Na sam początek chciałbym zapytać jak to było za czasów PRL-u, gdy funkcjonowała cenzura? Jak pisano teksty? Mieliście wątpliwości, czy pisać zgodnie z obowiązującymi zasadami czy omijać?

Było tak. Tekst mógł być cały odrzucony, bo wiesz… poeci piszą rzeczy, a władze interpretowały je sobie na swój sposób. I na przykład cały tekst mógł mieć wydźwięk negatywny według nich, czyli atakujący władze. Wystarczył na przykład tekst o wolności. Wolność wewnętrzna – i już jest bunt wtedy. Lecz wystarczyło napisać ostatnią zwrotkę… Na przykład zespół TEST zrobił „Nie zatrzymasz mnie, moim domem świat” (nuci), tak jakoś to jest. A na końcu jest taka zwrotka, której ja na swojej płycie (przyp. red. Źródło) nie zaśpiewałem, że „zamiast mężem być, wolę zginąć”. To na pewno było dla cenzury zrobione. Czy tam piosenka Niebiesko-Czarnych „Wracajcie chłopcy na wieś”.

Też na płycie Źródło

 Tak, tak, chłopcy na wieś wracali jak się zwalniali z fabryk… Młodzi mężczyźni byli wyciągani z fabryk… Komuniści zawalili sprawę, uwłaszczyli chłopa, dali mu ziemię i już nie mogli ich potem wyrzucić, odebrać (śmiech), to zrobili mu nędzę i ściągnęli do miasta. Zrobili chłopa robotnika i „Wracajcie chłopcy na wieś” to była rewolucyjna piosenka! Bo wtedy ściągali ich do budowy hut, kopalni i w ostatniej zwrotce jest „dziewczyny usychają, nie chcą dłużej na Was czekać” no i to takie niby alibi. Wiesz zawsze to można było dziewuchami jakoś przykryć. W naszym wypadku było tak, że zespół TSA miał wiele tekstów które były niecenzuralne i to w bardzo dziwny sposób, ponieważ… Jest taki numer „Bez Podtekstów”, który ma tytuł po to, że… po prostu: bez podtekstów. „Panie cenzorze to jest BEZ podtekstów! Tam nic nie ma!” (śmiech).

Tak właśnie czytałem w książce, że był Pan na Mysiej w Warszawie i powiedział – no jak może ta piosenka mieć podteksty, skoro sam tytuł mówi że nic nie ma… Sugestia że cenzura była głupia?

Nieee, dało się ich przechytrzyć po prostu. Był taki utwór „Sabat Czarownic” i jak numer był już nagrany to Jacek Rzehak (autor tekstów, menadżer TSA w latach 80.) był u cenzora z taką małą maszyną do pisania i kartkami, a ja czekałem w studio, bo już miałem nagrywać. I on tam chodził, a cenzor mu skreślał „czarownice okularnice” i tak dalej, aż w końcu przeszło. Jak już przybił pieczątkę to on (Jacek) do mnie dzwoni, telefon na korbkę, ja pisałem na kartce co on mi dyktował i nagrałem to po prostu. Zanim on dojechał do Rzeszowa to już nagrane było (śmiech). Inny numer z cenzurą był odwrotny. Było parę miast w których nie wolno nam było grać „Mass Media” (Marek nuci wstęp) i tyle. Potem był numer „Pierwszy Karabin”, który był na liście przebojów i nagle zniknął. Ja zadzwoniłem do Trójki, oni powiedzieli, że to cenzor zdjął i dali mi telefon do cenzora. A cenzor powiedział, że o mało pracy nie stracił za to, że puścił ten numer do radia. Z trzech paragrafów: Demoralizacja młodzieży, ustawa o obronności i coś tam jeszcze – Konstytucja czy coś. No i Jaruzelski osobiście zareagował i kazał to ściągnąć natychmiast. Później znowu były jaja z tą samą płytą „Rock’n’Roll”. Nie wiadomo dlaczego. Widocznie komuna na początku miała więcej innych problemów i nie zajmowała się tak muzyką, jak później. Płyta „Rock’n’Roll” wyszła dopiero w 84, no i tam były piosenki takie jak „Francuskie Ciasteczka”, „Karabin” słynny i „Mechaniczny Pies”. W tej ostatniej jest taka zwrotka w której napisałem „Ich pas złodziei chodzi tłum, z maskami psiej dobroci, ich paser to ten ksiądz, co w złotej komży chodzi”. A „Francuskie…” to jest poetycki tekst po prostu o miłości francuskiej (śmiech). Tylko, że tak ładnie napisany, długo nad tym siedziałem, żeby nie było wulgarne, wstrętnie i wyobraź sobie że dyrektor Tonpressu (wytwórnia płytowa) nie mógł się zdecydować, czy pójść na francuskie ciasteczka, co jest bulwersujące, czy raczej odrzucić ten tekst z księdzem, bo oni nie chcieli już denerwować Kościoła. A „Karabin” musiał przejść (śmiech)! I któraś zdaje się z tych piosenek jest tylko na kasecie, a druga jest tylko na płycie.

