„Alternatywa” to słowo, które – w kontekście muzyki – było już niezliczoną ilość razy używane i nadużywane; mówi się już tak na masowe produkty zespołów wydających ten sam album w kółko. Alternatywą staje się współcześnie tylko dlatego, że brakuje lepszego określenia. Gdybym miał wybrać jeden zespół, który jak żaden inny zasługuje na to miano, byłaby nim Ścianka. Tworzy już od ponad 20 lat. Każdym swoim wydawnictwem i nagraniem zabiera w muzyczną podróż w odmienne rejony. Na przestrzeni lat zdobyła ogromne uznanie na scenie niezależnej i zyskała grono oddanych słuchaczy. Nie nagrywa pod presją, ale dla własnej satysfakcji, co czuć. Ich tegoroczne dzieło zatytułowane Niezwyciężony to dwa utwory nagrane specjalnie do słuchowiska na podstawie powieści Stanisława Lema pod tym samym tytułem. Publiczność Ścianki jako jedna z pierwszych miała okazję usłyszeć oba te utwory na żywo.
Stoner i punk to osobliwe połączenie, ale jak wiele oryginalnych mikstur muzycznych, w odpowiednich proporcjach ma szansę zabrzmieć znośnie. Lepiej niż znośnie brzmi za to w wykonaniu Stonerror (ktokolwiek wymyślił tę nazwę – chapeau bas). Stonerowe, zgrzytliwe i przesterowane instrumentarium nabiera tylko na sile z surowym, punkowym wokalem. Energia płynąca ze sceny była autentyczna i odbierana z entuzjazmem przez publikę. Stonerror nie udają niczego i są w swojej twórczości autentyczni. Z dystansem, ale też pełnym profesjonalizmem podchodzą do występów na żywo.
Być może Ścianka nie jest stałym bywalcem mediów, jednak przez te ponad 20 lat dotarła do sporego grona słuchaczy. Podczas ich krakowskiego występu obecni byli zarówno fani, którzy pamiętają czasy Statek kosmiczny Ścianka, jak i tacy, których nie było jeszcze w 1994 roku nawet w planach. Przedstawiciele obu tych grup byli w równym stopniu widoczni i słyszalni, entuzjastycznie podchodzący do twórczości i występu Ścianki, komentując zaciekle przed koncertem setlistę i formę zespołu. Koncert minimalnie opóźniło spóźnienie Michała Bieli, basisty grupy, który nawiązał zażarty dialog z obecnymi na koncercie krakowianami. Już od pierwszych akordów na publiczność spłynęła zasłona niemal dotykalnej muzycznej magii.
W repertuarze grupy znalazły się zarówno starsze numery, jak i utwory, które miały znaleźć się na niepublikowanej płycie, a także goście główni wieczoru, czyli obie kompozycje z Niezwyciężonego. I to one właśnie pozostawiły największe pole do interpretacji przez słuchającego. Ścianka zestawiła ze sobą obraz jeziora z rozgwieżdżonym niebem odbijającym się w jego niewzruszonym lustrze w Słuchaj tego podczas letnich nocy – z pustynnym i szorstkim krajobrazem nieprzyjaznej człowiekowi planety w Pustynnej planecie. Oba utwory różnią się także dynamiką. Pierwszy stonowany, statyczny, bez pośpiechu dąży do finału. Podczas gdy drugi, nabierający stopniowo na sile i mocy, przemawia pod koniec niemal przez ścianę (ściankę?) dźwięku. W trakcie słuchania pozostałych kompozycji nie potrafiłem się miejscami wyzbyć skojarzeń z The Smashing Pumpkins i z ich złotego okresu Mellon Collie And The Infinite Sadness. Można wciąż usłyszeć w muzyce Ścianki młodzieńczą werwę i potrzebę hałasu, utemperowaną i zamkniętą w pewnych ramach przez wieloletnie doświadczenie.
Występ Ścianki jest jak podróż za pomocą wyobraźni w inny układ planetarny. Bez obaw – zespół sprowadza nas na Ziemię bezpiecznie i bez turbulencji. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji wysłuchać słuchowiska Niezwyciężonego, zróbcie to bez chwili wahania. Ze świecą możecie szukać równie dobrze zgranego słowa z dźwiękiem.
A tutaj możecie obejrzeć więcej zdjęć z koncertu.