VIN BLANC / WHITE WINE

Joe Haege wymyślił projekt Vin Blanc/White Wine, bo nie miał czym się zająć w trasie, kiedy akurat nie prowadził auta. Od czytania książek w samochodzie go mdliło, za to nie sprawiało mu problemów gapienie się w ekran laptopa i wymyślanie komicznych syntezatorowych melodii i beatów. Z tego okresu pochodzi jego pierwszy album pod nazwą Vin Blanc, zatytułowany Chroma Key (Polyvinyl Records). Z czasem ten projekt umożliwił mu realizację pomysłów, które nie pasowały ani do 31Knots ani do Tu Fawning, czyli dwóch zespołów prowadzonych przez Joe (z którymi w przeszłości odwiedzał Polskę). W trasie z Menomena, których Joe był gitarzystą, miał jeszcze więcej wolnego czasu (mieli własnego kierowcę!), więc nie ustawał w twórczych poszukiwaniach i odkrywaniu nowych muzycznych terenów. Zaprzyjaźnił się wówczas z dźwiękowcem Menomena, Fritzem Brücknerem (Blut Sport Disko, Plasma Police). Pod koniec trasy podzielili los tylu artystów i muzyków przed nimi, którym zdarzyło się wypowiedzieć oklepany frazes: „powinniśmy kiedyś nagrać coś razem!”

Dwa lata później Haege koncertował już z the Dodos i przeniósł się do Los Angeles po 15 latach spędzonych w Portland. Właśnie skończył pracę nad kolejnym albumem, In Every Way But One, który chciał wydać razem z przyjaciółmi z maleńkich wytwórni Party Damage (USA) i Discolexique (Francja), żeby na chwilę odpocząć od poczucia, że muzyka jednak nadal jest przemysłem. Ponieważ jednak nigdy nie odmówiłby sobie zagrania dobrej trasy, postawił wszystko na jedną kartę i zaproponował Brücknerowi jednorazową trasę po Europie. Po uzgodnieniu szczegółów pozostawała tylko kwestia nauczenia się piosenek – co można porównać do układania puzzli w sytuacji, kiedy trzeba jeszcze wyciąć elementy. W ciągu 25 dni spędzonych w Lipsku udało im się zrekonstruować kawałki Joe z wykorzystaniem jedynie prostego zestawu perkusyjnego, gitary, samplera, keyboardu i niesamowitej liczby efektów. Jak tylko nauczyli się repertuaru, pojechali na miesiąc w trasę. I wsiąkli.

Jako pełnoprawny duet udało im się wypracować własne brzmienie, w którym kąśliwe gitary i surowa perkusja ewoluują czasem w niemal teatralne performanse, czasem w ballady a czasem w elektroniczne bity. Głos Haege’a cały czas intonuje melodię, więc można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia ze swoistym tańcem na linie: między nastrojowym singer-songwriterstwem z jednej, a dystopijnym synthpunkiem rodem z lat 70. z drugiej strony.

Prezentowanie tego materiału na żywo sprawiło Haege’owi taką frajdę, że przeprowadził się z Los Angeles do rodzinnego miasta Brücknera, Lipska. Aktualnie planują nagranie pierwszego wspólnego materiału, 7-calowego singla, oraz nowe wydanie In Every Way But One, zawierające dodatkowo pięć nagrań na żywo z ich pierwszej trasy. Rozpoczęli też prace nad trzecim albumem.

Można tylko się domyślać, co wydarzy się dalej. Dla fanów muzyki, która wymyka się wszelkim podziałom gatunkowym, powinien to być najlepszy argument do śledzenia poczynań tej dwójki.

Strona: https://www.facebook.com/vinblancmusic

Streaming albumu In Every Way But One: http://vinblancwhitewine.bandcamp.com/album/in-every-way-but-one

Komentarze

Powered by Facebook Comments