Każdy poważny serwis muzyczny pod koniec roku (opcjonalnie na początku nowego) publikuje zestawienie najlepszych płyt, które ukazały się przez ostatnie dwanaście miesięcy i/lub urządza głosowanie publiczności (z nagrodami)! Nie moglibyśmy przegapić okazji, bo tym samym stracilibyśmy szansę na stanie się poważnym serwisem muzycznym, prawda? Oj, a jesteśmy bardzo – bardzo, bardzo! – poważni! 

Wydaje nam się, że mało kto zastanawia się na co dzień nad tym, jak dużo muzycznie dzieje się w tym mieście. Zestawienie płyt, które ukazały się w Krakowie w roku 2014  zdaje się potwierdzać tę tezę – znajdują się w nim 44 pozycje. Daje to średnio trzy i pół nowych płyt miesięcznie. Wcale niemało. Niektóre wydane oficjalnie na CD i znane dość szeroko, inne wydane cyfrowo lub w malutkich nakładach na potrzeby własne, znane co najwyżej rodzinie i znajomym. I niekoniecznie przez to gorsze…

No właśnie – gorsze, lepsze. Muzyka to podobno nie zawody, ale każdy ma swoje zdanie, swój gust i swój prywatny ranking. Chcieliśmy podzielić się z Wami naszym. Przesłuchaliśmy wszystkie te płyty, więc wiemy o czym mówimy! Poniżej prezentujemy nasze rekomendacje, ale przede wszystkim chcemy usłyszeć od Was, która krakowska płyta 2014 jest tą najlepszą i dlaczego. Dlatego mamy dla Was konkurs, głosowanie, nagrody!

Ale to za chwilę. Najpierw…

REKOMENDACJE KRAKOWSKIEJ SCENY MUZYCZNEJ

Kubaterra

Kubaterra – Kubaterra (alternatywa)

Michał: Kubę znamy z nieistniejącego już Camero Cat, którzy w swoim czasie mieli szansę na wypłynięcie (a to z Czesławem zagrali, a to w telewizji się pojawili). Lubiłem ich kocią energię, ale teatralność w muzyce znoszę słabo. Tymczasem Kubaterra to coś zupełnie innego. Od pierwszego do ostatniego dźwięku. Powolna, melancholijna, eteryczna, ale nierozłażąca się po kątach, zwarta, w swej przestrzenności konkretna i na temat. Ot, Płyta kompletna.

Tomek: Kubaterrę wybrałem za okoliczności towarzyszące jej powstawaniu oraz za podszytą intrygującą niepewnością melancholię, która jak nic pasowała do długiej, zeszłorocznej jesieni… albo do wczorajszego dnia.

OlaMój absolutny numer jeden wśród płyt 2014. Lekko melancholijnie, refleksyjnie i momentami niepokojąco. Każdy kawałek wydaje się być inną historią, która tworzy spójną całość. Jedyna wada? Album jest bardzo krótki. Po jego przesłuchaniu chciałoby się więcej i więcej!

bad light district

Bad Light District – Science of Dreams (alternatywa)

Michał: Z koncertu Editorsów wyszedłem z niesmakiem, a od swetrów wolę bluzy z kapturem, ale to po prostu dobre jest. Tak, lekko przeintelektualizowane; tak, brytyjsko rozlazłe; ale również z dystansem i naturalnością, która uwodzi nawet prostolinijnych gości w bluzach z kapturem.

BartekScience Of Dreams to muzyka piękna, oryginalna, taka, której w Krakowie brakowało, a której Kraków potrzebował. Muzycy kreują wspaniały klimat, który, co bardzo ważne, jeszcze lepiej sprawdza się na koncertach. Świetna rzecz!

OlaSpotkaliście się kiedyś z tym, że przy słuchaniu jakiegoś kawałka byliście przekonaniu, że podchodzi ona z USA lub UK? A później ten moment zaskoczenia, że jest on z Polski… ba! Z Krakowa! Płyta Scince of Dreams to bardzo delikatne i przemyślane brzmienie, które bez wątpienia, w połączeniu z zaspanym wokalem, jest wyjątkowe, jeśli chodzi o lokalną scenę muzyczną.

Clock Machine

Clock Machine – Greatest Hits (rock)

Michał: Nie wybrałbym tej płyty, gdybym nie wiedział, jak dobrym zespołem jest CM na żywo, tym bardziej widząc jego słodko-chłopięcą oprawę. Płyta nie jest zła, choć nawet w połowie nie kopie tak jak live. Ale i tak musi się tu znaleźć, bo 1) jej koncert premierowy był chyba największym, jaki kiedykolwiek zagrał krakowski zespół; 2) może ten fakt kogoś zachęci do zobaczenia zespołu na żywo. A zdecydowanie warto to zrobić.

