PKS nadjeżdża. Organizatorzy odliczają dni do finału, sekundują im zakwalifikowane do konkursu zespoły, a wraz z nimi do udziału w Przeglądzie Kapel Studenckich przygotowują się wszyscy zaangażowani goście. Po Facebooku krążą eventy sygnowane niebieskim plakatem, reklamując kolejne atrakcje festiwalu.

– Festiwal trwa trzy dni i to są nie tylko koncerty. To też, na przykład, spotkanie z jurorami w Empiku, gdzie będzie można porozmawiać, popytać – opowiada Karolina Widawska, dyrektor programowy przeglądu. – Oprócz tego w tym roku odbędzie się szkolenie odnośnie prowadzenia negocjacji kontraktowych. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych, szkolenie jest otwarte i bezpłatne.

Tym samym PKS próbuje zwiększyć swój zasięg i stać się czymś więcej niż „tylko” konkursem dla młodych zespołów. Wychodzą poza ramy przeglądu do tego stopnia, że do poprowadzenia warsztatów basowych i perkusyjnych zaprosili Kubę Tracza i Piotrka Wykurza grających w krakowskim Clock Machine.

Do przyjścia na warsztaty zachęcają tak:

W muzyce chodzi o światło, a teraz, skoro już wiesz, co jest najważniejsze, przyjdź na warsztaty, a my nauczymy Cię, jak to światło dostrzec między instrumentem perkusyjnym a strunowym szarpanym.

– Światło w muzyce jest jak czas w naszym życiu. Jest niezbędną częścią, brakującą zębatką, ciężko to w zasadzie wytłumaczyć  To jest jak robienie niczego, a nie da się robić niczego, można jedynie nie robić nic konkretnego – precyzuje Piotrek, obiecując już osobny wykład na temat światła w muzyce… w bliżej nieokreślonej przyszłości.

A tak jest naprawdę:

– To światło to trochę ściema, szukaliśmy jakiejś mądrej frazy do opisu wydarzenia – śmieje się Kuba – ale powiedzmy, że będziemy pokazywać technikę światła i cienia, czyli kontrastów. Led Zeppelin to wymyślili i zostali sławni!

Takie warsztaty to debiut dla chłopaków. – Dlatego ćwiczymy codziennie brzuszki i pompki, aby być przygotowanym na wszystko. Program napisaliśmy tak, żeby każdy znalazł coś dla siebie, niezależnie od tego, czy umie grać czy nie – zapowiada Kuba. – Ale niech uczestnicy nie spodziewają się popisów technicznych, bo po prostu nie umiemy tego robić!

Piotrek dodaje: – Na pewno nie mogą spodziewać się realizacji programu, wystarczy przecież na nas spojrzeć. Choć sztucznych ogni mogą być pewni.

 

 

Wygląda na to, że taka oferta – i mowa tu już nie tylko o bardziej lub mniej merytorycznych warsztatach, ale o całym programie festiwalu – trafia do zespołów. Co więcej – zespoły chcą jeszcze. Tak przynajmniej twierdzi Filip z Dżindżer Projekt: – PKS powinien w przyszłym roku poświęcić jeszcze więcej uwagi na tego typu wydarzenia. Z Dżindżer Projekt wybieramy się zarówno na warsztaty, jak i spotkania z jurorami. Zwycięstwo w przeglądzie to nie jedyny cel brania w nim udziału.

Podobne zdanie co do samego zwycięstwa ma Piotr z Ducha: – Nie można skupiać się na tym, aby wygrać. Każdy dojrzały muzyk wie, ze twórczość w ogólnym tego słowa znaczeniu jest na tyle skomplikowana, że konkurs nie może być do końca miarodajnym określeniem jakości.

Tymi słowami wkraczamy powoli na grząski teren dyskusji wokół sedna festiwalu: przeglądu kapel studenckich.

 

Na początku – preselekcja:

– Najpierw wszystkie zespoły trafiły do jury selekcyjnego, które na spokojnie u siebie w domach wysłuchało wszystkich nagrań – opowiada Karolina. – Następnie wszyscy spotkali się w Rotundzie i wspólnie ustalili finalistów.

