12476057_1047664518588684_285270694_n

KSM za kulisami: Terrordome

2016/01/08

Ubiegły rok był dość dobrym rokiem w karierze zespołu Terrordome – wydali album Machete Justice, zagrali sporą trasę koncertową promującą ten album i nagrali teledysk. Rok 2016 zapowiada się jeszcze ciekawiej, bo panowie właśnie pakują mandżury i wyjeżdzają podbijać serca i inne części ciała niewiast w Brazylii i Japonii. To imponujące. Na pytania o te sukcesy odpowiada Przemek „Paua Siffredi” Pałka – gitarzysta formacji. 

Terrordome – Sprawiedliwość maczety.

To nasza najnowsza płyta, Machete Justice, już druga… Następczyni pierwszego długograja We’ll Show You Mosh, Bitch!

Pełnowymiarowa? Czemu czekaliśmy na nią cztery lata?

Tak, pełnowymiarowa. Dużo gramy, ale też niestety jeszcze więcej pracujemy, gdyż na powyższe trzeba zarobić. Z pieniędzmi też jest różnie, dlatego głównie z tych powodów trzeba było czekać cztery lata.

Ale po drodze się jeszcze coś ukazało?

Tak, po drodze jeszcze był split z Dekapited – bardzo fajną kapelą thrashową z Chile o nazwie Bestial Castigation wydany przez Thrashing Madness Productions. Był też teledysk do Brutal Punishment, czyli właśnie do kawałka ze splitu Bestial Castigation. Teledysk został wybrany przez The Promo Bay i przez bodajże cztery dni wisiał na głównej stronie największego serwisu z torrentami ThePirateBay – przez co zyskaliśmy ponad 180 000 wyświetleń teledysku. Później graliśmy bardzo udaną europejską trasę z brazylijskim zespołem Uganga w 2013 roku. A w 2014 roku wydaliśmy kompilacje We’ll Show You Bosch, Mitch!, na której znalazł się materiał głównie z naszych pierwszych wydawnictw: Shit Fuck Kill, Split It Out i inne. Do tego dorzuciliśmy parę gratisów i powstało coś, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. Następnie mieliśmy roszady, bo odszedł nasz długoletni basista Tom The Srom. Zastąpił go De Kapitzator, ale to też nas trochę opóźniło.

Ok, to mam płytę, widziałem trasę koncertową, widziałem tam też, między innymi, Czechy.

Jest to jeden z gigów, który był na trasie promującej Machete Justice. W Czechach graliśmy na Grabofescie. Bardzo fajny festiwal, cały czas też mamy nadzieję, że uda nam się zagrać w końcu na Brutalu Assault, Obscene Extreme. Traska ogólnie bardzo pozytywna, sporo ludzi, fajne zespoły, z którymi graliśmy, no i oczywiście klimat wyjazdów, który możecie zobaczyć na raporcie z trasy.

Nie gracie teraz sami, prawda? Graliście support dla jakiegoś większego zespołu?

Zawsze gramy z kapelami lokalnymi, ale nie podchodzimy do grania koncertów jako headliner i support. Dla nas najważniejszy jest koncert w fajnej ekipie, dobra zabawa w trakcie i po. A co do większych gwiazd to graliśmy przed Anthrax, D.R.I, Hobbs’ Angel of Death, Vader, Suicidal Angels, Malignant Tumour, S.D.I, Christ Agony, Trauma, Accuser, Caliban, Ramming Speed, Ratos de Porao, Blunt Force Trauma, Andralls, SSS.

A z kim chcielibyście zagrać? Jaki jest Wasz wymarzony zespół?

Marzy nam się trasa po Stanach, a z kim? Z każdym, najlepiej ze Slayerem. Do tego jeszcze na deser największe festy i Exodus, Dark Angel jako kompani.

Zapowiada się Wam światowa trasa. Mało któremu zespołowi z Polski się to udaje, może jednak wchodzicie na ten najwyższy światowy poziom?

Może. Jeszcze kontrakt w dużej wytwórni i przenosimy się do USA z chłopakami. A tak poważnie – rzeczywiście, w styczniu lecimy do Brazylii, gdzie zagramy dwanaście koncertów na trasie zwanej Brazilian Justice Tour 2016. Myślę, że jest to coś dużego. Dużo thrashowych kapel z Polski tam chyba nie jeździło… ale grunt jest już dobrze przygotowany, choćby dzięki Vader, który grał tam już dobre parę razy. Do tego dochodzi kwestia, że poza USA to jest to chyba najlepszy możliwy teren na nasza muzę. Z kolei w Japonii mamy zagrać na kilkudniowym, jednym z najbardziej prestiżowych w tamtej części świata, festiwalu, czyli na True Thrash Fest 2016, na którym do tej pory grały m.in.: Razor, Possessed, Evil Invaders, Hobbs’ Angel of Death czy Violator. Tym razem będziemy dzielić scenę m.in z Venom Inc. i Whiplash. Osobiście mam nadzieję, że te wyjazdy otworzą nam drogę do dalszego grania poza Starym Kontynentem.

