Natu

KSM za kulisami: Natu i… Janis

2013/04/08

11 listopada odbył się wyjątkowy koncert. Wiemy, że dawno. Ale warto go przypomnieć. Warto tym bardziej, że za miesiąc swoją premierę będzie mieć „Kozmic Blues” – płyta będąca owocem próby zmierzenia się Natu – czyli Natalii Przybysz – z piosenkami Janis Joplin. W listopadzie Natu opowiedziała nam wiele o tym projekcie, o Janis i o… sobie.

 

 

KSM: No i jak ten koncert?

Natu: Dobrze… Ale mam zawsze coś takiego, że jak zejdę ze sceny to jeszcze przez chwilę mogę chodzić, biegać i tak dalej, ale jak usiądę…to już…

KSM: Odpadasz. Czyli to już jest TEN moment.

Natu: Tak…

KSM: Będziesz mówić wolno…

Natu: Tak. Stopniowo coraz wolniej.

KSM: Czyli jednym słowem – prawie usnęłaś na własnym koncercie.

Natu: Nie nie, na koncercie absolutnie nie usnęłam, tylko jak zeszłam z niego, jak usiadłam, to moje ciało zrozumiało, że już jest… luz. Że już jest koniec dnia. Że już jest ciemno, wszyscy idą spać, dopiero jutro będzie nowy dzień i wtedy będzie reaktywacja. Ale teraz już jest koniec.

KSM: Czy to oznacza, że wyciągnęłaś z tego dnia 100%?

Natu: Hm… nie wiem… A, już dajmy sobie spokój i powiedzmy, że tak. Ale może powinnam coś jeszcze zwiedzić bardziej aktywnie. A tak to tylko przemknęłam przez ten Kraków z plecakiem. I to już mi wystarczyło. A może powinnam właśnie zwiedzać. Odhaczać ZABYTKI!

KSM: A koncert? Było 100%?

Natu: Koncert – tak. Było 100%, było super. I czuję, że jest coraz fajniej… Chociaż powiem szczerze, że to pierwszy koncert, z którego jestem tak zadowolona. Udało się zaśpiewać kilka fraz ładnie.

KSM: Kilka fraz.

Natu: Mhm.

KSM: Czyli ta Janis to aż takie Himalaje?

Natu: Mmmhm.

KSM: Wiem, że się bałaś, bo słyszałem już o tym niejednokrotnie w wywiadach. Jak teraz podchodzisz do tego repertuaru? Z pewnymi obawami, czy jednak wchodzisz na 100% pewności?

Natu: Teraz to już wchodzę na 100% pewności, a wręcz nawet jestem już w tej fazie ZNANIA materiału, że tak powiem. Bo żeby go wykonywać dobrze, trzeba spiąć ciało, ale wyluzować mózg. Dopiero wtedy tworzy się jakaś rozpiętość między nimi, która pozwala wykonywać te utwory bez większych uszczerbków… na zdrowiu.

KSM: Czy śpiewając czujesz presję, zastanawiasz się w pięciu sekundach przerwy między frazami czy to dobrze wyszło? Czy ludzie aby nie porównują Cię do Janis? A może to już jest ten moment, że po prostu nie myślisz o tym i sobie płyniesz?

Natu: To zależy. Ale już są takie momenty. Właśnie dzisiaj. Powiem szczerze, że dzisiaj pierwszy raz miałam uczucie że „Kozmic Blues” jakoś… był jednością. Jako utwór. Tak, to był przełom, jeśli chodzi o tę piosenkę. Każda piosenka w ogóle żyje swoim życiem. Każdy utwór jest jakby osobnym szczytem, osobną górą… I myślę, że nie można liczyć na to, że wszystko się tak po prostu odśpiewa po kolei. Nawet wybierając piosenki do tego projektu na początku miałam tylko jedną. Nie mogłam znaleźć w ogóle żadnej następnej, którą mogłabym też zaśpiewać. Potem miałam dwie… Z czego ta druga tylko tak teoretycznie… Potem może trzy… I tak średnio jedna na miesiąc – maksymalnie – zaczynała się do mnie powoli zbliżać, tak, że się jej nie bałam, że nie budziła we mnie emocji typu: „weź, wyłącz to!” To jest takie… intensywne i życiowe…

KSM: To skąd w takim razie pomysł na Janis, skoro to tak naprawdę nie wynikło naturalnie? Zwłaszcza, że muzycznie zajmowałaś się jednak czymś innym. Chyba nie było tak, że na próbie graliście sobie i nagle pojawił się pomysł: „A może zagramy Janis? Przecież każdy to zna” – i nagle na pierwszej próbie robicie połowę numeru, a potem już idzie z górki. Skoro mówisz, że to taka droga przez mękę, to po co? Dlaczego?

