kat MINI

KSM za kulisami: Mastemey i Kat & Roman Kostrzewski

2014/04/30

Czym różni się granie przed legendą polskiego metalu od grania na Emergenzie? Czym różni się granie teraz od grania dwie, trzy dekady temu? Przedstawiamy wywiad z zespołem Mastemey, który miał okazję rozgrzać publiczność przed zespołem KAT & Roman Kostrzewski. Trochę niżej drugi wywiad. Z perkusistą Kata. Również polecamy.

MASTEMEY

Skąd dowiedzieliście się o tym, że jest taki konkurs?

Piotr Kruk: Dość długo działaliśmy z naszym menadżerem i przyjacielem – Mariuszem z Grodzkiej – żeby spróbować zagrać przed Katem. My istniejemy już prawie pięć lat, ja jestem od roku. Trochę na dobitkę, więc się staram tym bardziej. Mariusz to załatwił. Udało się, choć było dość dużo bólu z tym.

Dlaczego dużo bólu?

Łukasz Bartkowicz: Wygraliśmy głosami publiczności, było głosowanie i…

To był ten ból?

IMG_4503.JPGPiotr: Nie. To była zajebista mobilizacja i okazja do odezwania się do ludzi, których się bardzo dawno nie widziało. Ciężko nazwać to rywalizacją, bo z naszym przeciwnikiem – Octagony – umówiliśmy się od razu na koncert. Trzeba się lubić.

Ok. Wiemy jak się dostaliście, to zapytam jak się grało. Wiem, że zerwała się struna.

Łukasz: A w jakim instrumencie?

Piotr: W instrumencie, którego nigdy nie słychać czyli można powiedzieć, że struna się nie zerwała. W basie oczywiście. Nikt tego nie usłyszał. Wczoraj mieliśmy okazję grać na półfinałach Emergenzy i jest bardzo duża różnica. Daliśmy z siebie 120%, bo byliśmy bardzo wkurwieni na cały świat i chcieliśmy to pokazać. Niestety nie udało nam się tam ludzi ruszyć. A dzisiaj z kolei ludzie reagowali i się bawili, i ta interakcja daje strasznie dużo siły i energii.

Łukasz: Było kilka potknięć, ale jakby było idealnie, to byśmy sie znudzili po chwili.

Czym różni się granie przed Katem od grania na Emergenzie?

Łukasz: Nie wiem, czy to można tak określić, ale na pewno jeżeli grasz przed Katem, to to coś znaczy, jest prestiż.

Piotr: Takie koncerty, jak dzisiaj, to przede wszystkim profesjonalne podejście, ludzie i tak dalej.

Łukasz: Podejście Kata – że oni po tylu latach mają takie podejście do zespołów, które ich supportują.

Wiecie, że Was słuchali?

IMG_4801.JPGPiotr: Wiemy. W kuluarach chodzą słuchy, że byli przerażeni tym, że jest taki support i stwierdzili, że sami muszą spiąć dupy, ponieważ poziom jest wysoki.

Graliście również przed Turbo i Acid Drinkers. Jest trema?

Kamil Haba: Zagraliśmy przez te pięć lat tyle koncertów, że już raczej luźno do tego podchodzimy. Jest bardziej podniecenie, że możemy grać przed taką gwiazdą, niż trema.

Przed kim chcielibyście zagrać?

Kamil: Przed Metallicą.

Łukasz: Przed wszystkimi!

Jakie plany na przyszłość? Płyta?

Łukasz: Tak, już ją nagrywamy, więc wydanie płyty na pewno. Nagrywamy w Nonagram Studio i taki slogan wymyśliliśmy dla nich: Nonagram, ale nie zapłacę. Oczywiście żartuję.

Wiemy, że nie zapłacicie za płytę. Co to będzie za płyta?

Kamil: Płyta jest mocno zróżnicowana, ponieważ jest to przegląd wszystkich kawałków z całej naszej pięcioletniej działalności. Będzie czego słuchać.

