12041790_998273746861095_1847214574_n

KSM za kulisami: Patryk Pater

2015/09/17

Kiedy Smoking Barrelz dali się poznać światu, a przynajmniej Krakowowi i okolicom, jedni zastanawiali się, czy oznacza to rozpad Clock Machine, a inni chwalili minimalistyczne podejście duetu. Ci drudzy mogą być teraz zadowoleni. Oto bowiem Patryk Pater wydaje solową płytę. Uspokajamy jednak – to nie jest rozpad Smoking Barrelz. Co to jest? O tym opowie Wam sam sprawca całego zamieszania. 

Spotykamy się, bo coś ciekawego wymodziłeś. Co to takiego?

Mój solowy album – nazywa się Sekretny Set z Szuflady. Jak dobrze pójdzie, wyjdzie on w niedzielę 20 września.

Co to dokładnie będzie?

Generalnie zaczęło się od tego, że chciałem nagrać swoje stare pomysły na kawałki, które z różnych przyczyn nigdzie nie zażarły, a wciąż uważałem, że są ciekawe. Na początku chciałem nagrać 30 minutowy utwór składający się właśnie z takich miniatur – pomysłów. Zrobić coś w rodzaju kwasowego soundtracka, ale po jakimś czasie stwierdziłem, że to jest zbyt popierdolone. Poza tym okazało się, że nie wszystkie rzeczy są tak fajne, jak mi się wydawało. Zacząłem więc na bieżąco coś wymyślać. Ogólnie każda sesja do tej płyty to był „kontrolowany jamming” – większość tych kompozycji powstała podczas nagrywania improwizacji. Całość zarejestrowałem w swoim salonie, używając dwóch tanich mikrofonów, pożyczonego interfejsu oraz programu do nagrywania i edycji z 2001 roku.

To są rzeczy, które różnią się stylistycznie od tego, co gracie w Smoking Barrelz, i dlatego nie zostały wykorzystane czy po prostu postanowiłeś je zostawić dla siebie?

Raczej nie przeszły, ale większość nie była brana w ogóle pod uwagę, bo ten materiał powstawał gdy, z Barrelz mieliśmy przerwę.

Opowiedz trochę o stylistyce tego albumu.

O ile wiele słyszałem o płycie Barrelz, że jest niespójna stylistycznie (chociaż dla mnie to jest akurat zaleta), to tu już jest wszystko totalnie odjechane. Każdy kawałek jest w zasadzie innym światem – od rapsów, przez piękne akustyczne melodie, po kolaże dźwiękowe, jazzy.

Chciałem zapytać o ciekawy podział na płycie. Nie ma utworów, tylko są segmenty.

To jest taka pozostałość po zrobieniu 30-minutowego utworu. Nie chciałem, żeby to było traktowane jako zbiór utworów, który trafił na płytę. Kiedy poszczególne tracki są nazwane segmentami, od razu inaczej się patrzy na całość, która jest stworzona z cząstek powstałych z różnych muzycznych światów.

Jakie instrumentarium usłyszymy na płycie?

Dość typowe. Większość to gitara, głównie mój stary dobry Defil Jazz, który jest niemal w każdym utworze. W dwóch kawałkach jest theremin. Bas nagrałem tylko do jednego utworu. W pozostałych przypadkach używałem Defila przepuszczonego przez oktawer. Bawiłem się też w DJ-a, więc jest trochę sampli, beatów i skreczów.

A elementy perkusyjne? Sam robiłeś beaty?

Na płycie nie rejestrowałem w ogóle żywej perkusji, zresztą „typowa” perkusja jest tylko w dwóch utworach. W jednym kawałku jest zrobiona od zera przeze mnie, a w innym jest zsamplowana z jakiegoś starego koncertu Ostrego z Trójki. Grał wtedy z całą kapelą.

To może teraz dwa słowa o gościach?

Gośćmi są moi przyjaciele, którzy aktywnie działają w różnych dziedzinach sztuki. Fiodor i NWK – oni dokarmili rymami dwa segmenty. W jednym kawałku na chórkach jest Gypsy – Kuba Jaworski. W jeszcze innym śpiewa moja przyjaciółka Gonia. Ona ma piękną jazzową wokalizę i zrobiliśmy super numer, chyba mój ulubiony z całego albumu.

Masz fajny pomysł na promocję tego wydawnictwa…

Tak, będę rozwieszał płyty w różnych strategicznych miejscach na mieście. Pomysł ewoluował dość mocno od samego początku nagrań do teraz. Gdy zaczynałem nagrywać pierwsze rzeczy, nagrywałem z myślą, że to będzie tylko dla mnie. Jednak im więcej rozmawiałem z przyjaciółmi o swoich nagrywkach, tym poważniej się robiło,  do momentu, gdy wydaję to oficjalnie na płycie, więc stwierdziłem, że do promocji trzeba podejść awangardowo. Wrzuta na mieście będzie się składać z kilkudziesięciu sztuk, które rozwieszę na fluorenscesyjnych wstążkach w różnych miejscach – na przystankach, drzewach, znakach, tramwajach. Tak by ludzie znaleźli gdzieś tę płytę i obadali temat. Poza tym, album w bardzo limitowanym nakładzie będzie można kupić bezpośrednio u mnie. Póki co, nie będę wrzucał tej płyty do neta. W dobie scrollingu te kawałki po prostu zginą. Wolę, by tej płyty posłuchało nawet i 5 osób, które wrzucą ją do odtwarzacza i faktycznie rozkminią.