Jak do tego doszło? Jak się organizujecie na co dzień?

Ciężką pracą przez lata dla dobra wspólnego zwanego Terrordome. Wszystko robimy sami. W słowie „wszystko” naprawdę zawiera się wszystko – od organizacji prób, koncertów, po wszelkie grafiki na wydawnictwa, plakaty, filmy, videosy, zdjęcia, wymianę opon w vanie, jego mycie i odkurzanie. Uważamy, że nikt nie zrobi lepiej naszej pracy niż my sami. Zresztą nikt się nawet nie zgłaszał, więc nie ma tematu.

Co z finansami? Wzięliście kredyt czy ktoś Wam pomaga?

Finanse to ciężka sprawa, bo zespół to studnia bez dna. Kredytów, chwilówek jeszcze nie braliśmy. Pakujemy kasę z własnej kieszeni i nawet, jeśli uda się sprzedać parę koszulek czy płyt, to wciąż całość jest na minusie… Ale za to mamy wielką radość! Może kiedyś przyjdą takie czasy, że nie trzeba będzie dokładać…

Są jakieś skomplikowane procedury do przejścia przy okazji koncertów w Brazylii, Japonii? Wizy, szczepienia, dyplom z komunii?

Nic mi o nich nie wiadomo. Wizy akurat tam nie są potrzebne. Generalnie paszport UE daje dużo możliwości. Co do szczepień, to przyznam się szczerze, że nie robiliśmy żadnych, bo ponoć nie potrzeba. Jeśli się nie biega nago po amazońskiej dżungli. My będziemy biegać nago tylko po plaży (śmiech). Wiadomo, witaminy i takie tam na pewno zabierzemy. Zresztą ja zawsze biorę pół apteki ze sobą na każdy wyjazd, bo przezorny zawsze ubezpieczony. Aaa! I mamy zajebiste ubezpieczenie wykupione, więc może nas uchroni. Odpukać.

Czego się spodziewacie po tej trasie?

Co potem, to zobaczymy… Może nas zauważą ludzie z Nuclear Blast i sypną kontraktem. Fajnie było by grać coraz więcej festiwali, jak np. ten ze Slayerem w Jarocinie 2016, ale to już nie zależy od nas (niestety). Na pewno będziemy cisnąć. Zobaczymy, co to będzie, ciężko powiedzieć, bo czasem jeden dzień całkowicie zmienia punkt widzenia.

Czego się najbardziej boicie?

Boimy się, żeby nas totalnie nie okradli ani nie pocięli maczetami w Brazylii, a w Japonii, żeby samolot Air France, którym będziemy wracać, nie uległ katastrofie. Akurat ja się boję latać i mam za bardzo rozbudowaną wyobraźnię. Poza tym to się chyba niczego nie boimy!

Wracając do płyty – widzę, że nie wszystko jest robione tylko Waszym własnym wkładem. Mamy tutaj Defense Records, są wymienieni w skrótach dystrybutorzy, mamy Włochy, Wielką Brytanię, Szwecję, kraje Beneluxu, Słowenię, Austrię, Niemcy, Szwajcarię i Francję. Nie ma Brazylii…

Nie ma Brazylii, bo jeszcze oficjalnej dystrybucji w Brazylii nie mamy. Regularnie wysyłamy tam paczki z naszym stuffem. Może jak tam będziemy, to ogarniemy też oficjalną dystrybucję.

Na jakiej zasadzie współpracujecie z tymi krajami?

Płyta Machete Justice jest wydana poprzez wytwórnię Defense Records, przez Piotra Popiela, który nam bardzo dużo pomaga i nas wspiera. Dzięki niemu też ta płyta została wydana. Defense współpracuje z wieloma wydawcami i ma liczne kontakty, dlatego nie martwimy się o naszą dystrybucję.

Jesteście popularni za granicą?

Czy jesteśmy popularni za granicą? Ciężkie pytanie, bo nie chcę powiedzieć, że już jesteśmy popularni. W pewnych kręgach na pewno tak, a w innych nasza popularność dopiero rośnie, zarówno za granicą, jak i w Polsce. Choć myślę, że za granicą rośnie szybciej. Coraz więcej jest fanów właśnie z zagranicy. W Polsce są takie etapy, że jest fajnie, potem jest cisza, jak nic nie robisz, nie wydajesz płyty i masz przerwę. A za granicą jest inaczej. Oni się tam nakręcają. Mają generalnie więcej pieniędzy, czasu na szukanie nowych kapel. W Polsce dużo zależy od środowiska undergroundowego, mainstreamu i ogólnego flow na daną muzykę, dlatego ciężko powiedzieć, jak to jest u nas.

No bo jesteście tutaj.

Ale też nie powiem, że w Polsce jest źle. Nie chcę być typowym Polaczkiem, który narzeka. Fanów jest dużo i są super, mamy wśród nich bardzo dużo znajomych, to są ludzie, którzy są z nami na większości koncertów. Ale odpowiadając na twoje pytanie – obserwujemy, że nasza popularność rośnie globalnie.