Piotr: Chcielibyśmy strasznie mieć ją już skończoną, ale jest bardzo dużo przeszkód. Chcielibyśmy grać jak najwięcej, współpracować z wszystkimi muzykami, z jakimi się da, i tworzyć. Dla nas nie ma takiej granicy, że nie zagramy, bo nie dojedziemy, bo ktoś nam nie zapłaci, czy inne takie pierdoły. Każdy z nas to kocha. Broda studiuje i próbuje zacząć swoje własne życie i poważną działalność. Ludo to nie wiem i nigdy sie pewnie nie dowiem. Marian – nasz gitarzysta – bardzo aktywnie działa. Wszyscy staramy się jakoś ułożyć sobie życie, ale ciężko jest to wszystko pogodzić.

Chcecie wydać tę płytę na CD, czy celujecie w jakieś portale streamingowe?

Kamil: Celujemy we wszystko, co jest możliwe.

Czy to się opłaca?

IMG_4727.JPGKamil: Opłaca się grać koncerty. Z tego, co wiem, to metalem chleba nie posmarujesz, a granie koncertów to jest to na czym można zarobić. Wiadomo, że kasa nie jest najważniejsza, ale jak się czemuś oddajesz, to chciałbyś też z tego żyć.

Szukacie wytwórni?

Piotr: Kiedyś szukałem informacji na temat warunków i tego jak to wygląda we wszystkich wytwórniach. Wydaje mi się, że w Polsce to jednak umiera. Popatrzmy na Metal Mind czy Mystic, co oni teraz wydają. To nie są zepsoły metalowe. Wytwórnie, które były kiedyś metalowe i zarabiały na tym pieniądze teraz wydają pop bo się zorientowały, że na metalu już się nie da zarobić. Muzykę popularną łatwo sprzedać na koncertach i łatwo sprzedać na płytach. Metal powoli umiera. Coraz mniej osób przychodzi na koncerty.

Jak oceniacie lokalny, krakowski rynek?

Kamil: Bardzo mi się podoba, że się tym zajmujecie, bo jest coraz ciężej. Na naszym poziomie nikt nie promuje takich kapel i w końcu się ktoś za to wziął. Ja temu mocno salutuję.

Graliście poza Krakowem? Poza Polską może?

Łukasz: Poza Krakowem wiele razy. Poza Polską jeszcze nie. Na razie zbieramy kontakty. Zapraszamy często kapele z innych miast i potem my jedziemy do nich. Świetnie to wyszło z chłopakami z Lublina. Tam ta scena działa prężnie. Są zespoły, które chcą działać i współpracować.

Piotr: Byliśmy na Słowacji, ale zabrakło nam gazu i wróciliśmy.

Jak to?

Kamil: Graliśmy w Jabłonce. To jest rzut beretem od Słowacji i pojechaliśmy na przejażdżkę pomiędzy setami. Skończył nam się gaz, a na Słowacji nie ma tak fajnie ze stacjami, więc wróciliśmy ze strachu.

Dzięki.

Piotr: Jeszcze chciałem podziękować chłopakom z Fortress, bo nam pomagają przy każdym koncercie.

KAT & Roman Kostrzewski

Zacznijmy od najnowszej płyty Rarities. Najnowsza, ale nie najnowsza.

Ireneusz Loth: Stara. To są utwory, które nigdy nie były publikowane, sesje radiowe z lat osiemdziesiątych. To były dwie sesje w Katowicach, koncertowe utwory z Jarocina i z takich dużych imprez. Chodziły słuchy, że są takie utwory. Sięgnąłem do archiwum, poskładałem to do kupy i wydaliśmy taką płytkę.

Nie jest tak, że po tylu latach grania skończyły się pomysły?

IMG_5483.JPGNie, to nie o to chodzi. Sama nazwa wskazuje, że to są takie rarytasy. To są nagrania, nawet jak na obecne czasy, w dobrej jakości. Sam mam wiele takich płyt innych kapel i po prostu je lubię. Pomyśleliśmy, że ktoś inny też może to polubić.

Czy jest jeszcze sens wydawania tego na CD i, wkrótce, na winylu? To jest wydawnictwo dla niewielkiej liczby fanów.

Zawsze jest jakiś rachunek ekonomiczny. Firma wydała na to jakieś pieniądze i to się musi po prostu zwrócić, także na razie jest CD i zaraz będzie winyl, a potem pomyślimy o tym, żeby to było w necie.

