RICHARD BONA „BONAFIED”

20 października 2014 20:00
90 -140 PLN

Richard Bona pochodzi z małej wioski w Kamerunie, ale obecnie jego domem są wielkie sale koncertowe na całym świecie. To nie szczęśliwy zbieg okoliczności otworzył mu drzwi do dzisiejszej kariery, lecz niebywały talent tego artysty i dzika deter­minacja w pokonywaniu kolejnych barier i przekra­czaniu granic.

Richard Bona to wokalista, twórca piosenek, basista, kompozytor, lider zespołu, reżyser dźwięku i producent. Za tą listą kryje się życie, na podstawie którego można by napisać niejedną książkę. Urodził się w 1967 r. w Mincie. Jako niemowlę płakał cały czas, aż rodzina odkryła w końcu, co jest w stanie go uspokoić. Jedynie muzyka umiała wypro­wadzić go z histe­rycznego szlochu. Jako pięciolatek rozpoczął naukę gry na balafonie (melodyczny instrument perkusyjny z drewnianymi sztabkami), występując w zespole muzyki trady­cyjnej, w którym grał jego dziadek. W wieku jedenastu lat rodzina przeniosła się do Douali, gdzie Bona zaczął się udzielać jako gitarzysta w zespole tanecznym. W tamtym czasie odkrył swoje zainte­re­sowanie muzyką jazzową. Miał wówczas czter­naście lat. W 1989 r. przepro­wadził się do Paryża, a następnie do Nowego Jorku (1995), szybko zyskując w obu miastach sławę jednego z najlepszych jazzmanów swojego pokolenia. W 1999 r. wydał pierwszą płytę zatytu­łowaną Scenes from My Life. Obecny album to siódmy już krążek w karierze Bony. Bonafied to intymny, prawie w całości akustyczny album, na którym mieszają się różne gatunki muzyczne, pobrzmiewają osobiste historie, powracają postaci z dawnych lat, wyraz znajduje filozofia życia w zgodzie z naturą.

Eklek­tyczny styl Bony wymyka się jedno­znacznym ocenom krytyków. „Każdy basista, który mnie ogląda, myśli, że gram coś innego niż jest w rzeczy­wi­stości. Technika, którą stosuję, pozwala na łączenie wszystkiego z wszystkim, balafonu, gitary i wokalu. Wygląda to dziwnie. To, jak się ruszam, nie jest typowe dla basisty. Czy to źle? Nie wiem”.

Artysta nie przejmuje się tym wcale. Utwory zawarte na Bonafied przywołują stylistykę jazzu latyno­ame­ry­kań­skiego (An Uprising of Kindness), afrykań­skiego popu (Diba la Bobe), a nawet paryskiego kabaretu (Janjo la Maya). Jest też typowy numer jazzowy – On the Fourth of July Jamesa Taylora. Na Tumba la Nyama Bona przywołuje kameruńską muzykę pop, sięgając po tamtejsze melodie typowe dla gatunku makossa czy rytmikę 12/8 kojarzoną ze stylem bikutsi, przyswojonym sobie przez Bonę podczas nauki w Douali.

„Ludzie grają tak, jak mówią. Muzyka pochodzi od języka” – mówi artysta. Richard Bona włada czterema z 24 najważ­niejszych dialektów Kamerunu (Douala, Banwele, Pongo i Ewondo), mówi także po francusku, angielsku, trochę po hiszpańsku, japońsku i w kilku innych jeszcze językach. Nie dziwi więc, że jego muzyczny słownik jest aż tak rozległy.

Emocjonalne centrum albumu stanowi Mulema, pierwsza piosenka napisana przez Bonę na gitarę. Mulema osadzona jest w brzmieniu akustycznym, któremu towarzyszy lekka i subtelna partia perkusji i balafon. Na tle tych instru­mentów brzmi głos wokalisty, którym jest w jednej osobie kompozytor tego utworu. Piosenka opowiada historię mężczyzny, który ryzykuje życie, wyruszając przez morze w poszu­kiwaniu prawdziwej miłości. Francuska aktorka i piosenkarka, Camille, wykonała też własną wersję tej melodii – La Fille D’a Cote – opowie­dzianą jednak z jej kobiecego punktu widzenia.

„Pochodzę z rzeczy­wi­stości, w której muzyka powinna opowiadać jakąś historię” – mówi Bona. „Gdy byłem mały, muzyka nie była dla nas muzyką dopóty, dopóki nie wiązała się z jakąś piękną historią. To moje korzenie, z których czerpię nieza­leżnie od miejsca zamieszkania. Nawet jeśli ludzie nie rozumieją języka, w którym historia jest opowiadana, mogą zawsze poczuć związane z nią emocje. Zarówno dźwięki, jak i samo brzmienie słów niosą już pewne treści. A historie ludzkich losów są wszędzie podobne – praca, miłość, cierpienie i szczęście. To samo wszędzie, na całym świecie”.

Realizacja koncertu: Monika Dudek, Tomasz Lato, Łukasz Lech

Komentarze

Powered by Facebook Comments