Zaintrygowały mnie tytuły Waszych numerów. Skąd się biorą?

Są związane oczywiście z naszymi obserwacjami, przeżyciami, kwestiami, które nas irytują i wkurzają. Ale nie tylko, ponieważ również są dość humorystyczne i lajtowe; związane z imprezami, gigami i życiem w trasie. Crocodile jest o ruskim narkotyku, Giving back my money jest o dłużnikach, którzy nam wiszą jakieś gówniane pieniądze i nie chcą oddać 15zł, Terror Trash Killing Machine chyba nie wymaga objaśniania. Italian Sallion jest to numer dedykowany Roco Sifreddiemu – takiemu znanemu aktorowi filmów przyrodniczych dla dorosłych. Welcome to the Bang Bus to kawałek o tym, jak zapraszamy wszystkie miłe, piękne panie do zabawy z nami w uroczym busie. Human Wreckage jest o pracy w korporacjach. Machete Justice jest o ulubionym sporcie krakowian.

Macie autobus?

Na autobus to nas nie stać, ale mamy bus. Dokładniej bangbus.

Nightliner?

Tak, Nightliner (śmiech).

Jest tylko jeden zespół, który ma Nightlinera w Polsce.

Tak, tak. Nasz to biały Citroen Jumper, stary samochodzik, ale daje radę.

Jeździcie nim po całej Europie?

Tak, kupiliśmy go przed europejską trasą, już swoje lata ma, ale daje radę. Dbamy o niego, jest naszym ulubionym środkiem transportu, ale też i domem na trasie, i scenografią dużej ilości tour reportów.

Dobrze. To jeszcze wasze ksywki. Uappa Terror, De Kapitzator, Paua i Murgrabia Mekong.

Tak, a więc Uappa Terror jest od nazwiska i ciągłego napieprzania i myślenia do przodu.

Paua to Ty?

Tak, ja jestem Paua, bo mam na nazwisko Pałka, więc wiadomo. Drugie znaczenie tylko w godzinach nocnych (śmiech). De Kapitzator też od nazwiska Kapica. Do tego jeszcze dochodzi szlachecki żorski tytuł De.

Ostatni? Murgrabia?

Murgrabia Mekong, to chyba nie do wytłumaczenia. Murgrabia dlatego, że ma zawsze rację. Mekong dlatego, że jest małym skrzatem, który wszędzie wejdzie, wszystko ogarnie i załatwi tak jak trzeba.

Podobno masz problemy z kręgosłupem od noszenia sprzętu.

Tak, nie tylko ja, Uapa również i to nawet w bardziej ciężkim stadium. Jest to normalne w polskich warunkach przy braku portfela wyładowanego zielonymi. Jak już wspomniałem, dosłownie wszystko robimy sami.

Macie technicznych?

Mamy, mamy.

Serio? Macie technicznych? Jesteście zespołem z Krakowa, który ma technicznych. Opowiedz mi o tym.

Mamy jednego technicznego, takiego, który jest zawsze, Jacek Kosa Kosacki, zajebisty gość. To tak naprawdę piąty członek zespołu. To Jacek Kosa powiedział kiedyś: Terrordome jest jedyną kapelą w Polsce, która potrafi z Krakowa do Gdańska przywieźć cały backline. Więc to jest odpowiedź na to, dlaczego mamy bóle. To trzeba wyładować, załadować, a jak grasz cztery koncerty pod rząd,to musisz to wyładować, zejść po schodach, zagrać, złożyć, wynieść po schodach, wpakować do vana, nie? Więc to z tego wynika. To, że jest Jacek, dużo daje, ale to dalej tylko pięć osób.

A rzeczy jest dużo, bo na koncerty bierzemy wszystko, jeśli trzeba. A generalnie trzeba. Parę razy nie wzięliśmy jakiegoś elementu, miał być – nie było, i były problemy. A to druga kapela zapomniała, a jednak się okazywało, że mieli tego nie brać, różnie to bywa z kapelami. Dlatego staramy się brać wszystko; chyba, że mamy pewność całkowitą, że będzie na miejscu jak należy.

Ile już gracie?

W 2015 roku minęło 10 lat naszego istnienia. Nie robimy większych świąt w związku z tym. Każde nasze kolejne wydawnictwo jest takim świętem, a okazją do świętowania każdy koncert.

Ostatnie pytanie – powiedz mi, gdzie widzisz swoją kapelę za pięć lat?

Za pięć lat chciałbym być po trasie w Stanach, i po jeszcze dwóch europejskich trasach, nagrać jedną albo dwie płyty, no i najlepiej, jakby się udało złapać jakiś kontrakt z jakąś większą wytwórnią. Pograć na większych festach. Nie ma przecież co ukrywać – trzeba w końcu zagrać z tym Slayerem, bo wszyscy się starzejemy. Pozdrowienia i do zobaczenia na koncertach!

Komentarze

Powered by Facebook Comments