kubaterra

Wycięte z Gazety: Kubaterra

2017/02/03

Jeśli masz to gdzieś, nie ma to znaczenia. Dopóki nie zwrócisz na to uwagi, nie będzie istnieć. Jeżeli w ten sposób można odczytać tytuł płyty projektu Kubaterra – If You Don’t Mind It Doesn’t Matter – to naprawdę szkoda byłoby przejść obok niej obojętnie. Oniryczny numer jeden na płycie, Floodgate, jest dobrą zapowiedzią tego, co pojawi się po nim. A czai się tam psychodeliczny rock, latynoskie akcenty, dużo soczystych gitar i przemykającego, acz wyraźnego basu. W brzmieniu Kubaterry słychać, że to domowa robota, jednak w tym wypadku to żadna ujma, bowiem dzięki niedoskonałościom mamy do czynienia z muzyką nieokrzesaną, nie tak łatwą do nazwania. Kluczem do rozgryzienia może być określenie podsunięte przez samego autora: „mind-bending pop”. I faktycznie, jest w tym coś odurzającego. Dużo tu zabiegów przełamujących ład kompozycyjny na rzecz delikatnego nieładu. Ale znowu nie aż tak bardzo, utwory dostały wpadające w ucho melodie, bardzo łatwo się w tym wszystkim zatopić. Zabawy z psychodelicznym brzmieniem owocują kilkoma ciekawymi, wyciągniętymi jak rękawy sfatygowanego wełnianego swetra riffami, takimi jak ten w Last Second of a  Day czy The House Is Sold. Pobrzmiewają tu inspiracje shoegazem, zniekształcone dźwięki mieszane są z tymi słodkimi, wygładzonymi. Druga długogrająca płyta w dorobku projektu Kubaterra jest płytą kompletną. Szczelnie wypełnioną, choć przestrzenną, z miejscami na oddech w postaci instrumentalnych utworów. Słowa zaś opowiadają o wolności, o człowieku, o jego wartości. Zdanie, które pojawia się w utworze Pale Color idealnie podsumowuje cały wywód toczony przez te 31 minut: „Just remember dear that you’re not here to impress them, but you”…

Anna Nicz

Recenzja pochodzi z 4 numeru Gazety Magnetofonowej. Przedruk za zgodą redakcji.

Komentarze

Powered by Facebook Comments