ksm weimar

KSM za kulisami: Weimar

2015/11/19

Formacja Śmiałek była zjawiskiem unikalnym na rodzimej scenie muzycznej. Niestety zniknęła z niej, zanim wypuściła swój debiutancki album. I kiedy już wyschły łzy żalu za utraconym materiałem, nagle wyłonił się Weimar, nowa odsłona dawnych pomysłów. Już 23 listopada do dystrybucji trafi album Spoza. O tym, co było, jest i będzie z mózgiem operacyjnym Weimar, Pawłem Szarkiem, rozmawia Krzysztof Grudnik.

Chciałbym zacząć od początku, ale tym razem nieco trudniej go wskazać. Weimar powstał niedawno, jednak bazuje na tym, co wcześniej poznaliśmy jako zespół Śmiałek. Płyta będzie debiutem, ale materiał powstał dość dawno temu. Jak ty to widzisz? Weimar to nowy początek?

Tak. Reaktywujemy Śmiałka pod nowym szyldem. Weimar powstał niedawno, jako pomysł na rewitalizację materiału granego w latach 2005-2012 przez nieistniejącą już formację Śmiałek. Więc jak najbardziej jest to nowy początek, jednak w pewnej swej części oparty o materiał, który, nigdy nie wydany, cyrkulował w sieci, na koncertach i w innych sferach przez cały ten czas.  Można powiedzieć tak: pierwsza część podróży nazywała się Śmiałek, a Weimar to następny jej odcinek, który się właśnie rozpoczyna. Swego rodzaju re-branding marki. Płyta będzie debiutem, choć jedna jej wersja jest gotowa od 2009 roku i spoczywa na dnie szuflady. Niewykluczone, że poza aktualną wersją materiału, nad którą obecnie pracuję, udostępnimy również tamte, w dużej mierze już archiwalne nagrania, jako swego rodzaju „inne wersje”. Czas pokaże.

Deleuze powiedział kiedyś, że każde powtórzenie naznaczone jest różnicą. Spróbujmy pójść tym tropem: jakie są najważniejsze różnice pomiędzy Śmiałkiem a Weimarem?

Przede wszystkim skład i brzmienie. O ile Śmiałek funkcjonował jako przedsięwzięcie niezwykle eklektyczne pod względem muzycznym, tu będzie inaczej. Weimar będzie bardziej spójny brzmieniowo, dużo bardziej elektroniczny niż gitarowy, prostszy, ale też wierzę, że silniejszy. Gdybym miał opisać to gatunkowo, użyłbym określeń shoegaze oraz electro industrial. Czyli daleko od starej wersji zespołu. Będzie można jednak usłyszeć wiele oryginalnego materiału; numery takie jak Całe setki lat, To miłość, Ślad, Stheno czy Untergott – wszystko to znajdzie się w setlistach, ale w całkiem nowej aranżacji. A do tego dużo nowych piosenek, które właśnie się piszą. Dla mnie to również fizyczna obecność na scenie. W Śmiałku, jako autor piosenek i reżyser sceny, byłem bardzo na zewnątrz. W Weimarze wejdę na scenę, będę odpowiadał za stronę klawiszowo-elektroniczną. Rezygnujemy też z obecności performerów, co u Śmiałka było chyba najbardziej rozpoznawalnym elementem. Artystów ulicznych, tancerzy i im podobnych zabraknie w Weimarze. Wierzę, że ta odsłona będzie bardziej organiczna i prawdziwa: autorsko i wykonawczo. Zejście z dużej ilości efektów i bogatej sceniczności wydaje mi się sporym krokiem naprzód. Zupełnie gdzie indziej widzę teraz siłę tego zespołu i mam nadzieję, że uda się nam tam dotrzeć.

Odejście od nazwy Śmiałek sugeruje pewną rewizję akcentów. Jaki jest rozkład ról w zespole? Jak wiele w Weimarze jest Karola?

To prawda. Wiele się zmieni energetycznie. W tej odsłonie zespołu Karol Śmiałek dalej będzie wokalistą, jednak środek ciężkości zostaje przeniesiony bardziej na zespół jako całość, na kolektyw. To zarówno spora zmiana dla nas, jak i duża ulga dla Karola, który raczej nie utożsamiał się zbytnio z poprzednią nazwą zespołu, a będącą przecież jego nazwiskiem. Była to niewygodna sytuacja. Sugerowała przy tym niesłusznie „solowy” charakter formacji, podczas gdy wszystko to wyglądało zupełnie inaczej. Zatem Weimar będzie dużo bardziej kolektywny, a na solowy projekt Karola nie przyjdzie czekać długo. Zmiana nazwy jest jedną z tych rzeczy, które uzdrowiły nasze relacje: wiele wyjaśniła i umożliwiła ponowne powołanie formacji do życia.

