Hańba! – Figa z makiem, Guma i Gówno, Prosto w serce

Czasy w Polsce nastały paskudne. Mający rozeznanie w ojczystych dziejach (nie mylić z cukrowaną mitologią dla gimbazy) inteligent zgrzyta zębami ze złości, bo oto nadciąga polityczny zaduch znany z opowieści dziadków, których młodość upłynęła pod butem sanacyjnych oficerów. Wprawdzie – jak mawiał hipsterski myśliciel z Trewiru – historia powtarza się jako farsa, ale fakt, że Naczelnik 2.0 przypomina wyglądem Bagginsa z Sackville, a zamiast Kasztanki dosiada kota, jakoś nie łagodzi narastającego wkurzenia.

Ech, dla ukojenia skołatanych nerwów aż prosi się o solidny, antyreżimowy, punkowy skowyt i wpierdol. Mówisz – i masz. Hańba! Muzyczno-literacki projekt oparty na genialnej i dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach mistyfikacji. Oto pięć lat po przewrocie majowym Polska zamiast mknąć ku Ziemi Obiecanej, pogrąża się w autorytaryzmie i nierównościach społecznych. Reżimowa propaganda lukruje bezczelne gwałcenie konstytucji. Szklanych domów jak nie było, tak nie ma, na dancingach w Adrii baluje wyelegantowana elita, natomiast szarych obywateli dławi okrutna nędza. Na szczęście nie opuszcza ich przekora i bojowy duch. Czterech rozeźlonych muzykantów z krakowskiego Podgórza zakłada orkiestrę, aby bronić demokracji, nieść pociechę skrzywdzonym i piętnować ustrojowe absurdy. Tak powstaje Hańba! – głos ulicy, ucho tłumu, oko nienawiści i pięść wymierzona prosto w sanacyjnych przydupasów traktujących Rzeczpospolitą jak swój prywatny folwark.

Jednym słowem – libretto doskonałe. Soczyste retro, ulokowane gdzieś pomiędzy sowizdrzalskim Vabankiem a bezlitośnie ironiczną Karierą Nikodema Dyzmy. Z tą różnicą, że rozgrywa się nie na salonach władzy i finansjery, a w fabrykach, obskurnych knajpach, na brudnych podwórzach i krzywo brukowanych uliczkach robotniczych osiedli.

A muzyka? Dostajemy od zbuntowanej orkiestry targający mosznę podwórkowy klezmer-punk zaaranżowany na tubę, akordeon, banjo, klarnet i bęben. Tudzież grzebień. Panowie (notabene świetni instrumentaliści) jadą równo, szybko i do przodu, wściekle drąc się, gardłując i skandując polityczne manifesty. Teksty po części pożyczają od gniewnych poetów międzywojnia (Tuwima, Brzechwy, Zbierzchowskiego, Hollendera i Broniewskiego), ale także piszą je sami – i to bardzo udanie. Stylizacja literacka jest równie bezbłędna i urzekająca jak proletariacki retro wizerunek orkiestry (kaszkiety i szelki na białych koszulach). Werbalny wpierdol od Hańby! dostają morderca Narutowicza („Eligiuszu Niewiadomski, jesteś zdrajcą całej Polski!”), faszyzujący narodowcy, antysemiccy kołtuni, nieudolni sanacyjni ministrowie z Józefem Beckiem na czele, autorytarni ideolodzy, skorumpowani urzędnicy, aferzyści, brutalni żandarmi, kapusie, pazerny kler, bolszewicka zaraza i prący do wojny hitlerowcy. Czyli generalnie wszyscy, po równo.

Działająca od trzech lat Hańba! wydała już trzy EP-ki: Figę z makiem (1933), Gumę i Gówno (1933) oraz Prosto w serce (1934). Żwawo zrealizowane i pomysłowo wydane (CD stylizowane na ebonitowe płyty gramofonowe), zasłużenie spotkały się z entuzjastycznymi opiniami recenzentów i publiczności. Natomiast żywiołowe koncerty zapewniły orkiestrze wiele festiwalowych nagród i wyróżnień. Rozgłos ma zasięg, powiedzmy to bez ogródek, międzykontynentalny. Latem 2015 r. brawurowy uliczny występ kapeli podczas OFF Festival został zarejestrowany i puszczony YouTubem w świat przez KEXP. Tak – właśnie to słynne KEXP, z samego Seattle. Bo kto powiedział, że kapele z Krakowa nie mogą zrobić światowej kariery? Pewnie, że mogą – tylko muszą być zajebiste. Jak Hańba!

Już za moment, 7 lutego 2016 r. (wróć – 1936 r.) nakładem Anteny Krzyku ukaże się długo wyczekiwany longplay zespołu. Ironicznym grymasem losu trafi w czas idealnie. Wprawdzie jeszcze zupełnie niedawno w wywiadach muzycy odżegnywali się od skojarzeń ze współczesnymi realiami, ale nie da się ukryć, że polityczna rzeczywistość dogoniła ich artystyczną wizję. Tak więc już niebawem miłośnikom sanacji, endecji, faszyzmu i bolszewii Hańba! znów pokaże środkowy palec. Wróć – figę z makiem. A my razem z nimi wyjdziemy na ulice pogonić reżimowym pachołkom – nomen omen – kota.

Wuj Albert

Powyższy tekst wyraża subiektywny osąd autora i nie jest tożsamy z oficjalnym stosunkiem Krakowskiej Sceny Muzycznej do komentowanego materiału.

zapraszamy na fanpage zespołu.

[youtube_sc url=”https://www.youtube.com/watch?v=uYcYM3kgv_I”]