Michał Wójcik, juror preselekcyjny: – Idea, która przyświecała jury preselekcyjnemu, była, wydaje mi się, taka, żeby mieć pełny przegląd gatunkowy przez to wszystko, co się teraz dzieje w muzyce studenckiej. Przyjęliśmy coś w rodzaju zasady łączenia kapel w pary: były dwie ciężkie kapele, dwie okołobluesowo-rockowe, dwie, powiedzmy, akustyczno-innowacyjne. Dżindżer Projekt siłą rzeczy został bez pary jako siódmy zespół. I taki zestaw wydaje mi się o tyle fair, że pozwoli w obrębie jakiegoś jednego gatunku wybrać tę „lepszą” kapelę.

Do finału PKS-u zakwalifikowały się m.in. Dżindżer Projekt („Spośród wszystkich finałowych zespołów jesteśmy chyba najbardziej skoncentrowani na dostarczaniu bujającego groove’u.”), Inverted Mind („Może wyróżniło nas to, że nasza muzyka jest zasadniczo alternatywna wobec pozostałych kapel.”) i Duch („Nasza muzyka nie jest wtórna.”).

– Każdy wybór polegał na tym, że ta muzyka musiała być po prostu dobra i miała się komuś tam podobać – tłumaczy Michał. – Pierwszych 3 finalistów: Tape Reels, Michał Wendeker i Black Jack wybraliśmy zupełnie bez żadnej dyskusji, ponieważ typy się powtórzyły u 3 jurorów. W ich przypadku wszyscy uznali, że kapele są na tyle dobre, że nie trzeba w żaden sposób uzasadniać swojego wyboru. Po prostu każdy był ciekaw, jak sprawdzą się na żywo.

A zatem, drogie zespoły: liczy się ciekawość, różnorodność, a poza tym…

– To też kwestia gustu. Adam był totalnie nastawiony metalowo, Wiśnia bluesowo, ja  – metalowo i bluesowo. Stąd, jak wcześniej wspomniałem, nasz błyskawiczny wybór pierwszych trzech zespołów. Pozostałych członków jury wyraźnie cechował inny gust. Aleksandra Guguła to trębaczka jazzowa, stąd pewnie zależało jej na kapelach, w której były dęciaki – niezależnie  czy miałoby to być ska czy jazzowe granie. Bardzo spodobał się jej Dżindżer Projekt. Z kolei Janowi Bińczyckiemu zależało na eksperymentach muzycznych, dlatego przeforsował Studium Instrumentów Etnicznych. I rzeczywiście, może nie jest to muzyka innowacyjna, ale na pewno nietypowa na tle pozostałych finałowych kapel.

Właśnie – innowacja. Wydawałoby się, dobre kryterium oceny – jak się okazuje, także między zespołami. Piotr z Ducha kwituje pozostałe kapele biorące udział w konkursie jednym zdaniem: „Pod względem muzycznym nijako/wtórnie.”

 

Michał: – Jeśli za innowacyjne uznaje się tylko tworzenie nowego gatunku muzycznego, to faktycznie było wtórnie i nijako. Ponieważ, faktycznie, pozostałe kapele to był „jakiś tam” rock, blues, metal, a nie akustronika, więc w tej kategorii naprawdę wszyscy przegrywają z Duchem. Wyszliśmy natomiast trochę z innego założenia…

Tyle jednak o Duchu. Może mniej innowacyjnie, ale bardziej interesująco zaprezentowały się według Michała Inverted Mind, Tape Reels czy Michał Wendeker. Przy czym „bardziej” nie oznacza tutaj absolutnego braku krytycznych uwag:

– Mam wrażenie, że w konkursie startowały znowu te same zespoły. Była masa dobrych kapel, w których w większości coś jednak nie domagało. Nie było dla mnie takiego czarnego konia jak zeszłoroczni, nieznani wtedy jeszcze The Toobes – którzy notabene mimo wystawionej przeze mnie wtedy najwyższej oceny do konkursu się nie dostali. Nie było w tym roku kapeli kompletnej, która od początku do końca wiedziałaby, co chce powiedzieć. Może najbliżej tego były takie zespoły jak Inverted Mind, te najbardziej „skażone” konwencją, czyli metalowe czy trashmetalowe. W przypadku takiej muzyki wystarczy wypełnić szereg wymagań i ma się dobry, metalowy zespół.
Pozostałe zespoły były poszukujące, tak jak w przypadku Michała Wendekera – mimo tragicznej jakości nagrań słychać w nich ogromny potencjał. Z drugiej strony surowe brzmienie Tape Reels – chłopaki grają rewelacyjnie technicznie i z wielkim smakiem. Owszem, trochę też w starodawnej „jackowhite’owej” konwencji – co może nie do końca mi się podoba – ale gdyby zabrakło ich w finale, to byłbym osobiście poszkodowany.

