W czasie Metalowego Święta w Krakowie, udało nam się przeprowadzić wywiad z jednym z założycieli Mord’A’Stigmata, gitarzystą o pseudonimie Static. Rozmawialiśmy o wielkiej, niespotykanej pasji do tworzenia muzyki, jej duchowej warstwie, trzech możliwych wersjach koncertu, o naszym głównym towarze eksportowym, z którego powinniśmy być dumni czyli zespołach Black Metalowych i o wielu innych ciekawych tematach. Potem spotkaliśmy się z całym zespołem Merkabah, od którego dowiedzieliśmy się, która publiczność jest zupełnie nietolerancyjna, skąd się wzięli na tej trasie, dlaczego tworzą tak dziwną muzykę oraz co to jest Master Musicians of Bukkake. Natomiast Adam Zaars z Tribulation opowiedział dużo o tym, jak naprawdę wygląda scena metalowa w Szwecji i o co chodzi z dotacjami na muzykę. W imieniu Krakowskiej Sceny Muzycznej rozmawiał Mike Młynarczyk.

Mord’A’Stigmata

Jesteśmy świeżo po koncercie, więc standardowe pytanie, jak koncert?

W porządku, nie przebił najlepszego koncertu na trasie…

Czyli?

Poznania.

Jak graliście bez Behemoth?! (śmiech)

Tak jest.

I wtedy było najlepiej?

Zdecydowanie!

Dlatego, że nie było Behemoth? (śmiech)

Dlatego że było najlepiej. Nie chodzi o to czy był Behemoth czy nie, tylko że przyszła przebrana publiczność, która przyszła tylko i wyłącznie na supporty. Był klub, który znamy bardzo dobrze, była bardzo fajna wymiana energii miedzy publicznością, a zespołem, było więcej czasu na scenie, bo 50 minut, a nie 35. Był dobry trans, taki jak powinien być. Tutaj, w Krakowi,e nie udało się osiągnąć tego do końca.

Bo publiczność była nastawiona na Behemoth? Jak to w ogóle wygląda na tej trasie? To nie jest ujma jeśli nazwę Was supportem?

IMG_6985.jpgGranie jako pierwszy to nie jest żadna ujma w tym przypadku. W żadnym nie jest. Grasz swoje, robisz to dobrze albo nie. Ludzie przychodzą na ciebie albo nie. Część ludzi przyszła żeby nas zobaczyć i to było widać. W każdym z miast było przynajmniej kilka, czy kilkanaście osób, które przyszły tylko i wyłącznie na nas, albo głównie na nas. Także nie czuję się w żaden sposób pokrzywdzony.

Gracie koncerty w Europie prawda? Był koncert na Litwie między innymi…

Tak, zagraliśmy parę sztuk póki co. W przyszłym roku wybieramy się na taką dłuższą trasę europejską.

Mieliście w Waszej karierze trasę na której byliście headlinerem?

Nie graliśmy takiej trasy, jeszcze chyba za wcześnie na trasę jako headliner. Mieliśmy propozycję, nie tak dawno, żeby grać pojedyncze koncerty jako headliner. Dostaliśmy ostatnio taką propozycję, tuż przed trasą, z Londynu, żeby tam zagrać jako główny zespół wieczoru, ale odmówiliśmy.

Dlaczego?

Bo te koncerty które gramy tutaj, na tej trasie, są ostatnimi koncertami jakie gramy w tym roku. Nie gramy już więcej, a tamta propozycja była na listopad. Chcemy się skupić na nowym materiale.

Czyli nagrywanie nowej płyty?

Na razie ją komponujemy i składamy do kupy. Do nagrywania to jeszcze długa droga.

Zmieniał się często skład zespołu. Ty jesteś od samego początku, Golem doszedł dwa lata temu. Czy Mord’A’Stigmata to głównie Twoje dziecko? Jesteś menadżerem, czujesz się najbardziej odpowiedzialny za cały projekt?

