Przed koncertem Vesanii w Krakowie, w ramach trasy Blitzkrieg, przeprowadziłem długą rozmowę z Tomasz Wróblewskim znanym jako Orion, basistą Behemoth, założycielem Vesanii, producentem, kompozytorem, ale przede wszystkim bardzo inteligentnym i miłym człowiekiem. Poniżej pełny zapis, z którego dowiecie się m.in. dlaczego powiedzenie, że przecież w Polsce mamy gorzej to kompletna bzdura, w jakich krajach muzycy dostają dotacje od rządów, dlaczego Stany są rynkiem sprawiedliwym, jak załapać się jako opening act na Zachodzie, a jak w Polsce, i wiele innych ciekawych rzeczy.

Zacznijmy od początku. Od samego początku. Dlaczego zdecydowałeś się grać na gitarze i basie? Jakie były i jakie są Twoje inspiracje?

Uuu. Aż tak głęboko? Ojciec zaszczepił mi rockową muzykę, gdzieś w okolicach ósmego, dziesiątego roku życia. Mieliśmy starego kaseciaka w domu. Włączał mi zespoły typu Dire Straits, Led Zeppelin, Deep Purple i od tego zaczęło się jakiekolwiek moje zainteresowanie brzęczeniem na gitarze. Parę lat później IMG_96155420a9ff200b6.JPGpokazał mi jak się łapie E-dur i A-moll i od tego zaczęło się granie na instrumencie. Minęło lat parę i pojawiło się zainteresowanie ciężej grającymi zespołami.Wtedy to była Sepultura, Slayer,  Metallica i takie rzeczy, a potem,  w połowie lat 90, norweska scena black metalowa.

Kościoły i te sprawy?

Do grania kościoły może nie inspirują bezpośrednio (śmiech), ale tamta sytuacja tak. I wtedy wiedziałem co chcę grać i co chcę robić.

Ale zwróciłeś się w stronę takiej mocniejszej muzyki. Niektórzy pozostają na tym Dire Straits. Czego szukałeś w tej mocniejszej stronie? Czy to było naturalne?

Nie wiem na ile to było naturalne. Jak patrzę sobie na to z dzisiejszej perspektywy to trudno mi zrozumieć z czym było mi tak strasznie źle i dlaczego ja byłem takim potwornie zbuntowanym dzieciakiem wtedy, nie było to specjalnie konsekwentne. Wcale nie miałem jakoś tragicznie w życiu, mam dwie ręce, dwie nogi, jestem w miarę zdrowy i nie umierałem z głodu. Może się nie przelewało nigdy, ale nigdy też nie było tak, że nie mieliśmy co włożyć do garnka. Nikt mnie nie bił ani nic takiego (śmiech). W takiej muzyce widziałem mnóstwo jakiegoś rodzaju magii, która mnie po prostu pociągała i jak już w to wdepnąłem, to jak w gówno. Jak już się przyklei do buta to nie doczyścisz.

I z tego powstała Vesania. Mówisz o niej jako o swoim dziecku, ale wydaje mi się że traktujesz to dziecko trochę po macoszemu. Na trasę jedziecie raz na 6 lat, płytę wydacie raz na 5

IMG_96865420aa17f30c0.JPGTyle mam czasu. W którymś momencie zaczęła się cała historia z Behemothem, jestem mocno ograniczony czasowo i robię tyle ile mogę po prostu. I tyle na ile pozwala mi życie poza tym zespołem. Gdyby było tak, że Vesania stałaby się moją pracą w którymś momencie to pewnie inaczej by to rozłożenie czasu wyglądało. Ale jest tak jak jest.

A w takim razie, czy jak dołączyłeś do Behemotha, na początku byłeś tylko muzykiem sesyjnym?

Tak. Przez chwilę na początku tak było.

Czy kariera z Behemoth dała Ci dużo możliwości, kontaktów, które możesz wykorzystać w Vesanii?

Zdecydowanie tak. Jest mnóstwo ludzi, których się poznaje grając w tego formatu zespole, sytuacji w których się uczestniczy. To mi pozwala dobrze się orientować, rozumieć zasady, wiedzieć co mogę, a czego nie mogę. I w przypadku płytowych kontraktów, i tras koncertowych. Dużo łatwiej rozmawia się o czymś, o czym wie się na czym polega i jak funkcjonuje.

W takim razie jak już osiągnąłeś sukces z Behemoth i jeździliście po Europie, Stanach, Rosji gdzie słyszałem że było ciężko trochę…

Ostatnim razem faktycznie było średnio, wcześniej – bardzo dobrze.

To jak porównasz biznes muzyczny na zachodzie do tego, który mamy w Polsce? Jak tam jest? Czy tam się promuje muzykę bardziej?