Wtedy protestowało się przeciwko braku wolności, PRL… W 2004 roku pojawił się „Proceder” i tam teksty też nie są pozytywne. Nawet tytułowy numer zaczyna się „od dawna mam dość i wciąż budzi mą złość, ten proceder niecny”. Potem jeden bohater z „rękami w kieszeni”, potem drugi też negatywny… Czym jest ten proceder w takim razie?

Dalej są te gnoje, te same mordy, tłuste łapska…

Ale kto to jest?

Złodzieje, oszuści, którzy manipulowali narodem i zawsze będą… Wcale nie odeszli w cień. Bo to nie ma znaczenia jak się nazywa system. System jest jeden. Albo uczciwy albo nieuczciwy. Albo jest zbudowany po to, żeby elita kradła, albo po to, żeby żyło się dobrze. Niestety, nie jest zbudowany, by żyło się dobrze.

W takim razie… TSA to jest zespół rock and rollowy. Czy zadaniem tego rock and rolla nie jest właśnie to, by to była jakaś odskocznia dla ludzi? Żeby nie myśleli o tym? Żeby to była totalna zabawa?

Rock and roll bez buntu nie istnieje. Jeżeli rock and roll jest bez buntu, to jest z gipsu. Tak jak rzeźba, która miała być z kamienia, a odlana jest z gipsu. „Looks like” – jak to mawiają amerykanie. Wszyscy grają teraz rock and rolla. Używają gitar, nawet Doda ma gitarzystę heavy metalowego. Nawet widziałem Marylę Rodowicz z heavy metalowcami jakimiś, nawet takimi dosyć poważnie (imituje dźwięki przypominające growl), takimi turpistycznymi jak to nazywam. Hardcore jakiś tam mieli. I oni się podpierają wszyscy. Myślą, że jak będzie gitara, jak będzie perkusja i bas, to już jest rock and roll. A to jest nieprawda. Bo rock and roll to nie tylko drive i sposób brzmienia, czego nie można odmówić TSA – bo tu jest i to, i to – ale jeszcze jest pewna bezkompromisowość w wyrazie, sposób wykonawczy, w którym nie ma tego mizdrzenia się do ludzi, tylko mówienie prosto w oczy co się myśli. Unikanie zagmatwanej poezji… Ludzie mają jakieś tam poetyckie twory… Ale to beznadzieja, bo nie masz kontaktu z ludźmi na koncercie, bo twoje metafory są niezrozumiałe. Ja uważam, że metaforą ma być cały tekst, albo żeby ich w ogóle nie było. Staram się, jak piszę teksty, żeby to były bardzo proste zdania, bardzo proste słowa, które łapią ludzie w trakcie koncertu. A nie, że dopiero potem się zastanawiają, kombinują co ten pan artysta chciał przez to powiedzieć. To jest bzdura. Rock and rollowy tekst musi być prosty, tak jak rock and roll. Nie można filozofować. Znaczy filozofuje się po prostu inaczej. Tak jak poeta prawdziwy. On zderza swoje dwa słowa i tworzy nową wartość. Nową przestrzeń słowną i myśl. To jest poezja, która tworzy nowe kosmosy, jak w Heglu: Monady ścierają się tworząc nową wartość. Wiesz, i to słowo jest pod tym względem najcenniejsze. Dwa słowa zderzysz i tworzysz całkowicie nowy obraz, nową przestrzeń, nowy kosmos. W tekstach nie trzeba gmatwać. Prostota jest tą cechą mistrzów, która jest rzadko spotykana. Dla mnie jest to cel. Ja dążę do prostoty, bo prostota jest bardzo trudną drogą, ale drogą do prawdy. Mógłbym tam beblać, pisać teksty naćpany, napity, tak jak niektórzy moi koledzy z branży – nie będę mówił kto – którzy piszą szesnaście tekstów tygodniowo albo dziennie. Siedemdziesiąt zwrotek i bełkoczą to na scenie pod przykrywką różnych dziwnych rzeczy. Ale ja tak nie chcę. Ja chcę mówić prosto. Ludzie kocham was – ludzie nie kocham was. Czemu umieracie? Czemu nie zostaliście? Czemu nie odeszliście? Proste. Ale za każdym razem ten tekst musi być ważny. Nieprzemijający. Nie może rock and roll pisać o jakichś politykach. Może pisać o jakichś „grubasach wstrętnych z tłustymi łapskami którzy są bezczelni i chcą nas nauczyć przeginania pały” (parafraza tekstu „Procedera”). Nas pouczają, a sami kradną cały czas. Ale zawsze są tacy, to są zawsze te mordy. „Drugi znowu ma pysk, uśmiech jak błota bryzg”. Specjalnie są takie rymy, to jest taki sposób. To jest język wiesz skąd wzięty? Z Kabaretu Starszych Panów. To jest Przybora – mistrz świata w pisaniu tekstów. Ja nawet się szczycę tym tekstem, uważam go za majstersztyk, bardzo taki wykwintny, bardzo dobrze po polsku. Oczywiście nie mówię, że jestem znakomitym tekściarzem, ale jestem dumny z tego tekstu, bo ma dobry język polski. „Inny znowu ma pysk, uśmiech jak błota bryzg, tłuste, lepkie palce, pełen pychy brzuch, nonszalancki ruch i w kieszeni harce”. Patrz, cały obraz takiego gnoja z kluczami od jakiegoś samochodu drogiego, które tam przewala w portkach i taki pełen brzuch, wypchnięty, pełno takich gnojów łazi (imituje takiego „gnoja”, śmiech). Jak przyjechałem do Polski ze Stanów w 98 roku, to pełno takich gnojów, złodziei łaziło.

