Większość koncertów odbywających się jedenastego stycznia w Polsce były koncertami w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Można było znaleźć wszystko, od punk rocka po szanty. Był też naturalnie i jazz. W Piwnicy Pod Baranami zagrał F.O.U.R.S. Collective. Postanowiliśmy porozmawiać z tej okazji ze Stanisławem Plewniakiem odpowiedzialnym w zespole między innymi za saksofon i wokal.
Gracie dla WOŚPU. Ostatnio wokół WOŚP zrobił się czarny PR. Odnoszę nawet wrażenie, że to nawet odwaga dla nich grać – a kiedyś to był jednak przywilej i powód do dumy.
Myślę, że niezależnie od tego, jak się zrobiło wokół WOŚPu, to fakt jest taki, że na pewno część pieniędzy trafia na cele, na jakie ma trafić. Kto na tym zarabia, ile – mnie osobiście nie interesuje, bo nie jestem od tego, żeby takie rzeczy rozstrzygać. Jesteśmy tutaj, bo chcemy grać. Jeżeli nasza muzyka leczy duszę, to może też pomagać w leczeniu ciała. Ważne, że jest to inicjatywa, która coś zmienia w świadomości ludzi. Dla nas w tym wszystkim ważne jest, że oprócz tego, że dzielimy się naszą muzyką z coraz szerszym gronem, dodajemy tą małą cegiełkę od siebie. Celem jest pomaganie innym, więc dlaczego nie?
Jaki zaprezentujecie dzisiaj materiał?
Zaprezentujemy materiał z naszej debiutanckiej płyty, która ukazała się na rynku w marcu ubiegłego roku. Zdobyliśmy pierwsze miejsce w konkursie na Jazzowy Debiut Fonograficzny Roku organizowanym przez Ministerstwo Kultury. Z tym materiałem koncertujemy już od kilku miesięcy. To jest nasz autorski projekt. Utwory, które gramy, w większości skomponowane są przez Michała Salamona – naszego pianistę i artystycznego przewodnika. Takie tytuły jak Move Forward, Song For E czy My Own Way to kompozycje, które od początku do końca są jego. W kilku pozostałych kompozycjach mam swój kompozytorski i tekstowy udział.
Czy wasze koncerty, jak przystało na muzyków jazzowych, są w większości improwizowane?
I tak, i nie. Niektóre kompozycje są improwizowane, inne bardziej skomponowane. Jednak forma tych utworów zawsze jest plastyczna. Nie zdarzają się nam jednakowe wykonania któregokolwiek z utworów. Gdzieś zawsze kryje się element zaskoczenia. Wystarczy spytać ludzi, którzy zawsze wracają na nasze koncerty i znają materiał na pamięć – a jednak wracają z jakiegoś powodu. Natomiast nie jest to coś, co wpisywałbym do końca w gatunek jazzu. Nie mieścimy się w tej konwencji, chociaż do jazzu jest nam najbliżej. Wciąż szukamy inspiracji i własnych ścieżek. Nie da się mówić o inspiracji jako czymś dokonanym. Inspiracja to ciągły rozwój i odkrywanie na nowo coraz to nowej muzyki, estetyki i chyba przede wszystkim odkrywanie siebie samego.
Odświeżyłem sobie waszą twórczość. Jest tam i funk, i jazz, i hip hop. Dosyć szeroki zakres.
Od początku takie było nasze zamierzenie. Każdy z nas jest inny, każdy koncert jest inny. Mimo że sercem i reprezentacją zespołu jesteśmy we dwójkę z Michałem, to na scenie jest nas więcej. Każdy jest świadomy swojej roli w zespole; co więcej – każdy jest świadomy swojej roli w danym momencie koncertu. Inspirujemy i wpływamy na siebie nawzajem, toczymy dźwiękowe rozmowy. Wchodzimy w interakcję ze sobą nawzajem, co sprawia, że wciągamy słuchacza w historię, która dzieje się między nami na scenie. Jest w tym wszystkim sporo emocji. Na dodatek każdy z nas szuka inspiracji gdzie indziej i każdy wnosi coś zupełnie wyjątkowego.
