kobik

KSM za kulisami: Kobik/Bone + TEDE

2014/07/04

W ostatnią majową sobotę w Rotundzie wystąpił Tede. Konkurs na support musieliśmy niestety odwołać, ale to nie znaczy, że nikt nie rozgrzewał sceny przed Tedem. Po koncercie udało nam się porozmawiać zarówno z gwiazdą wieczoru, jak i z gwiazdą lokalną.

KOBIK

Jesteśmy świeżo po waszym koncercie. Jak wrażenia?

Kobik: Bardzo fajnie. Trochę mało ludzi było, ale ci, co byli, bawili się zajebiście.

Drugie tyle stoi przed wejśćiem i czeka na Jacka [TEDE – przyp. red.], niestety.

Kobik: Wiadomo, zawsze tak jest.

DSC06913.jpgSzczerze muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem, bo według mnie udowodniliście, że koncerty hip hopowe wcale nie muszą być mniej energetyczne od rasowych rockowych występów.

Kobik: Dokładnie tak jest. Ci, którzy chodzą na nasze koncerty, wiedzą, że staramy się ostro. Chodzę na koncerty w Krakowie, wiem jak to wygląda i niestety – większość składów gra straszną lipę.

Od dawna zajmujesz się rapem?

Kobik: Stosunkowo krótko – myślę, że jakieś 5 lat. Wiadomo, że pierwsze numery robiliśmy wcześniej, ale to tak dla jaj, żeby zobaczyć jak to jest. W 2009 zacząłem robić pierwszy taki, powiedzmy, poważny mixtape.

No właśnie – jeden beat mi się udało rozpoznać, a jak jest z resztą? Kradzione, czy produkujecie/kupujecie własne?

Kobik: Rzeczy, które wydajemy, to są oczywiście rzeczy producenckie, ale gdy gramy koncerty to zawsze tam wstawiamy jakieś miksy. Poza tym wydaliśmy także mixtape’y na kradzionych beatach, więc też mamy co grać.

Rzeczy, które wydajecie, wyglądają bardzo profesjonalnie. Próbowaliście się już odzywać do jakiejś wytwórni?

Kobik: Właściwie to wytwórnia się do nas odezwała.

Która, jeśli to nie tajemnica?

Kobik: Jesteśmy w stałym kontakcie z Urban Records.

Ale macie konktrakt, czy to na razie luźne rozmowy?

DSC07008.jpgKobik: Nie jesteśmy podpisani z tego względu, że jeszcze nie zrobiłem materiału, bo jestem strasznie leniwy (śmiech). Robię płytę z producentem z Krakowa – Lankiem. Od ponad roku męczymy tę płytę, ale cały czas mi coś nie pasuje, no i tak to się przedłuża. Nagrywamy w Concrete Melodiez Studio – najlepsze studio, polecam serdecznie.

Jakieś plany co do daty premiery?

Kobik: Nie chcę już nic zapowiadać, bo dwa razy termin był przekładany, więc to po prostu nie ma sensu. Ciężko nam się zgrać czasowo, a i ja mam tak, że na przykład w miesiąc zrobię coś, co mi się podoba, po czym przez dwa nie zrobię kompletnie nic. A oprócz tego oczywiście normalnie chodzę do pracy. Mógłbym to oczywiście pierdolnąć i robić tylko rap, ale uważam, że jak nie ma pewniaka, że się z tego wyżyje, to to jest bez sensu.

Urban Records sami cię odnaleźli, czy ktoś cię zarekomendował?

Kobik: Powiedzmy, że ktoś im o mnie wspomniał. Rozmawiamy już od dłuższego czasu, dobrze się dogadujemy i klipy, które ode mnie będą wychodzić, najprawdopodobniej będą już pod patronatem Urban Records.

Taki kontrakt pozwoli ci już na rzucenie pracy?

DSC07223.jpgCoś ty. Może inaczej – wyżyłbym z rapu, ale nie na takim poziomie, jak bym chciał. W Polsce z rapu dobrze żyją tylko ci naprawdę mainstreamowi raperzy, a wszyscy ci podziemni, którzy mówią, że zarabiają na tym hajs, to chuja zarabiają.

