IMG_8556.JPG

Przepis na chillout

2014/01/09

Podzielę się z Wami dobrym i sprawdzonym przepisem na nastrojowy, muzyczny wieczór. Potrzebne będzie „10 dkg elektroniki, pół szklanki chilloutu, szczypta jazzu i łyżka EDM”, a po zmieszaniu i lekkim doprawieniu wyjdzie nam z tego udany – kameralny, ale za to bardzo osobisty i emocjonalny – koncert grup People Like Mirrors oraz Chill-e-motion.

8 stycznia mieliśmy doskonałą okazję do rozkoszowania się delikatnymi, pełnymi zmysłowości i tajemniczości brzmieniami podczas ich wspólnego koncertu w krakowskim Lizard Kingu. Miejsce to zdaje się mieć niejako kluczowe znaczenie dla mojego własnego odbioru tego koncertu. Klimatyczne, ale równocześnie eleganckie i wyważone wnętrza Lizarda, nastrojowe światło, przytłumione rozmowy – wszystko to doskonale współgra z muzyką zarówno post-rockowo-indie-popowego, ale ciągle poszukującego swojej własnej artystycznej drogi People Like Mirrors oraz (bagatela!) 8-osobowego składu chilloutowo-jazzującego Chill-e-motion, który oczarowuje tworzoną przez dźwięki przestrzenią i jej intymnymi niuansami, podkreślanymi przez łagodne wokale.

IMG_8490.JPGAle zacznijmy od początku. People Like Mirrors. Zasadnicze pytanie – dlaczego tak krótko? Zdaję sobie sprawę, że grupa miała nas wprowadzić w pewien nastrój i nadać kierunek charakterowi całego wieczoru, ale trudno tu powstrzymać się od stwierdzenia, że aż chciało się więcej! Mimo całej nastrojowości PLM nie zanudza, nie przybija. To muzyka bardzo delikatna, ale dość pozytywna, lekka, żeby nie powiedzieć „odświeżająca” i relaksująca. Fuzja kilku różnych nurtów, szufladek, etykietek czy jakkolwiek by tego nie nazwać, daje zaskakująco dobre, ciekawe efekty, w których nie brak zarówno niebanalnych rozwiązań aranżacyjnych, jak i czysto emocjonalnych momentów, mocno działających na wymagającego i wrażliwego słuchacza.

IMG_8605.JPGPodobnie zresztą jak muzyka serwowana przez gwiazdę wieczoru – Chill-e-motion. Nie są to dźwięki proste, banalne i łatwe, chociaż bardzo przyjemne. Tutaj liczy się, a przynajmniej tak to odebrałam, zgrana, pełna całość. Chill-e-motion działa kojąco, hipnotyzuje, kołysze, ale nie usypia. Raczej prowokuje do zagłębienia, wczucia się i otwarcia na nowe doznania. Wystarczy wygodnie rozsiąść się, zamknąć oczy i dać się ponieść magii dźwięków i wrażeń. Co prawda nie jestem zapaloną fanką spokojnej i naprawdę bardzo chilloutującej muzyki, ale koncert zrobił na mnie nie lada wrażenie. I nie mówię tutaj tylko o samej warstwie nastroju, ale też i technicznych aspektach takiego grania. Nie mogę więc nie wspomnieć o chyba najbardziej zmysłowym z instrumentów, saksofonie, który w przypadku muzyki Chill-e sprawdza się doskonale – wprowadza miłe dla ucha i ducha „smaczki”, a w połączeniu z klawiszami i głębokimi przestrzeniami kreowanymi basem tworzy momentami iście floydowskie, kosmiczne i trójwymiarowe brzmienia. Ośmielę się stwierdzić, że muzyka Chill-e-motion wywiera wrażenie dojrzałości i tworzenia w sposób przemyślany, świadomy. Na uwagę zasługuje techniczny i konceptowy kunszt aranżacji, w których nie tylko słychać fascynacje rozmaitymi prądami i nurtami, ale również wątki bardziej osobiste, świetnie korespondujące z muzyką i tworzącym się stopniowo nastrojem.

IMG_8551.JPGPozostaje mi tylko mieć nadzieję, że pewnie nie kompleksowo, a jedynie fragmentarycznie przedstawiłam i oddałam intymny nastrój chilloutowej muzyki ze zmysłowymi kobiecymi wokalami, połączonej z przytłumionym światłem i zamarłą w zasłuchaniu publicznością… Tym samym gorąco zachęcam Was do wypróbowania tej muzycznej receptury na własnej skórze. Zalecam wyjście na koncert, przeżycie go samemu… i jak najczęstsze powroty do muzyki People Like Mirrors i Chill-e-motion.

Sabina Guzik

 Więcej zdjęć z koncertu do obejrzenia tutaj.

Komentarze

Powered by Facebook Comments