Natu: Właśnie DLATEGO! Ja zawsze czułam, wiedziałam, że ona jest wielka postacią. Cudowną, magiczną… i reprezentującą jedną z tych dróg prowadzących do stanu wolności i szczęścia, którą wszyscy chyba staramy się podążać. Każdy z nas szuka tej cudownej „zawieszki” niczym w łonie matki, gdzie nic nam nie doskwiera…

KSM: Widzę, że właśnie jesteś w stanie tej zawieszki!

Natu: Nie nie, to nie jest to, ja po prostu zasypiam (śmiech). Ale to byłby stan, w którym jest jeszcze fajniej niż we śnie. Są różne sposoby na to, żeby się tam znaleźć. A te piosenki – to jest już taki przedsionek do nieba. Tylko trzeba tam jeszcze jakoś trafić, a to jest bardzo, baardzo skomplikowane… Z drugiej strony – bardzo łatwe. Właściwie nie można tego do końca skontrolować.

KSM: W takim razie, skoro wybrałaś z całego repertuaru te 13 czy 14 piosenek…

Natu: Sama ich nawet nie liczyłam. Zbyt intensywnie w nie wchodzę, żeby robić takie rachunki.

KSM: Widziałem je na kartce i chłodnym okiem oceniłem, że było ich właśnie tyle, ale może się mylę.

Natu: Ile?

KSM: 13. Ale pytanie brzmi: Czy różnią się jakoś odczucia towarzyszące przerabianiu tych utworów od tego, co doświadczałaś jako słuchacz, jako fanka wychowująca się na muzyce Janis? Mówisz o tym przedsionku do nieba, o czymś wzniosłym. Nie da się tego doświadczyć tylko słuchając? Trzeba to zaśpiewać, przejść przez to osobiście?

Natu: Nie umiem się do tego w ogóle odnieść, ponieważ nie wiem jak to jest nie śpiewać. Dla mnie to już jest tak bliskie, to jest czynność tak naturalna jak spanie… Polecam w ogóle. Wejść głębiej…

KSM: W sen.

Natu: Nie no, w śpiewanie. I tak w ogóle, we wszystko. Na przykład – samemu zrobić sobie chleb. W różne rzeczy wchodzić głębiej, uczestnicząc w nich. Nie tylko przełączać kanały w telewizorze. Tylko właśnie pójść na koncert. Zaśpiewać. Zrobić samemu lasagne. Zrobiłam ostatnio wegańską lasagne.

KSM: Nie pytam nawet jak to możliwe.

Natu: Czemu, to było naprawdę pyszne jedzenie.

KSM: Skąd w ogóle ten brak mięsa?

Natu: W moim zespole jest pewna grupa wegetarian, jest weganin, ja jestem teraz weganką… To jest moja druga próba, więc trzymajcie kciuki, żebym już więcej nie była żenującą wegetarianką. A reszta zespołu po prostu musi się dostosować.Postanowiłam w tym obszarze faktycznie troszkę pogwiazdorzyć. Już trudno. Poza tym jestem dla nich dobra i… i staram się być miła i fajna, ale w tej kwestii akurat mają przymus. Mają jeść zdrowo.

KSM: Skoro już jesteśmy przy zespole – jak kompletowałaś skład?

Natu: Trzon jest stały, aczkolwiek nastąpiła w nim mała – chociaż wielka i dostrzegalna – zmiana: na basie gra teraz Filip Jurczyszyn, poza nim w tym właśnie trzonie jest Hubert Zemler, Mariusz Obijalski, Jurek Zagórski – mój szwagier, ale dzisiaj akurat zastępował go Damian Piełka, który przyjechał tu do nas na chwilę z Wrocławia. Poza tym jest jeszcze sekcja dęta, co jest niesamowitym – muszę to tak nazwać – wypasem: Rafał i Marcin Gańko oraz Tomek Dworakowski.

KSM: I to dobry zespół jest?

Natu: Tak. Bardzo dobry

KSM: Jak Ci się podróżuje z tyloma facetami jednym mercedesem?

Natu: Dzisiaj tak właśnie było. No… super. Super! Tak, oni mi bardzo lubią opowiadać różne historyjki…

KSM: No dobra. Myślę że damy Ci się wyspać. Pytanie o początki kariery chyba sobie na dzisiaj oszczędzimy i zachowam je na następny raz…

Natu: Świetnie.

KSM: Ale wtedy będziemy męczyć, męczyć i męczyć…

 

 Rozmawiał: Michał Wójcik

Komentarze

Powered by Facebook Comments