Wydaje mi się, że w rapie wyjątkowo trudno jest się przebić.

Kobik: Wiesz, jest tylu raperów… Każdy teraz rapuje.

Ale czy nie jest tak, że jak ktoś jest bardzo młody, to i tak będzie od razu zjedzony, „bo to gimbaza” i „co on tam wie”? Weźmy na przykład Sulina czy B.R.O.

Kobik: Każdy wrzuca tych małolatów do jednego worka. Ja staram się tego nie robić. Mało tego – jestem zdania, że B.R.O., zanim zaczął wydawać na legalu, robił zajebisty rap. A gdy wydał płytę… Sorry, ale ona jest tak nijaka, że jest tylko dla 15-latek. Wiesz, to jest ciężki temat, bo ci wszyscy raperzy, którzy teraz są mainstreamowi, też zaczynali w takim wieku. Jak można kogoś hejtować tylko dlatego, że jest młody?

To powiedz, jak to jest w Krakowie z tym rapem. Faktycznie jest tak, jak nawinąłeś, że ciągnie się gdzieś z tyłu?

Kobik: Jest słabo. Oczywiście jest kilku zajebistych zawodników, którzy trzymają poziom, tylko wydaje mi się, że Kraków ma ten problem, że nie umie się promować. Nikt się nie przykłada do takich rzeczy jak koncerty czy plansze na youtube, czyli wszystko to, co dzieje się poza nagrywaniem muzyki. To są bardzo ważne rzeczy, a oni myślą, że to pierdoły.

DSC07286.jpgKontynuując sprawy promocji. Dla młodych zespołów rockowych jest bardzo dużo różnego rodzaju przeglądów i konkursów, co też jest dla nich jakąś szansą. W przypadku młodych raperów jest z tym chyba troszkę ciężej?

Kobik: Jeśli chodzi o Kraków, to jest taka impreza (kiedyś była co miesiąc, teraz znacznie rzadziej) – Rap made in KRK. Nie wiem, ile było edycji, ale bardzo dużo. Do pewnego momentu było to zajebiste, ale w końcu też przestałem na to chodzić, bo ciągle przewijały się te same składy i był to bardziej powód do kolejnego melanżu, niż posłuchania muzyki. Więc wracamy do punktu wyjścia – w Krakowie po prostu się mało dzieje.

I kolejny raz – brak promocji. Teraz najlepszą promocją jest zdissowanie kogoś z mainstreamu.

Kobik: Mi to zarzucali. W jednym numerze wspomniałem o Bonsonie, Racy i HuczuHucz, no i znalazłem się na glamrapie – „młody zawodnik z Krakowa dissuje wyżej wymienionych”. Przy czym tak naprawdę to tylko Racy tam w jakiś sposób pocisnąłem, ale wiesz, jaki jest glamrap – sam napędza sprawy.

Ktoś z nich się do ciebie odezwał?

Kobik: Raca coś tam napisał na swoim fanpage’u, ale on chyba teraz zniknął… i dobrze. Jeśli chodzi o HuczuHucza, to napisał do mnie jego ziomek i powiedział, że jara się numerem, że chciałby zrobić kawałek i że Huczu nic do tego nie ma. Ale to było dawno.

Dużo gracie koncertów?

Kobik: Nie gramy dużo, ale to jest w dużej częsci wina organizatorów imprez, którzy sobie robią po prostu jaja i nie traktują ludzi poważnie. Jak wspomniałem – my przykładamy się do tego, co robimy i oczekujemy, że ktoś to odwzajemni. Tymczasem bardzo wielu organizatorów nas traktuje jak chłopaczków, którzy się cieszą, że mogą zagrać koncert. Nie powinno to tak wyglądać. Jesteśmy często zapraszani na koncerty, ale najczęściej jednak odmawiamy. W momencie, gdy przyzwyczaisz ludzi, że zawsze zagrasz, zacznynają traktować cię jak popychadło, a to nie jest fajne.

TEDE

Jak się grało?

TEDE: Możemy przeklinać?

Możemy.

TEDE: Grało się dobrze w chuj! Było świetnie.

