Jakiś czas temu na nasze skrzynki mejlowe przestał przychodzić newsletter od zespołu NoName. Nie wnikaliśmy, dlaczego tak się dzieje – czekaliśmy. Minęło sporo czasu i dostaliśmy propozycję patronowania koncertu połączonego z premierą teledysku. Oczywiście się zgodziliśmy. Znajomi i Przyjaciele zespołu NoName! Zapraszamy 15 marca do klubu The Stage. O koncercie, chwilowej nieobecności i byciu rock’n’rollowcem porozmawialiśmy ze ZBuKiem.

Przypomniałem sobie ostatnio naszą rozmowę przy okazji serii „Tak brzmi…”, którą nagrywaliśmy w Składzie Muzycznym, słuchałem ostatnio także NoName i… dalej uważasz, że nie jesteś rock’n’rollowcem?

Obawiam się, że pojęcie rock’n’rollowiec w dzisiejszych czasach mocno się zmieniło w stosunku do rock’n’rollowca z poprzedniego wieku.

Uściślij.

Słuchając, oglądając, czytając – wychodzi na to, że dziś praktycznie jest rock’n’rollowcem każdy, kto trzyma gitarę w ręku i gra „rocka”. Tyle tylko, że jak czasem słucham radia o tematyce „rock”, to nie rozumiem, gdzie w muzyce, która wydobywa się z głośnika, jest ten „rock” i sprawdzam, czy mi się radio nie przestawiło się na inne fale.

Może społeczeństwo się zmienia, może to właśnie dzisiejsza młodzież, która przecież kształtuje modę i trendy, poprzez „rock” rozumie zupełnie coś innego niż to, czym był dla naszych rodziców i dla nas?

W moim odczuciu rock’n’rollowiec powinien bez ustanku „toczyć się”, niczym walec, nie oglądając się, co przy okazji zmiażdży, nie interesują go błahostki – on jest po, to żeby dawać do przodu tyle, ile się da. W moim sercu rock’n’roll jest – i zawsze będzie!

Czyli jesteś rock’n’rollowcem!

Nie wyobrażam sobie siebie jako smutnego starszego pana, który jedyne, co na starość będzie robił, to stał w kolejce do lekarza i apteki (no, chyba że po Vicodin, Viagrę i inne fajne piguły); z drugiej jednak strony nie uzurpowałbym sobie przydomka ZBuK-rock’n’rollowiec. Do pięt nie sięgam Ozzy’emu, Axlowi, Claptonowi czy innym facetom, których życie w większości to jazda bez trzymanki.

Axl był ponoć zawsze grzecznym chłopcem. Może nie grzecznym, ale stosunkowo trzeźwym.

Jasne – a seks uprawiał tylko po ślubie.

No pewnie! A skoro już jesteśmy w temacie – ostatnio pod postem Arka z Rusty Cage toczyła się bardzo ciekawa dyskusja na temat nowych gunsow. Brałeś w niej udział. Bardzo fajnie się to czytało ze względu na to, że każdy z Was miał inne zdanie poparte merytorycznymi argumentami – wszyscy w końcu jesteście bardzo dobrymi gitarzystami… Miałeś kiedyś tak, że puściłeś sobie DVD znanego zespołu i pomyślałeś „kurwa, przecież ja bym to zagrał lepiej!”?

Nie – bo nie czuję się takim fachurą od gitary, żeby wywyższać się ponad innych – zwłaszcza „znanych”. Choć jeśli chodzi o tych „nieznanych”, często mam przemyślenia typu – ależ to jest słabe; mam bardzo sprecyzowany gust i ciężko mi dogodzić – wielu z nowych „wielkich” to nie moja bajka, nie kumam, nie słucham, nie rozumiem i się nie fascynuję jak sto milionów innych ludzi na całym świecie, ale obawiam się, że to oznaka starości – konserwuję się, mój gust jest coraz bardziej zamknięty na nowości (to smutne) i żyję wspomnieniami „starych, dobrych lat” – kiedy to muzyka była dla mnie religią, przy której się wzruszałem, bo kojarzyła mi się z dziewczyną, przy której dostawałem powera, przy której zakładałem glany, żeby popogować na dyskotece w liceum, a dziś?…  A dziś siedzę w pracy, słucham jazzowego radio i piję kawkę z mleczkiem i dwiema łyżeczkami cukru trzcinowego i… hm, to trzeba wyciąć (śmiech).

Dobra, to inaczej… Chciałbyś, żeby NoName był modnym zespołem? Ale modnym w nowym tego słowa znaczeniu?

To znaczy? Występować w TV śniadaniowej?

Żeby Was grała Eska, Rock Radio, które przełączasz, występy w Dzień Dobry TVN, sylwestry i tak dalej.

Sęk w tym, że wolałbym nie być „taki” modny, ale w radio miło słyszeć swoje kawałki. Jeszcze milej, jak ludzie dobrze się bawią na twoich koncertach, śpiewają twoje kawałki, mają w domu płyty, a cała ta reszta – czyli TV śniadaniowa, występy na dożynkach… to jest skutek uboczny popularności, ale to NoName nie grozi.