I to się nie zmieniło.

Nie zmieniło się, tylko teraz są już wielkimi przedsiębiorcami, a wtedy byli tylko złodziejami. Ten był szefem mafii złodziei samochodów, ten drugi jakiejś innej… Przedstawiali mi tych ludzi jako (ironizuje) „znakomitych ludzi z mojego miasteczka, których ja powinienem poznać, i oni są ważni, i jak oni się do mnie uśmiechają, to znaczy że ja jestem super, bo oni mnie szanują”. A to są skurwysyny, złodzieje i przewalacze.

Wspominał Pan o tej ewolucji. W latach 80. to były proste teksty, w „Zwierzeniach” powtarza się na początku anafora „podobno” kilka razy.

Dzisiaj też pasuje, wszystkie teksty pasują! (śmiech)

Oczywiście! Ale czy czuje Pan jakąś ewolucję, od tych najprostszych tekstów z 81 roku, do „Procederu”, do dzisiejszych?

Tak.

I na czym ona polega?

Na tym że nie ma złudzeń (śmiech). Kiedyś były złudzenia, że był tylko jeden wróg, że to komuna. Chociaż ja wiedziałem, że jest głupota ludzka na świecie straszliwa, i „Maratończyk” o tym mówi cały czas, „Chodzą ludzie” tak samo. Właściwie to „Maratończyk” jest takim moim dziełem, takim Rzehakiem, ale bardzo dobrym, w którym kpiłem z przysłów, wydumanych filozofii, które nic nie znaczą. „Chodzą ludzie” – o zakłamaniu, to zawsze jest, nie? Bez względu na system i tak dalej, ale okazuje się, że największym jednak wrogiem człowieka jest głupota. System nie ma znaczenia, bo głupota ludzka potrafi zniewolić wszystkie umysły w sposób straszny. Jest wykorzystywana przez spryciarzy, biznesmenów albo polityków. Nie ma znaczenia którzy. Oni wszyscy chcą nas okraść, oszukać, omamić, cały czas wciskają nam coś czego niby my nie potrafimy. Są politykaaaami (akcentuje tak by zrymować), chujami, którzy wciskają ciemnotę narodowi, że to jest jakiś tam wybrany zawód, umiejętności jakieś. Oni nie mają żadnych umiejętności, to są zwykłe gnoje, które chcą rządzić i mają różne usprawiedliwienia na to, a szczególnie ich największym usprawiedliwieniem jest demokracja, która polega na tym, że my legitymizujemy ich. Po prostu idziemy do wyborów i wybieramy, a wcale ich nie wybieramy, tylko potwierdzamy, że oni mają prawo głosić to, co głoszą. A to nie jest prawdą, bo myśmy nie wybrali ich. Oni sami się pchnęli do tego.

