12-004.JPG

Wczorajszy dzień był dla mnie pełen sprzecznych odczuć (głód, zmęczenie hałasem vs. radość i nadzieja). Od godziny 10 do 18 w SCKM-ie przy ul. Wietora wybrzmiewała muzyka zespołów przeróżnych: amatorskich, profesjonalnych, młodszych i starszych, w większości krakowskich, ale nie tylko… Do przeglądu zgłosiło się 48 zespołów, z czego na scenie zaprezentowało się 22 (+7 solistów).

Po ponad ośmiu godzinach szesnasta Party Rura zakończyła się nieco zaskakującym dla mnie i smutnym zarazem werdyktem: wśród nagrodzonej piątki wykonawców nie znalazł się ani jeden z Krakowa…

Na temat werdyktu nie zamierzam się wypowiadać szerzej, ponieważ na temat gustów się nie dyskutuje. Na własne oczy widziałem – obrady były burzliwe, trwały długo (ponad 30 minut!) a werdykt bynajmniej nie był jednogłośny. Zatem nie pozostaje nic innego jak uznać, że wygrali najlepsi (w swoich kategoriach :-)).

Pierwsze miejsce zajął warszawski Makijaż – który serdecznie polecam, bo to kawał niebanalnej muzyki, zespół kompletny, profesjonalny, z pomysłem, z dobrym tekstem, z niezwykłą wokalistką.

Drugie miejsce zajęła rapcore’owa formacja z Rudy Śląskiej – Terra Bite. Był dobry groove, gitarowy przypieprz, charyzmatyczny rap.

Trzecia nagroda poleciała do zespołu Imaginarium. Młody, bielski skład dostarczył mocnego gitarowego brzmienia okraszonego nieco „progresywnym” klimatem. Mimo młodego wieku instrumentalnie pokazali najwyższą klasę.

Nagroda nr cztery przypadła Underhedge z Legnicy. Bezpretensjonalny, młodzieńczy rokendrol. Z dużym dystansem do siebie. Nieokrzesany i naiwny, ale z potencjałem na rozwój – był to bodaj najmłodszy skład tego dnia (oraz zdecydowanie ten, który pokonał najdłuższą drogę, żeby pojawić się w Krakowie :-)).

Nagrodę dla solisty zgarnął Kuba Bachleda pochodzący z Zakopanego, ale grający w krakowsko/zakopiańskiej (zawsze to jakieś pocieszenie :-)), młodziutkiej grupie R.U.D.Y. 102.3-015.JPG

Wyróżnianie kilku spośród kilkunastu (czy kilkudziesięciu) zawsze jest w jakimś sensie krzywdzące i z pozycji uczestnika może wydać się niesprawiedliwe. Dlatego ze swojej strony nie poprzestanę na wymienieniu zwycięzców. W przeglądzie wzięło udział tak wiele kapel, niejednokrotnie na bardzo wysokim poziomie, że byłoby wręcz nietaktem pominięcie ich.

Nie byłbym sobą, gdybym nie podzielił się kilkoma spostrzeżeniami. Muszę napisać kilka słów podsumowania, nie tylko o tych zespołach, które stanęły na „podium”. Będą to niejednokrotnie słowa niełatwe i niekoniecznie przyjemne. Czytelników o słabych nerwach proszę o zaprzestanie czytania właśnie TUTAJ. Jednak mimo wszystko wierzę, że taki komentarz okaże się przydatny. Być może dzięki niemu ktoś z Was wygra następny konkurs?

ZNAK POŚREDNI
Osobiście, jest to dla mnie największa zagadka wczorajszego przeglądu. Zespół istniejący od 2006 r., czyli stosunkowo długo. Siedem lat – przez ten czas można zawojować światem, zwłaszcza w tak młodym wieku. Znak Pośredni nie zawojował jednak wczorajszą Party Rurą. Nie ma to znaczyć, że jest źle. Nie jest. Jest jednak transparentnie – bez żadnych kontrowersji, bez rokendrola, bez potu, bez krwi, bez uderzającej techniki. Cokolwiek Znak chce zespołowo przekazać – ja nie nadaję na tych samych falach.