Mord’A’Stigamta jest dzieckiem wspólnym trzech osób. Dwóch z nich już nie ma w zespole, z osobistych powodów, chcieli odejść. Jest dzieckiem pierwszego wokalisty Voxmorda, pierwszego basisty Sickilla i moim.

I Ty jesteś jedyną osobą która została z oryginalnego składu?

Tak, jestem jedynym członkiem, który był w pierwszym składzie.

Skąd bierzesz siłę by to wszystko kontynuować? Jeżeli mogę zapytać: żyjesz z muzyki?

Nieee! Skąd (śmiech)

No właśnie! Więc gdzie znajdujesz siłę by dalej to ciągnąć? Nagrywać kolejną płytę, jechać w kolejną trasę, angażować się tak silnie emocjonalnie w to wszystko?

IMG_7074.jpgTo jest ciężkie pytanie. Ja po prostu bardzo lubię muzykę. Często mam ochotę nie tylko jej słuchać lecz także ją grać. Czasami jest ciężko pchać to ciągle do przodu, właśnie w ten sposób, czyli grać kolejną trasę w ciągu roku, tłuc się tysiące kilometrów busem. Myślę, że po prostu muszę to robić. Jedna rzecz to jest oczyszczenie, bo pozwala mi pewne negatywne emocje wyrzucić z siebie, zamknąć w dźwięku i zostawić za sobą. Jak gramy dobry koncert, na którym uda mi się wejść w ten stan, to te emocje wracają. I to jest właśnie problem największy. Ja nigdy nie będę cisnął tematu byśmy grali zbyt dużo. Myślę, że by mnie to zniszczyło (śmiech).

A jak określacie swoją muzykę?

Na naszym oficjalnym facebooku wpisane mamy Ritual Music, Black Metal. I to jest połączenie muzyki rytualnej, czy tez duchowej, z black metalem. I z takiego założenia wychodzę ja, jako kompozytor, że nie gramy samego black metalu, tylko wychodzimy z muzyki która niesie ze sobą treść. Wychodzimy z muzyki szamańskiej, ambient, transu, stworzonej do medytacji, i ubieramy to w black metalowe brzmienie. I stąd taki sound jaki mamy teraz.

To czym się inspirujesz najbardziej? Niekoniecznie chyba są to same zespoły, ale też pewnie określone gatunki muzyczne, tak jak wspominałeś o muzyce szamańskiej.

Mam swoje ulubione zespoły, płyty, które inspirują mnie przy robieniu riffów, natomiast to nie jest wszystko. Wpływa na mnie zarówno okultyzm tej wschodniej szkoły jak i mistyka chrześcijańska, na pewno nie ma u nas tego prostego satanizmu amerykańskiego, laveyowskiego. Nie ma tego u nas i nigdy nie będzie.

A o czym są Wasze teksty?

Zależy na której płycie.

Zostańmy przy Ansi.

Nie wiem (śmiech)

A Ty je pisałeś?

Nie. To jest jedyna, pierwsza płyta, na którą nie napisałem ani jednego tekstu, nie wnikałem w treść merytoryczną tych tekstów. Napisał je nasz pierwszy wokalista Voxmord, będąc poza zespołem. My się znamy kupę lat, wiedziałem, że właśnie pod względem merytorycznym mamy wiele wspólnego, ideologicznie nie do końca się zgadzamy. Ale powiedzmy, że ta półka czysto merytoryczna jest u niego okej. Jeśli chodzi o wiedzę, ogarnięcie tematu to mamy bardzo podobne korzenie i bardzo podobny poziom. Dla mnie ta płyta była tak emocjonalna jeśli chodzi o muzykę, że nie byłem w stanie na nią napisać tekstów. Wiedziałem po prostu, że gdybym napisał na nią teksty to prawdopodobnie byłoby to ostatnie moje nagranie, bo uzewnętrzniłbym się tak bardzo, że już nic nie byłbym w stanie od siebie włożyć w muzykę. Więc odpuściłem, zostawiłem to komuś innemu.

