Osada Vida + Walfad

22 marca 2014 21:00
10 PLN
  • OSADA VIDA
  • WALFAD

OSADA VIDA

BIO:

Łukasz Lisiak na łamach Metal Hammera tak opisuje początki Osady w 1997 roku: „(…)chcieliśmy z Adasiem [Podzimskim – perkusistą OV] grać muzykę naszych ulubieńców: Rush, King Crimson, Camel (…) wczesny Porcupine Tree, Talk Talk i parę rzeczy z kręgu 4 AD.(…) Nie wybieraliśmy żadnej konkretnej stylistyki, nie nazywaliśmy jej w żaden sposób. Chcieliśmy grac muzykę, którą będziemy czuć, która będzie nam dawać radość grania i będzie nam się po prostu podobać.(…)”. 

W składzie, który skrystalizował się na początku działalności, Osada Vida nagrała 3 wydawnictwa demo. Muzyka grupy przechodziła cały czas naturalną ewolucję: od brzmień bliskich klasycznemu art rockowi, poprzez wplatanie elementów transowo-elektronicznych spod znaku Ozric Tentacles, po coraz bardziej zdecydowane i ostre gitarowe riffy. Cały czas jednak muzyka była na tyle różnorodna, że trudno ją jednoznacznie sklasyfikować.
I szczerze? Nie zważamy na to, jak będziemy klasyfikowani, do jakiej szuflady wkładani i jak nazwiesz naszą muzykę. To nieważne. Dla nas najważniejsze jest to, że gramy to, co czujemy a jeżeli przy okazji udaje nam się zainteresować tym innych, to już powód do szczęścia i radości. 

Jednak bez oficjalnie wydanej płyty Osadzie trudno było przebić się do szerszego grona słuchaczy. Nadzieja na zmianę tego stanu rzeczy pojawiła się wraz z wydaniem trzeciej demówki „Osada Vida” oraz z sukcesem… grupy Riverside. Otóż bowiem właśnie to wydawnictwo oprócz ciepłego przyjęcia ze strony słuchaczy i krytyków, zaintrygowało także Piotra Grudzińskiego, gitarzystę warszawskiego kwartetu. Zaowocowało to zaproszeniem przez Riverside Osady Vida do wspólnych występów w ramach Progressive Tour II w roku 2004. Liczba osób, do których dotarła „osadowa” muzyka znacznie wzrosła.
W tym momencie jednak nastąpiła poważna roszada w składzie. Co dalej? Jak się później okazało, ten moment był paradoksalnie punktem zwrotnym w działalności Osady. I w zasadzie odtąd należałoby zacząć mówienie o obecnej formie i stylu Osady Vida. Zespół, jako kwartet, zaczął pracować nad płytą „Three Seats Behind A Triangle”. Materiał ten miał być pierwszym, „osadowym” koncept-albumem, w całości zaśpiewanym po angielsku. Jak wspomina Łukasz Lisiak: „Parę lat przed pracą nad „Three Seats…” rozmawialiśmy często na temat konceptu. Adaś miał pomysł historii, która stała się zalążkiem tego, co pojawiło się na płycie. Początkowo myśleliśmy raczej o stworzeniu po prostu bardziej rozbudowanego utworu, suity, którą podzielilibyśmy na części. Nie czuliśmy się na siłach, aby podjąć się rozbudowania tematu do rozmiarów całej płyty. Ale okazało się, że sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy plus zastrzyk świeżej krwi w postaci Bartka Bereski, dały nam takiego kopa, że wszystko działo się bardzo szybko i naturalnie. Album „Three Seats…” powstał bardzo spójny, bo jest całkowicie szczery i stworzony bez żadnego ciśnienia”. 

Płyta, początkowo wydana – podobnie jak poprzednie wydawnictwa – tylko własnym sumptem w roku 2006 narobiła sporo zamieszania w progresywnym światku. Mało tego – została nagrodzona przez brazylijski portal Progressive Rock & Progressive Metal tytułem płyty miesiąca w lutym 2007! Tym samym Osada Vida była dopiero drugim, po Riverside, polskim zespołem wyróżnionym w ten sposób.
Recenzje płyty zaczęły napływać z Francji, Włoch, USA, Holandii, Belgii. A to wszystko przed oficjalną premierą płyty! Rok 2007 przyniósł też sporo koncertów, którymi Osada Vida zdobywała kolejnych fanów. Do tych najważniejszych na pewno należy występ w roli supportu FISH’a, choć pamiętać też warto, że Osada, obok samodzielnych koncertów, wystąpiła również ponownie z Riverside, a także z CETI. W grudniu 2007 firma Metal Mind Productions za sprawą świeżo podpisanego kontraktu, wypuściła na rynek specjalną, zremasterowaną wersję płyty „Three Seats Behind A Triangle”, wzbogaconą dodatkowo o dwa nowe utwory. Utwory te zdradzały już pewien kierunek, w którym zespół podążał przy okazji przygotowywania nowej płyty. 