THE PERFUMES
Na pierwszy rzut ucha słychać – chłopcy nie umieją jeszcze grać. Dla bardziej wyrafinowanych słuchaczy koncert The Perfumes będzie drogą przez mękę. Ale. Bo jest kilka dużych ALE. Po pierwsze Zbigniew – postać absolutnie charyzmatyczna (przez swój pozorny brak charyzmy i zmianierowanie). Zbigniew to świetne teksty, świetna barwa fałszującego głosu, świetne piosenki. Mało który zespół indie, a żaden promowany przez mainstreamowe media, nie zbliża się do tego poziomu. Drugie ale: zespół jest młody, rozwija się. W porównaniu do ostatniego koncertu, zaledwie kilka miesięcy temu, jest znaczy wzrost formy: umieją ugrać już cały numer bez wysypywania się. Po trzecie: nawet w obecnej formie, mimo wszystko, to jest się w stanie podobać! Jest świeżość, niewinność, ale również dziwna, przejmująca dojrzałość. Jest absolutne zmanierowanie, ale zarazem podskórnie czuć, że to jednak poza… (choć bardzo konsekwentnie utrzymywana :-)) Jeśli za walorami artystycznymi pójdą kiedyś walory muzyczne… będzie to jeden z najbardziej interesujących zespołów na scenie Krakowa. Wspomnicie moje słowa!

R.U.D.Y. 102
Młodziutki skład (najmłodszy z załogi Rudego ma 15 lat), a na scenie spokój (czy wręcz profesjonalizm), którego próżno nieraz szukać u prawie dwa razy starszych kolegów. Praca Martyny z mikrofonem – coś wspaniałego. Tak młoda wokalistka z bardzo dobrym głosem i wzorowym obyciem scenicznym robi wrażenie. Same kompozycje (Kuby Bachledy – tego samego, który zwyciężył w kategorii Solistów) dojrzałe i przemyślane – nie ma tu miejsca na typowe dla młodych zespołów te same trzy, byle jak zagrane, akordy. Wszystko się zgadza. Nawet jeśli dobór tekstów (K. K. Baczyński) jest nieco pretensjonalny, niewiele bardziej niż sama muzyka, to takie rzeczy w takim wieku można wybaczyć. Muzycy Rudego to świetni instrumentaliści, którzy za kilka lat będą niepokonani.

FORMAT C:
Na przeglądach tego typu na muzyków czekają różne przygody. Format C: nie pozwala się zaskoczyć. To praktycznie jedyny skład tego dnia, który robi przynajmniej minimalny soundcheck (w postaci sprawdzenia poziomów kanałów czystych/przesterowanych). Format C: WIE po co i jak wchodzi się na scenę. Nie wiem ile koncertów mają na koncie, ale obstawiam grubo ponad setkę. Efektem takiego podejścia jest w 100% zawodowe brzmienie. Był to zdecydowanie najlepiej brzmiący i najbardziej świadomy scenicznie zespół na Party Rurze, za co, moim zdaniem, należy im się nagroda w osobnej kategorii.

PS. Michał, wypijemy razem przy pierwszej okazji.

SCAR CRASH
Scar Crash to zwycięzcy naszego konkursu Pojedź W Trasę (trasa się „robi”, cierpliwości!). Przypominam – zgromadzili największą publikę spośród kilkunastu krakowskich zespołów! Grając przy okazji świetny koncert. Tym razem nie było tak świetnie. Wiadomo – wczesna pora nie służy muzykom rokendrolowym. Jednak kilka aspektów rzuciło mi się w uszy, zwłaszcza w zestawieniu z poprzedzającym ich Format C:, ponieważ SC popełnili dokładnie wszystkie błędy, których poprzednicy z łatwością uniknęli: zabrakło kilku sekund soundchecku (różnice poziomów między przesterem/czystym) i spokoju (skakanie i zawijanie się we własne kable nie wygląda na scenie fajnie). Scar Crash to nadal bardzo dobry, studencki rock, momentami kojarzący się z nieistniejącym już Aston Martini. Świetny wokal i teksty Szymona potrzebują jednak więcej prób, żeby mogły zabłysnąć w pełnej krasie. Czekam z niecierpliwością!