Opowiedz o początkach. Jak to wyglądało wtedy jak wy zaczynaliście?

Najeździliśmy się brudnymi pociągami po kraju, po różnych festiwalach. Masakra, wykończeni często, spaliśmy gdzie popadło i tak krok po kroczku. Potem jedna sesja radiowa, druga, jeden festiwal, drugi, trzeci, Jarocin. Potem się okazało, że wygraliśmy Jarocin. Pierwszy singiel w Tonpressie, pierwsza płyta, którą Klub Razem wydał. Od razu wyszła na zachodzie. Trzeba było mozolnie pchać to do przodu, żeby coś z tego wyszło. A jeżeli chodzi o strone techniczną, muzyczną, to normalnie chodziliśmy do szkoły. Ja jeszcze trenowałem piłkę nożną, także staraliśmy się to jakoś pogodzić, to była dopiero jazda.

I przyszedł moment wyboru pomiędzy piłką a muzyką.

Strasznie ciężkie to było. W piłce bardzo dobrze mi szło, a tutaj to były dopiero początku, zupełna niewiadoma.

Dlaczego wybrałeś muzykę?

Bo ją kocham po prostu.

Piłki nie kochałeś?

Też kochałem, ale trzeba było wybrać, bo to są tak absordujące rzeczy, że nie możesz robić dwóch naraz.

Jak długo zajęło Ci dojście to takiego poziomu, który można było zaprezentować na scenie?

IMG_5182.JPGMy przywiązywaliśmy wielką wagę do jakości. Graliśmy cztery, pięć prób w tygodniu w jakimś domu kultury albo w Pałacu Młodzieży w Katowicach. O tyle było fajniej wtedy, że wystarczyły chęci i nawet dawali wtedy jakieś instrumenty, wzmacniacze, bębny. Były konkretne godziny, w których miałeś grać i to było za darmo.

Ale jakość tego sprzętu też była inna niż teraz.

No tak. Były polskie firmy, które produkowały pseudobębny, psudogitary, pseudowzmacniacze czy jakieś NRD-owskie firmy. Ceny prawdziwych, zachodnich gitar były dla nas wtedy nie do przejścia. Przebitka dolara była taka, że to było niemożliwe.

W którym momencie kariery dorobiłeś się swojego pierwszego porządnego zestawu perkusyjnego?

Moja mam wzięła kredyt. Babcia dołożyła mi się bardzo dużo do tego. Był taki facet w Nowym Sączy, który robił bębny. Nazywał się Słowik. Po latach pojechałem do niego i za tak zwaną reklamę zrobił mi podwójny zestaw, bardzo dobre bębny.

Co sądzisz o wszystkich programach typu talent show? Marek Piekarczyk się zgodził być jurorem na przykład. Ma to sens?

Jurorowanie?

Chodzi mi o sens takich programów.

Okazuje się, że są utalentowani ludzie, potrafią grać czy śpiewać. Tylko, że to, że ktoś wygra jeden czy drugi taki program zupełnie nie przenosi się później na to, że można wejść do tego całego showbiznesu. Wpada się w ręce dużych firm, które cię wydoją jak krówkę i porzucą jak się to wypali, skończy i trzeba szukać następnego. To widać, mało kto z tych ludzi zostaje na rynku.

Wierzysz w autentyczność tych programów?

Jurorzy głosują wedle swojego gustu i zazwyczaj się to zgadza, bo słychać jak ktoś fałszuje, albo nie potrafi śpiewać. Nie chce mi się myśleć o tym, że tam są jakieś szwindle. Wydaje mi się, że nie, ale być może są.

Gdyby ktoś tobie zaproponował bycie jurorem…

IMG_5522.JPGJasne. Czemu nie? Coś tam się osiągnęło jednak w życiu. Jeżeli można pomóc młodym adeptom sztuki, to dlaczego nie? To jest tak samo jak gramy koncerty i mnóstwo kapel pisze do mnie mejle czy mogą zagrać z nami support. Wybieramy kapele, które są dobre i pozwalamy im się pokazać. Normalnie na świecie za takie supportowanie to zespół musi zapłacić. My nie wymagamy żadnych pieniędzy od tych kapel. Robimy to dla nich za darmo jak są dobrzy.

Śledzisz lokalną scenę muzyczną z okolic Katowic?

