11897061_981772071844596_1190307818_n

KSM za kulisami: Karl Culley + So Flow

2015/08/13

Piątkowe wieczory są zazwyczaj ostre, mocne i szybkie. Musi się dziać dużo i jednocześnie. Ale w taki upał? Może lepiej posłuchać czegoś mniej agresywnego? W Coffee Cargo będziecie mogli spokojnie posiedzieć i posłuchać muzyki, która nie włazi z buciorami w życie, ale delikatnie się w nie wkrada, a jak już przyciągnie Waszą uwagę… Sami zobaczcie, koncert zagra dla Was So Flow – skład, który czerpie inspiracje z wszelkich okołojazzowych zjawisk, ale mieli je i podaje w sposób wysmakowany i wielce intrygujący. Oprócz nich wystąpi fenomen. Karl Culley to „chłopak z gitarą”, który nie ma nic wspólnego z tradycyjnymi skojarzeniami z tym określeniem. Nienachalnie wciągnie Was w swój świat. Zdziwicie się ile można wycisnąć z tak skromnej formy. Zadaliśmy kilka pytań Karlowi. A w imieniu So Flow wypowiedzieli się Karolina Teernstra i Mateusz Mazurkiewicz. 

Karl Culley

Co zadecydowało o tym, że przeprowadziłeś się do Krakowa?

Miłość i przygoda.

Wiedziałeś cokolwiek o tym mieście zanim się tu przeniosłeś?

Byłem w Krakowie kilka razy zanim postanowiłem się przenieść tutaj na stałe, oprócz tego moja poprzednia dziewczyna była krakowianką!

Co ci się najbardziej podoba w tym mieście?

Wszystkie ukryte, zaciszne bary czekające na spontaniczne odkrycie.

A co jest najbardziej irytujące?

Ta wielka chmura smogu, która dusi Kraków w zimie.

To dobre miasto dla muzyków?

Tak. Mamy tutaj te wszystkie knajpy i kafejki, w których można grać koncerty dla uważnych i zainteresowanych odbiorców.

Jak opisałbyś swoją muzykę tym, którzy nie mieli jej jeszcze okazji usłyszeć?

Ciężkie pytanie. Moja muzyka łączy w sobie wiele różnych styli. Gram na akustycznej gitarze techniką fingerstyle I śpiewam. Niestety, nie potrafię tego jaśniej określić. Najlepiej przyjść na koncert I samemu posłuchać.

Co myślisz o krakowskich kapelach?

Nie mieszkam w ścisłym centrum miasta, więc nie mam zbyt dużo okazji do zobaczenia wielu zespołow, ale wiem, że jest to bardzo prężnie działająca scena.

Masz jakieś ulubione?

UDA. Poznaliśmy się kilka lat temu grając w Klubie Studio. Przed koncertem wypiliśmy razem trochę whisky i to sprawiło, że staliśmy się dobrymi przyjaciółmi. Ich gitarzysta, Łukasz Krzywicki, gdy zaczyna grać solo… Jest po prostu rewelacyjny! Również James Haddock Jr z Alaski, pisze świetne utwory I często gości w moim akustycznym projekcie Karl Culley and Friends.

Znasz zespół, z którym zagrasz w piątek, So Flow?

Tak, narkotyczne i senne, sprawiające, że gapisz się w przestrzeń. O tak!

Planujesz na piątek jakies niespodzianki?

Gdybym Ci powiedział, to nie byłaby to już niespodzianka.


So Flow

Jak opisalibyście muzykę So Flow dla kogoś, kto jeszcze nie miał okazji Was poznać?

Karolina: So Flow jest lekkie jak prosecco i tak samo uderza do głowy. Mi uderzyło na dobre.

Mateusz: Tak serio to łączymy klasykę samplowaną z winyli z nowoczesnym soulem i jazzem.

Karolina: Jednak nie zamykamy sobie dróg rozwoju i ciągle szukamy własnego brzmienia.

