa, że istniał pewien amerykański poeta o tym nazwisku. Znany nie tyle ze swej twórczości, co ze specyficznego usposobienia i bycia przedstawicielem awangardowego ruchu Beat Generation. Jego postać została uwieczniona w utworze That’s It For The Other One zespołu Grateful Dead, który wykonuje muzykę folk-rockową pożenioną z country. Dzięki temu skojarzeniu możemy niezwykle trafnie wywnioskować co ma nam do zaoferowania Neal Cassady & Fabulous Ensemble. Zatem, jeżeli ktoś lubuje się w soczystym, porządnym rockowym graniu w klimacie country z domieszką folku, to trafił w dziesiątkę.
Skoro ustaliliśmy już, że ten Neal to inny Cassady i wraz ze swym zespołem wystąpił w Krakowie, a nie w jakimś zapyziałym lokaliku w Stanach, to możemy przejść do konkretów. Koncert był wydarzeniem szczególnym, zarówno dla fanów, jak i samych muzyków. Występ grupy był premierą wydawnictwa Night Howler – debiutanckiego krążka formacji, na który środki pozyskali za pomocą portalu crowdfundingowego Polak Potrafi. Nieprzypadkowo postanowili uczcić swój sukces w klubie Betel. Tak się składa, że właśnie w tym lokalu miał miejsce ich pierwszy koncert jako Neal Cassady & The Fabulous Ensemble. W ogródku zebrało się sporo ludzi, w tym także osoby, które wsparły projekt. To głównie dla nich był ten koncert, mogli podczas jego trwania odebrać nagrody za pomoc w realizacji nagrania.
Naczelny kowboj Neal ze swą świtą zaczął chyba świętować wcześniej, skoro popis swoich umiejętności dał ze sporą obsuwą. Jednakże nikt nie miał o to pretensji, bo standardowy akademicki kwadrans, który zazwyczaj na krakowskich koncertach trwa godzinę, jest już czymś dobrze znanym i ogólnie przyjętym. Trzeba w końcu dać ludziom czas, aby dotarli na miejsce wydarzenia, a także – żeby zdążyli się też nieco zaszczepić, by lepiej poczuć klimat. Dlatego dopiero chwilę przed 21 na scenie pojawił się Neal Cassady wraz ze swą fantastyczną ekipą. Poza Rafałem Klimczakiem kolektyw tworzą: Marcin Gągol dzierżący bas, gitarzysta Michał Dymny, który czasem zmienia się w klawiszowca, Tomek Głuc zasiadający za perkusją oraz jedyna róża na pustyni – Hanna Harmata grająca na harmonijce ustnej.
Zespół, tak jak zapowiadał, zagrał wszystko ze swojej świeżutkiej płyty. Owe dziesięć utworów to póki co ich jedyny materiał, więc koncert trwał tylko niecałą godzinę. Muzyka bardzo przypadła mi do gustu. Dzięki nim każdy z obecnych mógł nagle znaleźć się w saloonie i poczuć jak gwiazda westernu. Wokalista ma kawał głosu, który świetnie wypada na żywo. Siedem utworów zostało wykonanych wraz z harmonijką, niezaprzeczalnie nadającą kompozycjom charakteru. Niestety, ostatnie utwory odbyły się już bez kobiecej obecności na scenie, mimo to zostały wykonane równie dobrze. W końcu nie można być monotematycznym. Jeżeli miałabym wybrać mój koncertowy numer jeden, to jest to Woolf Is Just a Drunk, który tworzy niesamowicie brudny, barowy klimat. Uwaga! Ten numer uzależnia.
Z całą pewnością Neal Cassady & The Fabulous Ensemble jest dobrze rokującym zespołem i ma szansę namieszać na rodzimej scenie muzycznej. Ma ciekawe, specyficzne brzmienie i nie daje się o nim łatwo zapomnieć. Dużo rockowych zespołów brzmi podobnie, natomiast u muzyków z NC&FE wyraźnie widać, że mają pomysł na siebie. Chociaż ich koncerty obywają się bez szaleństw i różnego typu ekscesów na scenie, to niezaprzeczalnie tworzą klimat. Jeżeli sama muzyka jest w stanie go stworzyć, to świadczy to bardzo dobrze o wykonawcach. Kolektyw stanowi bardzo spójną, jednorodną całość, począwszy od przyjętej nazwy, a na muzyce i tekstach utworów kończąc. Kompozycje zespołu są stworzone nie tylko dla kierowców ciężarówek, psychodelicznych kowboi i niespokojnych duchem podróżników, ale także dla ludzi zapracowanych i duszących się w wielkim mieście. Każdy dzięki ich muzyce może ruszyć w podróż. Zatem do zobaczenia w drodze!
zapraszamy na fanpage zespołu