W najlepsze trwa karnawał. Niestety, w Polsce zapewne nigdy nie uświadczymy w tym okresie gorącej temperatury i atmosfery takiej, jak w Rio de Janeiro. Biorąc pod uwagę, że Polak zarówno bawić, jak i napić (a jakże!) się musi, Cydr Lubelski, yMusic oraz Krakowska Scena Muzyczna postanowili nieco odczarować otaczającą nas, ponurą aurę.

Spragnieni Lata to niezwykle energetyczna trasa koncertowa. W letniej edycji publiczność rozruszali Natalia Przybysz oraz Tymon Tymański. Teraz nadszedł czas na wersję zimową, w której zaszczytną misję rozgrzewania Polski przejęli Marika i L.U.C. Trasa objęła 6 polskich miast, a 4 lutego lato pojawiło się w krakowskiej Rotundzie. Koncert koordynowała Krakowska Scena Muzyczna, dlatego mogliśmy posłuchać supportu z Grodu Kraka – zespół meeow.

IMG_5067.jpgMeeow są piękni, młodzi i zdolni. Już to wystarcza, żeby przychodzić na ich koncerty. Jeżeli dodam, że ich muzyka jest absolutnie nietuzinkowa, to w tej chwili powinniście zacząć zgrzytać zębami ze złości, jeżeli nie byliście w Rotundzie. Jeśli nie chcecie przyprawić swojego stomatologa o palpitacje serca – wybierzcie się na ich koncert jak najszybciej! Krakowska formacja świetnie wpasowała się w klimat imprezy. Wykonali zaledwie pięć utworów, ale za to w niezwykle energetycznych, elektronicznych aranżacjach. Zrobili niesamowite wrażenie na publiczności, która, nie oszukujmy się, przyszła głównie na Marikę i L.U.C. Pod koniec ich występu publika głośno komentowała go w taki sposób, który wstyd byłoby mi tutaj przytoczyć, ale meeow na pewno napawałoby dumą. Szczególnie w pamięć zapadły „The Accident” oraz  „D.I.D.”, które na żywo robią fenomenalne wrażenie. W przypadku meeow siódemka nie jest absolutnie tłumem na scenie, cały skład fantastycznie się prezentuje. Kupują mnie już połączeniem wokalu męskiego z żeńskim, który jest moim ulubionym „zestawem”. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie żywiołowa skrzypaczka Magdalena Ślósarz i przeurocza wiolonczelistka Maja Szwajcowska. IMG_5401.jpgJednakże moim numerem jeden jest chodzący automat perkusyjny Tomasz Leśniakiewicz i jego pałeczki, które zapewne w takiej sytuacji wystarczą mu na długo. Chyba że tylko udaje, iż są mu zbyteczne i gdy nikt go nie widzi, wali nimi po garach. Swoją drogą, beatbox wydaje się być świetną alternatywą dla zespołów, których nie stać na perkusję. Lub perkusistę.

Następnie na scenie pojawiła się Marika. Od samego początku zarażała swoją niespożytą energią. Niestrudzenie zagrzewała wszystkich do żywiołowej zabawy i spalania dzięki niej zimowego tłuszczyku. Fani Mariki mogli usłyszeć dobrze im znane utwory w elektronicznej odsłonie. Ze sceny biła niezwykła serdeczność wokalistki, która chętnie nawiązywała kontakt z publicznością. W jej secie znalazło się miejsce zarówno dla spokojnych utworów traktujących o ważkich sprawach (np. emocjonalne Najtrudniej), jak i cover imprezowego Ace of Base All that she wants. IMG_6053.jpgArtystka zapraszała też do wspólnego śpiewania, przy czym najlepsze efekty osiągnęła podczas wykonywania piosenki Siła ognia. Nie zabrakło także miejsca na premierę. Kraków jest miastem szczęśliwości, jeżeli chodzi o zaszczyt słuchania na żywo całkiem nowych utworów. Marika wraz z zespołem wykonała numer Łuski, który, jak zarzekała, był grany wyłącznie na próbach.

Jako ostatni w Rotundzie zaprezentował się L.U.C.  Wraz ze swoim składem przedstawił nam materiał z nowej płyty: REFlekcje o miłości apdejtowanej selfie. Niejednokrotnie podkreślał, że zeszły rok bardzo go zmienił i zaczął bardziej doceniać to, co ma. Byłam bardzo ciekawa, jak sprawdzą się jego numery w wersjach koncertowych. Przecież IMG_6241.jpgL.U.C nagrywał je z innymi artystami oraz dodawał do nich sample z archiwalnymi nagraniami gwiazd polskiej estrady. Z przyczyn oczywistych, nie mógł ich wykonać tego wieczora z Haliną Frąckowiak, Magdą Umer czy z Stanisławem Sojką. Jednakże L.U.C wraz ze swym składem sprostali moim oczekiwaniom w stu procentach, dlatego nieobecność legend polskiej muzyki nie była tak bardzo dotkliwa. Świetnym pomysłem było zaproszenie Mariki do wspólnego wykonania utworu „W związku z tym”, który L.U.C nagrał z K2, Mesajah oraz Krystyną Prońko. Podczas swojego występu pan magister nauk prawnych (L.U.C. jest absolwentem Uniwersytetu Wrocławskiego) niejednokrotnie pokazał swoją wszechstronność i zamiłowanie do muzyki. Nie tylko rapował, ale też beatboksował, śpiewał i grał na gitarze, racząc nas przy tym różnego typu anegdotkami. Twierdził, że jego przygoda z muzyką rozpoczęła się od usłyszenia piosenki Stanisława Sojki Tolerancja, granej na gitarze przez kolegę. Dobitnie to podkreślił, świetnie wykonując wraz z publicznością swój utwór Empatii Reflekcje, w której zawarty jest refren wyżej wymienionej kompozycji. Spore wrażenie zrobiło na mnie także wykonanie numeru Pożar w burdelu mojego życia, albowiem dykcja IMG_7265.jpgL.U.C mnie po prostu zmiażdżyła. Charyzmatyczny artysta kupił mnie całkowicie swoim specyficznym poczuciem humoru oraz dystansem do samego siebie. Mimo deklarowanego zmęczenia robił wszystko, aby publiczność się dobrze bawiła. Mogliśmy  usłyszeć w jego wykonaniu nie tylko utwory z jego płyty, ale także fragmenty piosenek takich jak: Wehikuł czasu Dżemu – czy nawet Uh la la la Alexii. Jak sam powiedział na pożegnanie: „szacunek dla tych, którzy słuchają muzyki, a nie gatunków”. Dzięki trasie „Spragnieni Lata” mieliśmy okazję sprawdzić na własnej skórze, że otwieranie się na różnego rodzaju muzykę jak najbardziej popłaca.

Muszę z całym przekonaniem stwierdzić, że ten wieczór należał do bardzo udanych. Mimo że muzyka była różna – był to idealny sposób na połączenie fanów różnych gatunków. Na te kilka godzin łatwo można było zapomnieć o zimie, upajając się smakiem orzeźwiającego, polskiego cydru, dlatego można było się nieco zdziwić, gdy wychodząc z Rotundy, zobaczyło się prószący śnieg. Mam nadzieję, że będzie mi dane brać udział w jeszcze w niejednym tego typu koncercie. Zatem… do następnego!

więcej zdjęć z koncertu mozna obejrzeć tutaj.