Już jutro w Rotundzie SMKKPM Ultra w towarzystwie Lej Mi Pół i Snowid promować będą swój, wydany przy pomocy serwisu crowdfundingowego Polak Potrafi, debiutancki album. W nasze ręce wpadł bardzo ciekawy wywiad przeprowadzony przez Małgorzatę Romaniszyn dla All in UJ. Puszczamy za jej zgodą dalej, bo i wywiad fajny, i koncert (któremu zresztą patronujemy) na pewno będzie wystrzałowy. Kto ich widział na Tak Brzmi Miasto, ten na pewno w to nie wątpi.

Macie jakąś swoją inspiracje? Jakiegoś kuźniowego ULTRA guru? Jakieś inne zespoły?

Matełko: Mamy bardzo dużo takich inspiracji.

Olek: Jeżeli miałbym znaleźć jednego, wspólnego dla mnie i Mateusza guru, to byłby to Baxxter ze Scootera, jeżeli chodzi o samą naszą rolę na scenie. Jak układam gitarę, to inspiruję się czymś innym niż jak siedzę z Zacharym, i robię bit. Albo jak robię jakieś rymy z Matełkiem. Tą samą ikona dla mnie i dla Mateusza – nie chcę mówić za resztę – to będzie ten Baxxter, ten taki blondyn… siwy gościu.

img_9236Zachar: A generalnie poza Scooterem to zespół Dżem.

Matełko: To dla Zacharego na pewno.

Zachar: Jurek Styczyński to mój mistrz.

Ola: Ja inspiruję się swoimi marzeniami z dzieciństwa i to są inspiracje dotyczące właśnie światła na scenie, rozrzucania rzeczy i takie tam, po prostu małych chińskich gadżetów. Żadne nazwiska.

A jakie macie plany? Będziecie występować na jakiś festiwalach?

Matełko: Nie. Zespół ULTRA jest tylko na specjalne zaproszenia i wielkie imprezy. Nie będziemy nigdy pchać się do jakiegoś konkursu, nie będziemy się zgłaszać do przeglądów, jesteśmy po prostu za dobrzy na to.

Ola: Nie pójdziemy do telewizji…

Matełko: Chyba, że pójdziemy.

Ola: …chyba, że pójdziemy.

Matełko: Chyba, że was kłamiemy.

Olek: …chyba, że was kłamiemy.

Matełko: Na festiwale planujemy zostać zaproszeni. Na OFFa i Woodstock.

Ola: Na Woodstock, Opener też jest spoko.

Olek: To jest straszna bzdura, bo żeby jechać na Woodstock, to trzeba jechać na konkurs

Matełko: No tak, ale nie wszyscy muszą jechać na konkurs…

img_9570Ola: Myślisz, że Lao Che jeździ na konkurs?

Zachar: Ale Lao Che ma sto lat…

Ola: A my mamy dwa lata

Olek: Ja mam już 26.

A prywatnie jeździcie na jakieś festiwale muzyczne?

Matełko: Na festyny (śmiech).

Ola: Dni miast.

Olek: Taki festiwal, na który zawsze czekam, to Zacieralia, a tak to chyba uczęszczam bardziej na takie nasze lokalne, krakowskie rzeczy, które się dzieją. „Tak Brzmi Miasto” też było dla mnie ciekawym wydarzeniem albo takie rzeczy organizowane przez naszych znajomych.

Zachar: A ja ostatnio byłem na dniach miasta Olkusza. Super się wybawiłem, najlepiej, zawsze jest coś pod nóżkę, lokalnego.

Ola: Ja się wybieram z kolei na festiwal „Tofu” w najbliższą sobotę.

Zachar: Ja jeżdżę na duże festiwale i słucham muzyki. Podczas tego, przy okazji, jak koncertuję.

Matełko: A byłeś na Openerze?

Zachar: Na Openerze nie.

Matełko: No właśnie.

Olek: Ja na przykład uwielbiam metalowe festiwale, a już dawno nie miałem okazji być na żadnym.

Zbieraliście pieniądze na serwisie Polak Potrafi. Jak to wyglądało? Zebraliście ponad 7 tysięcy.

