13101058_1114696738552128_1831467411_n

KSM za kulisami: The Duffs

2016/04/27

Objęliśmy patronatem debiutancką EPkę The Duffs, bo to, najnormalniej w świecie – fajna muza jest. W międzyczasie zmienił się u nich perkusista, ale EPka się ukazała. Porozmawialiśmy z nimi zarówno o płycie, zmianach, ciężkim życiu poczatkującego muzyka, jak i o kontrowersyjnych konkursach.

Zanim przejdziemy do płytki, to powiedzcie może, jak się udała sesja? Wspominaliście, że idziecie robić zdjęcia.

Tak, właśnie wracamy. Zrobiliśmy zdjęcia w Starej Fabryce Tytoniu na  Dolnych Młynów, wyszły całkiem fajne fotki, dzisiaj pewnie jakaś się pojawi na fanpage’u.

To etap promocji EPki czy raczej promocję rozpoczynacie koncertami?

Teraz rozpoczynamy promocję nowego perkusisty Mateusza (Kowalczyka – przyp. ), bo EPka została wydana ze starym perkusistą i staramy się po swojemu zrobić to od nowa i nie wiemy, czy ta EPka będzie promowana. Wysłaliśmy ją w odpowiednie miejsca, do wytwórni, rozgłośni radiowych, a teraz będziemy nagrywać coś nowego już z Mateuszem.

Do wytwórni?

Tak, jak dotąd została wysłana do czterech.

Co myślicie o takich elementach pracy muzyka jak zdjęcia, wywiady? Uznajecie je za nieprzyjemne, ale konieczne, czy to jest dla Was również zabawa, tak samo jak i granie?

Czy jest potrzebne? W XXI wieku, niestety, nie da się uniknąć takich rzeczy. Może nie jesteśmy profesjonalnymi modelami, ale jest to w jakimś stopniu promocja, zwłaszcza, że mamy nowego kolegę w składzie i też musimy jego twarzyczkę w jakiś sposób ludziom pokazać, a inaczej nie da się tego zrobić. Wiadomo, że muzyka może się również sama bronić, ale żeby do ludzi dotrzeć, to, oprócz samej muzyki, trzeba im się też jakoś zaprezentować. Trzeba się przedstawić w jakiś sposób, nie tylko muzycznie, ale też pod postacią zdjęć i wywiadów – to jest bardzo przyjemna część naszej pracy.

Porozmawiajmy o EPce, na którą zbieraliście fundusze na portalu crowfundingowym. Skąd w ogóle pomysł, żeby w ten sposób spróbować sfinansować swoje nagrania?

Gdzieś zasłyszeliśmy po prostu, że jakiś zespół wydał płytę z crowdfundingu, zaczęliśmy grzebać i tak trafiliśmy na www.wspieram.to i tam utworzyliśmy projekt, a ludzie byli na tyle życzliwi, że pomogli nam go zrealizować, z czego bardzo się cieszymy.

Było ciężko?

Ostatni dzień był dosyć gorący i nerwowy. Brakowało pieniędzy, nie pamiętam, jakie kwoty wchodziły w grę, ale był stres, że a nuż się nie uda. Chociaż wszystko szło prężnie do przodu przez cały okres trwania projektu, i tak pod koniec pojawiło się lekkie zaniepokojenie. Ale naprawdę mamy fajnych znajomych i nieznajomych, którzy chcieli nam pomóc i pomogli. To jest mega pozytywne, że jednak ludzie się wspierają w ten sposób.

A jak przebiegały same nagrania? Gdzie nagrywaliście?

Nagrywaliśmy w Psychosound, w Krakowie, na Wrocławskiej. Pomagał nam nasz znajomy producent – Tomek Król, który nagrywał i miksował. Wszystko zamknęło się łącznie w kilku dniach. Sesja basu zajęła jeden dzień, a całe nagranie w sumie – cztery dni na instrumenty i dwa dni na wokal, razem sześć dni nagraniowych.