 

 

– Jest dużo zespołów, które mają ogromny potencjał – podsumowuje finalistów Karolina. – Mam nadzieję, że u nas się rozwiną i zostaną dostrzeżone też ze względu na nagrody, które są bardzo atrakcyjne.

Stanisław Słowiński, Duch: – Dla każdego zespołu udział w tego typu przeglądach wiąże się z możliwością szeroko pojętej promocji własnej, bądź podkradanej od innych, bardziej utytułowanych artystów, twórczości. A wśród nagród koncert na Juwenaliach przed rzeszą studentów oraz 2-tygodniowy dostęp do studia z możliwością nagrania śladów na płycie. I dodatkowo – sława i chwała zwycięzcy przeglądu. A może to przede wszystkim?

Filip Pietrek, Dżindżer Projekt: – Nie chcę zabrzmieć, jakby brakowało nam ambicji, ale nasz główny cel chyba już osiągnęliśmy – gramy w prestiżowej Rotundzie, wśród świetnych kapel dla wspaniałej publiczności. Na tym najbardziej nam zależało. Zresztą w momencie, kiedy zgłaszaliśmy się do przeglądu, pełna lista nagród nie była nawet ujawniona. Każda kolejna informacja o profitach dla zwycięzcy tylko bardziej zaostrzała nasz apetyt na wygraną.

Piotr Aleksander Nowak, Duch: – Osobiście uważam, że nagrody są mało atrakcyjne. Natomiast wspomniana promocja jako występ przed publicznością zawsze jest ważna.

 

„Ważna” nie oznacza zawsze „wystarczająca”. Piotr z tonem urazy wspomina usłyszane przy okazji którejś z poprzednich edycji PKS-u słowa: „Nie chcemy dawać uczestnikom nagród, chcemy dać im możliwość zagrania koncertu”. Tymczasem organizatorzy przeglądu powtarzają, że zależy im na wypromowaniu swoich „podopiecznych” i stworzenie możliwości rozwoju zespołom. Doświadczenia z poprzednich edycji pokazywały jednak, że z promocją zespołów, które już wystąpiły na scenie PKS-u, nie zawsze było tak różowo, a działania koordynatorów festiwalu na rzecz promocji zespołów kończyły się zwykle wraz z ich koncertami. W odpowiedzi na te zarzuty Karolina obiecuje zmiany na lepsze:

– W zeszłym roku może nie koordynowaliśmy tego tak bardzo, ale w tym roku planujemy położyć na to bardzo duży nacisk, żeby pomóc tym zespołom w promocji. Na pewno będziemy śledzić, dopingować i wspierać zwycięzcę, ale nie chcemy też zaniedbywać pozostałych finalistów.

Brak zaangażowania w promocję – a raczej ich efekty – zauważają także tegoroczni finaliści:

– Nie mam pojęcia, kto wygrywał poprzednie edycje – przyznaje Stanisław. – Podejrzewam, że znam część z tych wykonawców, ale zupełnie nie kojarzę ich ze wspomnianą imprezą.

 

Podobnie ocenia sytuację Dżindżer Projekt: – Trudno tutaj o jednoznaczną opinię. Zeszłoroczny zwycięzca Meow zupełnie się rozpłynął, dla odmiany Two Red Triangles nie potrzebowało pierwszego miejsca w przeglądzie, by przez ostatni rok wypracować sobie mocną pozycję na krakowskiej scenie muzycznej. Poza tym, jeżeli chodzi o medialną stronę festiwalu, to w ramach „opieki nad podopiecznymi” tylko raz zamieszczono ich nagrania na fanpage’u PKS-u z jednym zdaniem podsumowującym ich dotychczasowe osiągnięcia.

Wśród wad przeglądu muzycy wymieniają jeszcze parę kwestii: kiepską, budzącą negatywne skojarzenia nazwę (która z kolei u niektórych budzi wręcz odwrotne odczucia), słabą oprawę graficzną kampanii promocyjnej, mało przejrzystą i zbyt rzadko aktualizowaną stronę internetową, organizację sprzętu scenicznego i wreszcie – last but not least – opłaty akredytacyjne.

