pd

PARUJĄCA PIERWSZORZĘDNOŚĆ

2012/10/10

Plug Doctors – Uncharted Space

Dzięki ci, Swarożycu, za bandy, które mają w dupie. Dzięki ci, Świętowicie, za ludzi, którzy robią swoje. Konkludując – dzięki wam, włochaci, szorstcy i niecieleśni za Plug Doctors, którzy obie te cnoty pielęgnują, a dźwiękowo – uskuteczniają.

Plug Doctors to, obok Bad Light District czy Paharose, jeden z odprysków grupy New York Crasnals, która parę lat temu ostrożnie namieszała w Trójce oraz mediach pokrewnych i powiązanych, grając na skutek tego parę większych koncertów i zdobywając kilka nagród, które – naturalnie – absolutnie na nic się nie przełożyły, jak to w kraju nad Wisłą bywa. Dziś jednak nie o tym. Dziś nie New York Crasnals, a o Plug Doctors, którzy są zwyczajnie fajniejsi. No.

Bezpośrednią przyjemność z drużyną w składzie Białota – Smolicki – Golemiec miałem w krakowskich Rozrywkach Trzy, gdzie supportowali bezjajeczny warszawski Organizm, ścierając go w efekcie w proch, wsypując do urn i rozrzucając nad Zalewem Nowohuckim. Od pierwszych wygenerowanych przez Doktorów dźwięków na ryju wykwitł mi tłusty uśmiech, z każdym numerem ekspansywnie się poszerzający. Po kończącym seta coverze Purple rain miałem ochotę zwyczajnie rzucić się na gości i serdecznie ich wyściskać. Podobne efekty wywołuje u mnie Uncharted space – płyta, która ma w dupie i na nic się nie sili. A efekt jest zwyczajnie i bezceremonialnie zajebisty.

Podczas gdy świat przemierzają smutne watahy farbowanych emo boyów oraz pogrążone w roztańczonej depresji legiony wystylizowanych indie rockowców, Plug Doctors podchodzą do tego faktu historycznego w jedyny właściwy sposób: stawiają nań dorodnego, parującego klocka i robią swoje. Uncharted space to prosty, nieudziwniony, nieprzekombinowany, wtórny oraz symultanicznie świeży, jędrny, przestrzenny i mięsisty kotlecior, ubity z wyluzowanego i dorodnego schabu, pamiętającego przepyszne lata dziewięćdziesiąte. Białota, Smolicki i Golemiec nieskrępowanie grandżują, psychodelizują, sympatycznie pankują oraz niezobowiązująco transują – wszystko z wielką gracją i wrodzonym, prymitywnym wyczuciem. Wyśmienicie wysmażona surówa, doprawdy wyśmienicie. Janie, dokładka.

Uncharted space to wprawdzie tylko trzy i pół utworu (otwierający album Lemme trwa zaledwie minutę i dwadzieścia sekund), ale wszystko tu się zgadza. Choćbym chciał, koniecznie chciał się przypierdolić – a czasem lubię – zwyczajnie nie mam jak, nie mam do czego. Jest pełne cesarstwo. Sekcja zamiata wzorcowo (mimo, iż perkusista jest w zasadzie gitarzystą), gitara zapewnia zadowalający dopływ mięcha i przestrzeni, zaś naturalny i po prostu przyjemnie brzmiący (tak!) wokal Białoty, nawiązujący nieco barwą do gardłowań Szudrowicza z Something Like Elvis, zawarty jest na Uncharted space w proporcjach idealnych. Płytę rozpoczyna beztroska, przestrzenna młócka (Lemme), po której na horyzont zdarzeń wkracza intensywnie wypaśny, deczko noisowy, transujący Too big to fail. Wyborny wpierdol, wyborny. Nie zawodzi bezczelny, chyba najbardziej 90’s-owy na płycie Sixshooters, którego urywki mogłyby spokojnie znaleźć się na opłotkach którejś z mniej uczęszczanych płyt Green Day.

Album kończy skąpany w postrockowym sosie Turtle, nie przynudzający jednak ani przez moment, sfinalizowany stylową, pyzatą wkładką miesną. I to już, tyle. Pyk-cyk, po płycie. Konkret. Nie lubić tych gości? Niewykonalne. Tych dżentelmenów chce się przytulić, ucałować, wypić z nimi kratę browara i spędzić pijacką noc na gadkach o Soundgarden, Fugazi, Kyuss, Sonic Youth, Mudhoney i The Pixies, a nad ranem przybić piątkę i pożegnać się – do następnego razu.

I tak to jest, moi kochani. Czytającym te strofy, niezależnie od wieku, stanu cywilnego, wagi, wzrostu i stopnia alkoholizmu polecam wizytę w mobilnym gabinecie terapeutycznym Plug Doctors. Pielęgnuj swój ryj, człowieku – uśmiechaj go. A panowie Białota. Smolicki i Golemiec – szerzej, głośniej, donośniej, więcej, do góry, do nieba. Purple rain.

Powyższy tekst wyraża subiektywny osąd autora i nie jest tożsamy z oficjalnym stosunkiem Krakowskiej Sceny Muzycznej do komentowanego materiału.

plugdoctors.bandcamp.com

Komentarze

Powered by Facebook Comments