Beyond the Mist – what else could we say

Z Internetów Wuj powziął wiadomość, że młody krakowski kwintet Beyond the Mist uprawia gatunek muzyczny zwany post-hardcorem. „Ooo – ucieszył się serdecznie – będzie dobry łomot i opętańczy wrzask!” Pamiętał wszak, że taką (w istocie dość pojemną) etykietkę krytyka przypinała na przestrzeni ostatniego trzydziestopięciolecia tak różnym kapelom, jak Nomeanso, Fugazi, The Jesus Lizard, Shellac czy At the Drive-In. Kapelom, które łączyło przede wszystkim jedno: oczywista i niepodważalna bezkompromisowa zajebistość. Myśl, że podobną muzykę będzie mógł usłyszeć na żywo w jednym z krakowskich klubów, skłoniła go do sięgnięcia po EP-kę o (prawidłowo) zadziornym tytule what else could we say.

No i co? No i nie za bardzo… Owszem, twórczość Beyond the Mist jest post-hardcorem. Dalekim jednak od szalonego, punkowego Fugazi czy grającego z wdziękiem zardzewiałej rozdrabniarki (tak, to komplement!) Shellac. Bardziej tym z początku tysiąclecia, który przebił się do uszu szerszej publiczności dzięki wyprodukowanym przez Rossa Robinsona płytom świętej trójcy: At the Drive-In, Glassjaw i The Blood Brothers. Kapel – dodajmy – przedniego sortu. Na what else could we say dostajemy zatem pięć utworów nawiązujących bardzo wyraźnie do twórczości wspomnianych zespołów. I – niestety – poza tym absolutnie niczym się nie wyróżniających. Może tylko – o zgrozo – ciężkim haj-fajowym, prawie nu-metalowym brzmieniem oraz dość ładną, wręcz popową melodyką. Numery Beyond the Mist nie są same w sobie złe. Niby wszystko się zgadza: jest dynamicznie, ostro i ciężko tam, gdzie trzeba, są zahaczając o growl hardcorowe wrzaski, nie brakuje monumentalno-histerycznych melodii. Zagrane i zaśpiewane jest to dobrze, zrealizowane porządnie. Tylko że jako całość brzmi grzecznie, monotonnie i przewidywalnie. I mimo kilkukrotnego przesłuchania nie zostaje w głowie.

Podręcznikowy post-hardcore w wykonaniu Beyond the Mist porównać można do (nomen omen) post-grunge’u spod znaku Creed, Nickelback czy Puddle of Mudd: grzeczna sztanca. Muzyczna konfekcja. Natomiast siłą post-hardcorowego grania jest dzikość, szaleństwo i nieprzewidywalność. Jazda bez trzymanki. Zgrzyt. Tego na what else could we say w ogóle nie ma. Weźmy jednak poprawkę na to, że mamy do czynienia z ubiegłorocznym debiutem, a przecież mało który skład zaczyna od własnego brzmienia. Czasem trzeba wielu lat i kilku płyt, aby wypracować autorski styl. Internety mówią, że od czasu debiutu nastąpiły pewne zmiany w składzie. Mówią też coś o nadchodzącej nowej płycie. Może na niej chłopcy złapią więcej twórczego luzu i zagrają coś od siebie.

Wuj Albert

zapraszamy na fanpage zespołu