Od jak dawna wspólnie działacie?

Karolina: To trochę jest tak, że nasz styl ciągle się tworzy, to nie jest coś zamkniętego, to proces.

Mateusz: Od roku próbujemy w stałym składzie, w listopadzie zeszłego roku wyszliśmy z garażu do ludzi.

Więcej frajdy sprawia Wam wspólne siedzenie w owym garażu i dłubanie przy nowych kawałkach czy jednak koncertowanie?

Karolina: Kiedyś powiedziałabym, że w stu procentach scena i koncerty są dla mnie najważniejsze i to one dają napęd do działania, i tak rzeczywiście jest w dużej mierze, jednak So Flow to coś więcej. Na próbach czasem wytwarza się mocno twórcza atmosfera, zwłaszcza kiedy wyjeżdżamy na dłużej do naszego ulubionego domku w górach. To tam, w przysłowiowym „garażu” wszystko się rodzi, stąd trudno pominąć to miejsce. Frajda i Flow towarzyszy nam w obu tych przestrzeniach, często bardziej właśnie w tym „garażu”, bo tam nie ma publiki, nie ma oceniania, nie ma stresu.

Ale jednak jutro koncert. Planujecie jakieś niespodzianki, nowe numery?

Mateusz: Owszem, mamy kilka pomysłów, których z oczywistych powodów nie zdradzimy (śmiech)

Jak zazwyczaj wyglądają Wasze występy? Wulkan energii czy raczej intymne przeżycie?

Karolina: Trafiłeś w sedno tym pytaniem, bo to jest dokładnie to, nad czym zastanawialiśmy się po naszych kilku pierwszych koncertach, w jakim kierunku iść. Problem polega na tym, że u nas znajdziesz zarówno wulkan energii jak i melancholijne, spokojne nuty. Całość występu to nie tylko nasze numery i to, jak je zaaranżujemy, ale również sceneria (wyobraź sobie intymną atmosferę na Wembley), publika i jej reakcje, jak i nasze nastroje. Muzyka to mocno poddający się emocjom materiał, stąd nasze odczucia mogą mocno kształtować formę koncertu i jego przebieg. To jest właśnie wspaniałe w przychodzeniu na koncerty, nigdy nie wiesz czego się spodziewać.

Mówiąc o niespodziankach – pozwalacie sobie na ucieczki w improwizacje czy wszystko musi byc dopięte na ostatni guzik?

Mateusz: Staramy się mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Mamy kawałki, w których nie gramy tych wyuczonych rzeczy, jest tam miejsce na improwizacje, ale nawet one w jakiś, mniejszy lub większy, sposób są dopracowane.

Jak postrzegacie Kraków, jako miasto dla muzyków? Moc możliwości czy raczej szara rzeczywistość likwidowanych klubów?

Karolina: Niestety nie ma tu wyjątkowych możliwości rozwoju, choć kiedy jest cel to i środki się znajdą. My jesteśmy optymistami, ale gdyby spojrzeć na to szerzej, niestety nie jest krakowski rynek usłany różami rzucanymi pod stopy muzyków. Kluby rzadko chcą płacić, a jeśli już to i tak grosze. Młode zespoły stykają się z szarą rzeczywistością i dużo utalentowanych osób z przyczyn czysto materialnych porzuca marzenie o scenie. Problem też tkwi w słabo rozwiniętym rynku menadżerskim, w Warszawie wygląda to inaczej.

Wspomniałeś też o likwidowanych klubach… Wygląda na to, że i im nie jest łatwo, a może problem tkwi gdzieś głębiej?

Mateusz: Podsumowując, początkującym składom nie jest łatwo. Jest wiele zdolnych osób ograniczonych finansami bądź innymi okolicznościami. Jednak, kiedy osiągnie się już pewien status (powiedzmy gwiazdy, czy to alternatywnej czy popowej) ludzie potrafią przyjść na koncert. Wciąż dążymy to tego etapu (śmiech)

Myślę, że problemem są też frekwencje na koncertach, ludzie nie chodzą na nie, przez co klub nie ma utargu i nie jest w stanie zapłacić godziwej stawki muzykom – koło się zamyka.