DSC07494.jpgPamiętam kiedyś twój koncert w klubie Studio tu, w Krakowie, kiedy na początku powiedziałeś, że byłeś średnio optymistycznie nastawiony, bo Warszawa z Krakowem średnio za sobą przepadają i nie wiedziałeś, czego się spodziewać. To było jakieś 10 lat temu. Chyba trochę się zmieniło od tego czasu?

TEDE: Nie pamiętam tego koncertu. Zresztą wiesz, ostatnio okazuje się, że mam na pieńku ze wszystkimi, a gdzie bym nie pojechał, gra się zajebiście.

Masz jakieś sygnały co do tego, jak się przyjmuje #kurt_rolson?

TEDE: Stary, mam sygnały takie, że płyta jest zajebista, że się podoba, ale co dla mnie bardzo ważne – mam bardzo dużo nowych słuchaczy i deklaracji przejścia na tzw. drugą stronę – “sorry, hejtowałem cię w 2009 jak miałeś beef z Rychem [Peja – przyp.red.], miałem wtedy 15 lat, teraz posłuchałem tego co robisz, jestem twoim fanem, to jest zajebiste”. Takich wiadomości dostałem wiele po tej płycie i to jest znak, że coś się zmieniło.

Czyli ten beef miał też swoje dobre strony?

TEDE: Oczywiście, że miał. Choćby taką, że skupiłem się na rapie i nauczyłem się tak rapować, że mogą mnie wszyscy cmoknąć. No, może nie wszyscy, a ci, co powinni (śmiech).

Mimo wszystko ostatnio w „Programie Muzycznym” powiedziałeś, że nie będziesz się więcej beefował.

TEDE: Nie no, stary, nie mam na to czasu. Zresztą goście, którzy by mogli być moimi konkurentami i być na równi, to moi koledzy, albo ludzie których szanuję, więc na razie nie ma takiej potrzeby.

Czyli na ostatnią zaczępkę Ryśka nie odpowiesz.

TEDE: Nie no, coś ty. Po co? Gdy spojrzysz czysto akademicko na konstrukcję kawałka, o którym wspomniałeś, to zobaczysz, że mam więcej rymów w jednej linijce niż on w całej zwrotce. Zresztą, wiesz, ja mam co robić. Jeżeli Rychu będzie dalej na mnie nagrywał kawałki, to niech sobie nagrywa. Ludzie pewnie tego będą słuchać.

Nie będziesz odpowiadał?

DSC07630.jpgTEDE: Nie stary, nie będę. Zresztą, nie wiem, czy zauważyłeś, ale następuje taka akcja, że w tym momencie już ludzie odpowiadają. Zauważ, że Rysiek wrzucił ten singiel ze swojej nowej płyty w sobotę, wrzucił go w niedzielę, a później już go nie wrzucał. Nie zebrał dobrej opinii i już się nie chwalił swoim nowym singlem. Może zrozumiał, że nie warto. A jak będzie to robił dalej, to fajnie, ja będę słuchał, śmiał się, a jego fani będą się jarali, że znowu mnie zdissował. Trudno. Ja nie robię rapu po to, żeby się dissować z Rychem Peją, tylko po to, żeby tworzyć fajne kawałki, dawać radość ludziom, jak dzisiaj na koncercie. Ludzie się dwie godziny bawią, ja się bawię świetnie. Czuję, że coś się zmienia i to jest fajne.

Jeśli chodzi o mainstream to często komentujesz aktualne wydarzenia. Jak wygląda sprawa z podziemiem? Słuchasz młodych raperów?

TEDE: Śledzę co się dzieje, nie zagłębiam się w temat podziemie/nie podziemie. Wiadomo – glamrap, mój portal (śmiech). Słyszałem już nawet też, że CGM jest moje, jestem taki trochę Ted Turner, nie (śmiech)?

Jeśli już jesteśmy przy tym – co sądzisz o rapowym składzie, który wygrał „Must Be The Music”?

TEDE: To tych dwóch chłopców i dziewczyna? Widziałem tylko pierwszą minutę i stary, nie wierzyłem, że to się dzieje… No ale chuj tam, co zrobić.