Z tego co mówisz, to przeżywasz muzykę o wiele bardziej, niż niektórzy znani i sławni, z którymi miałem przyjemność rozmawiać. Wiele osób mówi, że ich najnowsza płyta jest najlepsza w ich karierze i tak dalej – sucho i bez emocji. A Ty mówisz o tym z taką widoczną i słyszalną, szczerą pasją.

Bo to jest pasja (śmiech). To jest wielka część mojego dorosłego życia, czy nawet wcześniej. Tworzę muzykę od lat szesnastu czy siedemnastu, w MaS gram od lat dziesięciu, i pcham ten zespół do przodu. Natomiast nigdy nie interesowała mnie po prostu muzyka. Zawsze byłem człowiekiem stojącym blisko tej sfery duchowej istoty ludzkiej. Zmieniając trochę tor wypowiedzi – pochodzę z rodziny bardzo uduchowionej. To co powiem teraz, będzie bardzo śmieszne i wielu ludzi będzie odbierać mnie jako człowieka nawiedzonego, ale ze strony matki, czyli po kądzieli, wiele osób miało prorocze sny, wizje, potrafiło pewne rzeczy przewidywać, co się potem sprawdzało i od tej strony odziedziczyłem emocjonalność, którą wkładam w muzykę i pewne wyczucie tematu. A wiedzę w tym zakresie pogłębiałem już sam.

Jeżeli tak opowiadasz o samym tworzeniu to… czym są dla Ciebie koncerty? Zanim wyjdziesz na scenę to co czujesz?

Zawsze czuję ekscytację przed wejściem na scenę. Na samej scenie, są trzy możliwe drogi. Pierwsza jest taka, że niezależnie od tego, co się stanie pod sceną, niezależnie od tego jak będą reagować ludzie, ja wpadnę sobie w odpowiedni trans i będę grał dopóki nie skończymy, nie będę wiedział co się dzieje. I to jest mój ulubiony sposób grania koncertów. Druga droga, to radość z odbioru ludzi, świetny kontakt z publicznością, wszyscy będziemy się dobrze bawić na scenie – to jest też bardzo fajna droga. A trzecia możliwa droga to sytuacja, gdy publiczność w ogóle nie wie co się kurwa dzieje, my nie wiemy co się dzieje z publicznością i z nami, gramy i schodzimy jak najszybciej. Tego ostatniego sposobu nie lubię.

Dzisiaj po prostu zeszliście ze sceny. To był ten trzeci scenariusz?

Nie, nie, nie. Dzisiaj najbliżej było pierwszego sposobu grania koncertu, jeśli chodzi o mnie. Natomiast brakowało mi klimatu, ciągnącego w stronę publiczności. Nie było tej energii która pozwala im zupełnie popaść całkowicie w trans, i zapomnieć o tym co się dzieje. Dzisiaj kontrolowałem sytuacje. Wiedziałem co robię, ale było ok.

O polskiej scenie black metalowej teraz trochę. W Polsce mówi się, że mamy bardzo potężny underground. Zgadzasz się z tym? Siedzisz w tej muzyce?

Nawet jeśli nie siedzę, to jadąc gdzieś za granicę, Słowacja, Litwa, Irlandia, spotykaliśmy się z potężnym odzewem na to, że jesteśmy z Polskiej kapeli black metalowej i od razu była jakaś tam szufladka. Bardzo dużo zespołów z polski jest kojarzonych za granicą i w tym momencie wydaje mi się, że jesteśmy jedną z najsilniejszych scen black metalowych w Europie. Jeżdżąc po Europie można się o tym przekonać. Tutaj możemy sobie bić pianę na naszym grajdołku, że jesteśmy super i tak dalej, ale jak wychodzisz gdzieś na zewnątrz poza granice, to potwierdza się to. Nie jest to wymyślone przez nas.