To jest materiał, który już wcześniej krążył na koncertach czy numery dopiero powstały, kiedy się zdecydowaliście, że nagrywacie EPkę?

To jest materiał, który już od jakiegoś czasu staramy się przekazać ludziom, głównie poprzez koncerty. Piosenki już jakiś czas istniały, stworzone i gotowe, a kwestią wyboru było, które z nich trafią na EPkę. Chcieliśmy też na tej EPce pokazać szersze spectrum grania. Na początku znajdują się dwa spokojniejsze utwory, a potem dwa cięższe, chociaż trudno w naszej muzyce mówić, że coś jest lekkie i ciężkie, bo utwory zmieniają charakterystykę w trakcie gry od początku do końca – ale myślę, że dobór numerów był dobry. Dwa numery były właściwie układane od początku naszej działalności, a  dwa są nowe, gramy je właściwie od trzech koncertów.

Jakie teraz macie plany, koncertujecie?

Teraz akurat się rozgrywamy, pracujemy nad numerami. Najbliższy koncert w Końskich za tydzień, więc zapraszamy – a potem może wreszcie trasa po Polsce, bo jeszcze takiej nie mieliśmy.

A jak już nagraliście EPke, czujecie ulgę, że materiał nagrany, czy stres, czy Wasza muzyka się przyjmie, co ludzie powiedzą?

Na pewno w jakimś stopniu jest stres, materiał krąży na koncertach i tam ludzie się z nim zapoznali. Muzyka na żywo to jest jednak inna forma niż nagranie studyjne, ale nie boimy się. To jest duża motywacja i najważniejsze jest to, że nie robimy tego sztucznie; nasza muzyka jest tym, co chcemy przekazać  i co czujemy i co tymi dźwiękami oddajemy ludziom, więc będziemy jej bronili. Negatywnych opinii nie było do tej pory, EPka się dobrze przyjęła.

Właśnie, jaki jest odbiór EPki, ktoś się do Was zgłaszał po koncercie z wrażeniami?

Tak, bardzo pozytywnie. Teraz będzie pierwszy koncert, na którym będziemy mogli ją sprzedać, do tej pory było to www.wspieram.to plus ewentualnie wysyłka. Teraz musimy je wyprzedać, a to zależy od koncertów. Jeżeli ludziom spodoba się koncert, to kupią płytę. No i teraz celujemy w polski język w tekstach.

Nowa sekcja rytmiczna już się zgrała?

Próbujemy we dwójkę na osobności, nie z całym składem. Idziemy do przodu cały czas, coraz to równiej.

A od kiedy nowy perkusista jest oficjalnie w zespole?

Od czterech prób, czyli około dwóch miesięcy.

Czy macie w planach jakieś nagrania z nowym składem?

Tak, chcemy nagrać i wypuścić single po polsku, oraz nagrać teledysk. Możliwe, że znowu stworzymy projekt na www.wspieram.to, ruszymy w tym kierunku.

To będzie coś nowego czy teledysk do utworu z EPki?

Nie chcemy korzystać z materiału z EPki, z racji tego, że podczas nagrywania w  zespole był inny perkusista, który grał inaczej. Chcemy stworzyć coś nowego i świeżego.

Czyli zaczynacie nowy etap tą EPką?

Dokładnie. Numery budują się od początku, dlatego też nie mamy sprecyzowanych dat koncertów; teraz akurat jakiś koncercik wpadł w moim rodzinnym mieście. To miło, bo ludzie przyjdą na pewno posłuchać. Warto grać w takich małych miejscowościach, żeby zarażać ludzi muzyką, bo nie mają takiej możliwości na co dzień, nie mają takich eventów. Później będziemy myśleli, jak już się zgramy i będziemy wiedzieli, że jak ktoś nas w nocy obudzi i zagramy to wszystko tak na śpiocha – to jedziemy. Na pewno będziemy starali się zorganizować jakieś koncerty. Na pewno Kraków, może Wrocław, Warszawa, no i zaczyna się też sezon na przeglądy i plenery.