Karolina: Trochę masz racji. Era internetu nie sprzyja koncertom na żywo, ale jest spora grupa ludzi świadomych, którzy chcą doświadczać na żywo pewnych wrażeń i emocji.

Mateusz: Zmienia się przynajmniej tendencja, że jak idę na koncert znajomego to oczekuję, że wejdę za darmo.Co do frekwencji, to każdy ma teraz znajomego, który gra w jakimś zespole, wiec to już nie jest takie „wow”, że idę na koncert. Bardzo duża konkurencja na rynku. Przynajmniej w Krakowie.

To prawda. Wspomnieliście, że w Warszawie wygląda to inaczej. Na czym polega ta różnica? Może warto importować dobre wzorce?

Karolina: W sumie ciężko porównywać te miasta, tam po prostu jest więcej. Wszystkiego. Więcej menadżerów lub pretendentów do bycia nimi, jest telewizja, a umówmy się, że to też jednak (mimo, że chyba nikt z moich znajomych nie ma TV) działa w pewien sposób, po prostu silne skupisko ludzi pędzących do sławy. Nie narzekam na Kraków, bo lubię jego klimat i dobrze mi tu, może trudniej się wybić na większą skalę, ale tu zostaję. Chętnie poznam jakieś kruczki kolegów ze stolicy, ale póki co – żyję w niewiedzy.

Mateusz: Może po prostu w Warszawie chodzi się na koncerty i wspiera młodych artystów.

A jak oceniacie krakowskie zespoły? Macie jakieś ulubione?

Karolina: Ja mega szanuję The Fuse za wspaniały wokal! Poza tym jestem pełna podziwu dla Piotrka Madeja, który dokonał tak wiele w zaciszu swojego mieszkania. Nie spodziewałam się tego po nim, kiedy mijaliśmy się na szkolnym korytarzu. Dzieje się dużo dobrego w różnych klimatach muzycznych, jest z kim grać koncerty.

Mateusz: Ja lubię, tak jak Karola, The Fuse, później Smoking Barrelz, ULTRA i wszystkie projekty Michała Pamuły (śmiech)

A kluby? Macie jakieś swoje ulubione?

Karolina: Ja mam, ale ulubione restauracje, bo kocham jeść (śmiech)

To też nieodłączna część Krakowa

Mateusz: Na najlepszych koncertach w Krakowie byłem w Kwadracie, Studio i Fabryce, ale nie wiem czy przez to stają się ulubionymi klubami. Cenię sobie też klimatyczne miejsca, takie jak Kolanko No 6.

Karolina: Lubiłam grać w starym Lizardzie. Choć nie był to do końca mój klimat, to jednak brakuje takiego miejsca. No może jeszcze Forum. Och, Forum… Zalewane przez tłumy!

Jakie plany na najbliższą przyszłość, po piątkowym koncercie?

Karolina: Zaraz po Coffee Cargo suniemy na wspaniałą domówkę (bez szczegółów), a potem kierunek Duszniki Zdrój. Tam będziemy mieli okazję wziąć udział w bardzo ciekawym zbiorowisku artystów wszelkich. Festiwal nosi nazwę Wszelkie Przejawy Artyzmu. Sama nazwa wskazuje, że będzie się działo artystycznie wszelakie – grafika, malarstwo, muzyka, będzie w czym wybierać. Pomiędzy tym my. Później L’art festival w Lubartowie, a jesienią… Jesienią sady się rumienią, a my rumienić się będziemy… No właśnie, nie powiemy Wam jeszcze, ale szykujemy mega niespodziankę!

rozmawiał Bartek Szlapa

Komentarze

Powered by Facebook Comments