Czyli ta szufladka otwiera się z respektem?

Tak, zdecydowanie.

To jest Wasza pierwsza trasa z takim dużym headlinerem?

Tak, zdecydowanie, zresztą… Ile jest tak dużych zespołów na świecie jeśli chodzi o Black Metal? Zastanów się.

Pomyślmy… Vader?

A skąd, to nawet nie jest połowa tego co robi Behemoth.

Decapitated?

Też nie. W Polsce nie znajdziesz, nawet nie szukaj.

Cradle of Filth? Ale tutaj tró metalowcy mówią, że to nie jest tró.

To jest duży, komercyjny zespół, jest jeszcze Dimmu Borgir, Morbid Angel.

Gdzie widzisz MaS za pięć lat?

Nie mam pojęcia, nie planuję aż tak daleko. Wydaje mi się że będzie następna płyta, nie sądzę byśmy zrezygnowali, trasa też na pewno będzie, na wiosnę.

A wyobrażasz sobie, że to może się kiedyś zatrzymać?

Na dzień dzisiejszy nie. Kiedyś po prostu nie będę w stanie już grać takiej muzyki.

I przejdziesz na country?

Możliwe, że tak! (śmiech)

Na koniec moje ulubione, dla niektórych najtrudniejsze pytanie. Czy gdybyś zaczynał teraz, miał 15-16 lat, uczył się grać na gitarze, dalej robiłbyś to samo?

Nie umiem na to odpowiedzieć. Są zupełnie inne czasy. Teraz młodzież jest zupełnie inna. Muzyka nie ma aż tak dużego znaczenia, wpływu na młodych ludzi, jaki miała na moje pokolenie. Kiedyś kupienie kasety na bazarze to było wydarzenie. Składało się na tę kasetę miesiąc, dwa miesiące. W tym momencie masz wszystko ściągnięte z internetu.

Spotify?

Nawet nie wiem co to jest. Zatrzymałem się na Facebooku. Możesz rzucać do mnie nazwami, ale nie będę wiedział o co chodzi (śmiech).

Dzięki wielkie za rozmowę.

Dziękuje również.

MERKABAH.

Tradycyjnie na początek: Jak koncert? 

Rafał Wawszkiewicz: W porządku. Jestem zadowolony, bo po raz pierwszy jak grałem to słyszałem dokładnie wszystko co gramy. Często, jak gram jakieś gęste przebiegi, to nie słyszę dokładnie wszystkich dźwięków, a dzisiaj wszystko selektywnie słyszałem i mi się super grało.

IMG_7167.jpgAdrien Cognac: Nagłośnienie było super, ale nie czuło się takiego ognia dzisiaj, grało się bardziej formalnie niestety.

Kuba Sokólski: Ja dzisiaj zaliczyłem niestety sporo mikro wpadek, i musiałem jakoś strasznie dużo myśleć o tym co robię i nie jestem do końca zadowolony.

Gabriel OrłowskiPublika dopisała, myślę że nie spieprzyliśmy szczególnie niczego.

Aleksander Pawłowicz: Ja przed wyjściem na scenę miałem stres chyba największy ze wszystkich, a grało się zajebiście.

A dlaczego miałeś największy stres? 

Rafał: Nie wiem, zmęczony już jestem trochę, wczoraj była dobra impreza…

Jaki był najlepszy koncert póki co? Bo chodzą głosy, że ten bez Behemoth?(śmiech)

Rafał: Tak! W Poznaniu było super! O tyle fajnie, że ludzie przyszli na zespoły, na które na ogół nie przychodzą na tej trasie z Behemoth. I rzeczywiście nas wszystkich bardzo ładnie przyjęli.

Gabriel: Wrocław też był niezły

A skąd się w ogóle wzięliście na tej trasie? Przecież nie jesteście black metalowym zespołem.

