FestGranie to wakacyjny cykl koncertów odbywających się w każdy piątek w Dworku Białoprądnickim. W tym roku mieliśmy przyjemność patrnować temu wydarzeniu. O tym, jak się udało, kto zagrał i co w ogóle dzieje się w Dworku Białoproądnickim, porozmawialiśmy z Dorotą Halberdą.
Która to edycja FestGrania?
W tym roku odbyła się druga edycja Fest Grania, z czego bardzo się cieszymy, bowiem od początku zakładaliśmy, że rozpoczęte w ubiegłym roku koncerty plenerowe o tej właśnie nazwie będą miały swoją kontynuację i staną się rozpoznawalnym cyklem. W poprzednim roku graliśmy w każdą sobotę lipca i sierpnia, jednakże w tym uznaliśmy, że lepszym dniem koncertowym będzie piątek, i okazało się… że mieliśmy rację. Dodam, że nasza radość z Fest Grania jest podwójna bo nasze działania duchowo i finansowo wspiera Rada Dzielnicy IV, dzięki czemu możemy zapraszać bardzo dobrych muzyków.
Jak wygląda współpraca z miastem? Są pieniądze na kulturę?
To jest bardzo szerokie zagadnienie. Nie da się tematu finansowania kultury ująć w kilku słowach. Jako wieloletni organizator imprez mam wrażenie, że z każdym rokiem jest coraz lepiej i jest coraz większa świadomość, że kultura nie jest kosztem dla urzędników, tylko inwestycją. Myślę, że to jest kluczowa sprawa. Upowszechnianie wartości kulturalnych jest niezwykle ważne. Jest także inny kontekst, o którym rzadziej się mówi. Za tą sferą stoi także całe zaplecze ludzi, którzy dzięki kulturze mają pracę. Niestety w tym łańcuchu artyści bywają w najgorzej sytuowanej pozycji. Bez bezpieczeństwa o przyszłość, ze śmieciowymi umowami albo bez. Bycie muzykiem to też jest praca. Część społeczeństwa wybrało taki wolny zawód i z tego chcą żyć, a częstym przypadkiem jest granie za tzw. czapkę gruszek…Ponadto polskie prawo jest wyjątkowo kulawe w tej materii. Powoli jednak zmienia się to podejście i ludzie zaczynają zauważać, że inwestowanie w kulturę ma sens i przynosi długotrwałe korzyści. Czasami są one niemierzalne, ale naprawdę zmieniają społeczeństwo. Widać to też po przekroju wiekowym uczestników koncertów.
Wróćmy do FestGrania. Jaki był klucz doboru zespołów?
Bardzo prosty – szukaliśmy muzycznych indywidualności, a więc formacji, które reprezentują świeże spojrzenie na muzykę. Staraliśmy się pozyskać zespoły grające swój autorski materiał i charakteryzujące się nie tylko świetnym repertuarem, ale także wysokimi umiejętnościami wykonawczymi. I to nam się udało, bowiem mieliśmy tu potężną mieszkankę brzmień.
Jak się sprawdza tutaj ta zróżnicowana stylistyka?
Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni odbiorem tak różnych formacji. Jak wspomniałeś, stylistyka jest bardzo różna, mamy zespoły rockowe, jazzowe, folkowe, funkujące, których odbiorcy są wymagający i na co dzień poruszają się w tym muzycznym świecie. Jak się jednak okazało, nasi stali bywalcy też przychodzą na te koncerty i z każdym tygodniem jest ich coraz więcej. Bardzo nas cieszy, że możemy pokazać zespoły na tak wysokim poziomie i wszystkie cieszą się tak dużym zainteresowaniem. Idziemy dalej w tym kierunku, bo ta formuła działa i ma sens.
Czy to, że impreza jest plenerowa, wpływa na frekwencję?
Myślę, że to jest cudowna sprawa, że możemy takie koncerty organizować w plenerze, bo daje nam to swobodę odbioru. Dzięki temu, że mamy tutaj wolną przestrzeń, zieloną trawę, to można rozłożyć się na kocyku i delektować muzyką bez ścian. Jest radośnie i swobodnie.
Co się dzieje, gdy pogoda zawodzi?
Wtedy mamy możliwość przeniesienia się do środka. Są dwie sale do dyspozycji: kominkowa i złota.
Sprawdza się ta formuła jednego wykonawcy?
Zdecydowanie tak. Jest to też łatwiejsze pod względem technicznym, nie ma pośpiechu na próbach. Niby może się to wydawać prozaiczne, ale bywa, że niuanse decydują później o jakości koncertu. Poza tym publiczność skupia uwagę na tym jednym wykonawcy i ten odbiór też jest jakościowo lepszy.
