ksm Livin Fire (1)

KSM za kulisami: Livin Fire

2015/11/25

Livin Fire to młody zespół poruszający się w hardrockowej stylistyce. Właśnie wydali trzyutworowy materiał promocyjny i między innymi o nim chcieliśmy z nimi porozmawiać. Na pytania odpowiadają Alda Reï – wokalistka, oraz J. K. Shredd – gitarzysta zespołu.

W którym roku powstał zespół Livin Fire?

Alda: Pierwszy koncert zagraliśmy na początku 2011 i ten moment uważamy za początek naszego funkcjonowania.

Pytam, bo Wasze rasowe brzmienie jest żywcem wyjęte z końcówki ubiegłego wieku.

Alda: Bardzo się cieszymy, że tak mówisz. O to nam chodziło. Dobrze, że to słychać.

Jak zmieniał się skład przez te kilka lat?

Alda: Stałym składem jest gitarzysta – Kuba Shredd – i ja. Kiedyś grałam również na gitarze, teraz skupiam się tylko na wokalu. Reszta składu się zmieniała.

Skąd ta konsekwencja w wizerunku zespołu? Faktycznie aż tak siedzicie w tym klimacie czy to tylko PR-owa zagrywka?

Shredd: To wynika tylko i wyłącznie z tego, że taką muzykę lubimy i takiej słuchamy. Taką też oczywiście chcemy grać, a taki image jednoznacznie kojarzy się z taką właśnie muzyką. Chcemy, żeby to wszystko było spójne, ale nie wynika to z wyrachowania, tylko z inspiracji. Lata 70. i 80. to były czasy, kiedy zespołów grających taką muzykę było mnóstwo i to się nam bardzo podoba. To nie jest oczywiście tak, że słuchamy tylko takiej muzyki i się ograniczamy, ale jednak tego typu rzeczy są nam najbliższe i nas łączą.

Alda: Ale słuchamy też innej muzyki, oczywiście.

Czyli można się spodziewać, że usłyszymy u Was kiedyś jakieś elektroniczne beaty czy syntezatory?

Alda: Syntezatory jak najbardziej.

Shredd: …ale takie oldschoolowe.

Alda: Dokładnie. Ja jestem otwarta na wprowadzanie nowych elementów, bo poruszamy się w ramach tej stylistyki, ale chciałabym, żebyśmy jednak wypracowali sobie swój własny styl; nad tym chcę pracować.

Jak taka muzyka jest teraz odbierana? Ludziom się to podoba?

Alda: Jest grupa totalnych maniaków, którzy są na tym punkcie zakręceni i to jest bardzo fajne środowisko, znamy się z nimi…

Shredd: Również dzięki znajomościom z innymi zespołami tego typu. Nie ma ich zbyt wiele.

Alda: Widzę, że trafiamy również do „zwykłych” fanów rocka i jest to bardzo przyjemne.

Shredd: Jest to taka muzyka, którą wszyscy w jakimś stopniu kojarzą. To brzmienie jest dosyć charakterystyczne, wyraziste. Pewnie nie wszyscy je lubią, ale myślę, że jest dość spora grupa odbiorców.

Alda: Na naszym ostatnim wydawnictwie słychać zresztą, że ta muzyka nadal jest mocna, ale jest tam również więcej przestrzeni. Myślę, że dzięki temu może to trafić do większej ilości osób niż typowy heavy metal.

Dużo jest głosów, że taka muzyka umiera. Jak się popatrzy na ogłoszenia na fejsie, to widać, że młode chłopaki wolą być Jackiem White’m niż Slashem czy Joe Perrym.

Alda: Nie zgadzam się.

Shredd: Ja też nie. Nie wydaje mi się, żeby tak było.

Tak?

Shredd: Tak. To zależy od gustu, ale w dzisiejszych czasach, kiedy dostęp do muzyki jest dzięki internetowi nieograniczony, wystarczy posłuchać kilku różnych rzeczy i wyrobić sobie opinię.

Alda: Ja widzę dużą ilość ogłoszeń do takiej muzyki, ale myślę, że nie jest łatwo grać takie rzeczy i, być może, niektórym brakuje cierpliwości.

Wspomniałeś o dostępie do muzyki. Myślisz, że dla młodych kapel to jest szansa czy jednak konkurencja jest tak duża, że łatwo zginąć w tłumie i trudniej jest dotrzeć do słuchacza?