Gabriel: Nie. Oficjalnie Kuba dostał maila od Nergala, już tam się wcześniej zaznajomili.

Kuba: Kiedyś robiłem koszulki Behemoth po prostu, byłem tam gdzieś już znany w ich kręgach, ale zakładamy, że jesteśmy z polecenia, ktoś nas podrzucił, spodobało się no i jesteśmy.

Aleksander: Bardziej jako rodzynek można by powiedzieć.

Rafał: faktem jest, że nie gramy black metalu, ale nie gramy też muzyki przyjemnej. To nie są skoczne piosenki o pszczółkach i motylkach. Merkabah to jest muzyka niepokojąca, intensywna, więc w jakimiś sensie wpisuje się w logikę muzyki jaką gra Behemoth. Aczkolwiek nie dla każdego odbiorcy Nergala jesteśmy mile widziani, co udowodniły Katowice, gdzie krzyczano: co-to-jest, wypierdalać.

Czyli katowiczanie nie są tolerancyjni?

Rafał: No, to już wiadomo od dawna, od Blindead słyszeliśmy jak jeździli z Behemoth właśnie, to spotkało ich to samo dokładnie w tym samym miejscu. Tylko bardziej hardkorowo, wygwizdali aż w końcu zeszli.

Kuba: Także jak co chwilę nie masz blastów to wszyscy się dziwią co to jest. A my staramy się grać te numery, które mają przynajmniej raz blasty więc raczej mamy dość ciężki set na tej trasie.

Która to jest Wasza trasa?

Rafał: Druga

Największa, najlepsza? (śmiech)

Rafał: Nie, tamta była nasza przynajmniej! Graliśmy dokładnie dwa tygodnie, 11 koncertów w 12 dni. Zupełnie inny rodzaj, teraz gramy na dużych salach, które rządzą się swoimi prawami, jesteśmy supportem, jest reżim godzinowy, miejscowy. Na naszej trasie w o wiele mniejszych klubach ludzie zostawali i bawili się z nami. Było 11 koncertów i 11 imprez.

Teraz za to tylko jedna wczoraj?

Rafał: Nie (śmiech). Jesteśmy zaradni. Ostatnie 3 dni przeginaliśmy we wszystkie możliwe strony więc zobaczymy co będzie dzisiaj.

Jak opisujecie swoją muzykę? Teraz jest tendencja, moda na przypisanie sobie 15 różnych gatunków, synonimów i jest fajnie. W dwóch słowach się sklasyfikujcie.

Rafał: Rock progresywny.

Gabriel: ktoś nas kiedyś określił evil jazz i to mi super pasuje.

Biblia muzyka została już napisana. Wasza muzyka jest próbą poszukiwania i stworzenia czegoś co będzie jeszcze bardziej nowatorskie? 

Gabriel: Tak, w pewnym sensie tak, ale jest to też kontynuowanie jakiejś tradycji.

IMG_7285.jpgRafał: Ale to nie jest poszukiwanie czegoś nowego. To jest raczej poszukiwanie tego co każdy z nas chce wyrazić. Nie jest to celowe, tylko daje nam tożsamość muzyczną. Nie jest tak, że siadamy do utworu i myślimy co by tu odjebać by było jeszcze dziwniej. Nie chcemy zrewolucjonizować muzyki.

Aleksander: Plan był taki, że mieliśmy na nową płytę napisać utwory spokojniejsze, rozbudowane, z większą ilością harmonii, a wyszły bardzo proste, skondensowane z mocnym wpierdolem.

Kuba: Słuchamy bardzo dużo muzyki, i zdajemy sobie sprawęz tego, że w tej ogólnej muzycznej tradycji powstało już bardzo dużo i w zasadzie my możemy tylko siebie gdzieś tam wyrazić w tym wszystkim. Kopać swoją mniejszą drogę. Mamy nadzieję tylko, że wypadkowa tego wszystkiego jest w jakimiś stopniu oryginalna, że ludzi to interesuje. Ale jest to jednak przede wszystkim, nasze ocieranie się między sobą. Chcemy grać muzę, która nam się podoba.