W ogóle jej nie zamierzasz wrzucać?

Przynajmniej na razie nie w całości. Póki co, na youtube jest jeden reprezentant, kawałek Love Me.

Będziesz udzielał informacji, gdzie rozwiesiłeś te płyty, czy to ma być taki element zaskoczenia?

Nie będę. Chciałbym, żeby różni, przypadkowi ludzie na nią wpadli.

Planujesz jakieś inne niecodzienne formy promocji, oprócz wieszania płyt na drzewach?

To nie będą tylko drzewa (śmiech). Nie, raczej nie. To będzie jednorazowy rzut. Jestem sam, nie mam żadnego zaplecza, więc ciężko by było coś jeszcze ogarnąć – raczej głównie szeptana propaganda.

Plusy i minusy pracy samemu?

Plusy są takie, że w wielu dziedzinach można wskoczyć na naprawdę wyższy poziom, lepiej poznać i jeszcze bardziej docenić pracę innych ludzi, jak np. realizatora czy producenta. Kiedy samemu się to zaczyna robić, docenia się, jaką ogromną robotę robią inne osoby. Poza tym łatwiej się też później dogadać – wiesz, czego chcesz. Minusy – jesteś sam, brakuje dystansu do pewnych rzeczy, żeby je szczerze ocenić. Gdy komponujesz, nagrywasz i miksujesz samemu, to możesz się zatracić.

Czyli można powiedzieć, że wydajesz tę płytę typowo „dla siebie”.

W pewnym sensie tak, zresztą chyba każdą artystyczną, twórczą rzecz, którą się robi, robi się w pierwszej kolejności dla siebie, dla własnego rozwoju i wyrzucenia z siebie różnych rzeczy. Oczywiście nie chcę, żeby to była jakaś total masturbacja i bardzo chcę, by inni ludzie, znajomi i nieznajomi, również się wkręcili w tę muzę. Chcę to pokazać ludziom i zobaczyć, na ile to wzbudzi zainteresowanie.

Miksy i mastering też sam robiłeś?

Mastering robił mój brat, a miks i produkcje zrobiłem sam.

Planujesz jakieś koncerty z tym materiałem?

Mam póki co propozycję zagrania jednego koncertu. Moi przyjaciele robią coś takiego jak „Przegląd Sztuk im. Hugona Kołłątaja”. Wspaniała rzecz. Zwykle miało to miejsce w mieszkaniu, grały dobre kapele – mega imprezy, mega melanże. Teraz jest pomysł, by przenieść to na naszą salkę prób i tam dostałem zaproszenie. Zobaczymy, zagranie tego materiału będzie dość ciekawym doświadczeniem. Tam jest sporo rzeczy. To jest jeden wielki eksperyment, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Mówiłeś, że sporo rzeczy to były stare pomysły.

Nie, nie, miało tak być na początku, ale jak je już nagrałem, to stwierdziłem, że wcale nie są takie fajne, i kawałki powstawały na bieżąco. Ze starych rzeczy jest właściwie półtorej numeru – półtorej, ponieważ jeden to jest remix mojego starego hiphopowego beatu. Drugi mocno obrazogenny utwór powstał z poklejonych skrawków muzyki z jakiejś dawno zapomnianej sesji sprzed lat.

Jakieś nowe pomysły już przychodzą do głowy?

Tak. Mam już dwa kolejne kawałki, które powstały w ostatnich tygodniach. Chciałbym robić jak najwięcej dobrej muzyki, żeby pozostało po mnie jak najwięcej dobrych kawałków.

A co ze Smoking Barrelz?

Jedziemy w trasę w październiku. Będziemy znowu grali z Gypsym – trzy osoby, dwa zespoły, jedna wiksa. Pakujemy się na przód do transita i jedziemy. Mamy potwierdzonych siedem miast, kilka innych jest w fazie ogarniania. W Krakowie gramy w połowie października, gościem specjalnym na naszym koncercie będzie Krzysztof Krawczyk, który wykona z nami jeden kawałek, ale nie dopytuj. To niespodzianka.

Ok. To są cały czas koncerty z materiałem z płyty czy coś nowego gracie?

Mamy kilka nowych numerów, gramy też jeden numer z tej mojej płyty.

rozmawiał Bartek Szlapa

Zapraszamy na fejsbukowe wydarzenie

Komentarze

Powered by Facebook Comments