12305919_1028963857125417_85553543_n

KSM za kulisami: Mord’A’Stigmata

2015/11/27

Koncertem w Zaścianku Mord’A’Stigmata zakończyła niedawno składającą się z dziewięciu koncertów trasę. O tym, jaki był to koncert, możecie przeczytać w relacji. Jej autor, Michał Smoll, przeprowadził przed koncertem krótki, ale treściwy wywiad. Można go było posłuchać tydzień temu w prowadzonej przez Michała audycji Metalurgia na antenie UJOT FM, a u nas możecie go przeczytać. Na pytania odpowiadał gitarzysta MAS – Static.

Gracie dziś ostatni koncert na wyjątkowo intensywnej trasie. Czujecie się wyeksploatowani?

Trasa zawsze jest męcząca, bo każdy koncert wymaga naszego pełnego zaangażowania. Wiadomo, że zdarzają się jakieś przeziębienia czy tego typu sytuacje, a koncert i tak trzeba zagrać. Te dziewięć koncertów na pewno nadwyrężyło nasze siły, ale gdyby miało ich być jeszcze dziewięć, to na pewno dalibyśmy radę. Bardzo lubimy grać na żywo i nawet miesięczna trasa nas nie przeraża. Nie czujemy więc ulgi, tylko poczucie spełnienia, bo to była bardzo dobra trasa z odpowiadającym nam doborem kapel; mamy takie poczucie, że braliśmy udział w czymś ważnym i potrzebnym. To był powrót na scenę Blaze of Perdition, a znamy się z nimi już kupę lat. Ich pierwsza trasa to była też nasza pierwsza trasa, więc jesteśmy ze sobą związani.

Gracie dzisiaj w swoim mieście. Masz poczucie, że jest to wyjątkowy koncert?

MOANAA6.jpgZdecydowanie tak. Jest to prawdopodobnie najważniejszy koncert na trasie, chociaż w każdym mieście spotykamy się z ludźmi, którzy w widoczny sposób nas wspierają, więc jest to bardzo ważne, ale zawsze, jak się gra u siebie, to jest to coś wyjątkowego, bardziej wymagającego.

Trasa się kończy, co dalej?

Po trasie lecimy na weekend do Irlandii, gdzie zagramy w Dublinie. Po powrocie, na jeszcze nieokreślony czas – zaprzestajemy grania na żywo. Jeszcze nie wiemy, na jak długo, ale wydaje mi się, że będzie to przynajmniej półroczna przerwa.

Mówi się, że muzyk, wychodząc na scenę, obnaża swoją duszę. Co wy obnażacie przed słuchaczami?

BLAZE-of-Perdition8a.jpgW przypadku tego zespołu: obnażamy swoje słabości. Chociaż mogę mówić tylko za siebie, więc to ja obnażam swoje słabości. Jestem tu w charakterze głosu zespołu, ale jeżeli wchodzimy na taki osobisty grunt, to mogę mówić tylko za siebie. Jest to więc obnażanie moich własnych słabości i lęków, które spowodowały, że tak ta nasza muzyka się rozwinęła; które wpłynęły na mnie w taki sposób, że w pewnym momencie zmieniłem zupełnie podejście do komponowania i pisania tekstów – i teraz, podczas koncertów, te emocje często wracają. Nie jest to negatywne doświadczenie, raczej oczyszczające.

Pozwalacie sobie na improwizacje podczas koncertów. Można powiedzieć, że to muzyka was ponosi czy to wy nadajecie jej swoimi emocjami i pzrzeżyciami pewien nurt?

To działa zawsze w obie strony. Wiadomo, że to my trzymamy instrumenty i to my wydobywamy z nich dźwięki, ale nie zawsze mamy wpływ na to, jak nas ta muzyka poprowadzi. Z jednej strony są nasze intencje, a z  drugiej strony jest coś, co nie jest do końca określone. Ta chemia, która się między nami pojawia, hałas, udział publiczności, która ma wielki wpływ na to, co się dzieje na scenie. Koncert w Poznaniu był całkowicie inny od tego w Warszawie właśnie ze względu na to, że publiczność była zupełnie inna.

Nie jesteście zespołem, który wydaje przewidywalne albumy. Wynika to z tego, że poszukujecie swojego brzmienia czy chodzi o coś więcej?

BLAZE-of-Perdition2.jpgWynika to głównie z tego, jakimi jesteśmy ludźmi, jakie jest nasze życie, które jest przecież nieprzewidywalne. Najlepszym na to przykładem jest Eagles of Death Metal. Ci wszyscy ludzie, którzy się tam pojawili, nie spodziewali się przecież tego, co nastąpiło. Na pewno jesteśmy zespołem poszukującym i lubimy eksperymentować z muzyczną materią. Z drugiej strony lubimy bardzo różną muzykę i to też wpływa na to, jak gramy i co gramy.

Wasze ostatnie dzieło Our Hearts Slow Down nie jest pełnowymiarowym albumem. Mimo to udało wam się w nim zawrzeć sporą dawkę emocji. Próbowaliście w nim zawrzeć jakiś konkretny komunikat?