A czym się inspirujecie?

Kuba: Guardian Alien – jeżeli chodzi o bębny i przewrotnie Master Musicians of Bukkake – coś co jest mi strasznie bliskie, psychodeliczne i etniczne tradycje.

Gabriel: Kayo Dot, a co do gitarowych rzeczy to Robert Fripp

Aleksander: Ja zawsze lubiłem niskie dźwięki i przesterowany bas ze szkoły Noise Rock,

Lemmy? (śmiech)

Aleksander: Nie, nie, Lemmy generalnie gra bardzo proste i niepodbijające gitary, a ja lubię kombinować i starać się nadać temu coś oryginalnego. Dużo używam deleya i octavera, gram na overdrive. Nie mam jakiś specjalnych inspiracji. Po prostu lubię jak się sypie gruz z głośników.

Rafał: Jeżeli chodzi o saksofonowe inspiracje to nie mam żadnych konkretnych. Jeśli chodzi o muzyczne to przede wszystkim King Crimson i Gong, oraz wspomniany już Kayo Dot.

A jak się dogadujecie z innymi zespołami na trasie? Co sądzicie o muzyce?

Rafał: Mord’A’Stigmata, bardzo lubię za płytę Ansia, którą uważam za znakomitą, ma świeżość i pozostaje w tradycji jednocześnie, fajnie się tego słucha. Tribulation ma taki fajny grooviący wpierdol. I bardzo ładne dziewczyny z nich (śmiech). Behemoth to klasyka, nie odbiorę im wartości i techniki, ale według mnie za bardzo jest to robione duszą. Nie jest to moja muzyka jednak.

Aleksander: Ja nie lubię teatru generalnie.

Graliście kiedyś za granicą?

Kuba: Tak, w Rzymie. Pierwszy koncert za granicą to Rzym, na festiwalu. Nie zdradzając za wiele, jest szansa na więcej.

Rafał: 25 października zaczynamy naszą mini europejską trasę z zespołem Zaar (przyp. red. – niestety nie doszła ona w większości do skutku, z przyczyn niezależnych od zespołu).

Macie jakieś inne projekty? Żyjecie z muzyki?

Wszyscy prócz Rafała: Nie!

Rafał: Ja powoli zaczynam, bo w tej chwili działam w dwóch projektach, czyli Merkabah i Funktor (funky z elementami ambitniejszego rocka). Mam też taki projekt, który ma cudowną nazwę: Sting nie zagra w Kazachstanie. Jest to taka improwizowana, spontaniczna muzyka. Dużo gościnnych występów też mam, w tym roku chociażby z Blindead, Tranqualizer. Jeszcze nie jestem w stanie się z tego utrzymać, ale wszystko wskazuje na to, że niedługo będę miał splendor i zajebiste życie (śmiech)

A gdzie widzicie Merkabah za 5 lat? Macie jakieś swoje jasno postawione cele? 

Aleksander: Chcielibyśmy zagrać na Marsie (śmiech)

Rafał: Generalnie cele są artystyczne, nie zarobkowe. Będziemy robić zajebistą muzę, ale nic nie będziemy z tego mieć. Jesteśmy kumplami i to jest najważniejsze. Nie jesteśmy osobami które spotykają się raz czy dwa razy w tygodniu na próbie i grają, tylko po prostu dobrze się ze sobą bawimy. I to słychać na płytach. Lament – nasz debiut, wyszedł bardzo wcześnie, i tam słychać, że nasze więzy się dopiero zacieśniay muzycznie. A Moloch, to jest materiał zrobiony przez pięciu chłopa, którzy się uwielbiają nawzajem. I to jest zajebiste, że będziemy tworzyć jako kumple, nie jako muzycy przypadkowi.