Wiesz co, wszędzie się promuje muzykę na podobnym poziomie. Są pewnie takie rynki, które są bardziej chłonne i mają większe możliwości, ze względu na to że są raz – bogatsze, dwa – jest tam więcej ludzi. W ogóle muzyka metalowa jest dosyć szczególna jeśli chodzi o biznesowe sprawy. Ogromna większość innego rodzaju zespołów zamyka się gdzieś tam w lokalnych rynkach. Metalowa muzyka jest międzynarodowa i jak już się coś dzieje dobrego z zespołem to zwykle dzieje się to na całym świecie. Co prawda pojawiają się takie historie jak Stany, które są rynkiem, z mojego punktu widzenia, bardzo sprawiedliwym, to znaczy funkcjonuje on tak, że jak sobie nie zapracujesz na jakiś tam sukces, mniejszy czy większy, to nie masz szans na niego. To znaczy, jeśli jesteś dużym zespołem w Europie, a nIMG_95985420a9f6cf139.JPGie grasz w Stanach, to jesteś tam nikim. Dopóki nie przetrzesz tam sobie drogi i nie przebujasz się kilka tras w śmierdzącym vanie za hamburgera, to nie dojdziesz do niczego. Nie wiem na ile Polska jest szczególna pod tym względem. Ja nie widzę jakiejś ogromnej różnicy w tej chwili. Jeżeli te różnice są, to one wynikają prawdopodobnie z tego że my inaczej zaczynaliśmy niż ta zachodnia część świata. Pozostawaliśmy przez długi czas za żelazną kurtyną i kiedy tam działy się oficjalne i normalne rzeczy, takie jakie się dzieją w tej chwili, to u nas nie było licencyjnych kaset i nie można było kupić w sklepie gitary ani wzmacniacza. Więc wszyscy sobie radzili tak jak mogli, z tym co było dostępne. Pewnie przez to jesteśmy trochę z tyłu. Teraz szanse się wyrównały i takie narzekanie, że u nas jest gorzej, a gdzieś jest lepiej to można sobie w spodnie wsadzić. Mamy dokładnie taki sam start jak wszyscy inni, chociaż jest parę miejsc, które generalnie dużo więcej inwestują w kulturę i co za tym idzie w muzykę również.

Na przykład?

Na przykład Skandynawia. Wiele płyt skandynawskich metalowych zespołów zostało nagranych za rządowe pieniądze, i to takich płyt jakich nigdy byśmy się nie spodziewali, że w ten sposób powstały. Poza tym są różnego rodzaju pomoce finansowe uzyskiwane od władz lokalnych dla artystów generalnie. Jeśli ktoś się zajmuje heavy metalem to to też jest muzyka i to też są artyści. U nas się to widzi trochę inaczej.

W Polsce mówi się o bardzo silnym undergroundzie black metalowym, o zespołach które całkiem nieźle sobie radzą na zachodzie. Czy to jest prawda? Siedzisz w tej muzyce polskiej?

IMG_96685420aa0b9931c.JPGZdecydowanie tak. Jest całe mnóstwo takich zespołów. Tutaj Polska też jakby w relacji do reszty Europy nie jest jakoś znacząco silniejsza. Ale faktycznie podziemie nasze ma się dobrze i to jest jeszcze inna historia. To są zespoły, które z natury, z założenia chcą pozostać w takim kręgu. Nie chcą wyjść i stać się zespołami popularnymi. Wbrew pozorom to wcale nie wychodzi źle dla nich. Okazuje się, że zainteresowanych tego typu historią ludzi w Europie, a także na świecie jest bardzo dużo. Tak naprawdę jeżeli można mówić o rynku w tym przypadku to jest całkiem porządny dla tych zespołów.

A zmieniając trochę temat Pracujesz jako producent w studiu w Warszawie. To jest jeszcze aktualne?

Zdarzało mi się, zdarzało.

Zdarzało? Czyli teraz już to jednak nieaktualne?

Wiesz co, w tej chwili zwyczajnie nie mam na to zupełnie czasu.

A robiłeś to jako pasję?

Tak.

Tak samo byłeś kompozytorem

Zdarzało mi się również. To są wszystko rzeczy na które mam czas, kiedy nie mam wyjazdów z zespołami. Ostatni raz kiedy się tego dotykałem był dość dawno, nie licząc ostatniej płyty Vesanii, nad którą pracowaliśmy bardzo długo, chyba najdłużej nagrywana płyta w historii w ogóle (śmiech).

Nie no, Guns N Roses nie przebijesz (śmiech)

Nie, ale dużo nam nie zabrakło.

Czyli następna będzie za 13 lat?

