Przed koncertem Crystal Fighters w Klubie Studio wystąpił Krakowski zespół SoundQ. Nasz dziennikarz – Mike przeprowadził szybki wywiad z założycielem, głównym kompozytorem i wokalistą – Jakubem Kubicą. Dowiecie się dlaczego w najbliższym czasie nie ukaże się żadne fizyczne wydawnictwo zespołu, dlaczego nie sprzedadzą samochodu, jak wygląda nisza dark electro pop w Krakowie i w Polsce oraz jaki jest ich wymarzony kontrakt!
Rozmawiamy nietypowo przed koncertem, więc nie mogę zadać standardowego pytania o wrażenie po koncercie. Zatem, jak przed koncertem jako support Crystal Fighters?
Bardzo fajnie. Jesteśmy dobrej myśli.
Podekscytowani? Zestresowani? Zdenerwowani?
Jeszcze ani zestresowani, ani podekscytowani. Mamy dużo czasu, a stres zaczyna się nam dopiero pieć, dziesięć minut przed koncertem, więc na razie…
Czyli profesjonalizm pełną parą.
No, ja nie wiem – być może. Długie wejście. (śmiech)
Graliście już jako support przed dużą gwiazdą?
Graliśmy, tak. Przed Jessie Ware. Dokładnie tutaj, w Klubie Studio. Graliśmy też przed Hooverphonic. To chyba takie największe zespoły, przed którymi graliśmy. Natomiast bardzo cieszymy się, że możemy zagrać przed Crystal Fighters, bo bardzo ten zespół lubimy i w ogóle na żywo robią niesamowity show.
A jak się tutaj dostaliście, jeżeli mogę zapytać? Ekskluzywne zaproszenie od samych Crystal Fighters?
(śmiech) No wiesz… Dostaliśmy taką propozycję od znajomego, który współorganizuje ten koncert. I później musieliśmy czekać na odpowiedź z managementu Crystal Fighters i okazało się, że zaakceptował ów management naszą kandydaturę, no i jesteśmy.
Poznaliście się już? Jest szansa na całą trasę? Kiedyś, w przyszłości?
Byłoby fajnie, ale na razie się jeszcze nie poznaliśmy, wstydzimy się (śmiech).
Wracając na krakowskie podwórko… Wydaliście płytę.
Tak. Wydaliśmy płytę, a po płycie, czyli w maju tego roku wydaliśmy epkę.
I jak reakcje ludzi? Sprzedaż? Przecież teraz jak się wydaje płytę to jest to przedsięwzięcie skazane z góry na porażkę, prawda? Kto kupuje płyty w dobie spotify, torrentów itd.?
Doszliśmy do podobnego wniosku. Przez najbliższe kilka lat zamierzamy wydawać tylko EPki. (śmiech)
EPki też na płytach, czy…?
Co do formatu – uzależniamy to od zapotrzebowania. Jeśli będzie sens coś tłoczyć to być może coś wytłoczymy. Nie zastanawiamy się nad tym, ep2 nie ma na nośniku fizycznym. No i całkiem nieźle sobie radzi tak po prostu jako digital, więc…
Tak, jesteśmy.
I jak liczba odsłuchań?
W porządku.
Jak, jako przedstawiciel młodego zespołu, oceniasz pomysł wrzucenia swojej muzyki na Spotify? Pomaga to w promocji czy głównie znajomi słuchają, bo nie muszą wtedy kupować płyty?
Pomaga. Myślę, że pomaga, bo jednak dostępność tego jest atrakcyjną rzeczą. Masz wszystko gdzieś tam w jednej aplikacji, którą odpalasz rano i wieczorem gasisz. Dobrze jest być na Spotify. Nie pokuszę się tu o diagnozę tego, co streaming robi z muzyką. Wiadomo, że jednak prowadzi to do tego, że coraz mniej osób będzie chciało kupować jakiekolwiek nośniki. W ogóle, cokolwiek kupować, bo wszystko będzie online prawie za darmo. A statystyki są bezwzględne, jeśli chodzi o przełożenie kasy na ilość odsłuchów. Nie ma co się łudzić, że to jest jakiś przychód dla muzyków.