– Dyskutowaliśmy o tym w zespole – mówi Filip z Dżindżer Projekt. – Ola nie miała najmniejszych wątpliwości co do stosowności opłaty, natomiast ja zawsze patrzyłem na tego typu „wpisowe” z nieufnością – jakby oznaczało ono, że organizator nie ma wystarczającego wsparcia instytucjonalnego i sponsorskiego – przyznaje. Dla Inverted Mind opłata, chociaż ma służyć zapewnieniu profesjonalnej prezentacji samym zespołom konkursowym, jest za wysoka. Przeciwny konieczności wnoszenia opłat przez wszystkie zgłaszające się do konkursu zespoły jest też Piotr Nowak: – Organizatorzy festiwalu powinni na tyle dbać o budżet, aby uczestnicy nie mieli pojęcia, czy impreza potrzebuje zastrzyków finansowych czy nie.

A jak przyznaje Karolina, taki zastrzyk gotówki rzeczywiście jest potrzebny: – Wynika to z problemu dofinansowania naszego festiwalu. Musimy się jakoś ubezpieczyć. Staramy się jakoś wynagrodzić te opłaty uczestnikom, np. poprzez zniżki do sklepów muzycznych. Poza tym wszystkie zespoły, które zgłosiły się do festiwalu, mają wstęp za darmo.

 

Tyle więc o minusach. A co się muzykom w przeglądzie podoba?

Duch: – Istnienie od wielu lat i systematyczne działanie promocyjne.
Inverted Mind: – To, że jest fajnie zorganizowany, kontakt z organizatorami jest na najwyższym poziomie oraz miejsce, w którym odbywa się finał.
Dżindżer Projekt: – Rotunda, skład jury, pozostali wykonawcy.

Poza tym członkowie Dżindżer Projekt zwracają uwagę na system wyłaniania zwycięzców (o tak, my też tak naprawdę nie jesteśmy zwolennikami klikania na Facebooku…): – Lubimy, kiedy zasady są jasne i klarowne, a o sukcesie decyduje znane i poważane jury. Wtedy nie można mieć do nikogo pretensji i wyklucza się trochę niesmaczny element walki o głosy, o lajki, o smsy.

Niewątpliwym plusem festiwalu jest według Stanisława idea zestawiania występów konkursowych z „gwiazdami”. – Umożliwia to wielu początkującym zespołom dzielenie sceny z dobrymi składami, zaproszonymi na koncert w roli wspomnianych „gwiazd wieczoru”.

No tak – gwiazdy wieczoru. Bo PKS to nie tylko kapele studenckie walczące o miano Jedynego Zwycięzcy. W Rotundzie, podczas 3 dni festiwalu, wystąpi Power Of Trinity, KaCeZet & Fundamenty, Polemic i Kapela ze Wsi Warszawa. Trzeba przyznać – rozrzut stylistyczny jest dość spory. – Chcieliśmy zrobić ukłon w stronę publiczności i nie zamykać się na jeden konkretny gatunek. Są przecież różne gusta, a my chcieliśmy trafić do każdego. Stąd nasz wybór – tłumaczy Karolina.

 

Organizatorzy PKS-u nie ukrywają – a wręcz przeciwnie, podkreślają na każdym kroku – że festiwal jest imprezą tworzoną przez studentów dla studentów. W tym też widzą wyjątkowość przeglądu. Pytanie brzmi: jak w takim razie główne hasło promocyjne festiwalu przekłada się na rzeczywistość?

– To jest hasło reklamowe; bardzo składne, sprawdzone i sprawne – ocenia Stanisław. Według Filipa, „studenckość” PKS-u oznacza zaangażowanie wielu młodych, ambitnych i pomysłowych ludzi. Ale widzi też minusy takiego profilu wydarzenia: mniejsza ranga imprezy wśród nie-studentów i w ogóle słabsza rozpoznawalność festiwalu poza kręgiem studentów UJ.

Tylko czy rzeczywiście obecność słowa „studencki” musi przesądzać o takiej a nie innej publiczności, a co za tym idzie, o randze i rozpoznawalności imprezy? Teoretycznie program festiwalu jest skrojony właśnie pod taką a nie inną grupę wiekową, ale jak będzie w tym roku i w którą stronę pójdą organizatorzy kolejnych edycji – zobaczymy.

– Studencki Festiwal Piosenki na koncercie galowym ma za publiczność osoby w wieku 50+ – zauważa Piotr z Ducha. – Gdy przyjrzymy się od środka PKS-owi, damy znać.

 

Więcej o festiwalu i program imprezy znajdziesz tutaj:
PIĄTEK
SOBOTA
NIEDZIELA