R-11705448-1520968287-5772.jpeg

Nowe porządki

2018/07/03

Nawet ktoś zaznajomiony z tym, co w Krakowie piszczy, mógł nie wiedzieć, co to jest ta Rectangula. Ledwo się pojawili, a tu już epka? Coś to wszystko podejrzane. Jednak ta sama obeznana z krakowskimi brzmieniami osoba mogła rozpoznać, o co chodzi, już po odpaleniu wydawnictwa Crooked Claws. Autorami albumu są panowie znani z występów w Tobacco Bones, którzy przeszli do nowego etapu swojej działalności.

Pisałem kiedyś, że ich muzyka pozwala poczuć na skórze gorące pustynne słońce, i bardzo podobne wrażenie można mieć słuchając ich ostatniej epki. Tym razem Rectangula zwiastuje naprawdę parny dzień, którego pierwsze promienie przebijają się do zaciemnionego pokoju, w którym chwilę temu skończyła się rock’n’rollowa impreza. Choć w powietrzu wciąż unosi się dym tytoniowy, to czuć, że zaraz nastaną tutaj nowe porządki.

Puls melodii pozostał niezachwiany. Bas i perkusja uzupełniają się w każdym utworze, choć nieprawdziwe byłoby stwierdzenie, że są jak maszyna. Słychać swobodę sekcji rytmicznej, znakomicie wyrażoną choćby w rytualnej zmianie na You Want It All. Nic nie jest mechaniczne; każdy dźwięk jest naturalny, a po usłyszeniu poszczególnych sekwencji ma się wrażenie, że wszystko odbyło się w optymalny sposób. Podobnie w Cali i tym sexy beacie, chyba nawet ulepszonym w stosunku do wersji koncertowych. Gdy trzeba, to jest tempo, gdy sytuacja tego wymaga, to lżejsze takty nadają bieg całej grze. Słychać to choćby w bardzo dobrym Letters From Mars, gdzie warto także zwrócić na tło dźwiękowe i czający się tam niepokój naprawdę rodem z innej planety.

Na takiej bazie spokojnie może wybrzmieć gitara. Struny pozwalają sobie troszkę poszaleć np. w solówce Ice Cold Crazy, ale jednocześnie na Crooked Claws nie ma jakiegoś zbędnego i niepasującego do reszty popisywania się. Jak przystało na rocka, nie brakuje tu cięższych riffów w postaci You Want It All. Fanom porządnego groove’u do gustu przypadnie z kolei Shackles And Chains, toksyczny utwór, który jest esencją tych momentów po wspomnianej wcześniej imprezie. Nie można także narzekać na brak staroszkolnej gry z czasów, gdy czyszczenie dźwięków było dla grzecznych piosenkarek o zniewalająco białym uśmiechu. Brud przenika do uszu z ostrego Cali, które mimo pozornej niedbałości spięte jest ładną klamerką.

Efektów nie brakuje także na wokalu. Zwrotki często dobiegają zza ściany, ale wpisuje się to w estetykę muzyki z Crooked Claws. Czasem nawet śpiew nie wybija się tak wyraźnie ponad melodię, co w pewnym sensie oddaje także charakter samej grupy. Fajnie, że dzisiaj nie zapomniano jeszcze, że głos ludzki to również instrument. Taki styl zwykle kontrastuje z czystymi refrenami, których najlepszym przykładem jest chyba krystalizacja i moc Shackles And Chains. Dobrze, że Rectangula zarejestrowała kilka utworów, które wcześniej można było usłyszeć na ich koncertach. Dobrze również, że studyjne wersje nie są po prostu kopią tego repertuaru, ale jego modyfikacją, rozwinięciem, uzupełnieniem. To zawsze niezbędny krok do zrzucenia starej skóry.

Komentarze

Powered by Facebook Comments