Dwa lata temu wystartowałem z Empty Ashtray w przeglądzie kapel Przystanek Mistrzejowice. Pojechaliśmy, zagraliśmy i ku naszemu zdzwieniu – wygraliśmy. Brzmi to jak przechwalanie się, ale nie taka jest moja intencja. Miesiąc temu na zespołową skrzynkę przyszła propozycja uczestnictwa w tegorocznej edycji imprezy w charakterze, pożal się Boże, eksperta. W pierwszym odruchu pomyślałem, że nie chcę, bo niby kim ja jestem, żeby kogoś oceniać. Zapaliłem jednak, ochłonąłem i doszedłem do wniosku, że właściwie czemu nie. Zwłaszcza że płacą:)
Zgodziłem się więc, obiecując, że stawię się 20.09 w Młodzieżowym Domu Kultury im. A. Bursy na os. Tysiąclecia. W jury miałem znaleźć się towarzystwie przedstawicieli zeszłorocznych zwycięzców – zespołu Paradygmat oraz znanego wszystkim dziennikarza muzycznego – Leszka Gnoińskiego.
Wystąpiło dziewięć zespołów (miało być o jeden więcej, ale Bohater zrezygnował). Każdy miał na przygotowanie, o zgrozo, pięć minut i do zagrania trzy utwory, z których przynajmniej jeden miał być autorski.
Rozpoczęliśmy planowo o 15. Pierwszym występującym zespołem był Soul Of Five. W notatkach, które dostaliśmy napisane było, że zespół składa się z czterech facetów i wokalistki. Na scenę wyszło jednak czterech młodych chłopaczków. Bardzo młodych. Wokalistka nie dotarła bo, jak się półprywatnie dowiedzieliśmy miała w tym czasie jakąś katolicką chałturę. Na wstępie więc dostali u mnie plusa bo pomyślałem, że trzeba mieć jaja, żeby wyjść na scenę z instrumentalną muzyką i zagrać, mimo nieobecności wokalistki. Bardzo mocno zdziwiłem się jednak kiedy okazało się, że klawiszowiec świetnie radzi sobie ze śpiewaniem i jest właścicielem ciepłego, soulowego niemal głosu. Gitarzysta, na oko czternastolatek, z wysoko podwieszoną gitarą hollow body wyglądał nieco dziwnie, ale grał ze smakiem i nie szalał. W ogóle nie było w tym składzie wirtuozerii, ale to właśnie stanowiło o ich sile. Będą z nich ludzie. Oczywiście jeżeli się nie rozejdą bo jeden z nich wyjeżdża na studia do Warszawy. Tak czy owak, świeża krew nadchodzi, czas się zwijać.
Drugi zespół – Izzi Flow to kwartet z damskim wokalem. Ciężko ocenić zespół po trzech utworach, ale te trzy zupełnie nie przypadly mi do gustu. Bardzo sprawny basista to niestety nie wszystko. Dało się wyczuć, że wokalistka bardzo mocno się stresowała i to chyba było powodem nie do końca udanego występu. Trzeba jeszcze poćwiczyć.
Na tym skończyło się spokojne granie tego wieczoru. Następnym wykonawcą była Pasieka Obłędu. Pojawiła się zatem energia, machanie włosami i przesterowane gitary. Patrzyło mi się na to dość dobrze, chociaż zastanawiałem się jak można grać ciężką muzę bez metronomu. Zwłaszcza że perkusiście Pasieki metronom przydałby się bardzo. Przez chwilę zastanawiałem się też jaki jest sens posiadania dwóch gitar w zespole, skoro obie grają przez większość czasu to samo. Mimo bardzo sprawnych technicznie gitarzystów nie przemówiło to do mnie, ale ja nie jestem fanem ciężkiego grania. Nabrałem więc obaw czy podołam zadaniu obiektywnego ocenienia zespołów grających różne odmiany metalu.