Alda: Mnie się wydaje, że i to i to. Dawniej było o wiele trudniej się wybić, bo byłeś ograniczony terytorialnie. Jeżeli nie wyłapała Cię żadna wytwórnia, to nie było szans na zaistnienie. Teraz możesz dotrzeć do całego świata i, mimo że jest wiele podobnych zespołów i wszyscy marzą, żeby coś osiągnąć – obecnie to „coś” osiągnąć jest łatwiej.

Shredd: Poza tym fajną rzeczą jest to, że możesz dostać opinię o Twoim zespole z różnych stron świata, z Malezji, z Chile, z Brazylii, z Włoch i tak dalej. Od ludzi, którzy przypadkiem na ciebie trafili.

Próbowaliście promować nowy materiał za granicą?

Shredd: Robimy listę i będziemy nad tym pracować.

Ok, pogadajmy o tym materiale. Wszystko udało się osiągnąć?

Alda: Tym materiałem chcieliśmy pokazać, jaki kierunek chcielibyśmy obrać i jakie jest nasze brzmienie. Chcieliśmy, żeby nadal było ostro i rock’n’rollowo, ale melodyjniej i z klimatem. Udało nam się to tym razem lepiej niż przy EPce i nagraniach demo.

Czyli zadowoleni?

Alda: Tak. Biorąc pod uwagę ograniczenia czasowe i finansowe – to tak, jesteśmy nawet bardzo zadowoleni z tych trzech utworów.

Gdzie nagrywaliście?

Alda: W Psychosound. Bardzo cieszyliśmy się, że podczas „Tak Brzmi Miasto” udało nam się zgłosić jeden utwór do „Jak brzmi moja płyta?” i Pan Szwarc z Rolling Tapes powiedział, że to brzmienie jak z lat osiemdziesiątych, czyli dokładnie tak, jak chcieliśmy.

Co z koncertami?

Alda: Do tej pory graliśmy głównie w Krakowie. Teraz chcemy trochę pojeździć.

Pierwszy sprawdzian w Kawiarni Naukowej?

Alda: Już trochę ten materiał graliśmy, ale tak, 22.11 zapraszamy do Kawiarni Naukowej, gdzie zagramy z warszawskim zespołem Freakshow, na który składają się sami wariaci grający glam rocka, bardzo fajne rzeczy. Szalony wizerunek lat osiemdziesiątych, polskie teksty, super klimat. Poza nimi zagra jeszcze Bad Joker’s Cream z Czech.

A potem wy pojedziecie do Czech?

Alda: Tak, taki jest plan.

Mówiliście, że jest szereg zespołów, z którymi utrzymujecie kontakty. Jak to wygląda w Krakowie?

Alda: Nie wiem, ale w Strzyżowie jest świetny zespół – Steel Velvet. Graliśmy kiedyś z nimi i bardzo chcielibyśmy to powtórzyć, mają świetne brzmienie. A z Krakowa…?

Shredd: Graliśmy z Eye of the Void. Pozdrawiamy ich, bo naprawdę fajnie grają.

Ludzie spoza Krakowa mówią, że jesteśmy bardzo ważnym miejsce na muzycznej mapie Polski, a krakowskie kapele narzekają, że nie ma gdzie grać.

Shredd: Szczerze mówiąc, brakuje takiego miejsca do grania, które byłoby dobrze zlokalizowane, dobrze nagłośnione i jednocześnie na tyle małe, żeby młoda kapela mogła tam zagrać, takiego na 150 osób.

Alda: Ja bym powiedziała tak: klubów dla początkujących zespołów jest bardzo mało. Można je policzyć na palcach jednej ręki. Jeżeli nie jesteś już licealnycm zespołem, to chciałbyś już zagrać na jakimś poziomie, a nie w klitce po ziemniakach, a tak właśnie wyglądają niektóre krakowskie kluby.

Dlaczego tak jest?

Alda: To czysta kalkulacja właścicieli klubów, którzy nie myślą w ten sposób, że chcą rozwijać kulturę i wspierać młode zespoły, tylko myślą czysto komercyjnie. Dla nas jest problemem przeskoczenie tej bariery. Chcielibyśmy więcej, ale nie zawsze możemy, nie mając odpowiedniego zaplecza finansowego. Ekonomia niestety rządzi.

rozmawiał Bartek Szlapa

Komentarze

Powered by Facebook Comments