_DSC4993

Nie muszę co chwilę wydawać płyt, jak Kazik – wywiad z Marcinem Świetlickim

2013/11/11

Dwudziestego szóstego października w Rotundzie zespół Świetliki zagrał koncert promujący szósty, studyjny album noszący tytuł „Sromota”. Koncert ten miał być jedną z okazji dla „naszych” zespołów do zagrania supportu. Między innymi o to, dlaczego tak się nie stało, zapytaliśmy Marcina Świetlickiego.

KSM: Dziękuję, że zgodził się Pan na rozmowę, domyślam się, że wywiady przed koncertem to rzadkość?

Marcin Świetlicki: Po koncercie mogło by być gorzej (śmiech) .

KSM: Wyszła nowa płyta Świetlików, na którą musieliśmy trochę poczekać…

MŚ: No tak, ale nie było żadnego ciśnienia, żeby nagrywać. To Kazik musi co chwilę płytę wydawać, ja nie (śmiech). Graliśmy koncerty, na których wykonywaliśmy stare piosenki i w końcu nam się to znudziło, więc zaczęło się pisać nowe.

KSM: Przez cały ten długi czas podejmował Pan wraz z zespołem jakieś działania w kierunku nowej płyty, czy to było po prostu oczekiwanie na odpowiedni moment?

MŚ: Chłopcy tworzyli wiele przepięknych kompozycji. Gorzej było ze mną – słabo pisałem. Oczywiście wydawałem w międzyczasie książki, ale nie były to zbyt piosenkowe teksty. Właściwie w zeszłym roku przyszedł taki czas, że się posypało. Jest tam też kilka piosenek, które są starsze, ale jednak większość z nich została napisana w zeszłym roku.

KSM: Postanowił Pan też trochę zmienić skład Świetlików. Dlaczego?

MŚ: No tak, wyrzuciliśmy… to znaczy rozstaliśmy się (śmiech) z jednym gitarzystą, a przyjęliśmy dwoje młodych ludzi, którzy mają wykształcenie muzyczne, przez co nasza muzyka się diametralnie zmieniła. W tym momencie gramy z zawodowymi muzykami – Zuzią, która gra na altówce, i z Michałem, który gra na klawiszach. Dzięki nim zmieniło się brzmienie zespołu. W dodatku basista kupił sobie nową gitarę barytonową, dużo piosenek na płycie jest zagranych właśnie na niej. Cieszy mnie to, że te utwory są niby podobne do poprzednich, ale brzmieniowo zupełnie inne.

KSM: Chciałbym jeszcze usłyszeć parę słów o współpracy z Dr. Misio.

MŚ: W sumie to żadna współpraca. Arkadiusz Jakubik kiedyś mnie zapytał, czy mógłby wykorzystać parę moich tekstów i w efekcie od pewnego czasu je wykonuje. Muzyka jest ich. Natomiast ostatnio wystąpił z nami [Arkadiusz Jakubik – przyp. red.] po raz pierwszy na scenie we Wrocławiu. Można to zobaczyć na YouTube, jest to dość śmieszne. Współpracy jako takiej nie ma, po prostu korzysta z moich tekstów i raz z nami wystąpił. Wszyscy się z tego powodu bardzo cieszyli.

KSM: A zgodziłby się Pan oddać tekst młodemu, nieznanemu zespołowi? Co musieliby zrobić?

MŚ: Wystarczy zapytać czy się zgadzam, a ja mówię: zgadzam się. Dlaczego mam się nie zgadzać? Zawsze to 50 gr w ZAIKS-ie, jeśli piosenka odniesie sukces (śmiech).

KSM: Na początku rozmowy wspomniał Pan Kazika, który w dość popularnym wersie swojej piosenki oświadcza, by nie pytać go o to, jak powstają teksty. Pan też tego pytania nie lubi?

MŚ: Nie, pewnie chodziło mu o to, że po prostu pytają go o to za często. Nie da się powiedzieć jak powstają teksty – może to owego Kazimierza Staszewskiego denerwuje. Ja piszę wtedy,  kiedy mam potrzebę pisania. I już. Często pisze się teksty do piosenek na próbie. Chłopcy grają, mówią: „mów coś”, a ja coś mówię. Później to się przeciera i powstaje z tego jakiś tekst.

KSM: Wraz z wiekiem i doświadczeniem życiowym trudniej się Panu pisze teksty, czy wręcz przeciwnie?

MŚ: To bardzo różnie bywa. Są takie dni, kiedy pisze się potwornie łatwo, a były lata, że nie napisałem żadnej nowej piosenki. W zeszłym roku akurat było tak, że piosenki się posypały… i właściwie nie ma wytłumaczenia, dlaczego tak się stało.

KSM: Pamięta Pan początki Świetlików?

MŚ: Oczywiście, że pamiętam.

KSM: Zdarzało się Wam grać supporty?

MŚ: Zdarzało się. Graliśmy kiedyś support Janerce, a nawet Dezerterowi.

KSM: Jak Pan to ocenia z perspektywy czasu, jako doświadczony muzyk? Czy to pomaga młodym zespołom?

: Trochę to wkurzające, gdy jest się młodym, nieznanym zespołem, i w trakcie wstrząsającej – według nas – piosenki ktoś zaczyna krzyczeć nazwę tego zespołu, na który przyszedł. To jest dość przykre. Na szczęście my nie graliśmy dużo tego typu koncertów.

KSM: Zgadza się Pan na supporty?

: Mieliśmy kiedyś taki support – nie będę podawał nazwy – gdy koncert zaczynał się o 19:00 i miał się skończyć o 22:00… a support napierdalał dwie godziny. My krążyliśmy pod sceną, a support nic, udawali, że nas nie widzą. Ludzie się denerwowali, a my zagraliśmy  w sumie ze czterdzieści minut.

KSM: Ale generalnie nie skreśla Pan supportów już na starcie?

: Nie, oczywiście, że nie. Zdarzały się bardzo ciekawe zespoły. Nie pamiętam nazwy, ale wiele lat temu, około dziesięciu, w Warszawie grał z nami bardzo ciekawy support, który nie zrobił jednak żadnej kariery – dlatego nie pamiętam, jak się nazywał. Ciekaw jestem, co się teraz dzieje z tymi muzykami, bo naprawdę zagrali nieźle.

KSM: Czy osobiście przesłuchuje Pan zespoły, które się do Was zgłaszają?

: Nie, nie. To się odbywa najczęściej tak, że jedzie się do jakiegoś miasta i kapela zaprzyjaźniona z danym lokalem po prostu gra support.

KSM: Pytam, ponieważ w przypadku dzisiejszego koncertu takiej zgody z Waszej strony nie było i zastanawiam się, jaka była tego przyczyna.

: To już nie do mnie pytanie, a do managera. Nic o tym nie wiem. Nigdy nie pytano się nas, czy zgadzamy się na support. To raczej inne względy o tym decydują.

KSM: Dziękuję bardzo za rozmowę. Udanego koncertu.

: Dziękuję.

rozmawiał: Bartek Szlapa

zdjęcie pochodzi z materiałów promocyjnych zespołu, aut. Andrzej Pilichowski – Ragno

Komentarze

Powered by Facebook Comments