A to nie jest przypadkiem tak, że nie ważne jak dobry raper by tam nie przyszedł, to i tak będzie skreślony?

DSC07851.jpgTEDE: Jestem tego zdania, że gość który jest raperem, jest wczuty w to, bo szanuje tych ludzi. Nie muszę ich lubić, a oni nie muszą się ze mną zgadzać, ale ja wyczuwam, kiedy ktoś się wczuwa w rap. Jak ktoś raz na miesiąc napisze tekst na samych czasownikach, 5 razy go opublikuje na facebooku, wciskając ludziom jaki zajebisty tekst napisał, to to jest pizda, a nie raper. Raper po prostu rapuje. To pierwsza rzecz – może to dziwne, ale tak właśnie jest. Ja uważam, że żaden raper nie ma potrzeby iść do takiego show, jeśli już, to pójdzie do Żywy Rap – to jeszcze ma jakiś sens. Jeżeli jednak idzie do takiego MBTM to znaczy, że nie zaistnieje w Żywym Rapie, nie zaistnieje w prawdziwym rapie związanym z kulturą hip-hop, a po prostu uprawia ten gatunek, tylko tyle. Jeśli wejdziesz na fanpage NPWM [Najlepszy Przekaz w Mieście – przyp. red.] i zobaczysz gdzie grają koncerty, to, nie wiem co miałeś z geografii, ja miałem 4, ale pojęcia nie mam, gdzie te miejscowości w ogóle są.

Chciałem cię zapytać o dwa kawałki, żeby uściślić pewne sprawy. Pierwszy z nich to Rewolucja + 22% VAT

TEDE: Stary kawałek, ale czyż nie był trafny? Zresztą teraz już by było 23%. Jest taki teledysk, nie pamiętam już jakie śpiewaki reggae to śpiewają, ale jak widzę teledysk reggae i na końcu napis, że został zrobiony z pieniędzy unijnych, no to stary, ja odpadam. Jak możesz napierdalać o Babilonie i brać pieniądze z Unii, no przecież to jest niepoważne (śmiech).

No tak, ale jednak dość mocno dałeś do zrozumienia, komu dedykujesz ten utwór.

TEDE: Nie, on był dedykowany całej serii reggae grajków i tych, wiesz, buntowników, ale oczywiście inspirował mnie Kazik, ktory ma dom gdzieś w Hiszpanii, a tutaj tylko przylatuje i gra koncerty po kilkaset tysięcy złotych. Żeby było jasne – nie wiem czy to jest prawda, oczywiście. Słyszałem takie informacje. Chociaż pamiętam, jak już kilka lat temu w Sopocie do suszarki śpiewał. Ciekawa forma buntu.

Pytam o to, bo przed wydaniem ostatniej płyty KULT opublikował tracklistę i pierwszą pozycją był utwór Teide. Wiele osób uważało, że być może Kazik odniesie się jakoś do twoich zarzutów.

DSC07564.jpgTEDE: Tak? Wiesz, ja nigdy nie słuchałem Kultu i absolutnie nic do Kultu nie mam. Chodzi mi tylko o pewną postawę. Znam ludzi, którzy mówią, że są biedni, a mają bardzo drogie samochody i wielkie domy.

Ok, drugi kawałek – Szklane domy.

TEDE: Nie jest o żadnym Kubie Wojewódzkim.

Wiesz, że on sam puszczał go w radiu Eska Rock, chwaląc się, że napisałeś o nim numer?

TEDE: On by chciał, żeby to był o nim numer. Może to brzmi dziwnie, ale ja naprawdę znam ludzi, którzy są milionerami, mają kupione wszystko, co sobie tylko wymyślą, ale są nieszczęśliwymi ludźmi. O nich jest ten numer. Kubę Wojewódzkiego spotkałem raz w życiu, pogadaliśmy dosłownie sekundę. Potem wymieniliśmy się, że tak powiem, werbalnie kilkoma uwagami, chuj z nim.

rozmawiał: Bartosz Szlapa

korekta: Igor Goran Kadir

więcej zdjęć z koncertu tutaj.

Komentarze

Powered by Facebook Comments