Ola: Od tego trzeba odjąć jeszcze różne opłaty, które poszły na całą akcję, więc było tego mniej, ale wystarczyło nam na wydanie płyty i na zakup fajerwerków na koncert. No i było super.

Olek: To było ciekawe doświadczenie, że udało się skrzyknąć ludzi, że to się da zrobić, a nie jest to tak, że ktoś tam kiedyś słyszał o kimś komu się udało.

Ola: Okazało się, że mnóstwo obcych ludzi potrzebuje nas, potrzebuje tego rodzaju muzy, bawić się i skakać. Widocznie jesteśmy odpowiedzią dla takich wiksiarzy jak my.

img_9577Zachar: Też okazało się, że mamy bardzo dużo przyjaciół po tym projekcie. Nie spodziewaliśmy się, że tak dużo osób włączy się w taką akcję, w promocję. Znani artyści nagrywali dla nas filmiki, żeby nam pomóc. To było mega super, że ktoś zwrócił na nas uwagę. Pod tym względem jesteśmy zachwyceni.

Ola: My jesteśmy wniebowzięci, ludzie są całkiem wniebowzięci i najlepsze jest to, że portal Polak Potrafi powiedział, że zrobiliśmy jedną z najlepszych akcji ostatniego czasu.

Matełko: Jak dzwoniłem do nich, żeby zapytać o podatki, to powiedzieli, że naszej płyty słuchają cały czas.

Ola: Powiedzieli, że muszą ją dostać, bo będą ją wszędzie pokazywać.

Zachar: Skwitowałbym to jednym zdaniem – Polak potrafi.

Olek: Ważne jest to, co Ola mówiła. Dało nam to nie tylko pomoc finansową, ale również zmobilizowało nas i pokazało, że mamy ludzi dookoła, którzy mogą pomóc. Uzyskaliśmy także trochę rozgłosu. Jacyś ludzie mogli to zobaczyć, inni polecali z jednej strony po to, żeby ich znajomi nas wsparli, a z drugiej: ci znajomi zauważali, że im się to podoba, że to jest warte wsparcia i właściwie nie musieli już być namawiani, sami chcieli nas wesprzeć.

Matełko: Zdobyliśmy nowych fanów.

Ola: Wyznacznikiem tego jest to, ile przybyło nam fanów na Facebooku, a po tej akcji mamy trzy razy więcej osób.

Matełko: I to jest śmieszne. Zespół, który wystąpił łącznie kilkanaście razy (w zeszłym roku graliśmy średnio raz na miesiąc), widzi nagle, że ma takie poparcie i rozgłos.

Ola: To znaczy, że musimy to robić. Wsiadać na nasze kosmiczne skutery i pędzić po tym wszechświecie, rozdając dobry bit. Dostaliśmy za to hajs, więc teraz musimy to rozdawać.

Olek: To jest wielka odpowiedzialność.

Jeszcze teraz musicie wziąć kilka osób na przejażdżkę limuzyną.

Ola: Tak, limuzyna Volvo. Wsparła moja mama i nasz znajomy.

Matełko: Ale dopytuje się o tę limuzynę, kiedy się nią przejedzie. Dobrze, że jest w warsztacie.

Zachar: Cały czas marudzi, no.

Matełko: Ale mu tego nie mówmy. Pozdrawiamy Zubiego.

Liczyliście na to, że faktycznie ktoś wpłaci tak dużą kwotę, byście zagrali u niego/dla niego?

Olek: Liczyliśmy się z tym. Byliśmy przygotowani na wszystko, co tam było napisane.

Ola: To był bardzo fajny pomysł wsparcia, wtedy jedna trzecia kwoty byłaby już z automatu na nas.

Zachar: Ja chciałem już wpłacić te pieniądze, żeby zagrali mi koncert, ale niestety zepsuł mi się wtedy samochód i pieniądze musiałem przeznaczyć na coś innego.

Mieliście jakąś alternatywę? Gdyby to nie wypaliło?

Ola: Żebralibyśmy na ulicy.