A Wasze ulubione kluby do grania w Krakowie?

Gwarek, Zaścianek, The Stage – możemy się wypowiedzieć tylko o tych, w których graliśmy, a graliśmy prawie wszędzie. W Alchemii też nam się dobrze grało, tylko tam robią dość mocną selekcję. My tam występowaliśmy w ramach festiwalu Emergenza, bo samemu by nam się nie udało, na tym etapie, na jakim jesteśmy.

A co sądzicie o Emergenzie, bo to w ogóle dość kontrowersyjny projekt?

Rzeczywiście, dosyć kontrowersyjny. Drugi raz już na pewno tam nie wystąpimy. W pewnym momencie po prostu wyszło to, że ten festiwal jest organizowany na dziwnych zasadach, bo do dalszych etapów przeszły zespoły, które sprowadziły swoje babcie i dziadków, czyli te, które sprzedały bilety. Ja nie chcę ich umniejszać w żaden sposób, bo na pewno grają fajną muzykę. Zwłaszcza w tym roku, na pewno chcą się jakoś zaprezentować, grają to, co lubią i co chcą pokazać ludziom, natomiast ta organizacja jest głupia. Dla nas na początku wyglądało to ciekawie, fajna rywalizacja, programy. Natomiast system liczenia głosów, system rozprowadzania biletów, które trzeba wciskać, oraz jury będące w cieniu; nie było go widać. Tak naprawdę najgorszy jest  system głosowania. Karta głosowania na dane zespoły jest nie od ogarnięcia. Tak jak powiedziałeś: albo się kogoś zna, albo jest się dobrym marketingowcem.

A co myślicie o przeglądach jako takich? Czy to krok do przodu dla młodych zespołów?

Na pewno. Kiedyś nam się udało w Cieszynie wygrać taki przegląd i dostaliśmy bon na studio i  graliśmy na finale WOŚPu. To jest na pewno duży przeskok, zawsze jest jakiś dyplomik, odznaczenie. Fajnie, że można się pokazać i że jest taka możliwość. Na początku nie są to gigantyczne festiwale, tylko małe konkursy, a jednak ludzie chcą słuchać, biorą w tym udział, to daje impuls do działania. Wygrana w takim konkursie jest fajnym, pozytywnym doświadczeniem. Jak się dłuższy czas nie wygrywa konkursów, no to też coś znaczy, że chyba trzeba sobie dać spokój. To też jest jakaś selekcja.

Wspomniałeś, że trzeba grać w mniejszych miejscowościach, żeby ludzie mogli z tą kulturą troszkę pobyć. A jak to jest w Krakowie? Chodzą słuchy, że ludzie nie chodzą na koncerty, jest ich coraz mniej, nie chce im się wychodzić z domów. Czy to zauważacie?

Zaobserwowałem na waszym Facebooku akcje „Idźże na koncert”, gdzie są wypisywane koncerty, zespoły, wydarzenia – i jest ich sporo. Ciężko powiedzieć, czy ludzie nie chcą chodzić na koncerty; może dla niektórych jest przesyt. Są w Krakowie zespoły, nie będę operował nazwami, które grają co półtora miesiąca i nie mają nowego materiału, może też dlatego ludziom się to nudzi. Ja jestem zdania, ze kluby są najbardziej chętne, żeby zespoły grały od poniedziałku do czwartku, a ludzie idą do pracy, na studia, nikt nie przyjdzie i nie napije się spokojnie piwa, nie zostanie, tylko każdy ma jakieś obowiązki. W weekend jest się ciężko dostać do fajnego klubu i zrobić fajny koncert, a w tygodniu trudno się dziwić. Sam nie mam czasu i siły chodzić w tygodniu na koncerty – w tygodniu pracuję, a w weekend gram.

Ale generalnie w Krakowie się dzieje dużo?

Bardzo dużo się dzieje.

To może być też przesyt, tak jak już powiedziałeś.