Poza Karolem i mną, scenę zajmą Łukasz Marek na perkusji i Tarek Tafesh na gitarach. To mocna ekipa i dużym zaszczytem jest z nimi tworzyć. Pierwszy raz mamy również producenta, jest nim Rafał Szumny z krakowskiego Studio Centrum, który odpowiedzialny będzie całościowo za brzmienie i dźwiękową plastykę zespołu. W roli visual directora pojawi się Karolina Pięch, projektantka, fotograf, dusza niesłychanie kreatywna, obecnie na stałe współpracująca z firmą Balenciaga w Paryżu.

Nowa nazwa jest chyba mniej oczywista. Dla mnie ciąg skojarzeniowy wygląda tak: Weimar > Republika Weimarska > kultura niemieckiego 20-lecia > kabaret weimarski. Czegoś brakuje? Skąd taki wybór?

Cały ciąg, który podałeś, jak najbardziej się zgadza. Wszystko to składało się na założenia formacji Śmiałek, na to, co sobą reprezentowała: łączenie elementów świata lat trzydziestych z nowoczesnym ciężkim brzmieniem rocka industrialnego. Chcieliśmy, aby nowa wersja była zarówno naturalną konsekwencją Śmiałka, jak i krokiem naprzód, wyjściem „poza”. Automatycznie pojawiła mi się więc nowa nazwa: Weimar. I przetrwała próbę czasu – po kilku dniach nie wydała się kompletnie idiotyczna (śmiech).

Dla mnie symbolizuje ona nie tylko epokę, ale również swego rodzaju dwoistość naszej natury; z jednej strony miejsce-matecznik Goethego, Schillera, Liszta, w dużej mierze Bacha, utożsamiane z wolnością artystyczną, wolnością słowa, kabaretem i poezją – później miejsce, gdzie powstał obóz koncentracyjny znany jako Buchenwald. Tematy uniwersalne otaczające duchowo i historycznie Weimar łączą wszystko, co chciałbym zawrzeć w zespole, co ma stanowić jego tkankę. Jednocześnie mocno wiąże się to z tym, czym był Śmiałek. Jeden ciąg i jedna myśl, która znajdzie tu swoją właściwą kontynuację. Jest to nazwa symbolizująca przemianę człowieka w coś nowego, w tym przypadku w bestię, w zło. Przechodzi na drugą stronę, pozwala na dzianie się zła, bez względu na to, co reprezentował sobą jeszcze niedawno.

Choć Republika Weimarska była demokratyczna, to odwoływanie się do niemieckiej formacji kulturowej z lat 20. i 30. musi budzić trochę totalitarystyczne skojarzenia. Dodajmy do tego pewne elementy sceniczne albo inne twoje projekty – jak „Macabra Dolorosa”, spektakl m.in. o Goebbelsowej – i pytanie o fascynacje totalitaryzmem nasuwa się samo. I choć daleki jestem od podejrzewania was o tego typu orientacje polityczne, to symboliczna obecność, albo nawet sugestywność totalitaryzmu, bardzo przypomina NSK i ich taktykę nadidentyfikacji. Ile z tego jest w Weimarze?

Nie politycznie, naturalnie. Pojęcie nadidentyfikacji było zawsze jednym z głównych założeń w formacji Śmiałek. Obsceniczny, rozpasany kabaret, który uprawiany był w czasach weimarskich, stał się niedozwolony wskutek dochodzących do głosu nastrojów totalitarnych, a potem znalazł swoją konsekwencję w bardziej dyskretnym, jednak paradoksalnie jeszcze bardziej rozpasanym i niedozwolonym kabarecie salonów Trzeciej Rzeszy, pełnych obłędu, wyuzdanego seksu, okultyzmu i innych eksperymentów. Ta estetyka zawsze była mi bardzo bliska. Totalitaryzm jako taki interesuje mnie w swojej przesadzie, przerysowaniu, jako rytuał, plastycznie w swoim doskonałym dopracowaniu, kuszącym wizualnie rozmachu. Bardzo przypomina mi pod tym względem religie. W gruncie rzeczy jest zabawny, rozbrajający w swojej groteskowości, jednak śmiertelnie niebezpieczny. Ta plastyka jest mi bardzo bliska i z pewnością znajdzie się jej sporo w Weimarze, ale tym razem w bardziej chłodnej, militarnej wersji. Groteski będzie dużo mniej niż w Śmiałku, czy też inaczej –  groteska będzie miała tu inną twarz.

Poza Laibachem, jakie jeszcze inspiracje muzyczne będziemy mogli usłyszeć? Czy pokrywają się one całościowo z twoimi inspiracjami, czy może czegoś odmówiłeś Weimarowi, na coś nie starczyło w nim miejsca?

Niczego. Jestem totalnie wierny wibracjom, na które w danym czasie reaguję. W rejonie moich inspiracji jest bardzo wiele wykonawców, stylów i gatunków. O ile inspiracją będzie tu ponownie stylistyka przedwojnia, to przeważą jednak wpływy współczesności: EBM, harsh electro, industrial, shoegaze, witch house, wspomniane przez Ciebie inspiracje NSK. Może nawet zaryzykuję przyznanie się do romansu z NDH i bardziej tanecznym, tudzież syntetycznym metalem.

