12179993_1016917348330068_145683477_n

Uchem Wuja: Zrób to sam, albo człowiek-orkiestra

2015/11/02

Igor Herzyk – The Vacation is Coming to an End oraz Micro Symphonies

Igor Herzyk to jedna z ciekawszych postaci krakowskiego światka muzycznego, a przy tym duch niespokojny. Podążając własnym artystycznym szlakiem, przewinął się przez kilka nietuzinkowych kapel – jak Uda, Vladimirska, Sztuczne Kwiaty czy Kind of Venus – w żadnej nie zagrzewając jednak długo miejsca. Można się domyślać, że chodzi o to, co zwykle: ambicję, indywidualizm, perfekcjonizm i pragnienie kontroli, które to cechy nie ułatwiają artystycznej współpracy. Obecnie Igor zakotwiczył w obiecującym projekcie Them Pulp Criminals, gdzie odpowiada za (jakżeby inaczej) całość muzyki. Ale o tej płycie opowiem Wam innym razem. Dzisiaj o innych.

Pomiędzy kolejnymi projektami Igor nie próżnuje. Komponuje, brzdąka i rejestruje muzykę w miejscach swego aktualnego zamieszkania. Nikt mu nie przeszkadza, bo dookoła nie kręci się gwiazdorzący wokalista, basista-alkoholik nie przewraca wzmacniaczy, a wiecznie zjarany perkusista nie gubi rytmu. Efektem tego jednoosobowego homerecordingu są jak dotąd dwa wydawnictwa: The Vacation is Coming to an End (2012) oraz Micro Symphonies (2015). Oba wrzucił artysta do serwisu Bandcamp i udostępnił do pobrania za darmo. To znaczy, że nawet jakbyście chcieli mu za tę muzykę zapłacić (a warto!), to nie możecie.

Powiem krótko: są to rzeczy bardzo dobre. Bardzo. Wakacje to seria uroczych, instrumentalnych utworów rozpisanych na gitary, harmonijkę klawiszową, jakieś fajne cymbałki i ukulele. Słucha się tego kapitalnie. Melancholijne, urokliwe dźwięki snują się leniwie, przywołując skojarzenia ostatnich dni sierpnia w niewielkim, z wolna pustoszejącym śródziemnomorskim miasteczku. Wiecie – Giuseppe wcześniej niż zazwyczaj zamyka swoją małą trattorię, aby nad karafką domowego wina i zmiętą paczką amerykańskich papierosów w milczeniu zatęsknić za piękną brunetką, która właśnie odjechała czerwonym kabrioletem do wielkiego miasta. Na plaży więcej złożonych parasoli niż turystów, w powietrzu czuć nutę jesieni, słońce zachodzi szybciej i jest bardziej krwawoczerwone niż jeszcze wczoraj… Świetny soundtrack do nieistniejącego, sennie płynącego filmu. Amerykańskiego i w klimacie retro. Jim Jarmusch i wspomnienie po Monice Bellucci.

Z kolei Symfonie, w których jedną z dominujących nut jest również melancholia, mają nieco żwawsze tempo, napędzane elektronicznie wygenerowanymi bitami. Instrumentarium jest tu bogatsze i w większym stopniu elektryczno-cyfrowe niż na pierwszej płycie. Oprócz gitar akustycznych i elektrycznych pojawia bas, są klawisze i sample, słuchać niekiedy winylowe trzaski, raz czy dwa pojawia się gościnnie wokal. A wszystko to czytelnie, płynnie i zgrabnie zmiksowane, co dobrze świadczy o producenckich umiejętnościach Igora. Spośród ośmiu równych utworów wyróżniłbym Venus ExpressPhotograph – perełki, które mógłby nagrać na solową płytę John Frusciante na początku XXI w., kiedy już przestał żywić się heroiną, a jeszcze pisał dobrą muzykę. Zresztą nad całymi Symfoniami generalnie unosi się duch dawnego Fru, co jest skądinąd rzeczą chwalebną. Polecam też uwadze słuchaczy numer Cullen Bohannon, brzmiący jak motyw przewodni epickiego retro-spaghetti-westernu spod ręki Quentina Tarantino.

Każda z płytek trwa nieco ponad 20 minut i zostawia słuchacza z poczuciem lekkiego niedosytu i przemożną chęcią wciśnięcia replay. Niniejszym uprzejmie proszę Igora, by częściej dawał nam obcować z zawartością swoich muzycznych szuflad. Oraz życzę, aby wreszcie spotkał się z należnym uznaniem.

Wuj Albert

Komentarze

Powered by Facebook Comments