Czy to aby na pewno płyta metalowa? Można mieć pewne wątpliwości, rzucając okiem na okładkę Neonów. Obawy te znikają po zbadaniu wkładki. Nie znajdziemy w niej tekstów, ale zdjęcia zespołu w ciemnej przestrzeni baru. Taka stylistyka nie jest przypadkowa.

Pierwsze dźwięki to powolny, miarowo narastający riff.  Po chwili słyszymy kroki, a przed nami otwierają się drzwi. W tle słychać odgłosy rozmów i wrzawę, jakiej można zwykle doświadczyć, wybierając się do którejkolwiek z popularniejszych krakowskich knajp. I to właśnie w niej toczy się akcja tego krążka. Słuchając go, można odnieść wrażenie, że jest pewnego rodzaju relacją opowiedzianą z perspektywy przypadkowej osoby, która lubi odbyć od czasu do czasu pielgrzymkę do lokalnego baru. Między utworami, a czasami w ich trakcie, nasz bohater opróżnia kolejną szklankę, zapala jednego papierosa za drugim i sączy browara z puszki, nucąc pod nosem. Trafia mu się nawet przygoda z przedstawicielką płci przeciwnej, jednak chyba jest też nieźle wkurzony, bo z premedytacją rozbija szklanki.

Neony (dzień i noc / na krawędzi) przełamuje tajemniczy nastrój Intra mocną pracą perkusji i ostrym riffem. Jest to również jeden z dwóch najbardziej charakterystycznych kawałków na całym krążku. Duża w tym zasługa Trisz ze Sliver, która oprócz wspierania Marcina „Szikago” Przybysia za mikrofonem, jest również współautorką zapadającego w pamięć tekstu. Drugim utworem, który odznacza się w szczególny sposób, jest Obywatel świata. A to za sprawą ciekawego zabiegu, o który nie podejrzewałbym zespołu grający taką mieszankę ciężkich gatunków. W pamięć zapada szczególnie początek, gdy gitarze wtórują lekko progresywne organy, za którymi stanął Rafał Guzikowski. Da się je usłyszeć także w dalszej części utworu, jednak to sam wstęp jest największym pozytywnym zaskoczeniem. Nie zawsze tak kontrastowe połączenie dobrze ze sobą współgra, tu jednak zdało egzamin.  Mieliśmy gości na początku, mamy i na końcu. Na zakończenie Luster, niczym Maleńczuk u Behemotha, tak Robert Kasprzycki wygłasza monolog niskim i głębokim głosem. Muzyka na ten moment nieco zwalnia i cichnie, by powrócić z podobną siłą pod koniec, kiedy to Szikago i Kasprzycki dla spotęgowania atmosfery na finał łączą siły.

Grzechem wielu polskich zespołów, które zdecydowały się na pisanie tekstów w rodzimym języku, jest nieodpowiednie zabranie się za to. Wokaliści grzęzną często w tematach, które w swojej podniosłości stają się w końcu pastiszem. Na Neonach w trakcie tylko jednego utworu coś mi zazgrzytało. Ale może po prostu nie do końca rozumiem filozoficzne przesłanie zawarte w zdaniu „Zło czasami też jest dobre”. Nie mogę powiedzieć złego słowa o Szikago, w którego głosie słychać doświadczenie; głosie, który jakby hartował latami w trakcie tras koncertowych i picia Jacka Danielsa. Zresztą, to właśnie mocnych trunków dotyczy Ciągle ci mało. Nie jest to album skierowany do osób szukających podniosłych puent.

Zadowolony powinien być za to każdy fan soczystych riffów i gęstej pracy perkusji. Na Neonach doświadczymy obu z tych rzeczy. Mamy nagłe zmiany tempa zmieniające klimat (Neony (dzień i noc / na krawędzi)), a jeśli już o klimacie mowa, to nie można pominąć Obywatela świata wyróżniającego się wspominaną już wcześniej partią na organach. Jednak przez większość czasu jest siarczyście i ostro. Jak w jednym z wywiadów podsumował celnie perkusista zespołu – Paweł „Hevi” Szostak: „Nie ma czasu na pitu-pitu, nie znajdziesz tu ballad, wciągamy brzuchy, napinamy klaty i napierdalay!”. I nie ma w tym ani grama nieszczerości. Od samego początku aż po koniec, niemal przez cały czas, Neony galopuje w rock’n’rollowym tempie. Nawet jeśli traci na chwilę na prędkości, to tylko po to, żeby po chwili zyskać tylko na ciężkości i sile.

Neony to kawał solidnego grania. Odnajdą się w tym wszyscy, którzy lubią być traktowani porządną dawką solidnej pracy gitary przy wtórze zdecydowanie brzmiącej perkusji. Spore brawa należą się dla Szikago, przed którym, mam nadzieję, jeszcze wiele lat w roli wokalisty. Ma do tego talent chłopak. Lata gry zaprawiły w boju ekipę Heart Attack, która na żywo jest nie do zatrzymania.

zapraszamy na fanpage zespołu