Jak się współpracuje z krakowskimi muzykami?
Bardzo pozytywnie, konkretnie. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby były jakieś problemy. Muzycy, którzy są już doświadczeni scenicznie, wiedzą, czego chcą i nie ma problemu co do ustaleń technicznych.
Mogę przy okazji się pochwalić – już niedługo będziemy mocno dosprzętowywać Dworek pod kątem zarówno nagłośnienia, jak i oświetlenia. Za chwilę pojawi się tutaj też scena, więc myślę, że za rok te koncerty mogłyby się odbywały już na scenie, ale jest to kwestia otwarta.
Trochę się tych krakowskich zespołów już przemaglowało tutaj – jak oceniasz ich poziom?
Kraków słynie z bardzo dobrych muzyków. Niezależnie od muzycznego wykształcenia, te indywidualności potrafią się odnaleźć i stworzyć bardzo interesujący projekt z niespotykaną energią. Muzycy ciągle poszukują i to jest fajne. Oczywiście, są bardzo dobre zespoły znane z krakowskich knajp, które występują tydzień w tydzień i mają ten sam, oklepany repertuar, ale to jest inna formuła. Ci zaś, którzy mają autorski program, mają zupełnie inną wartość. Wśród nich są zespoły, które również startują w rozmaitych konkursach i często je wygrywają, co także świadczy o wysokim poziomie.
Który koncert do tej pory najfajnieszy?
Ja mam oczywiście bardzo subiektywną opinię, ponieważ z niektórymi zespołami się znam, ale bardzo podobał mi się zespół Time For Funk. Jest to fantastyczny znakomicie brzmiący i zgrany funkująco-jazzujący band ze świetną wokalistką – Zuzanną Skolias śpiewającą teksty Tomasza Różyckiego. Mega energia i potencjał sceniczny Zuzy – to był strzał w dziesiątkę. Oprócz tego również Moribunda – akustyczne gitary, bez wokalu, przepiękne melodie i harmonie sprawiające, że można po prostu odlecieć. Ponadto Qferau i Vladimirska to bardzo ciekawe, nowe brzmienia i oryginalne instrumentarium.
Jakie plany na przyszły rok?
Oczywiście chcemy kontynuować działalność w przyszłym roku. Jeszcze nie wiem, czy zmieni się w jakimkolwiek aspekcie formuła Fest Grania przy trzeciej edycji, aczkolwiek w tej lokalizacji taki cykl koncertowy jest nowością; pod względem otwartości na młodszą grupę docelową, jak widać, się sprawdza. Do tej pory – i mam nadzieję, że jest to raczej wartość stała lub z tendencją do wrostu – dużym zainteresowaniem cieszą się koncerty w niedzielnej altanie. Są to m.in. koncerty muzyki klasycznej, arie operowe i operetkowe, standardy jazzowe, muzyka klezmerska; i mamy tu wspaniałą publiczność. FestGranie natomiast opiera się na poszukiwaniu nowości, świeżości, indywidualności muzycznej, na czymś, co wybija się ponad tak zwaną popularną masę muzyczną.
Co się jeszcze innego dzieje w Dworku?
W Dworku mamy bardzo dobre studio nagrań i jest to studio z tradycjami. Przewinęło się przez nie mnóstwo znanych muzyków – ono cały czas funkcjonuje i młode zespoły również przychodzą tutaj nagrywać, do czego serdecznie zachęcamy. Można tu nagrywać na tzw. „setkę” do 10 osób, koncerty na żywo, składy orkiestrowe. Mamy m.in. fortepian Bluthnera, organy Rhodesa o cudnym brzmieniu, czyli rzeczy, które na co dzień nie są w standardowym wyposażeniu studia, a my je posiadamy. J
Jeśli chodzi o muzykę, to w Dworku w ciągu roku mamy aż 4 cykle – Odkrywka dla debiutantów, którzy nie mają jeszcze doświadczenia scenicznego. Klasyczny sposób umożliwiania młodym zespołom stawiania pierwszych kroków na scenie. Okazuje się jednak, że są zespoły, które występują u nas na Odkrywce i po roku są już na takim poziomie, że spokojnie mogą grać na przykład na FestGraniu. Pozostałe cieszące się bardzo dużym zainteresowaniem cykle – Muzyczne Czwartki, Rozkołysany Blues czy JAZZujemy. Współpracujemy także ze wspaniałymi muzykami np. z kompozytorem, krytykiem muzycznym, autorem artykułów do Jazz Forum Bogdanem Chmurą czy jazzmanem Jackiem Korohodą, którego kompozycje w tym roku będą nagrywane na płycie Billa Neala.
rozmawiał Bartosz Szlapa