O tym, że Kraków ma muzycznie wiele do zaoferowania wiemy doskonale. Wygląda na to, że w tym roku dowiedziała się o tym również ekipa Artura Rojka. Na zakończonym w zeszłą niedzielę OFF Festivalu wystąpiły bowiem cztery nasze krakowskie zespoły.

Na pierwszy ogień poszedł Kaseciarz. Piątek, godzina 17:00. Wiadomo, że jeszcze nie wszyscy dojechali na festiwal, ale ci, którzy już dotarli są głodni dźwięków. Tłum, który chciał posłuchać Kaseciarza, wypełnił po brzegi namiot Sceny Eksperymentalnej i sporą część trawnika przed nim. Obserwacja tego jak trio przyjmuje energię z tłumu, który skakał i krzyczał jak oszalał4y i oddaje ją z powrotem nie zwracając uwagi na takie szczegóły, jak pot zalewający scenę i zerwane struny, była czystą przyjemnością. Czapki z głów za zdanie, które padło ze sceny pod koniec koncertu: chodźcie na polskie zespoły. Zwłaszcza na te z konkursu, bo one mają taką samą pasję do grania co Wy do słuchania. Wymarzone otwarcie festiwalu.

Również w piatek, o godzinie o 18:45, na Scenę Leśną weszła Inkwizycja, określana mianem legendy polskiej sceny niezależnej. Coś w tym musi być, bo lwia cz2ęść publiczności znała większość tekstów, śpiewając je razem z wokalistą. Dla mnie problem pojawił się kiedy uświadomiłem sobie, że nóżka mi skacze, bo to przecież solidna dawka (post)punkowej energii, ale nie mogłem zrozumieć o czym śpiewa wokalista. Koncentracja na tym, żeby zrozumieć tekst nie pozwoliła mi cieszyć się muzyką. Znałem co prawda jeden utwór (świetny zresztą – Dobre Rady) i wykonanie tegoż podobało mi się bardzo. Być może więc marudzę, a wina jest moja, bo się nie przygotowałem…

W niedzielę, o godzinie 15:00 na głównej scenie wystąpiło Die Flöte. Pamiętałem, że mają zagrać, bo widziałem ich opis na stronie festiwalu. Niestety informacji tej nie było ani w książeczkach programowych, ani w miniprogramie. Niekoniecznie niestety. Gdyby była to miałbym problem, bo o tej samej porze w namiocie Trójki wystąpił Patrick the Pan.

Na początku namiot wypełniony był może w jednej czwartej. Sam Piotrek powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego, że na festiwalu 15:00 to środek nocy i że on by prawdopodobnie nie przyszedł. Ci, którzy przyszli, dostali j1ednak bardzo ciekawy, choć nieco nierówno zbudowany koncert. Napięcie raz rosło, raz spadało. Nie zmienia to faktu, że Patrickowe dźwięki wydały się być wręcz idealne na niedzielny poranek. Część słuchaczy odpoczywała na trawie pozwalając muzyce przepływać przez nich. Przeładowane energią granie mogłoby o tej porze zaszkodzić. Było bardzo dobrze.

Podsumowując, krakowskie formacje spisały się w trzech czwartych (bo nie wiem jak wypadli Die Flöte) różnie, z przechyłem na świetnie. Jak mocną, i czy w ogóle jakąkolwiek, reprezentację na następnej edycji OFF festivalu będzie miał Kraków – zobaczymy za rok.

korekta: Igor Goran Kadir