10735922_834820693206402_1593274533_n

Ukłony dla Wieniawy

2014/10/29

Czym różnią się koncerty rockowe od koncertów w Filharmonii? Te pierwsze są zawsze spóźnione, a na te drugie należy przyjść godzinę przed czasem, żeby zająć sobie miejsce. To pierwsza lekcja, którą wyniosłem z niedzielnego koncertu z okazji dwudziestolecia Orkiestry Wieniawa. Koncertu, dla mnie, wyjątkowego. Na codzień nie bywam w Filharmonii, więc już samo miejsce nadało wydarzeniu specjalnej aury.

Widok ponad siedemdziesięciu osób zajmujących swoje miejsca za pulpitami wynagrodził brak miejsca siedzącego. Potęga ich brzmienia od pierwszych dźwięków wywarła na mnie piorunujące wrażenie. Koncert nosił tytuł Ku Krakowowi i wszystkie wykonywane utwory w mniej lub bardziej oczywisty sposób związane były z Krakowem. Utwór The Trumpeter of Krakow okraszony efektami świetlnymi podniósł poprzeczkę bardzo wysoko. Tak prosty zabieg jak umieszczenie trębacza (grającego fragment Hejnału Mariackiego) w loży, po prawej stronie sceny uczynił wykonanie tego utworu jeszcze ciekawszym. Posłuchajcie jak utwór ten zabrzmiał na krakowskim rynku.

Scherzo Grzegorza Duchnowskiego (zaaranżowane przez kompozytora specjalnie na tę okazję) to lekki i przyjemny utwór. Jego wykonanie zostało nagrodzone gromkimi brawami, co prawdopodobnie połechtało ego kompozytora siedzącego w jednym z pierwszych rzędów. Szanownych gości zresztą nie brakowało. Obecność Zastępcy Prezydenta ds. Kultury i Promocji Miasta Krakowa – Pani Magdaleny Sroki wpływa na pewno na prestiż wydarzenia. Rozumiem, że przy okrągłym jubileuszu wymienia się ważne osoby obecne na sali. Dla mnie jednak ważniejsze było to kto jest na scenie, nie na widowni.

MG_6268.JPGKolejnym krakowskim akcentem było zaśpiewanie przez Marię Sadowską utworu Karuzela z Madonnami, znanego z wykonania Ewy Demarczyk. Sadowska pojawiła sie na scenie w pięknej, czerwonej sukni ale, nie odmawiając jej talentu, jej interpretacja tego utworu do mnie nie przemówiła. Być może dlatego, że drugim gościem Wieniawy w tym utworze był Jacek Królik i to on skupił moją uwagę. Konkretniej rzecz biorąc fakt, że w miejscu, w którym stałem właściwie w ogóle nie słyszałem jego gitary.

Oprócz Marii Sadowskiej i Jacka Królika specjalnym gościem orkiestry był również Mateusz Ziółko. Zaśpiewał on między innymi Będziesz moją PaniąDziwny jest ten świat. O ile pierwszy utwór, jak i cała twórczość Grechuty, nigdy nMG_6511.JPGie był moim ulubionym, o tyle Niemena lubię, nawet bardzo i zawsze boję się gdy inni wokaliści próbują wykonać ten utwór. O dziwo jednak Ziółko zdecydowanie lepiej poradził sobie z Niemenem, niż z Grechutą. Tak to już niestety jest, że w tak dużej orkiestrze uwagę przyciągają osoby, które mają możliwość zagrać solo. W niemenowym klasyku zwróciłem więc uwagę na klawiszowca i, ku mojemu zdziwieniu, dostrzegłem na tym stanowisku Michała Salomona, znanego z F.O.U.R.S.

Po przerwie orkiestra zagrała motyw przewodni z Porwania Baltazara Gąbki – bardzo przyjemny i przywołujący wspomnienia utwór. Natomiast Minnie the Moocher wolałbym usłyszeć w męskiej interpretacji. Głos Marii Sadowskiej nie spodobał mi się w tym utworze. Wrażenie to zostało jednak szybko zatarte, bo orkiestra na finał zagrała najnowszy przebój Sadowskiej: Jazz na ulicach i tutaj wokalistka pokazała już na co ją stać. Było to mocne i dobre zakończenie koncertu, oprócz bisów, naturalnie.

fot. Marta Ignatowicz-Sołtys  www.martaignatowicz.comGoście gośćmi, ale najważniejsza była przecież sama orkiestra. Jeżeli kiedykolwiek narzekałeś, drogi kolego rokendrolowcu, że ciężko jest wam się we czterech spotkać na próbie to pomyśl jakim organizacyjnym wyzwaniem musi być dogranie tak dużej orkiestry! Utwory przeplatane były konferansjerką, która sama w sobie przypominała mi znane z telewizji benefisy i, choć na poziomie, to jednak  nie dodałaby nic, gdyby nie była pretekstem do wypowiedzi osób związanych z Wieniawą do lat. Oczywiście najważniejsza była muzyka, którą grali, ale wysłuchanie tych historii uzmysłowiło mi jak wielka pasja siedzi w tych, w zdecydowanej większości, bardzo młodych ludziach.

Nie będę ukrywał, że muzycznie to nie do końca moja bajka. Brakowało mi odrobinkę więcej luzu i improwizacji. Nie zmienia to jednak faktu, że za organizację i fantastyczne wykonanie należą im się pokłony. Podobno są orkiestrą amatorską, nie żyją bowiem z grania. Cóż, w niedzielny wieczór nie zaobserwowałem nic, co mógłbym określić przymiotnikiem „amatorski”.

więcej zdjęć z koncertu do obejrzenia tutaj. Autorką wszystkich fotografii jest Marta Ignatowicz.

zapraszamy na fanpage Orkiestry.

Komentarze

Powered by Facebook Comments