Rzadko (właściwie nigdy) zdarza się w naszym kraju, by zespół grał dwa koncerty pod rząd w tym samym mieście, na tej samej trasie, z powodu świetnej sprzedaży biletów. Behemoth jednak potrafi. Można nie lubić ich muzyki, można nie lubić Nergala, ale trzeba przyznać, że dzisiaj jest to najlepszy Polski towar eksportowy, nie tylko z branży muzycznej (34 miejsce na liście Billboard w Stanach Zjednoczonych). Paradoksalnie to w Polsce, ich rodzimym kraju, spotykają największe trudności w graniu (odwoływanie koncertów, ciąganie po sądach, fanatycy jeżdżący za nimi w trasy aby protestować), o czym mówił ostatnio w specjalnym wywiadzie dla nas Orion. Ale, mimo wszystkich przeciwności, Behemoth rozpędza się i nic ich nie jest w stanie powstrzymać. Co nas, Krakowian, jeszcze bardziej cieszy, to fakt, że na tej trasie towarzyszyła im Mord’A’Stigmata – zespół z Krakowa! Zapraszam do relacji z dwudniowego święta Metalowego w Fabryce.
Na pierwszy ogień krakowska Mord’A’Stigmata. Drugiego dnia zdecydowanie lepszy koncert. Mroczne klimaty, scena przez cały koncert zadymiona, ledwo co można było dostrzec członków zespołu (współczuję fotografom). Muzycznie określają się jako Ritual Black Metal. I tak było. Na ich koncercie, mimo
ograniczenia czasowego (30 min), Mord’A’Stigmata wykształciła magiczną, mistyczną atmosferę. Zaczęli klimatycznie, idealnie wprowadzając zgromadzonych (całkiem licznie jak na otwierający zespół grający o 18:30) w klimat wieczoru, płynnie przechodząc w coraz to mocniejsze kawałki. Z albumu Ansia (najnowszego) również sporo utworów. Z supportów zdecydowanie to Mord’A’Stigmata zapadła mi w pamięć najbardziej i chyba nie tylko mnie, bo liczba osób przy ich stoisku z płytami i koszulkami była naprawdę duża. Polecam!
Merkabah. Teoretycznie najmniej pasujący do całej trasy zespół. Black Metalu, w ogóle metalu, raczej nie grają, bardziej kwalifikując się do progresywnych odmian post-rocka.
Brak wokalu, saksofon w składzie… I psychodeliczne wizualizacje, które pokryły wszystkie ściany sali koncertowej w Fabryce. Kobieta gasząca papierosy na swoim biuście, grzebanie w brzuchu na żywca i inne sceny – robiło to piorunujące wrażenie. I właśnie wtedy odkryłem, że to jest zespół, którego z powodzeniem moglibyśmy nie oglądać na scenie (powiedzmy sobie wprost: Merkabah scenicznie nie wypadają zbyt powalająco), ale sama muzyka świetnie pasuje do wizualizacji. I to jest ich mocna strona. Bardzo ciężko było odróżnić poszczególne utwory, ponieważ przejścia między nimi były tak płynne, że cały koncert wydawał się jednym długim utworem. Mi się bardzo spodobali, płyty bym nie kupił, ale na każdy następny koncert/pokaz chętnie się wybiorę! Warto dodać, że zespół grał już na OFF festiwal oraz na Open’erze – a dzisiaj z Behemoth – i wydaje mi się, że klimat Fabryki o wiele bardziej odpowiada ich występom.
Tribulation – klasyczny Black Metal ze Szwecji, który jak dla mnie wyraźnie odbiega od tego, co nazywamy klasycznym black metalem. Ten szwedzki ma w sobie charakterystyczny groove, przywodzący na myśl black’n’roll. Na Tribulation dominował oczywiście czarny make-up, growl, ciężka i szybka muzyka, ale to wszystko miało w sobie dawkę rock and rolla. Niektóre riffy i zagrywki z największym spokojem mogłyby się znaleźć w repertuarze KISS, czy innych klasycznych rockowych zespołów.
No i Behemoth. Jeden z najlepszych polskich klubowych koncertów na jakich byłem. O wiele lepiej niż w Hali Wisły w 2012. W tym zespole po prostu widać doświadczenie grania na całym świecie, u boku największych. Sama oprawa, czyli odwrócone krzyże, płonący statyw mikrofonowy, pirotechnika, konfetti, krew, maski – wszystko wykonane na najwyższym poziomie. Rzadko kiedy światła na mniejszych koncertach przyciągają uwagę i są tak świetnie dopracowane – częściej można się z tym spotkać na zachodzie. Tutaj było jednak inaczej. Kolejny dowód na to, że Behemoth pokazuje klasę ogólnoświatową. Każdy szczegół produkcji jest dopracowany. Muzycznie nie ma tu miejsca na najmniejszy błąd, wszystko współgra ze sobą idealnie. Wokalnie Nergal oczywiście nie brzmi w 100% identycznie jak na płycie, czasami zmieniając niektóre partie śpiewane growlem na krzyk, ale nie ma to żadnego negatywnego wpływu na odbiór całości koncertu, a czasem nawet brzmi lepiej niż na płytach – choćby The Satanist drugiego wieczoru. Różnica pomiędzy środą, a czwartkiem to tylko jeden utwór, co mnie wcale nie dziwi, choć słyszałem głosy oburzenia, że nie chciało im się nic zmieniać. Otóż, drodzy oburzeni, ciężko jest zmienić coś w tak zaplanowanej produkcji z dnia na dzień. Sama setlista dla mnie, jako fana Behemoth od płyty Apostasy (tak, tak, wiem, nie jestem tró), była jak najbardziej zadowalająca (od Ora Pro Nobis Lucifer przez At The Left Hand Ov God, Ov Fire And The Void, aż po starsze rzeczy Christians To The Lions), a na sam koniec, fenomenalnie wykonany, mój ulubiony kawałek, epicki O Father O Satan O Sun!
Oczywiście o organizacji kilka słów musi być. Bardzo cieszy mnie fakt, że w Polsce powoli staje się normą trzymanie się rozpiski czasowej oraz brak problemów organizacyjnych. Knock Out Productions spisuje się bardzo dobrze jako organizator, należą się im słowa uznania. Frekwencyjnie, na obydwóch koncertach, ku mojemu zaskoczeniu, było prawie pełno. Cieszy to serce, bo to oznacza, że ciężka muzyka metalowa przeżywa w Polsce swój renesans w dobie wszystkich indie/alternatywnych zespołów!
Podsumowując, bardzo miło było zobaczyć Polski zespół grający koncerty na światowym poziomie. Po trudzie, wysiłku oraz ogromnym nakładzie pracy, jaki włożyli by dotrzeć do miejsca, w którym są dzisiaj, trzeba przyznać, że definitywnie sobie na to zasłużyli. Ciekaw jestem gdzie będziemy oglądać ich za dwa lata, jeśli dalej będą rozwijali się w takim tempie…
więcej zdjęć z koncertu tutaj.
korekta: Igor Goran Kadir