Wczoraj przedstawiliśmy Wam krótki wywiad z Dzieciukami. Dzisiaj, z okazji tego samego koncertu, na który serdecznie zapraszamy, mamy dla Was wywiad z zespołem Berlińska Dróha.

Mieliście okazję grać w Polsce wcześniej? Może w Krakowie?

Uta: To już nasze szóste lato, podczas którego gramy koncerty w Polsce. Graliśmy też już raz w Krakowie, w klubie Alchemia.

Trochę poczytałem o Waszym “przekazie” bo, niestety, nie wszystko zrozumiałem z utworów i bardziej pasuje mi to do ostrych gitarowych punkowych gitar i krzyków niż folku. Skąd pomysł, żeby taki bunt ubrać w nieco inne szaty?

Paul: Nasza muzyka i koncerty od samego początku stanowiły swego rodzaju pomost między łużycką wioską a skłotami np. w Berlinie. W zeszłą sobotę graliśmy na skłocie Rozbrat w Poznaniu podczas Pikniku Lokatorskiego. To, że nasze teksty są zaangażowane społecznie wynika tylko z tego, że staramy się iść przez świat z otwartymi oczami i to, co widzimy, przekazać w muzyce.

Słyszałem, że gracie w różnych dziwnych miejscach, nie tylko w typowych klubach. W jakim najdziwniejszym miejscu do tej pory mieliście okazję zagrać?

Uta: Tak, w zeszłym roku graliśmy na małym, nieoficjalnym festiwalu na Białorusi, w pobliżu Baranowicz. To było całkowicie odjechane. Kiedy po długiej drodze wysiedliśmy z busa, wyszli nam na przeciw hałaśliwi, weseli, kolorowi, poprzebierani ludzie. Festiwal odbywał się w starym, pięknie udekorowanym drewnianym szałasie. Na drzewach wisiały buty, w prowizorycznych trumnach leżały ręcznie robione lalki a na sznurkach na pranie wisiały prezerwatywy wypełnione wódką. W środku nocy, kiedy skończyła się wódka, gości uratował okoliczny ksiądz, który w czasach sowieckich był miejscowym hipisem.

Czym się jeszcze zajmujecie oprócz tworzenia muzyki na co dzień?

Paul: Uta uczy gry na pianinie. Ja mam jeszcze parę innych muzycznych projektów: gram solo jako Licznik Geigera, z jednym basistą mamy wspólny projekt Atze Wellblech. Poza tym od czasu do czasu gram na skrzypcach do elektronicznej muzyki.

Wasze teksty są dość mocno zaangażowane ideologicznie, wierzycie, że muzyka ma siłę zmieniać świat?

Paul: Nie jesteśmy przekonani, ale w muzyce i tekstach można opisywać rzeczywistość.  Przy odrobinie szczęścia daje to ludziom trochę nadziei i siły. Zmieniać świat mogą już tylko sami ludzie.

Wasz największy sukces do tej pory?

Uta: Dla nas sukces jest wtedy, gdy intensywnie gramy koncerty i poznajemy ciekawych ludzi. Czy jest to na głównej scenie dużego festiwalu czy w piwnicy skłotu, nie ma właściwie żadnego znaczenia.

Znacie zespoły z którymi wystąpicie w Krakowie?

Paul: Znamy Dzieciuki, graliśmy razem w Berlinie, w Polsce i na Białorusi. Świetne chłopaki!

Czego możemy spodziewać się na Waszym koncercie?

Uta: Zagramy parę pięknych piosenek i zobaczymy co się wydarzy. Graliśmy już koncerty, podczas których cała publiczność tańczyła ale i takie, kiedy wszyscy słuchali nas w skupieniu. Jesteśmy bardzo ciekawi tego koncertu i krakowskiej publiczności.

Czego Wam życzyć na sam koniec?

Paul: Chcielibyśmy jeszcze zagrać koncert na księżycu, albo przynajmniej na Syberii. (śmiech)

rozmawiał Bartek Szlapa