O ile przy kreowaniu Śmiałka mocniej inspirowały mnie rejony gatunku dark cabaret, typu Dresden Dolls, Cinema Strange czy The Tiger Lillies, czyli akustyczne, tutaj przeważą klimaty elektroniczne. To tak ogólnie. Natomiast paradoksalnie największą inspiracją dla brzmienia i w ogóle podjęcia tego kursu, który obecnie obrałem, jest inny program, który przygotowałem wspólnie z Karolem – Melancolia: projekt Miciński. Zabawne jest to, że inicjatywa, która powstała jako side-project, stylistyczna odskocznia od tego, co uprawialiśmy w Śmiałku, przetrwała rozpad zespołu, wciąż jest z sukcesem grana, w pewnym sensie okazała się bardzo bliska temu, co mi obecnie w duszy gra i jakoś zainspirowała brzmieniowo Weimar. Historia najwyraźniej zatacza koło.

No dobrze, to mamy w warstwie muzycznej. Ale kultura Republiki Weimarskiej to także bogata scena filmowa. W jej ramach powstał przecież „Gabinet doktora Caligari” Wiene’a czy „Nosferatu” Murnau’a. To było centrum kina ekspresjonistycznego. Jak bardzo jesteście przesiąknięci taką wizualnością i jak się ona manifestuje?

Z pewnością takie noirowe klimaty będą budować wizualność zespołu i na scenie, i na teledyskach, które mam w głowie. Będzie mroczniej i mniej kolorowo. Więcej cieni, mniej światła. Jak wspomniałem, Śmiałek był projektem dużo bardziej karnawałowym, kolorowym i wizualnie rozbuchanym w stosunku do tego, co chciałbym uzyskać w Weimarze. Będzie chłodniej,  prościej pod względem światła i sceny, inaczej będą rozłożone akcenty i inna będzie temperatura całości. Jeśli miałbym się odwołać do kina, to Śmiałek był „Kabaretem” Boba Fosse’a, a Weimar będzie „Zmierzchem Bogów” Visconti’ego.

Jeszcze jedna rzecz kojarzy mi się z międzywojniem i kolejną perłą niemieckiego ekspresjonizmu, jaką było „Metropolis” Fritza Langa: industrializacja. Niewiele lat później Benjamin mówił o zaniku aury, o uśmiercaniu sztuki przez reprodukcję. W latach 70. ludzie skupieni wokół wytwórni Industrial Records dostrzegli jednak pewien twórczy potencjał tych procesów. Dziś w muzyce kategoria industrialu trochę się już zużyła, coraz mniej ma wspólnego ze swymi źródłami, jak to jest u was? Czy Weimar przejawia futurystyczną fascynację technologią czy benjaminową nostalgię za aurą artefaktów? Jak wpływa to na techniczną stronę produkcji i postprodukcji materiału muzycznego?

O wiele bardziej niż budowanie, nowy wspaniały świat czy „kopia kopii”, będzie zajmować nas psucie i niszczenie. Nawet stare numery będą poddane w dużej mierze dekonstrukcji i rekonstrukcji, co stanowi główny element procesu, który obecnie zachodzi. Trochę tak jakbyśmy rozkładali wszystko, co powstało za Śmiałka, na części pierwsze – i składali od nowa. Czyli zdecydowanie akt przetwórstwa, ale można powiedzieć jednocześnie, że to składanie czegoś zupełnie nowego. Nie stawiamy pomników temu co było, tylko rozwalamy je i składamy nowe, zmieniając jednocześnie zaprawę oraz kładąc nową farbę. W tym sensie jesteśmy na pewno, przynajmniej z nazwy, bardziej jak Einsturzende Neubauten (śmiech).

Zostawmy teraz teorię i przejdźmy do praktyki: co będziemy mogli usłyszeć na debiutanckim albumie?

Na płycie, której premiera odbędzie się 23 listopada, znajdzie się 14 kawałków, w tym około pięć z materiału ze Śmiałka i jeden remiks. Wydaje mi się to rozsądnym podziałem, połączeniem tego, co było, z tym, co teraz. Płytę promują dwa single, czerwcowe Łaskawe oraz wrześniowe Jerusalem.  Longplay nosi tytuł Spoza. Muzycznie będzie szybciej, mocniej, bardziej tanecznie, choć nie będą to raczej tańce „wolne”.

Jakie działania promocyjne zaplanowaliście przy okazji premiery płyty? Gdzie będzie można was zobaczyć i usłyszeć?

Przede wszystkim koncert w krakowskim klubie Forty Kleparz, 23 listopada, gdzie odbędzie się premiera płyty. Przed nami jeszcze jeden teledysk, który ściśle ją poprzedzi, 18 listopada. Płyta będzie dostępna we wszystkich światowych serwisach sprzedających muzykę, także w limitowanej wersji fizycznej, którą rozprowadzać będziemy raczej alternatywnymi kanałami sprzedaży.

Fotografia wykorzystana w miniaturce pochodzi z fanpejdża zespołu.

Komentarze

Powered by Facebook Comments