A jakby miał Pan wybrać trzy teksty, które najlepiej oddają ten obraz świata, w którym wszyscy żyjemy?

Teraz?

Tak, tak z całej kariery.

Prostytucja czyli Wyprzedaż, Mass Media (długa cisza), Bez podtekstów zawsze jest aktualny. Plan Życia? Czysta prawda, bądź sobą. Więcej nawet, Heavy Metal Świat jest dalej aktualny. Właściwie wszystkie teksty są aktualne, wszystkie odzwierciedlają nasze życie. Śpiewamy i nie czujemy jakiegoś niedopasowania. Jak ja bym czuł jakikolwiek nonsens, to bym przestał to śpiewać od razu. Wszystkie numery, które śpiewam, mają sens. Inaczej nie śpiewam, bo mi się nie chce.

Z jednej strony mamy ten okres buntu przeciwko władzy w latach 80, ogólnie tym ludziom, gnojom itd., a z drugiej strony dwa, trzy teksty, takie typowe hymny dla młodzieży. Czyli TSA Rock i Heavy Metal Świat.

 A, wiesz trochę mi obrzydło to, ten TSA Rock. To taka zabawaaaa. I jeszcze jaki? Heavy Metal Świat?

Tak.

No wiesz, to taki hymn… Na zamówienie społeczne (śmiech). Ale akurat wyszedł fajny numer, jest prawdziwy, bo tam jest usprawiedliwienie krzyku tak jakby. Starałem się opowiedzieć dlaczego krzyk? Skoro zagłusza nas wszystko, to krzyczymy, jak nas więcej to lepiej! (śmiech) No bo napieprzamy, dlatego jesteśmy agresywni, bo nikt nie będzie nas wysłuchiwał. Ale nie jesteśmy agresywni, żeby burzyć, niszczyć i poniżać, tylko żeby nas usłyszano. Który jeszcze mówiłeś?

Te dwa, właśnie, takie typowe, proste… „Taka w życiu nasza rola, rock and rolla dobrze grać”.

No to taka pierdola, takie proste… To Rzehak napisał, to chyba jeden z jego pierwszych takich tekstów. Napisał – to zaśpiewałem.

Wracając do najnowszej płyty, jest np. „Tratwa”, i tam pan mówi, że człowiek jest zupełnie samotny.

Bo jest.

I na nikogo nie może liczyć?

Może.

Na siebie?

No (śmiech). Czasami pojawi się ktoś, „czasem, przypadkiem, ktoś może pomóc Ci, choć będziesz już myślał że nie pomoże nikt, jeszcze nie raz przegrasz i poznasz klęski smak, lecz nigdy nie poddawaj się, i do końca walcz” (nuci). Z czwartej płyty, najlepsze teksty! No i widzisz – sam masz odpowiedź. Wszystkie teksty się zazębiają, w sumie chodzi cały czas o to samo. Jak pomóc człowiekowi, jak pomóc samemu sobie. Teksty pomogły mnie również. Jak byłem w Nowym Jorku, to rozleciała mi się rodzina, miałem samobójczą depresję, straszliwą. O mało nie umarłem tam, o mało mi serce nie pękło. Taką klęskę przeżyłem osobistą. Nie słuchałem kilka lat… I włączyłem sobie kasetę.

Swoją?

Tak, TSA (śmiech). I zacząłem słuchać. I usłyszałem jak ktoś, jakiś mój przyjaciel, mi mówi co mam zrobić. Daje mi dobre rady, naprawdę wspaniałe. Ja wtedy zrozumiałem jaka to jest potęga. Ile tam jest pozytywnych relacji, jaki tam jest przekaz, ilu ludziom to mogło pomóc, wtedy uwierzyłem że ta muzyka rzeczywiście komuś pomogła. Te teksty podtrzymały na duchu wielu ludzi. Bo oni mi tak mówili, to ja słuchałem, wiesz… Wiesz jaki ja jestem przecież. Taki podejrzliwy, nie uważam się za jakiegoś idola strasznego, jestem podejrzliwy wobec takich hołdów, nie? Nie mówię, że ktoś ma nieczyste sumienie jak oddaje mi „taką cześć”, ale tak czuję, jakby to nie dotyczyło mnie. Mam taką jakby schizofrenię. Tak jakby inny był ten gość, co mu hołd oddają. Chociaż to ja napisałem, ja to śpiewam i nie rozdzielam się na dwie osobowości… Powiem ci, że te teksty mi pomogły. Bardzo.