Olek: Potrzebowalibyśmy na to więcej czasu i zrobilibyśmy to trochę później, ale na szczęście się udało, 100% planu, a nawet więcej. Też nie spodziewaliśmy się tego, że tylu nowych ludzi tym zarazimy. Więc polecam wszystkim młodym wykonawcom, żeby nie płakali, tylko kombinowali. Da się zrobić dużo rzeczy, a nie mając wytwórni, można spokojnie płytkę wydać elegancko.

Ola: I być niezależnym.

Matełko: Na Polak potrafi około 3/4 projektów to jest „zbieram na płytę”, ale trzeba też mieć jakiś pomysł na to. Nie wiem, czy my pomysł mieliśmy, ale na pewno miało to swój charakter, inny niż wszystkie, i sprowokowało nas do tego, że wymyśliliśmy jakąś identyfikację wizualną, teledysk; to, co gdzieś tam nam od dawna siedziało w głowie – to się zmaterializowało.

Olek: To była duża mobilizacja.

Powiedzcie jeszcze kilka słów o koncercie premierowym. Może coś o supporcie. Dlaczego wybraliście właśnie te dwa zespoły?

Ola: Dlatego, że są najbardziej wiksiarskimi zespołami, jakie znamy.

Olek: To są wariaci z wysokiej półki. Czasami boję się, że więksi niż my.

img_9666Matełko: Snowid jest chyba najciekawszym projektem muzycznym w Krakowie, jaki się pojawił od lat (ośmiu, bo tyle tu mieszkam). Nie ma drugiego takiego kretyna, który się maluje w pogańskie wzory i śpiewa o magicznej ropusze czy o uśmiechniętych grzybach z lasu i do tego robi taki bit. Prywatnie się z nim znamy i jest najlepszą osobą na to miejsce, a przy okazji się zgodził (śmiech). Lej mi pół to są ludzie, których poznaliśmy na pierwszych Zacieraliach i może mają trochę odrębny styl muzyczny, są trochę punkowcami, ale mają rewelacyjne poczucie humoru i są też bardzo pojechani – i będzie to na tym koncercie premierowym taki oddech, taka odmiana od elektroniki. Mają wielką energię i znakomitą warstwę tekstową. Są bardzo undergroundowi. Przede wszystkim mają swoją publiczność.

Olek: Dla mnie Lej mi pół, tak osobiście, to jest taki ukłon w stronę korzeni bezpretensjonalnego grania i robieniu tego na 120%, bo oni mimo tego, że mają bardzo undergroundowy i antymainstreamowy przekaz, to robią to, grają i idzie im całkiem nieźle. Kawał dobrego punku. Bezpretensjonalne i z dystansem. Mocno energetyczne.

A co wy szykujecie na koncert?

Wszyscy: Oaoooooaaaaoo!

Ola: Ja od kilku dni chodzę i załatwiam, googluję, zamawiam z Chin, Anglii oraz naszego polskiego Allegro różne gadżety, które usprawnią nasze show, bo jestem gadżeciarą. Kupiłam sobie piękną sukienkę. Na naszym Facebooku ruszył cykl porad, jak się przygotować do koncertu, bo to jest też bardzo ważne. Jak zwykle będzie dużo fluorescencyjnego światła.

Matełko: Pirotechnika, lasery. Podobno ma zawisnąć disco kula, mamy nadzieję, że się pojawi.

Przebijecie sylwester w Krakowie.

Zachar: Tak, przebijemy. Na wylot (śmiech).

Matełko: Przede wszystkim przygotujemy dwa premierowe utwory

Olek: Już się gotują. Wczoraj siedzieliśmy do trzeciej w nocy i tworzyliśmy następny, więc będą nowe kawałki.

Ola: Będziemy mieli gościa na koncercie, Bartka Przytułę, to jest bardzo ceniony krakowski wokalista bluesowy.

Olek: Co ciekawe, on pokaże, że chociaż jest wokalistą bluesowym, to będzie się świetnie nadawał do tej muzyki. Będzie grał z nami nasze utwory, przynajmniej jeden.

Matełko: Będzie Kuba Tracz z Clock Machine.

Ola: No i… pamiętajcie. Ważne jest, żeby na koncert dobrze się ubrać. Na cebulkę. Przede wszystkim wygodne obuwie, żadnych szpilek. W tym nie da się tańczyć. Cekiny.