Kolejny zespół rozwiał jednak moje obawy. Na scenie zainstalował się Raudiv. Pięciu muzyków i wokalista. Pierwszy plus dla bębiarza, który grał z metronomem. Drugi plus dla gitarzystów, którzy ze smakiem rozplanowali partie gitar i nie bali się używać innych efektów niż overdrive. Kolejny plus dla wokalisty za wszechstronność i, mimo drobnych niedociągnięć, bardzo sprawne wykonanie zarówno partii śpiewanych, krzyczanych, growlowych, jak i rapowanych. Klawisze grały to co trzeba i tam gdzie trzeba, plus. Do basisty wędruje ze dwanaście plusów za zastosowanie w trzech numerach wszystkich technik gry co, być może, nie było konieczne, ale na pewno widowiskowe. Widać było, że panowie wiedzą co robią.
Następnym zespołem był Roadhog, kapela żywcem wyjęta z lat osiemdziesiątych. Podejrzewam, że nie jest łatwo teraz tak grać i tak wyglądać. Katany, rurki, długie włosy i białe adidaski to image, który z jednej strony mnie rozśmieszył, a z drugiej strony wywołał podziw. Trzeba przyznać, że Roadhog to kwartet bardzo sprawny technicznie, ze świetnym, idalnie pasującym do tej stylistyki wokalem. Panowie wiedzą co chcą grać, wiedzą jak chcą to grać i mają gdzieś to czy jest to modne czy nie. Cover Denim and Leather zespołu Saxon był kwintesencją tej stylistyki.
Po nich na scenę wyszedł zespół Nigrum Sol. Kwintet z damskim wokalem. Tenże wokal był jednym z najciekawszych – według mnie – wokali tego wieczoru. Polskie teksty zaśpiewane co prawda z nieco dziwną manierą, ale w sposób intrygujący i ciekawy. Moją uwagę zwrócił też jeden z gitarzystów. Obaj byli bez wątpienia bardzo ciekawi i technicznie sprawni, ale bardzo spodobało mi się złamanie stereotypu, że każdy gitarzysta grający ciężką muzę musi mieć czarną gitarę i czarną koszulkę. O perkusiście pisałem już kilka akapitów wyżej, bo w Nigrum Sol bębni ten sam człowiek, co w Pasiece Obłędu.
Zespół Switch to kwartet twierdzący, że można robić ciekawą muzykę bez wokalu. Można. Pod warunkiem, że nie jest ona oparta na niekończoncej się solówce i podkładu do niej. Brzmiało to według mnie nieco niespójnie mimo, że technicznie było przyzwoicie. Zabrakło jednak pomysłu i urozmaicenia.
Grupa Tissue to kolejne ciężkie brzmienia tego wieczoru. Bardzo podobało mi się przestrzenne rozłożenie gitar, ale zdecydowanie najlepszym ogniwem zespołu jest perkusista. Potężne brzmienie zespołu jest również zasługą wszechstronnego wokalisty. Nie moje klimaty, ale dość przyjemnie się tego słuchało.
Na koniec zagrali punkowcy z zespołu Nie Ma Takiej Możliwości. Jak na punkowców przystało grali prosto i krzyczeli o walce z systemem. Wyrosłem z punkrockowych kapel już jakiś czas temu i nawet bardzo energicznie wykonany cover The Billa nie przyćmił tego, że perkusista NMTM najzwyczajniej w świecie nie umie grać. Moja opinia w tej kwestii nie ma jednak najmniejszego znaczenia bo panowie przyprowadzili armię wyirokezowanych znajomych i powalającą większością głosów zdobyli nagrodę publiczności.
Spodziewałem się burzliwej kłotni o werdykt. Okazało się jednak, że wszyscy mieliśmy podobne wrażenia. Nagroda została więc podzielona na dwie równe części i wręczona zespołom Soul Of Five i Raudiv. Gratulację, Panowie!