Kolejnym albumem był „The Body Parts Party”.
Koncept-album, traktujący o ludzkich emocjach, opisywanych z perspektywy ludzkich organów. Brzmi, hmm… anatomicznie. Ale jest on wielką metaforą, nie opisującą poruszanych kwestii w dosłowny sposób.
Założenia muzyków Osady przy pracy nad „Body Parts Party” były takie, aby nowe utwory były przede wszystkim przyjemne dla ucha słuchacza. Łukasz Lisiak: „Nie chodziło o tworzenie karkołomnych zagrywek tylko dlatego, żeby słuchającym tego innym muzykom udowodnić, że potrafimy zagrać milion dźwięków na sekundę. To na dłuższą metę jest dla słuchacza męczące – chyba, że jest muzykiem. Postawiliśmy na melodię, przestrzeń i rytm. Po przesłuchaniu płyty bardzo przeładowanej technicznymi zagrywkami, tak naprawdę niewiele zostaje w głowie, niewiele emocji to z sobą niesie. My chcieliśmy, aby po kilkukrotnym przesłuchaniu „Body Parts Party” można było sobie pewne fragmenty nucić przy goleniu, śpiewać z nami na koncertach, żeby konkretne melodie wywoływały konkretne emocje. Myślę, że nam się to udało, bo sam się łapię na takim nuceniu. Ale jednocześnie jestem pewien, że udało nam się zachować równowagę pomiędzy wszystkimi elementami, które składają się na styl Osady Vida. Bo uważam, że Osada Vida posiada już własny styl”.
Tworząc nasze płyty, stawiamy nie tylko na muzyke. Liczy się również to, co trafia do oczu słuchaczy. Wszystko, co prezentujemy wraz z muzyką, musi być spójne. Okładka płyty „The Body Parts Party” została dostrzeżona w wielu rankingach na całym świecie, skupiających najlepsze okładki 2008 r. 

Koncertując, przygotowywany był materiał na kolejny album.
Podobnie, jak w poprzednich przypadkach – miał być to album koncepcyjny. I tak, powoli, wyłaniały się nowe dźwięki. Po melodyjnym „The Body Parts Party” tym razem jest mocniej i energiczniej.
„Uninvited Dreams” zawiera 7 premierowych kompozycji. Wersja digipack wzbogacona jest o aż 3 dodatkowe utwory. Tym razem zdecydowaliśmy, że nad całością produkcji czuwał będzie Marcin Chlebowski (odpowiedzialny za realizację poprzednich nagrań). Pracował nad materiałem od nagrania, po miks, aż do ostatecznego masteringu. To dało mu pewną swobodę działania. Dzieki temu materiał brzmi mocno i aż kipi od energii. Na to właśnie liczyliśmy.
Płyta miała swoją premierę w Polsce 16. listopada 2009 r., natomiast od 23. listopada dostępna była w innych krajach Europy a od 1. grudnia w USA. 

Przez te wszystkie lata grupa Osada Vida zagrała sporo koncertów – zarówno własnych, jak również z innymi artystami, jak: FISH, Riverside, Moon Safari, Phideaux, Erik Norlander’s Galactic Collective, Daemonia, Quidam, Believe, Hipgnosis, Ceti, Totentanz, The Black Noodle Project i wiele innych.
W miarę upływu czasu, z jednej strony Osada Vida zaczęła grać cięższej, choć z drugiej strony, wplatała coraz więcej elementów jazzu i ambientu z dodatkiem elektroniki.

Po wydaniu płyty, zespół zagrał w maju 2011 r. na Rites of Spring Festival (RosFest) w Stanach Zjednoczonych (jako dopiero druga grupa z Polski w ośmioletniej historii festiwalu), a jesienią 2011 zarejestrował oficjalne koncertowe dvd w Teatrze Śląskim im. S. Wyspiańskiego w Katowicach, dzieląc scenę m.in. z grupą Arena. 

We wrześniu 2012 szeregi zespołu zasilił wokalista Marek Majewski i Osada Vida – już jako kwintet – kontynuowała prace nad nową płytą.
W październiku 2012, zespół zagrał na Prog Stage Festival 2012 w Izraelu jako jeden z pięciu headlinerów obok zespołów Pain Of Salvation, Flower Kings, Orphaned Land i Andromeda. 

Od 11 marca 2013 można słuchać nowej muzyki Osady Vida w postaci czwartego, oficjalnego krążka „Particles”. Płyta ukazuje zespół w nowej, odświeżonej formie. Wciąż słychać jednak, że to Osada Vida.
Grupa wciąż się rozwija, więc nikt nie wie, gdzie muzyka ich poprowadzi… 

https://www.facebook.com/walfadband

 

Komentarze

Powered by Facebook Comments