Matełko: Bardzo dużo osób przygotowuje specjalne stroje.

Ola: Jak wojownicy stroją się przed walką, tak i my przed koncertem przebieramy się w barwy ULTRA- fluorescencję, brokat, cekiny i świecidełka.

Olek: Zużyjemy mnóstwo farb do ciała. Nasi niektórzy znajomi piszą, że przygotowali się już miesiąc temu. Tworzą naprawdę kreatywne kreacje. To jest jak bal przebierańców.

Ola: To jest tak, jakbyśmy krzyknęli: „Hej, zróbmy dzisiaj coś śmiesznego” – i wszyscy – „Boże! Muszę się do tego dobrze przygotować!” Mamy plan, żeby nas było pół tysiąca, byłabym zadowolona. Może będzie więcej. Mam nadzieję, że wszyscy wystrzelimy w kosmos całą Rotundę i razem tym okrągłym budynkiem odlecimy.

Olek: Rotunda ma taką konstrukcję, że może odlecieć.

Zachar: Także niech każdy przyniesie po takim małym węgielku i jak będzie 500 osób, to wtedy razem to podpalimy. Zapraszam.

Teraz pytanie à propos sceny, na jakiej gracie. Czy jest na waszą muzykę zapotrzebowanie w innych miastach? Jaki jest odbiór tego typu muzyki?

Ola: Nie znam zespołu, który by grał taką muzę. Nie możemy tego porównać.

Olek: My jeszcze tego nie sprawdzaliśmy, bo nie wystartowaliśmy. Teraz to dopiero początek. Tam, gdzie byliśmy: podobało się. Gramy w różnych zespołach, nasi znajomi też grają w różnych zespołach, mają różne doświadczenia. Każdy musi się czasem pogodzić z tym, że koncert nie wyszedł. ULTRA nie zagrało słabego koncertu. Naprawdę.

A jaki był najlepszy?

Matełko: Każdy ma swój.

Ola: Mój jest ten we Wrocławiu, na Przeglądzie Piosenki Debilnej. Przyszło około stu osób, więc niewiele, ale było mega energetycznie, sami znajomi. Wszyscy tańczyli dokładnie tak, jak im pokazywaliśmy, aby tańczyć.

Matełko: A mój ten w Alchemii…

Ola: Ten, na którym skręciłam nogę pół godziny przed występem. Nie, to nie był mój najlepszy koncert (śmiech).

Olek: Ostatnio Zacieralia. To była największa publiczność.

img_9828Zachar: Mój najlepszy był w klubie już nie istniejącym – Rozrywki 3. Graliśmy z zespołem Latające Pięści. Ludzie byli w totalnej ekstazie cały czas. Byłem tak pochłonięty na tym koncercie, że jak wziąłem bas, to przez cały koncert klęczałem przy głośniku, żeby słyszeć, jak ten bas pięknie gadał. Tak wspominam ten koncert.

Olek: Koncert w Rotundzie też był świetny. Supportował nas meeow i to było coś nowego. Właściwie pierwszy raz wzięliśmy sobie do wspólnego koncertu zespół, który też dysponuje elektroniką. Wcześniej tego nie było. Chociaż robią to w inny sposób, to była w tym spójność. Przez to, że mało jest takich zespołów, które robią coś takiego jak my, to trudno zrobić taką spójną imprezę, składając ją z zespołów znajomych mniej lub bardziej. Ja bym coś takiego częściej powtarzał, zrobił jakiś krakowski mini festiwalik elektronicznych zespołów.

Ola: Najważniejsze jest to, że robimy to w przyjacielskiej atmosferze. Zaprzyjaźnione zespoły są jak jedna wielka rodzina, którą stopniowo powiększamy i dzięki temu istniejemy już dwa lata. I wszystko jest zbudowane na takiej siatce w powietrzu, lecimy na dywanie o dobrym splocie po prostu.

             

Rozmawiała: Gosia Romaniszyn

Zdjęcia pochodzą z festiwalu Tak Brzmi Miasto. Chesz więcej? kliknij tutaj