Z ostatnim minialbumem było tak, że po Ansii, która była ekstremalnie osobistą płytą, ja sam potrzebowałem nagrać coś w mniejszej formie. Coś, co byłoby… hm, nie chcę powiedzieć, że „mniej zobowiązujące”, ale chciałem, żeby była to mniejsza forma, żebyśmy mieli czas na zastanowienie się, co chcemy robić dalej. Nie chciałem nagrywać kolejnej dużej płyty, która będzie powieleniem pomysłu z jej poprzedniczki. W trakcie prac nad minialbumem okazało się, że zmarły osoby z naszego bliskiego otoczenia, stąd tytuł. Nie jest to wesoła muzyka, ale my nie lubimy wesołej muzyki.

Poszczególne kompozycje to oddzielne historie czy łączy je coś szczególnego?

Na pewno duch straconej na pewne rzeczy nadziei – ale, jeżeli chodzi o teksty, są to oddzielne historie. Są tam zresztą tylko dwa teksty. Spójną myślą całości tego albumu jest fakt, że nasza cielesność przemija. To była podstawa tego konceptu.

Jaka historia kryje się za okładką tego wydawnictwa?

Są to zdjęcia z dokumentacji medycznej pewnej paryżanki chorej na anoreksję. Te zdjęcia w bardzo sugestywny sposób oddają to, co chcieliśmy przekazać w tytule. Widać na nich powolne zatracenie naszej cielesności.

Jak rozwijaliście się jako kompozytorzy i autorzy tekstów na przestrzeni tych lat, w których istnieje zespół?

MORDA7A.jpgTo jest ciekawe pytanie. Pierwszy album wypełniony był tekstami naszego pierwszego wokalisty. U zarania tej grupy było założenie, że poruszamy się w tematach okultystycznych, ezoterycznych, spirytualistycznych, dotykamy tych stref, których nie można zmierzyć naszymi ziemskimi zmysłami. Ta myśl, w mniejszym lub większym stopniu jest kontynuowana na każdym naszym studyjnym nagraniu. Na drugi album teksty napisałem ja, wspólnie z naszym byłym basistą, który obecnie gra w zespole Mgła. Ansia była skrajnie osobistą płytą i nie chciałem tam pisać tekstów, bałem się, że powiem za dużo. Poprosiłem więc naszego pierwotnego wokalistę, aby spróbował napisać coś na ten album. On się zgodził i efekt znacie. Na ostatnim albumie są tylko moje teksty inspirowane śmiercią osób z naszego bliskiego otoczenia.

Gdy kończycie nagrywać materiał, to staje się on zamknięta historią czy dopiero wtedy zaczyna ewoluować?

Jesteśmy zdecydowanie bardziej nastawieni twórczo niż odtwórczo, dlatego najmocniej przeżywamy materiał na etapie tworzenia i rejestrowania. Kiedy go zamkniemy na krążku, to staje się on zamkniętą historią. Emocje, które towarzyszyły komponowaniu, wracają jednak podczas grania na żywo.

Jak postrzegasz swoje pierwsze wydawnictwa? Co czujesz, gdy do nich wracasz?

Jeżeli chodzi o Überrealistic, to, z różnych względów, nie lubię tej płyty. Podczas nagrywania pierwotny skład był praktycznie w rozsypce, nie mogliśmy się dogadać. Płyta powstała siłą rozpędu, żeby zakończyć pewien okres działalności. Jeżeli chodzi o kolejne albumy, to uważam, że są to świetne krążki i lubię do nich wracać.

Jak będzie wyglądała Mord’A’Stigmata za pięć, dziesięć lat?

Mam nadzieję, że utrzymamy tempo rozwoju i tendencję zwyżkową. Ja jestem osobiście zainspirowany przez zespoły, w których grają starzy ludzie, na przykład Neurosis. Chciałbym więc, żeby MAS wyglądało podobnie za dziesięć lat.

Czujesz się jako muzyk spełniony czy, poza MAS, jest jeszcze coś, co chciałbyś osiągnąć?

Czuję się spełniony i jako muzyk, i jako człowiek. Nie znaczy to jednak, że to uczucie przeszkadza w poszukiwaniu nowych celów. Gdybym tylko miał na to czas, na pewno zaangażowałbym się w inne projekty, niekoniecznie grające muzykę metalową.

Jaką inną?

MORDA7.jpgZdecydowanie chciałbym popracować z muzyką ambientową czy elektroniczną. Jest zresztą spora szansa, że w końcu się za to zabiorę. Myślę nad tym czasami i gromadzę jakieś szkice.  Z paroma znajomymi mieliśmy też plan, żeby pograć trochę akustycznej muzyki, neofolkowej. Brakło na to jednak czasu.

Ostatnie słowo?

Jestem bardzo wdzięczny ludziom, którzy nas wspierają przez cały czas – i ta trasa była tego kolejnym przykładem. Mamy nadzieję, że tak będzie zawsze, bo niesie nas to do przodu.

rozmawiał Michał Smoll

więcej zdjęć z koncertu można obejrzeć tutaj

Komentarze

Powered by Facebook Comments