Chyba, że jesteś Madonną.
Chyba, że jesteś Madonną albo, być może, Dawidem Podsiadło, cholera wie. Akurat teraz skończył mi się opłacony abonament, więc słyszę reklamy. To też od czegoś zależy, że pewni wykonawcy są reklamowani, a inni nie. No, zdecydowanie za poważny temat jak na 45 minut przed koncertem (śmiech).
Do następnego tematu potrzebuję odpowiedzi na prozaiczne pytanie o to jaką muzykę gra SoundQ. Zanim odpowiesz, Jedna uwaga: teraz panuje moda na określanie swojej muzyki w piętnastu różnych gatunkach, więc poproszę cię o maksymalnie trzy słowa.
Trzy słowa maksymalnie? Ja nawet mogę powiedzieć więcej!
Właśnie chodzi o to, żebyś powiedział mniej.
Powiedzmy, że dark electro pop. No, to mieścimy się w trzech (śmiech).
Jak wygląda funkcjonowanie w tym muzycznym środowisku? W tej niszy dark electro pop?
Trudno mi przypisać tutaj konkretnie nazwę jakiejś niszy. Jesteśmy gdzieś pomiędzy kategoriami. Więc nie przynależymy ani tu, ani tu. Nie jesteśmy elektroniczni w sensie klubowym. Nie robimy takiej muzyki stricte pod parkiet. Plan dramaturgiczny piosenek to nie jest impreza. Są piosenki, ale są one mniej lub bardziej alternatywne, obsadzone w elektronicznych klimatach, więc nie wiem, jaka to jest nisza w Krakowie. Nie widzę za bardzo kolegów z mojej niszy.
Czyli jesteście jedyni, tak? Bo zespołów rockowych jest pięć tysięcy .
No tak, nie ma dużo takich zespołów – nie żebym się jakoś chełpił (śmiech). Po prostu jesteśmy gdzieś pomiędzy kategoriami. Poza tym w Krakowie jest mało takich zespołów.
Czy to skutkuje tym, że macie dużą frekwencję na koncertach, bo brakuje takiej muzyki?
Mamy dosyć dużą frekwencję na koncertach, ale nie wiem, czy to jest akurat rezultat tego, że trafiamy w jakieś tam zapotrzebowanie. Może dlatego, że po prostu jest to nasz lokalny rynek i zdążyliśmy jakąś grupkę fanów do siebie przekonać. Trudno stwierdzić jednoznacznie. Kraków się zmienia, jeśli chodzi o pejzaże muzyczne. Więcej jest takich imprez właśnie techno – house’owych, Prozak 2.0 działa od lat. Duże rzesze koneserów takiej muzy jednak przyciąga. Zobaczymy jak to dalej będzie się tutaj działo.
Gracie mniej czy więcej koncertów poza Krakowem niż w Krakowie?
Mniej. Dużo mniej gramy poza Krakowem.
Dlaczego? Nie chcecie? Nie macie siły?
Nie mamy żadnego fanbase’u. Nie mamy ludzi, do których możemy pojechać. Na przykład – do Szczecina i zapełnić tam salę. Czekamy, wydajemy konsekwentnie materiały i czekamy aż gdzieś ta nazwa zacznie funkcjonować, ludzie się zaczną interesować. Bo też nie jesteśmy takim zespołem, który by chciał wyjeżdżać co weekend i grać trzy małe koncerty i modlić się, żeby wszystko wyszło na zero. Trochę za starzy na to jesteśmy.
Za starzy?! To jest możliwe? Przecież Cinemon – 33 koncerty zagrają, a chłopaki starsze od Was.