Pesymistyczne podejście.

Ja wierzę w ten projekt, to moje dziecko, ale czy można mieć pretensję do dziecka, że nie zostanie mistrzem świata w pchnięciu kulą? Ważne, że się je kocha i małe śmiesznoty dają radość i uśmiech; i takie właśnie jest NoName – jak dziecko – dużo problemów, ale i dużo radości z tego, że jest.

Co słychać u Twojego dziecka obecnie?

Skrzypienie lekko zardzewiałych strun. Przezimowaliśmy pół roku – to cholernie dużo i bez sensu. Każdy ma swoje życie, problemy, sprawy. Ciężko jest pięciu chłopa zmusić do nie robienia nic tylko „pracy” na rzecz zespołu – umarlibyśmy z głodu. Oprócz Grześka (perkusja) nikt z nas nie zarabia na życie graniem, ale chcemy się trochę rozruszać, nowy klip, pierwszy koncert w tym roku, znaleźliśmy wreszcie salkę prób na własność, którą zrobimy tak, jak chcemy; zaczęliśmy nagrywać numery. Myślę, że po tym zimowaniu jesteśmy głodni powrotu do większej regularności i pracy.

Może z tym zarabianiem na graniu to jest jak z tym króliczkiem, który cieszy, dopóki się go goni? Może gdy już zaczniesz zarabiać na graniu, to stanie się ono „pracowniczym, robotniczym” obowiązkiem i straci swój urok?

Powiem tak – mógłbym spróbować – choć zdaję sobie sprawę, że w Polsce to z tym jest bieda. Zarabianie, żeby utrzymać rodzinę i firmę (tj. zespół) jest zarezerwowane dla nielicznych. Liczni muszą się posiłkować występami na dożynkach, żeby zalać bak w Lexusie, a najliczniejsi dostają piwko za występ. Nie wiem, jak to jest grać, komponować, muzykować za kasę. Nie wiem, co by się zmieniło, gdyby muzyka dawała mi chleb – jak wiesz, niektórym to wyszło bokiem, ale gro sobie z tym jakoś radzi. Tak jak jest jest spoko – bo granie wychodzi z potrzeby serca, a nie żołądka.

To teraz powód naszego spotkania – Wasz nadchodzący koncert – dlaczego będzie fajnie?

Bo niezależnie od tego, jak wyjdzie sam koncert, jak zostanie przyjęty teledysk, po i przed koncertem spotkamy się z przyjaciółmi i ludźmi, którzy lubią nas słuchać – wypijemy z nimi piwo, pośmiejemy się, pogadamy, a po koncercie wypijemy kolejne piwo, a o 6 rano doczołgamy się na jakieś śniadanie – tj. śledzia i wódkę.

My oczywiście wiemy, gdzie, co i jak, ale dla leniwych – podaj miejsce, datę i czas tego wydarzenia.

15 marca, Klub The Stage na Łobzowskiej (Dom Plastyków). Imprezę rozpoczniemy o 19. Będzie suport – niespodzianka, o czym poinformujemy za jakiś czas. Będzie prezentacja naszego klipu, który powstał dzięki chłopakom z Time-Lapse.pl

Zdradzisz coś o klipie?

Powstawał ROK.

Ambitne dzieło.

Tja… płyta Guns’N’Roses powstawała 12 lat. Ten teledysk to będzie taka klamra zamykająca naszą pierwszą płytkę.

Zamykacie etap pierwszej płyty, komponujecie nowy materiał, czyli druga w drodze?

Tak! Oczywiście, że chcemy nagrać nasze numery – „zamknąć” je, zapisać dla potomnych. Materiał jest gotowy – teraz trzeba to tylko nagrać…

Różni się od tego, co zaprezentowaliście na pierwszej płycie?

Myślę, że mając własną salkę, jest duża szansa, że zrobimy to całkiem szybko. Czy ja wiem? Wydaje mi się, że pierwsza płyta była w pewnym sensie różnorodna. Nowy „stary” materiał (bo gramy go już jakiś czas na koncertach) też jest różnorodny.

Coś nowego usłyszymy już na koncercie?

Jeśli ktoś zna nasze numery z poprzednich koncertów, to nie będą dla niego nowością, ale dla kogoś, kto zna tylko naszą płytę, będzie dużo nowych numerów. Ale kto zna płytę NoName? Proszę Cię. Chyba jedyną osobą, która ją słuchała, to moja mama i Człowiek Gulasz.

O przepraszam, ja słuchałem!

Żartuję oczywiście. Dziękuję wszystkim, którzy jej słuchali i, co więcej, wiem, że nadal słuchają.To naprawdę miłe – uskrzydlające.

Czego Ci życzyć jako nie rock’n’rollowcowi?

Aleś się uczepił tego rock’n’rollowca.

I nie odpuszczę!

Niczego szczególnego w sumie.

Udanego koncertu, świetnej zabawy i żebyście klipem powalili… Do zobaczenia na koncercie!

Dzięki!

rozmawiał: Bartosz Szlapa

Zdjęcie pochodzi z bloga A&A Fotografia i zostało wykorzystane za zgodą autorów.