ROADHOG
Filozofia tego zespołu jest prosta i bez dwóch zdań przypadła mi do gustu – „gramy koncerty i pijemy dużo alkoholu”. Na scenie jest energia, jest głośno… jest bardzo głośno. Za głośno. Serio – nie zawsze głośniej znaczy lepiej. Reszta się zgadza z filozofią, więc o czym się tu rozpisywać? Jest dobrze!

CROWD
Crowd to jeden z moich faworytów. Wczorajszy występ nie był jednak koncertem w pełnej krasie, zabrakło bowiem bardzo ważnego elementu – żeńskiego wokalu. Nie ujmując Kozie, który dysponuje jednym z lepszych krakowskich głosów, o wyjątkowości Crowd stanowi praca w duecie, bez której było po prostu pusto. Zmiany w składzie postrzegam więc dwojako – Starkillerowy Paweł na bębnach daje radę (jakżeby inaczej), ale dziewczyny w zespole nie da się uniknąć. Na uwagę zasługuje brzmienie gitar, które wczoraj było naprawdę dobre – czyżby czas na zakup Randalla i Hi-Watta? (wiecie gdzie ich szukać! ;-)). Partie basu pozostają jednak mało zdecydowane – brzmieniowo i aranżacyjnie. Crowd funduje ścianę dźwięku, a mało subtelności. Dobrze to czy źle? Nie mi oceniać.

THE RIBALDS
Pełnokrwiste rockowe brzmienie – tak miało być. Było bardzo sympatycznie. Nie ma się do czego przyczepić. Ale po takich opisach naprawdę spodziewałem się pazurów!

DEFEKT
Defekt niczym nie zaskoczył. Ani na minus, ani na plus. Zapowiedziany bunt – a na scenie było po prostu grzecznie. Niemniej jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że to zaledwie dwa utwory, a nie porządny koncert.

STRAIGHT JACK CAT
Czarny kot wczorajszego występu. Mój zdecydowany faworyt. Jeden z bardziej interesujących i kompletnych krakowskich zespołów. Oni się nie uczą, nie docierają, nie szukają – już się nauczyli, dotarli i znaleźli to, o co w ich muzyce chodzi. Tak, na scenie jest nerw. Tak, jest hałas. Tak, jest brak kontroli i dzieją się różne dziwne rzeczy (brumi, huczy, buczy, wypadają kable z pedalboardów ;-)). Ale w tej muzyce tak właśnie ma być – surowo, brutalnie i… popowo. Jeśli cokolwiek można byłoby we wczorajszym występie zmienić, to ja nie wiem co to jest. Było zajebiście.

MUNK
Bardzo dobra sekcja! To oczywiście niesmaczny żart – co prawda sekcja była bardzo dobra, ale nie ona sama. Dużo zabawy muzyką, przyjemność z grania i dystans. Świetne kompozycje, zaaranżowane w bardzo dobrych proporcjach: sekcja trzyma, gitary fruwają. Wszystko co potrzeba. Prawie. Pisząc o „nieprzyzwoicie mocnym głosie” wokalistki automatycznie narażacie ją na uwagę krytyków. I niestety Ania NIE dysponuje takim walorem. Owszem, wokal nie przeszkadza, ale też nie porywa. W momentach kiedy stanowi tło, niczym jeden z instrumentów, oraz w dwugłosach z Bartkiem – zyskuje 200%. To były najlepsze momenty wczorajszego mini koncertu. Niemniej jednak, żeby było jasne, wg mnie Munk to jedna z ciekawszych propozycji Party Rury.

WRE W OGRÓDKU
Jeden z bardziej zdystansowanych, ciekawych i zajmujących opisów zespołów. Plus. Jak się to przekłada na muzykę? Gatunkowo wbrew pozorom (bo opowiadają że jazz i rock i bossa i funk) nie dzieje się aż tak dużo – oscyluje cały czas wokół jazzrocka. Gitarowo – ciekawie i bardzo solidnie. Sekcja – równo, nieco beznamiętnie. Wokalnie…

CRODHEN
Blackened Death Metal mnie przestraszył. A okazało się, że niepotrzebnie, bo to niegroźny, ale za to porządny groove metal: niskie stroje, solidne, ciężkie riffy. Należyta sekcja. Dobra strona – to już nie garaż. Zła – jeszcze nie profesjonalizm. Ale za to z REWELACYJNYM wokalistą. Czuję nadchodzącą karierę (przynajmniej wokalną, a jeśli zespół się nie podda i pogra jeszcze trochę metal zamiast rocka, to chyba też zespołową). Jest dobrze!

