26754210_1543012855782947_1860337203_n

Nieoficjalnie dobry album

2018/01/16

Wiadomo, że początki zawsze są trudne. Neal Cassady zaistniał w przemyśle fonograficznym w 2015 roku, kiedy to wydali swoją debiutancką płytę Night Howler. Teraz próbują szczęścia z drugim krążkiem. Choć materiał zarejestrowano i własnym sumptem wydano w niskim nakładzie, to Later Than You Think wciąż czeka na premierę pod oficjalnym szyldem. A ten może zainteresować całkiem spore grono osób.

Krakowski kwartet prezentuje utwory z tak szerokiego wachlarza gatunkowego, że całość brzmi niemal jak składanka różnych wykonawców. Są więc momenty punkowe, jak choćby Coffin. Wysokie dźwięki gitary i szaleńczo nerwowe tempo Tomka Głuca składają się na całkiem wesołą melodię. Wspaniale kontrastuje ona z mało optymistycznym tekstem, wariacko śpiewanym przez Rafała Klimczaka. Jeszcze ostrzej jest w Met at Mall, gdzie struny piszczą od gniewu, a wokalizy (zwłaszcza końcowy skrzek) to nieujarzmiona złość, na co dzień drzemiąca głęboko w człowieku.

Fanom spokojniejszych fragmentów do gustu przypadnie 5 Full Boxes. Bieg nadaje tu pulsujący metodycznie bas Marcina Gągoli, doskonale pokrywający się z melorecytacją. Dominuje nastrój zrezygnowania, które z czasem zapewne przerodziłoby się w rozpacz. W drugiej części następuje jednak ożywienie, gdzie niemałą rolę odgrywają brzęczące keyboardy.

Partie Michała Dymnego bardzo ciekawie wypadają także w Wait for the Summer. Tutaj narracja przywodzi na myśl człowieka zamkniętego w ciasnym, zaniedbanym pomieszczeniu, który tylko wygląda przez okno z nadzieją, że nadeszło lato. Po gitarowych i klawiszowych zabawach można stwierdzić, że upragniony okres w końcu nadszedł. Okazał się on jednak bardziej koszmarem niż marzeniem, albo ktoś zatracił się w upojnych chwilach.

To jeden z dłuższych kawałków na Later Than You Think. Podobne rozmiary i klimat ma Hounds of Dusk, choć jest ono bardziej ociężałe. Bluesowy charakter paradoksalnie krystalizuje się na rozmytej solówce gitarowej, bogatej w syntetyczno-elektroniczne bajery i zagrywki. Piosenka zyskuje zupełnie inne oblicze, gdy smutek i zmęczenie ustępują namiętnej obojętności. Po tym uwolnieniu Neal Cassady przenosi się jakby w zupełnie inne miejsce i czas, gdzie nie ma nikogo poza członkami zespołu, którzy wreszcie mogą bez przeszkód realizować swoje muzyczne zamiary.

Jeśli dla kogoś nawet te numery będą zbyt żywiołowe, to na tej płycie jest kilka jeszcze mroczniejszych momentów. Ponure Seclusion przyciąga mrukliwym, pozornie niedbałym wokalem, jakby żywcem wyjętym z gardła eksperymentującego ze związkami chemicznymi wędrownego folkowca. Z kolei Sailing Back to faktycznie rejs, ale nie po rozświetlonej słońcem tafli jeziora. Miałem wrażenie, jakbym wsiadł na drewnianą krypę gdzieś przy zamglonej rzece południowo-wschodniej Azji albo Ameryki Południowej i co raz bardziej zagłębiał w szaro-zielone odmęty dziewiczej dżungli. Dreszczyk emocji, niepewność każdej następnej sekundy i niezwykle udana forma. Nieważne, czy to podróż czy utwór muzyczny – jeden z najlepszych momentów drugiego krążka krakowskiej grupy.

Po zapoznaniu się z całością mogę jasno stwierdzić, że grupę śmiało powinna wziąć pod swoje skrzydła jakaś wytwórnia. Widać, że chłopaki nie robią tego od zeszłego tygodnia, a ich pomysły na pewno nie skończyły się na dziewięciu kawałkach z Later Than You Think. Oczywiście, profesjonalna ekipa dźwiękowo-producencka odpowiednio poukłada zespół i wydobędzie z materiału to, co najlepsze. Chętnie posłucham więc oficjalnej wersji.

Komentarze

Powered by Facebook Comments