Kuba: Staramy się nie budować wielkich oczekiwań, bo po prostu niektóre rzeczy, okazje, same przychodzą. I takie podejście jest chyba najlepsze. Skupiamy się po prostu na najważniejszej rzeczy czyli na muzyce. Jesteśmy konsekwentni, nie zwracamy uwagi na nic innego, i okazuje się że jest publika, są chętni by nas słuchać, przychodzić na koncerty i to im się podoba.

Jakie jest Wasze marzenie? Z kim chcielibyście zagrać trasę?

Rafał: Z Kayo Dot. I King Crimson. Choć to niemożliwe.

Z tego co widzę i słyszę to Wasze trasy to definicja Sex, Drugs and Rock’n’Roll?

Rafał: Nie, nie skąd. Sexu nie ma. Próbujemy. Każdy dzień przynosi nowe niespodzianki, i tak na poważnie mówiąc, to jest zajebiste doświadczenie.

Gabriel: Poza Kubą który jest naszym samozwańczym menadżerem, ogarnia wszystko, jest naszym tatą. My staramy się mu pomagać jak najlepiej umiemy.

Dzięki za wywiad!

Dzięki!

TRIBULATION

Zespół ze Szwecji gra trasę w Polsce. Jak się z tym czujecie? Jak reagują ludzie?

Świetnie, spotykamy się z lepszym przyjęciem niż się spodziewaliśmy. Do tej pory na każdym koncercie było bardzo pozytywnie.

Graliście wcześniej trasy poza Szwecją?

IMG_7510.jpgTak, oczywiście. Nie da się grać tras w Szwecji, bo jest po prostu za mała (śmiech). Są może ze 3 miasta, która mają ponad 400 tysięcy mieszkańców. Oczywiście, można grać po mniejszych wioskach, ale wtedy trudno nazwać to trasą. Mamy tylko 9 milionów mieszkańców w Szwecji.

Uważacie się za kapelę black metalową?

Zaczęliśmy jako typowy zespół death metalowy, ale teraz to w sumie nie mam pojęcia co gramy (śmiech). Jakiś ‘Hard Rock Metal Music’. Ekstremalny w pewnym stopniu.

W Szwecji underground black metalowy jest bardzo silny. Macie mnóstwo zespołów. Tak naprawdę, można by powiedzieć, że muzyka Black metalowa jest głównym muzycznym nurtem w Szwecji. Zgadzacie się z takim stwierdzeniem?

Nie do końca. W Polsce Black Metal jest o wiele większy. U nas w Szwecji, jest tylko Ghost. I tyle. Behemoth w Polsce jest o wiele większym zespołem, niż podobne zespoły w Szwecji.

Jak się w takim razie dostaliście na tą trasę?

No, zaprosili nas po prostu (śmiech).

Jak się z tym czujecie? Zaszczyt? Podekscytowani?

Wiesz co, to bardzo fajne uczucie gdy zostajesz doceniony przez same zespoły. W dodatku tak znane na świecie jak Behemoth. Takie, które grają już tak długo. Tak, to zaszczyt być na tej trasie.

Graliście kiedyś w Stanach Zjednoczonych?

Tak, graliśmy w zachodniej, wschodniej Europie, graliśmy też wcześniej w Polsce, i zagraliśmy pięciotygodniową trasę po USA.  Z Watain.

Żyjecie z muzyki?

Nie mamy nic z muzyki. Jeszcze. Istniejemy od dziesięciu lat, wydaliśmy dwie płyty,  pierwszą w 2007 roku, drugą w 2011, ale to wciąż za mało.

Rozmawiałem niedawno z Orionem (basista Behemoth), który powiedział mi, że w niektórych krajach skandynawskich, nawet rząd daje dotacje dla muzyków. To prawda? Czy Wam udało się kiedyś pozyskać jakieś pieniądze?

Tak,  to prawda. Aczkolwiek, to nie są wielkie kwoty. To są pieniądze na to aby pokryć koszty utrzymania salki prób i tego typu rzeczy. Nie są to pieniądze za samo bycie muzykiem.