TWO RED TRIANGLES
Występy Trójkątów zawsze budzą we mnie dwojakie odczucia. Z jednej strony uwielbiam ich piosenki – świetne riffy, świetne melodie, charakterystyczny, kontrastujący nieco z muzyką wokal. Na dodatek przemyślany imidż (nawet jeśli nie do końca w moim guście). Czego chcieć więcej? Ano… wykonania i obycia scenicznego (sprzęt i spokój). Koncerty TRT się rozsypują. Na palcach jednej ręki można policzyć momenty, kiedy wszystko trzyma się kupy – kiedy bębny, gitara i bas grają w tym samym tempie. I te momenty bardzo lubię. Pozostałe – bardzo chciałbym, żeby się poprawiły, ponieważ wtedy TRT byłby jedną z mocniejszych propozycji z Krakowa. Na razie czekam.

THINK PINK
Rokendrolowe dziewczyny wychodzą z podziemia. Najpierw The Dolls (dawno temu), potem Brain’s All Gone, teraz Think Pink. Super! Ale… nie wierzcie seksistowskim przeczuciom, że wystarczy być dziewczyną i wejść na scenę, żeby zrobić karierę. The Dolls mają umiejętności (instrumentalnie zostawiają w tyle wszelką konkurencję). Brain’s All Gone mają konsekwentny girlpunkowy imidż (nawet jeśli nie umieją grać to robią to słodko). W Think Pink – ubranych na czarno – brakuje mi jednak spójnego pomysłu na zespół. Szkoda, ale przecież to jeszcze nie koniec historii – popracują, zobaczymy.

MASTEMEY
Kolejny metalowy skład, po którym dochodzę do wniosku, że lubię metal (o zgrozo). Thrash Metal? Nie. Ponownie bliżej do groove metalu czy do sludge. Świetne brzmienie gitar, dobre numery. Dystans, humor i zdrowe podejście do tematu. Nie ma się co rozpisywać – jest dobrze. Kilkaset prób i kilkadziesiąt koncertów – czyli mały zaledwie krok – od bycia pro 🙂

DOORS TO HEAVEN
Wesoły, komercyjny rock/reggae z Biecza. Komercyjny, czyli idealnie nadający się na „Dni Biecza”. I nie jest to bynajmniej obelga, bo mam wrażenie, że chłopcy dokładnie w tego typu muzykę celują. I dobrze, ktoś musi grać hałas w piwnicach, a ktoś musi grać na imprezach masowych. Sprawnie, poprawnie, czysto. Choć nieco brakuje polotu – który wbrew pozorom przydaje się nawet w takiej muzyce.

BLACK HORSES
Trzeci koncert grupy. I to widać (w pozytywnym sensie) – jest energia, jest chęć, jest entuzjazm. To początek drogi, więc nie będę się wypowiadał, bo i po co? Poczekamy, zobaczymy 🙂

W charakterze podsumowania… Ktoś powie, że to truizm, choć podskórnie czuję, że nie każdy zdaje sobie z tego sprawę – jako zespół i jako osoba z przeglądów takich jak Party Rura można wynieść bardzo wiele (i nie mówię tu o nagrodach). Materiałem do przemyśleń powinien być nie tylko wynik wczorajszego konkursu, ale cały jego przebieg. Jasne, nikt nie ma czasu, żeby siedzieć 8 godzin i słuchać innych zespołów, skoro jego własny jest najważniejszy. Ale to wielki błąd – z każdego jednego mini-koncertu można wyciągnąć masę wniosków, z którym potem można skorzystać we własnej kapeli, czy szerzej – we własnym życiu (opis Antoniego – o nie poddawaniu się – bezcenny).8-002.JPG

O szczegółowych wnioskach opowiemy jednak później, przy okazji warsztatów, które już niedługo. Mam nadzieję, że zechcecie wysłuchać 🙂

 

 

PS. Pełna galeria zdjęć znajduje się tutaj: http://krakowskascenamuzyczna.pl/2018/foto/party-rura/