Nigdy nie ukrywałem, że zarówno rock i jego pochodne, jak i dobry pop jest mi bliski. Lubię słuchać Beatlesów, Stinga czy Michaela Jacksona. Jest Bon Iber, ale jest też Common czy Fish; jest Ben Howard, ale z drugiej strony jest też Rage Against The Machine albo Skalpel. Nie ma muzyki z góry skazanej na przegraną, tylko dla tego że wrzucimy ją do worka nazwanego „hip hop”, „electro” albo „disco”. Ważna jest historia, która dzieje się w trakcie jej trwania. A ta historia to przestrzeń, która pozwala mi wejść w muzykę i odnaleźć tam choćby najmniejszy kawałek siebie. Coś bardzo osobistego. Chciałbym, żeby to samo ludzie odnajdywali w naszej muzyce.
Dużo dostajecie propozycji zagrania na imprezach charytatywnych?
W ubiegłym roku graliśmy na piątych urodzinach fundacji Jaśka Meli. To była jedyna sytuacja, w której było to coś większego. No i dzisiaj WOŚP.
Myślę, że zespoły, które mają ugruntowaną pozycję i są na topie, muszą mieć ciężko. Pewnie takie propozycje dostają co weekend.
U nas jeszcze nie było takich propozycji wiele. Nie mieliśmy dylematu – czy odmawiać, czy nie. Jak zawsze trzeba to sobie zdrowo zbilansować. Pieniądze to oczywiście nie wszystko. Ważne, żeby pomagać innym, ale muzycy muszą coś jeść.
Dlaczego wybraliście Mam Talent, a nie jakiś ściśle muzyczny show?
Początkiem ubiegłego roku dostaliśmy telefon z propozycją udziału w programie. Temat przewijał się w zespole kilkakrotnie, ale w końcu sprawa ucichła samoistnie i nie było tematu aż do wspomnianego telefonu. Pomyśleliśmy: „Czemu nie?”. Dlaczego MT? Pewnie gdyby nie ta propozycja, to wybralibyśmy faktycznie jakiś muzyczny program. Jest dużo opinii na temat MT. Ja nie jestem w stanie powiedzieć złego słowa. Sympatyczni ludzie, wspaniała i profesjonalna obsługa programu, miło wspominamy współpracę z nimi wszystkimi.
Taki apel do czytelników – jeśli jeszcze nie widzieliście występu chłopaków z półfinału Mam Talent, to szybko nadrabiać zaległości! Niby jazzmani, a rasowy raper by się nie powstydził takiego występu.
Dzięki, miło mi to słyszeć.
Skąd pomysł, aby w ogóle uderzyć do talent show?
Wiesz co, w sumie to oryginalna sprawa, bo to ekipa telewizyjna zgłosiła się do nas.
Czyli to oni Was zaprosili na castingi?
Dokładnie tak. Stwierdziliśmy, że absolutnie nic nie tracimy, a warto spróbować. Dotarliśmy do półfinału, wiele osób o nas usłyszało.
Nie żałujecie tego posunięcia?
Nie, absolutnie. Taki program otwiera niektóre drzwi. Budzi zainteresowanie ludzi.
Czyli korzyści są – kontakty zawsze w cenie.
Oczywiście.
Planujecie występ teraz w jakimś muzycznym talent show?
Nie, teraz nie planujemy kolejnych tego typu występów.
Jakie macie plany? Sporo koncertujecie, z tego co można zauważyć na Waszym fanpage.
Mamy bardzo szerokie plany. Przede wszystkim koncerty, nie tylko w Polsce; zapowiada się też kilka festiwali – również nie tylko w Polsce. I jeszcze w tym roku kolejna płyta. Mam nadzieję, że już na jesień.
Kolejne wydawnictwo również będzie takim gatunkowym pomieszańcem?
Oczywiście, to jest nasz styl! Kolejne kompozycje również będą mocno zróżnicowane; będziemy na pewno eksperymentowali zarówno z formą, jak i z instrumentarium i składem zespołu, ale na razie nie zdradzam szczegółów. Najbliższa przyszłość zapowiada się ekscytująco.
rozmawiał: Bartek Szlapa
zapraszamy na fanpage zespołu