Myślę, że już tego błędu drugi raz nie popełnimy (śmiech). Jak się pracuje nad materiałem półtora roku, to na etapie „rok później” już chciałbyś wszystko zrobić inaczej.

To prawda. Słyszałem ostatnio jednak że Nergal powiedział że następnej płyty Behemoth może już nie być.

Tego nikt nie wie. Ja nawet nie wiem czy zagramy dzisiejszy koncert. Jak będzie trzęsienie ziemi i spadnie bomba to go nie zagramy. I myślę, że to co mówił Nergal o Behemoth było w tym kontekście, tylko podchwycone obrzydliwe.

W medialny sposób

Tak, dokładnie, w ohydny sposób zostało to pokazane przez media.

Jak jedziecie w trasę, teraz mówię już bardziej o Behemoth, to supporty sami wybieracie? Czy raczej kwestia menadżer, wytwórnia? Przesłuchujecie ich?

Kiedyś nie mieliśmy takiej możliwości w ogóle. W tej chwili mamy to ogromne szczęście, że możemy sobie na to pozwolić. Będąc gospodarzami trasy, jeżeli już rozmawiamy od tejIMG_96435420aa06cc81c.JPG strony biznesowej, to w przypadku naszej trasy to my jesteśmy głównym klientem agencji koncertowej i możemy również decydować o kształcie artystycznym. To nie jest tak, że zespoły nam przysyłają płyty, a my ich przesłuchujemy. Takiej sytuacji nie ma. To bardziej my wychodzimy z pomysłami, jakie zespoły chcielibyśmy zabrać ze sobą na trasę i badamy temat po prostu. Sprawdzamy to z zespołem, sprawdzamy to z agencją z którą współpracujemy. Najczęściej to się udaje co w rezultacie daje nam trasę na której znajdujemy się my i bardzo lubiane przez nas zespoły. Takie trasy to najczęściej mega inspirujące wyjazdy.

To możemy z tego wywnioskować, że przesłuchujecie zespoły które grają z Wami trasy, słuchacie polskiej sceny metalowej, tak? Możemy to potwierdzić?

Jasne.

Fajnie, to się ucieszą wszyscy z Krakowskiej Sceny Muzycznej, bo dużo tutaj jest zespołów, które tak skrycie liczą na to, że może ktoś ich kiedyś posłucha, najlepiej jakaś gwiazda, znajdzie (śmiech).

To jest życie nasze. Jesteśmy umoczeni po samą szyję w tej muzyce i jest jej całe mnóstwo naokoło nas non stop. Próba powiedzenia tego, że nie słucham takiej muzyki, choćbym nawet chciał jej nie słuchać to jest to niemożliwe! A że lubię to słucham.

Rozmawiałem kiedyś z Wojtkiem Hoffmanem, też o supportach, i powiedział mi wtedy, że jak oni jadę w trasę to jadą sami. Jeśli mają supporty to tylko i wyłącznie lokalne. Podał od razu powód nie mają z czego zapłacić zespołowi który wzięliby na całą trasę. Prędzej wezmą zespół technicznego

Chciałbyś żebym się ustosunkował do tego co powiedziałeś?

Tak.

To znaczy mam Ci powiedzieć czy płacimy zespołom czy nie?

Nie, niekoniecznie…

Powiem inaczej. Generalnie zasada na trasach na świecie jest taka, jeżeli bierze się coś co można nazwać opening act, support, to znaczy zespół który nie ma płyty, nie ma wydawcy, to ten zespół płaci za to, że jest na trasie. Generalnie to tak wygląda. Bo trasę, i organizatora tej trasy, i wszystkich innych kosztuje to, że ten zespół gdzieś śpi, coś je, ktoś go obsługuje itd. Ogólnie taka jest zasada. Tour support nazywają się takie pieniądze, a innymi słowy, jest to pozycja na trasie określana jako buy on. Wykupuje się ją po prostu. Polskie trasy trochę innymi prawami się rządzą. Mogę o tym powiedzieć zupełnie spokojnie, jak wygląda to z naszej strony. My nie robimy w ten sposób.

Mówisz teraz o Vesanii?

Nie, mówię o Behemocie. Z Vesanią to ja cieszę się, że jesteśmy na tej trasie. Z Behemoth nie robimy tak, że sprzedajemy miejsca na trasie. Nigdy tak nie zrobiliśmy. I nie zapowiada się żeby była taka historia, bo nie do końca nam to pasuje. Natomiast zespoły które jadą z nami na trasie w Polsce, zwykle same utrzymują się na takim wyjeździe.

Przechodząc już do takich lokalnych rzeczy. Co byś poradził młodym zespołom, które teraz zaczynają? Mówię o kwestii kontraktu z wytwórnią. Czy to ma sens?  Czy lepiej inwestować w siebie samemu?