Ale i tak jest to dość niespotykany zabieg. W Polsce nikt nie wspiera muzyki. Zdarza się, że fanatycy religijni protestują przeciwko koncertom. 

Tak, słyszeliśmy o tym. W Szwecji wygląda to zupełnie inaczej. Mamy oczywiście fanatyków religijnych w Szwecji, ale nie są oni w większości katolikami. I wydaje mi się, że to właśnie katolicy mogą być bardziej ekstremalni, doprowadzając do takich sytuacji jak u Was.  U nas też są osoby które chciałyby odwołać nasze koncerty, ale na szczęście nigdy do tego nie doszło. Szwecja jest o wiele bardziej tolerancyjna w stosunku do jakiegokolwiek rodzaju sztuki.

Szwecja ma długą historię związaną z black metalem. Było podpalanie Kościołów, słynna fraza True Norwegian Black Metal. Inspirowało Was to? Próbowaliście kiedyś coś podpalić?

Kościół? Tak kilka razy (śmiech). Nie, oczywiście najbardziej inspiruje nas muzyka. Gdy byłem nastolatkiem, oczywiście fascynowała mnie cała otoczka wokół tego, ale z wiekiem mi przeszło.

A make-up? Skąd pomysł na to? Po prostu część show czy musicie ukrywać z jakiegoś powodu swoje twarze? (śmiech)

Są dwa powody. Po pierwsze, masz rację, jest to część show. Po drugie, wychodzenie na scenę jest jak branie narkotyku. Wchodząc na scenę, wychodzisz jako zupełnie inna osoba. I make-up jest częścią, która wprowadza nas w te inne osoby, którymi stajemy się na scenie. Pomaga wczuć się w rolę. I przede wszystkim, odróżnia Twoje życie codzienne, od tego na scenie.  No i wygląda fajnie (śmiech).

Czy wykształciliście sobie jakieś konkretne postacie? Jak np. KISS?

Nie, raczej nie. Po tylu latach, faktycznie, każdy z nas ma jakieś swoje indywidualne cechy, ale nie są to postacie tak silne, tak wyraźne, i przede wszystkim tak znane jak KISS.

O czym są Wasze teksty?

Trudne pytanie. O świętych wartościach, o sferze sacrum, w odróżnieniu do profanum. Ostatni album, poruszał też tematy szwedzkiego folkloru, kultury. Dużo symboliki religijnej. O ciemnej stronie życia.

Czy występuje jakaś rywalizacja pomiędzy zespołami w Szwecji?

Nie, to złe słowo. Raczej pomagamy sobie nawzajem, nie ma tutaj aż tak wiele zespołów, i tak samo nie ma tak dużej publiczności. Nigdy nie czułem potrzeby umniejszania innym, by samemu wyglądać lepiej. Jeśli coś jest dobre to ludzie to widzą. Nie musimy się uciekać do nieczystych praktyk. Bardzo dobrym przykładem jest nasza trasa po USA z Watain i Solitude – trzy szwedzkie zespoły, grające razem.

Gdzie widzicie się za 5 lat?

IMG_7584.jpgNie chciałbym spekulować. Robimy to, bo to kochamy. Mamy potrzebę pokazania samych siebie, w ten sposób. Chcielibyśmy stać się większym zespołem. Po jakiś czasie masz dość grania ciągle po tych samych, małych klubach (śmiech). Dlatego ta trasa jest o wiele ciekawsza. Poza tym, jesteśmy pozytywnie nastawieni do zmian które przychodzą z latami. Nie można zostać w przeszłości, staramy się nadążać za zmianami w biznesie muzycznym. Lepiej starać się z tym żyć, niż próbować to zatrzymać, bo to się nie uda.

Dzięki za wywiad.

Dzięki.

więcej zdjęć z koncertu do obejrzenia tutaj