Tomek: To nie jest moja ulubiona płyta w tym roku, ale muszę przyznać, że już przy pierwszym jej odsłuchaniu dotarło do mnie, że ta cukierkowa otoczka przykrywa po prostu zajebiste granie. Wokal Igora po polsku nadal brzmi dla mnie jak wokale sporej części Polaków śpiewających po angielsku, ale te dwa numery na całym albumie jestem w stanie przełknąć. Reszta wynagradza. Zwłaszcza In the Flames!

SoundQ - EP2

SoundQ – EP2 (elektronika)

Bartek: SoundQ to zdecydowanie jeden z najbardziej obiecujących zespołów elektronicznych w Krakowie. W odmienionym składzie, odświeżonej formule wypuścili w świat EP2, dumnie głosząc, że jest to najodważniejszy ich materiał. Czy najlepszy – tego stwierdzenia bym nie zaryzykował. Na pewno jednak trzyma poziom i utwierdza mnie w przekonaniu, że (aktualnie) trio ma jeszcze dużo pomysłów i sporo do pokazania.

Michał: Niezmiennie doskonale wyprodukowane, niezmiennie światowe, niezmiennie… zmienne. To czwarte wydawnictwo w dorobku zespołu i mimo, że wszystkie to tak zwana elektronika, każde jest inne. Tym razem skręcamy w kierunku dark pop. Jest mrocznie, aż ciary przechodzą. I jest bardzo dobrze. Brakuje być może wyraźnego akcentu, ale Kuba Kubica i s-ka po raz kolejny dowiedli, że da się w Krakowie robić muzykę, no, światową.

take me to the hospital

Take Me To The Hospital – 16/18/24 (pop punk)

Mike: Gdyby nie typowo polski akcent u wokalisty, to bardzo ciężko byłoby mi uwierzyć, że Take Me To The Hospital nie pochodzą z USA. Duża w tym zasługa produkcji, bo EPka brzmi jak wyprodukowana gdzieś w słonecznej Kalifornii. I oczywiście muzyka! Nie jest to typowy pop punk z pod znaku Green Day, a raczej kojarzący się z zespołem Kottak.

Michał: Pop punk. Taaak. Ale słychać, że robią to „po pracy w korporacji” – w pozytywnym sensie, bo aż kipi energia i chęć uwolnienia się z garniturów. Produkcyjnie bardzo wysoki poziom, więc, co tu dużo gadać, zapierdala jak trzeba. Doprawdy, ciężko powiedzieć, czy to Kraków, czy Kalifornia.

Shoom

Shoom – Wszystko gra (hip hop / ragga)

Ola: Długo czekałam na tę płytę. Pierwsze puszczone w przestrzeń kawałki tylko potęgowały chęci zdobycia pełnego albumu. Kooperacja tak odmiennych styli i charakterów zgrywa się w pozytywną, energiczną, żeby nie powiedzieć: wybuchową produkcję. I chociaż rap głównie kojarzony jest z życiem na ulicy i wszelakimi problemami, które ono niesie, to Shoomowiny postawiły na odrobinę humoru i domieszkę reggae, co moim zdaniem się opłaciło.

Michał: Nie jestem fanem gatunku, ale Shoom typowym przedstawicielem gatunku bynajmniej nie jest. Urzeka wdzięk i miła aparycja chłopaków rapujących (i śpiewających!) o trudnych, życiowych problemach, ale po pierwsze nie z ulicy, a bardziej z głowy, a po drugie w taki sposób, że można się tylko uśmiechnąć (i uśmiechać cały czas do końca).

wicked-heads

Wicked Heads (alternatywa)

Tomek: Drugą wybrana przeze mnie płytą jest jest EP-ka Wicked Heads. Umieszczenie w czterech utworach tak wielu ciekawych klimatów i brzmień, wśród których nie ma niby nic nowatorskiego, ale w połączeniu ze sobą działa to genialnie jest nie lada sztuką. Wokal nie każdemu się zapewne spodoba. Mnie urzekł. Nie, nie szukam na Allegro kapelusza i dżinsowych ogrodniczek, ale płyta jest przednia!

Bartek:  Wszystko to, co najlepsze u Dr Zoydbergha, jest i tutaj – szaleństwo, pomysł, doskonałe kompozycje, warsztat. Szkoda, że tylko EPka – ja osobiście z wielką niecierpliwością czekam na longpleja, by przenieść się w świat westernów, strzelanin i szeryfów. Na koń, Kraków, na koń!

 

Time-For-Funk-okladka-300dpi-rgb

Time For Funk – Głos Wewnętrzny (funk)

OlaGłos Zuzanny Skolias to bezapelacyjnie najlepszy damski wokal na krakowskiej scenie muzycznej. Aranżacje wierszy Różyckiego, które można usłyszeć na płycie Głos Wewnętrzny, to masa pozytywnej energii i przede wszystkim jedna z niewielu publikacji na rynku w podobnym koncepcie. Time For Funk pokazują, że funk i poezja to świetne połączenie!