Tak, o ile mam czas to tak. Pojawiają się od czasu do czasu dobre kapele. Jest taki fantastyczny klub – Leśniczówka – w centrum parku chorzowskiego, piękne miejsce. Trzeba tam specjalnie jechać. Nie ma tak, że z tramwaju się wysiądzie i już jesteś. Często tam grają takie kapelki. Bardzo fajne imprezy, jest to jakaś odskocznia. W Katowicach też jest kilka niedużych klubów gdzie te kapelki mogą zagrać, ale też muszą się dobijać tak jak my sto lat temu.

A potrafiłbyś wymienić jakieś konkretne zespoły?

Nie. Tyle tego jest, że nie mogę zapamiętać. Zresztą, trudne te nazwy są. Jeszcze tymi krzaczkami piszą, nigdy nie mogę zrozumieć.

Zaczynaliście od takich demonicznych klimatów. To była fascynacja, czy raczej chęć pokazania czegoś nowego?

Jak chodziłem do średniej szkoły to miałem fantastycznego polonistę. Gdy przerabialiśmy jakieś wiersze, czy lektury, to nie było możliwości interpretacji po swojemu. On wiedział jak to zinterpretować i to była jedyna słuszna interpretacja. Natomiast z tekstami Romana jest inaczej. Każdy może je interpretować po swojemu. Ja nie widzę tam żadnego satanizmu.

Ok, a image sceniczny? Pentagramy i tak dalej?

Może to była taka chwila. Tak jak Slayer i inne zespoły. Gdzieś się ten pentagram pojawia i dla niektórych coś to tam znaczy, dla innych nie. Dla mnie muzyka jest najważniejsza. Ja jestem przede wszystkim muzykiem. Dźwięki, dźwięki i jeszcze raz dźwięki!

Dlaczego Wam się udało przetrwać? Znasz jakieś inne kapele z tamtego okresu, które jeszcze grają?

Nie, nie znam. Turbo było wcześniej. Później, gdy przyszedł czas na metal, to Turbo stwierdziło, że oni tez będą łupać metal. A nam się udało dzięki samozaparciu. Różnie bywało, ale zawsze w to wierzyliśmy. Trzeba w to wierzyć i mieć trochę szczęścia.

I jak te dzisiejsze koncerty wyglądają frekwencyjnie?

Różnie, ale zazwyczaj dobrze. To zależy od obecnej kondycji finansowej społeczeństwa, ale zazwyczaj jest bardzo dobrze. Przekrój pokoleń w sumie.

Kobiety też?

No jasne! A co one pokazują na tych koncertach!

Ok. Powiedz mi co sądzisz o portalach typu Spotify. Czy to jest przyszłość dla muzyki?

Na pewno tak, tylko trzeba to jakoś uregulować finansowo. Muzyk też musi mieć co do garnka włożyć, a to całe piractwo internetowe zabija zespoły. Kiedyś wydawało się w dziesiątkach tysięcy płyty i kasety a teraz jak jest nakład kilka tysięcy to jest super. Wychodzi płyta, a za tydzień już jest cała w necie.

Masz jakieś rady dla młodych zespołów?

IMG_5533.JPGDużo i konsekwentnie pracować. Dobijać się do różnych klubów i wszelkich festiwali, starać się pokazać wszędzie gdzie się da. Fakt jest taki, że zespołów jest teraz bardzo dużo. Dużo ludzi myśli, że jak sobie nagra jakąś muzykę na komputerze to to będzie piękne. Ja jak słysze tę chemię, która wali z tych plastikowych bębnów i tych poustawianych klocków to mi się robi duszno. Trzeba grać przede wszystkim na żywo.

Grywacie jeszcze za granicą? 

Nie, teraz nie, ale graliśmy. Byliśmy kilka razy w Londynie, w Dublinie, w Moskwie byliśmy. Jak oni tam mają ciepło w tych cerkwiach! Poważnie! U nas w kościołach to piździ jak w kieleckim!

Dzięki serdeczne za wywiad.

Dzięki.

Rozmawiał: Mike Młynarczyk

korekta: Igor Goran Kadir

więcej zdjęć z koncertu tutaj

Komentarze

Powered by Facebook Comments