Chciałem jeszcze spytać o jeden z moich ulubionych tekstów, czyli Szansę.

Szansa zajebista jest.

Nooo (śmiech). Chciałbym zapytać jak to tak naprawdę wygląda? Na początku mówi pan że „cały świat, ten brudny ściek coraz bardziej wkurwia Cię”, chociaż w książeczce jest co innego (rozbieżność – Marek śpiewa „wkurwia”, w książeczce jest „wkurza”).

Wkulwia (śmiech), cenzura jebana.

Dalej cenzura (śmiech). No, więc na początku mamy, że świat wkurwia, seks nie rajcuje, a potem jednak pan mówi że życie cały czas daje te szanse.

No. A wiesz dlaczego? On jest taki malkontent ten koleś.

A to jest Pan?

Nieee, ja śpiewam do kolegi. „Każde lustro budzi wstręt, bo tam widzisz swoją twarz, cały świat ten brudny ściek, coraz bardziej wkurwia Cię”. Hej, hej, co z tobą jest, otwórz oczy i spójrz na świat (śmiech). To ja śpiewam do kolesia, który tam gnije gdzieś. Są te szanse, tylko kurna otwórz oczy, weź obudź się chłopie.

Mimo tego całego złego świata?

Nooo. Bo to my sobie sami tworzymy te szanse. I to jest takie wiesz, zawołanie, że każdy sam znajdzie odpowiedź. Bo ja mu nie daje żadnej recepty na szansę, która prowadzi do czegoś tam. Do czego? Niee, on sobie znajdzie, on wie na co ma tę szansę mieć. Na przykład na to, żeby kochać, zakochać się, być kochanym, mieć rodzinę, mieć dzieci, albo mieć pracę, godność odzyskać. Wiesz, to jest ta szansa.

I jeszcze na koniec o jeden tekst chciałem zapytać. Mój cień omija mnie, to już jest taki najbardziej pesymistyczny, negatywny…

To jest czaad! Ojjjj.

Tu już nawet cień mnie omija…

Oj, powiem Ci że bardzo lubię ten numer. To jest taka sytuacja która się zdarza czasami. Wiesz, masz taką noc, masz przejebane, już chcesz stąd spierdalać… Wiesz, teksty nie tylko są jakby odzwierciedleniem przemyśleń filozoficznych, ale także sytuacji psychologicznych, życiowych. I na przykład ta sytuacja jest taka. Mój własny cień omija mnie. I wiesz, powiem Ci tak, że to najbardziej odzwierciedla taki stan, kiedy jesteś już w totalnej dupie. Nie, że się coś stało, tylko Ty już tak czujesz w tym miejscu jakbyś miał, jakbyś już zdechnął. Nie ma ciebie, nie? Twój własny cień cię omija, olewa cię, nie mam już własnych snów, niczego.

Ale tam nie ma żadnego pocieszenia!

Nie ma. Dlatego, że to jest dół. I to jest sytuacja, krejzi, jak ta solówka (naśladuje), takie popierdolone tam jest wszystko w tym numerze. A jednocześnie nieubłagany czas idzie, kurde chłopie, idzie, nic, nie ma litości, po prostu cały czas przemija, cały czas świat przemija obok ciebie. Bo ktoś będzie w takim stanie i się tak rozbawi w tym numerze. Wiesz, posłucha i też się tak zdołuje, ale wiesz… Może to dołowanie tak go dobije, że jakoś ten szlam z niego wypłynie i rano się obudzi normalny. Tak jak nieraz po wódce, ludzie się budzą, albo nie budzą (śmiech). Wiesz, jedni wpadają w gorszy kanał, a jedni wyrzygają to wszystko i na drugi dzień powiedzą „aaa fuck it”, już jest lepiej. Taka ucieczka. Ale wiesz, można uciec też w masochizm, tak się skatować, zgnębić, myśleć jak to powiedział Nietzsche „Miłość samobójcza pozwala przeżyć spokojnie niejedną noc” (śmiech).

Dziękuje za wywiad.

Dziękuję, trzymaj się, naprawdę fajne pytania!

rozmawiał: Mike Młynarczyk

zdjęcie: https://www.facebook.com/MarekPiekarczyk?fref=ts