Michał: Funk, ale nie taki z krakowskiego jam session – o, nie! Buja, owszem, tańczyć też się chce – ale bardziej na koncertach. W domu chce się po prostu słuchać i chłonąć bo lżej, miękko jakby, a przede wszystkim lotnie i przyjemnie.

połdunica

Południca – Królowa Czechosłowacji

OlaZespół, który chyba najtrudniej opisać. Mi osobiście bardzo przypadło do gustu brzmienie instrumentów połączonych z bardzo wyważoną elektroniką. Do tego zaskakujące i proste teksty – niekoniecznie skłaniające do refleksji. Ogólnie bardzo fajnie posłuchać sobie od czasu do czasu czegoś zupełnie innego i oryginalnego.

Michał: Jest to czymś zupełnie nieklasyfikowalnym. Jest tu: folk, disco, elektronika, glitch, eksperyment. Jest mandola, cymbały, saksofon, komputerek, bębny, przester, ciężkość, lekkość, taneczność i refleksja. Co to do cholery jest? Właśnie. Południca.

Smingus – Black Diamonds (alternatywa)smingus

OlaMoja druga ulubiona krakowska płyta w tym roku. Jest po prostu pięknie i perfekcyjnie. Black Diamonds zadziwia – wyobraźnią, dojrzałością, spokojem. Każdy numer porywa w jakąś bliżej nieokreśloną przestrzeń i zwyczajnie chce się tam być.

rusty cage

Rusty Cage – Blackbirth (rock)

Mike: Nie wyobrażam sobie podsumowania bez tej EPki. Rusty brzmią coraz lepiej. Solidne rockowe granie w amerykańskim stylu przywołujące na myśl takie zespoły jak SIXX: A.M. czy Papa Roach. Ostre gitary, idealnie pasujący wokal, bardzo dobre brzmienie, no i świetne utwory – czego chcieć więcej? Mój numer 1.

42ef3937b979091cf46e2f58109b31fa_L
Gruff! – Liffe (blues)

Tomek: Gruff! wybrałem za przypomnienie mi, że blues nie musi być smutny i dołujący, że można się świetnie bawić i zarażać energią, improwizując – i, że warto chodzić na koncerty. Sam w sobie genialny duet Przytuły i Kruka zdecydowanie zyskał na kooperacji z Maćkiem, który świetnym bębniarzem jest i basta.

Straight Jack Cat EP2Straight Jack Cat – EP2 (rock)

Michał: Już nie tak agresywnie, mniej hałaśliwie, bardziej, no cóż, mainstreamowo. Ale i tak bardzo dobrze. Jeśli szukasz solidnego, surowego przypierdolu spod znaku White Stripes czy Dead Weather, Straight Jack Cat nadal go dostarcza, choć nie z garażu, ale z dobrego studia.

Zachęcamy do przesłuchania wyżej wymienionych albumów oraz do sprawdzenia pozostałych na LIŚCIE PŁYT WYDANYCH W KRAKOWIE W 2014 oraz do wybrania własnych typów w konkursie…

KONKURS NA KRAKOWSKĄ PŁYTĘ ROKU 2014!

Konkurs, w którym wygrywa zarówno zespół, jak i głosujący fani.

WYGRYWA ZESPÓŁ, którego płyta do 15 stycznia (włącznie) dostanie najwięcej głosów. Można zachęcać swoich fanów do głosowania. Przygotowaliśmy następujące nagrody:

  1. Voucher o wartości 400 PLN do wykorzystania w Składzie Muzycznym.
  2. Pakiet promocyjny KSM zawierający:
    – banner reklamowy na www.krakowskascenamuzyczna.pl/2018 promujący zwycięski album (2 tyg.)
    – banner reklamowy na www.skladmuzyczny.pl (2 tyg.)
    – artykuł / wywiad / recenzja płyty na www.krakowskascenamuzyczna.pl/2018
    – publikacja wybranych utworów na naszym fanpage’u
    – informacja w newsletterze KSM o zwycięzcy plebiscytu.
  3. Niekończącą się satysfakcję – wszak to nagroda publiczności!

Aby zagłosować, należy dodać komentarz POD TYM ARTYKUŁEM z nazwą wykonawcy, tytułem płyty, linkiem i motywacją. Można głosować na więcej niż jeden album (czemu nie!). Można głosować również na płyty, których nie ma na naszej liście płyt, które ukazały się w Krakowie w roku 2014 (bo może coś przeoczyliśmy i musimy zaktualizować listę?).

WYGRYWA GŁOSUJĄCY, który naszym zdaniem w najciekawszy sposób umotywuje swój wybór. Można zgarnąć:
– 3 zestawy wybranych płyt z naszego zestawienia
– 10 biletów
na wybrane koncerty zespołów z naszego zestawienia
– 3 bilety na wybrane koncerty w klubach partnerskich (Fabryka, Rotunda, Forty Kleparz)

WYGRYWA KAŻDY, kto dzięki temu artykułowi poznał chociaż jedną dobra płytę – po to właśnie robimy to zestawienie!