Nie no, ja rozumiem, bo to jest jakaś droga. My raczej tą drogą nie idziemy, bo mamy swoje życia zawodowe.
Czyli nie żyjecie z muzyki?
Nie, absolutnie nie. Długo się tym zajmujemy i po prostu staramy się stawiać na kolejne konsekwentne wydawnictwa i czekać aż gdzieś, być może, to zapotrzebowanie na naszą muzykę będzie jeszcze większe.
Jakie masz podejście do wytwórni płytowych? Jeżeli dostałbyś kontrakt?
Z pocałowaniem ręki bym go podpisał, gdyby to był sensowny kontrakt.
Jaki to jest sensowny kontrakt? Twój wymarzony kontrakt!
Kontrakt na jedną płytę za milion dolarów. (śmiech)
A teraz w Polsce!
No to za milion złotych (śmiech). To jest bardzo trudne pytanie, bo trzeba się zastanowić, jakiego typu wytwórnie funkcjonują dzisiaj. Na pewno nie chciałbym trafić do jakiejś wielkiej korporacji, bo tam małe zespoły nie mają żadnej siły przebicia. Raczej wyobrażałbym sobie jakąś prężnie funkcjonującą małą czy średnią wytwórnię która wie, jak to robić. Wie jak trafić do ludzi, i wie jak sprzedać muzykę. Ludzie to widzą i takiej muzyki słuchają. Współpraca z taką wytwórnią, byłaby bardzo fajna dla nas.
Czyli managerowie którzy będą to czytali – zgłaszać się mogą tylko ci, którzy reprezentują średnie lub małe wytwórnie? (śmiech)
Nie, nie. Wszystkie niech się zgłaszają. Zapraszamy. Moja skrzynka jest zawsze dla was pusta. W sensie, na pewno nie będzie zapchana (śmiech).
Myślisz, że byłbyś kiedyś w stanie rzucić wszystko; rodzinę, pracę, i oddać się w całości muzyce?
Nie, nie. Wszystkiego to raczej nie rzucę.
A myślałeś kiedyś o tym? Chciałbyś być muzykiem na sto procent i niczym innym się nie zajmować?
Oczywiście. Dalej chcę być muzykiem na sto procent i do tego dążę. Ale nie przez takie gwałtowne ruchy bo to się skończy skakaniem na główkę do pustego basenu. Trzeba na to chłodno spojrzeć. W momencie kiedy pojawi się jakaś sensowna szansa… Jeżeli ta szansa będzie faktycznie realistyczna, a nie tylko możliwością, żeby utopić pieniądze, których zresztą i tak dużo już utopiłem w swoją muzykę. Czy jak ktoś zamacha kontraktem to pójdę i sprzedam samochód? Nie, niekoniecznie. No i też nie sprzedam samochodu, żeby zainwestować w trasę, która nie wiadomo czy przyniesie jakiś efekt promocyjny. Byłbym do tego zdolny, ale musiałbym mieć naprawdę bardzo mocne przekonanie. Jestem pod tym względem realistą. Inwestować tak, żeby nie stracić tych pieniędzy.
Czy za granicę jakoś uderzaliście?
Tak, uderzaliśmy za granicę. Odzew był nawet całkiem fajny.
Graliście?
Nie graliśmy za granicą. To jest jednak problem. Problemem jest zagrać w Gdańsku, a co dopiero w Berlinie. Mamy cichą nadzieję, że jeżeli coś się z nami zacznie dziać – to być może właśnie gdzieś tam. Natomiast do grania tam koncertów i tras to jeszcze długa droga.
Na koniec trochę prywaty. Bierzecie udział we współorganizowanym przez nas projekcie, w którym studenci UJ szkolą się na przyszłych menedżerów. Jak Wam się układa ta współpraca?
Poznamy się dzisiaj. Być może to jest ten złoty strzał, być może to one sprzedadzą samochód.
Dzięki za wywiad.
dzięki!
więcej zdjęć z koncertu do obejrzenia tutaj.