Nie wiem. Ja słyszę takie pytanie kilka razy dziennie, dostając płytę od muzyków różnych zespołów, młodych najczęściej, którzy przychodzą na nasze koncerty. Nie umiem na nie odpowiedzieć. Nigdy nie umiałem. Dlatego, że znam historie zespołów różnych, takich którym jakoś tam się IMG_96845420aa11109cb.JPGudało. Każda z tych historii jest zupełnie inna. To jedna rzecz. Gdyby była taka droga, którą można wymyślić, powiedzieć i poradzić to pewnie każdy miałby to dawno opracowane i sobie by szedł tą drogą i za chwilę był wielką gwiazdą. Nie ma takiej historii, nie da się tego w żaden sposób zdefiniować, tak mi się wydaje.

Czyli podążaj za głosem serca?

Nie ma nic innego na świecie. Wiesz, jeśli chodzi o rozsyłanie demo itd., to wszystko ma sens. Każdy mały krok, który robisz z zespołem do przodu ma sens. To pewnie oznacza że 99% z tych kroków jest kompletnie z czapy, a być może ten jeden to jest właśnie ten właściwy. Gdyby był ktoś, kto potrafi oddzielić te złe od tych dobrych to pewnie byłby najbogatszym człowiekiem świata. No nie da się tak.

W biografiach gwiazd się czyta, że dostali talent z nieba, i nie jest to może napisane wprost, ale wynika z tego, że w ogóle nie ćwiczyli tylko nagle zaczęli pisać hity, a druga strona jest taka, że siedzieli i ćwiczyli 10 godzin dziennie. To należy wypośrodkować czy racja jest po którejś z tych stron?

Jedni i drudzy mają rację i jedni i drudzy jej nie mają też. To nie jest tak że Ci, którzy ćwiczą nie wiadomo ile i są najlepszymi technicznie muzykami, są jednocześnie ludźmi którzy mają najlepsze pomysły. Często totalnie wizjonerskie, na mega artystycznym poziomie pomysły, mają ludzie których nikt nigdy nie uczył niczego. Najzdolniejszymi bywają ci, którzy dochodzą do wszystkiego zupełnie sami. Tego się nie da zgeneralizować w żaden sposób.

Na koniec, kilka luźniejszych pytań jeszcze mam o Polsce. Muszę tutaj nawiązać do medialnej sytuacji z paleniem Biblii. Jak graliście za granicą to nikt Was po sądach nie ciągał. Czy to jest kwestia tego, że Polska jest dalej ciemnogrodem konserwatywnym?

No pewnie, że jest.

To jest kwestia tylko tego?

To nie jest tak, że nigdzie nic się nie działo. Mieliśmy w Stanach gdzieś jakieś protesty przed koncertami. Dave Mustaine nie zgodził się kiedyś żebyśmy zagrali z Behemothem na jednym festiwalu razem Megadeth. W Polsce faktycznie skończyło się to pozwami sądowymi, no cóż. Zaściankiem Europy jesteśmy pod względem mentalnym i otwarcia na rozumienie jakiegokolwiek artyzmu. Ciemnogród trochę. Takie słowo padało i myślę, że jest prawdziwe. Bo tutajIMG_96305420aa037c7f3.JPG to, że ktoś tam sobie wymyśli pozwy to swoją drogą. Ale wolność wypowiedzi artysty na scenie ma jakąś tam historię sądową swoją w Europie. W Polsce prawie nie. Pojawiła się dopiero przy nas, potem było jeszcze kilka różnych historii. Nie wiem, czy to my jesteśmy aż tacy ekstremalni w tym co robimy, czy nigdy nic gorszego się nie działo. Mnie to bawi jak widzę te wszystkie sytuacje już w tej chwili. Na początku byliśmy zdziwieni, potem oburzeni, a w tej chwili po prostu się uśmiechamy. Jeżeli odwołuje się nam w Polsce koncert z jakiegoś powodu to my sobie zagramy koncert w Tokio, na szczęście świat jest bardzo duży, no i nie wszędzie mamy tak trudno.

A wracając do tematu Vesanii. Jak jedziecie w trasę, rzadko bo rzadko (śmiech), to macie jeszcze coś w stylu sex, drugs and rocknroll? Kiedykolwiek coś takiego było?

Mieliśmy swoje momenty, i pewnie cały czas miewamy, ale jak stara zasada głosi: co dzieje się w busie, zostaje w busie. Nie pogadamy sobie. (śmiech)

A co na backstage to na backstage (śmiech).

No właśnie (śmiech)

Dzięki wielkie za rozmowę.

Dzięki!

rozmawiał Mike Młynarczyk

więcej zdjęć z koncertu tutaj