12782419_1089174254437710_1093679932_n

Wycięte z Gazety: Rycerzyki

2016/03/25

Trzecia recenzja zapożyczona z Gazety Magnetofonowej dotyczy płyty debiutu zespołu Rycerzyki. Miłej lektury. Ciekawe o kim napiszą w następnych numerach.

Młoda scena krakowska to jedno z karygodnie przeoczonych i najbardziej niedocenionych zjawisk na polskiej scenie niezależnej. Nie piszę tego w kontekście dzikiego garażowego rocka serwowanego przez Kaseciarza, ale skupiam się głównie na muzykach związanych z oficyną Stajnia Sobieski, którzy swoją erudycją, nieszablonową wyobraźnią oraz bezpretensjonalnością mogliby obdarzyć przynajmniej ze dwa tuziny innych zespołów. Sophistipopowy zapaleniec Armando Suzette, wyluzowany slackerzy z Die Flöte czy eksplorujący estetyke lo-fi kolektyw Bezczeszczę Bęben to tylko kilka przykładów dobitnie uwypuklających, z jakim urodzajem mamy do czynienia na małopolskiej ziemi. Nic zatem dziwnego, że reprezentujący to samo środowisko członkowie formacji Rycerzyki nagrali w tym roku jedną z najlepszych polskich płyt indiepopowych. Zachwycają już przyprószone syntezatorową mgiełką otwierające album „Lentilki” i to nie tylko za sprawą eterycznego wokalu Gosi Zielińskiej, ale również dzięki świadomej, doskonale wyważonej produkcji. Znakomity początek to jednak tylko preludium do beztroskiej i niezwykle subtelnej podróży, w którą zabierają nas młodzi muzycy rodem z Krakowa. Drugie w kolejce „Ławice” rzucają rękawicę Stereolab z „Emperor Tomato Ketchup”, hitowe „Mating Season” oraz „Rimemba” od razu budzą skojarzenia z najlepszymi produkcjami Fleetwood Mac, natomiast takich utworów jak „Mary”, „Dobranoc” czy „Wroty” mogłyby pozazdrościć zespołowibardziej utytułowane dziewczyny z Enchunted Hunters. Moim prywatnym faworytem jest jednak najdłuższy w zestawie, prawie sześciominutowy „Trampled Flowers”, który swoim rytmicznym poszatkowaniem oraz pogiętymi harmoniami przypomina najbardziej ekscentryczne utwory Kate Bush. Debiut krakowian to istna feeria muzycznych barw, a przy okazji doskonała zabawa i relaks w towarzystwie popu naprawdę wysokiej próby. Jeżeli mogę mieć jakiekolwiek pretensje to tylko do tego, że wciąż w naszym kraju takiej muzyki jest zdecydowanie za mało.

Jacek Marczuk

Recenzja pochodzi z 1 nr. Gazety Magnetofonowej. Przedruk za zgodą redakcji.

Komentarze

Powered by Facebook Comments