12932671_212942509076901_418937973422838612_n

Sekretne szpargały z dna szuflady

2017/02/08

Ci, którzy znają Patryka Patera, wiedzą, że to twórca o wielu obliczach. Znany między innymi z duetu Smoking Barrelz. Nazwa Sekretny set z szuflady stanowi obietnicę czegoś innego, bardziej osobistego. Za jaką twarzą ukrył się Patryk w tym przypadku?

Szuflada może się kojarzyć w różnoraki sposób – jako miejsce, gdzie trafiają trefne pomysły bądź też jako składowisko szpargałów, bibelotów, często zupełnie odmiennych od siebie nawzajem. Za lepszy opis Sekretnego setu z szuflady może posłużyć ten drugi przykład, choć kiczu w tej szufladzie nie znajdziemy. Nie trzeba zagłębiać się daleko w zawartość tego nagrania, by odkryć, że jest to zlepek pomysłów na utwory, które nie miały okazji zagościć w Smoking Barrelz ze względu na ich za dużą, nawet jak na ten duet: „dziwność”. Mam problem z nazywaniem Sekretnego setu… albumem, bo tak naprawdę nim nie jest. Przypomina bardziej kompilację lub „rarytas”, który krąży gdzieś w podziemnym obiegu wśród zapalonych fanów jakiegoś artysty. Świadczy o tym nie tylko różnorodność gatunkowa poszczególnych kompozycji, ale również jakość nagrań i produkcji. Warto podejść do tego jak do swego rodzaju zbioru niezwiązanych ze sobą utworów.

Pierwszą reakcją jest jednak zaskoczenie, gdy  hip-hopowy otwieracz Messerschmitt zamienia się nagle w zainspirowaną hendrixową psychodelią improwizację Dublin. To właśnie ten wyłowiony jako pierwszy z szuflady kawałek przykuwa uwagę najbardziej po pierwszym przesłuchaniu. Przyjemne trzaski gramofonu w tle, funkująca gitara i płynne flow Fiodora i NWK, wyłącznie z krótkimi przystankami na zaczerpnięcie powietrza, a do tego niegłupi polski tekst. Gdyby Patryk zajął się rapem w pełnym wymiarze czasu, na pewno nie umarłby z głodu. Gdyby tak jednak postąpił, moglibyśmy stracić jego talent do komponowania w innych gatunkach.

Po krótkim, bo trwającym nieco ponad minutę Dublin, następny na naszym przystanku jest LOVE ME, które udowadnia, że często to najprostsze utwory zapadają w pamięć najbardziej. Oparty na prostej melodii gitary akustycznej i nieskomplikowanym tekście o miłości, przy wtórze przyjemnie rzępolącego basu w tle, jest kompletnym przeciwieństwem energetycznego utworu otwierającego. Spokój bije również z W księgarni tanich wzruszeń. Jedyne, co zakłóca nastrój melancholii, to perkusja, która wydaje się kompletnie zbędna. W połowie, gdy już mamy wrażenie, że zmierzamy ku końcowi, atmosfera ulega nagłemu spiętrzeniu. W tle zaczyna się pojawiać coraz więcej surowo brzmiących elementów, do której prosty bit na perkusji zaczyna coraz bardziej pasować. Bit wydawać by się mogło żywcem wyjęty z jakiegoś utworu hip-hopowego. Co okazuję się zresztą po chwili prawdą. Najdłuższe w całym zestawieniu W księgarni tanich wzruszeń, będące w połowie całego materiału, stanowi dobre podsumowanie tego, co mieliśmy już okazję usłyszeć.

Po usłyszeniu Charvel, miałem wrażenie, że pasowałby on gdzieś indziej zdecydowanie lepiej. Jako pierwszy na myśl przyszedł mi ostatni album Baroness, czyli Purple, gdzie Patryk z tą kompozycją doskonale wpasowałby się w roli krótkiego, nastrojowego, instrumentalnego przerywnika. Sekretny set z szuflady w piękny sposób kończy No Way. Z kobiecymi wokalami, delikatną gitarą i gramofonowymi szumami tworzy ciepłą atmosferę.

Sekretny set z szuflady to nie album w pełnym tego słowa znaczeniu. To bardziej zlepek pomysłów i idei, które nabrały konkretnych rozmiarów i kształtów, ale bez specjalnego podejścia zostałyby sierotami i zapewne dogorywałyby w szufladzie. Dobrze, że udało się im z niej wydostać.

Michał Smoll

Zapraszamy na fanpage Patryka.


Komentarze

Powered by Facebook Comments