Może tak być. Jak małe zespoły, takie jak my, robią wydarzenia, to nie ma co liczyć, że dużo ludzi przyjdzie, bo nie jesteśmy jeszcze znaną, rozpoznawalną marką, żeby tłumy były na bramkach. Te koncerty się odbywają, ale pewnie za dużo ludzi na nie przychodzi. Ja generalnie mam dobre doświadczenia. Gdzie byśmy nie grali, zawsze było sporo ludzi i to było fajne – że byli zainteresowani, żeby przyjść i posłuchać, nie znając nas. Nie do końca tak jest, że ludzie nie chodzą na te koncerty. Może chodzą, ale nie widać tego, bo jest tyle wydarzeń w jednym czasie. Szczególnie to było widać na juwenaliowym koncercie plenerowym, co było nagrodą za zwycięstwo w DachOOFce. To po prostu byli ludzie – nie było ich dużo, bo wiadomo, że gwiazdy grały później, ale mało było też wzmianek o nas na wydarzeniach, nie robiono nam żadnej promocji, na plakatach nas nie było – a jednak ludzie przyszli. Ktoś się jednak małymi zespołami interesuje, ale jest problem, żeby się małymi zespołami interesować, bo trzeba grzebać. Jednak jeżeli zespół z podwórka czy z garażu bierze udział w dużych eventach, ma on pod górkę cały czas mimo wszystko. Trzeba zrobić jakiś przeskok, żeby wpakować się na afisz, coś wygrać, wydać jakąś płytę, teledysk nagrać, żeby trafić do ludzi nie tylko dźwiękiem, ale i obrazem.

To na koniec – może coś jeszcze o EPce. Jak Wam się pracowało w Psychosound?

Bardzo dobrze i pozdrawiamy całą ekipę, Tomka w szczególności. Jest tam dobra atmosfera pracy; to było nie tylko samo nagranie, ale też produkcja. Tomek dużo nam pomógł, pewne rzeczy zmieniał lub proponował.

Miksy i mastering też robiliście tam?

Mastering robiła Magda Plewa z Psychosound.

 A z perspektywy czasu: jesteście zadowoleni z tego, jak ten materiał brzmi, jak wam wyszło? Czy coś byście poprawili, zmienili?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo Mateusz musiałby siedzieć w studiu. Teraz te numery się pozmieniały, trochę inaczej brzmią.

Zmorą większości młodych zespołów jest brak czasu, trzeba chodzić do pracy lub na uczelnię. Jak Wam się udaje pogodzić próby z życiem codziennym?

My jesteśmy w sytuacji ekstremalnej w tym momencie, bo część zespołu mieszka poza Krakowem i musi dojeżdżać, jeden 100 km, drugi mniej. Ja mieszkam pod Krakowem i u mnie w domu robimy próby w weekendy. Jest ciężko, ale musimy jakoś dawać radę, bo chcemy to robić, chcemy grać i się rozwijać. Takie rzeczy trzeba przeskoczyć czasami, chociaż nie zawsze się to udaje. Jest fajny przypadek Organka, który teraz wypłynął, nie będąc już najmłodszy, więc trzeba zawsze przeć do przodu.

On wcześniej grał w Sofie. Generalnie fenomen Organka jest taki, że jest boom na taką muzykę gitarową, a on się idealnie wstrzelił w ten nurt.

To bardzo ciekawy człowiek, mieliśmy okazję zamienić z nim parę słów i okazał się być mega pozytywną osobą. Bardzo normalny, otwarty człowiek, do pogadania. Naprawdę fajnie spotkać takich muzyków, bo wtedy nie śmierdzi show biznesem, człowiek się przekonuje, że tak naprawdę to są tacy sami ludzie jak my, da się zostać normalnym. I to jest chyba to, czego życzymy wszystkim muzykom – żeby zostali normalni.

zapraszamy na fanpage zespołu

rozmawiał Bartek Szlapa

Komentarze

Powered by Facebook Comments