ctksm

KSM za kulisami: Cheap Tobacco

2015/07/21

Kraków jest kolebką bluesa – do takiego wniosku doszliśmy razem z Natalią Kwiatkowską i Robertem Kapkowskim z Cheap Tobacco. Spotkaliśmy się z okazji premiery ich debiutanckiego pełnowymiarowego krążka Promises of Tomorrow. Co miało być krótkim wywiadem z okazji wydania płyty, przerodziło się w ciekawą, momentami zabawną, a także inspirującą rozmowę o muzyce, biznesie muzycznym, spadaniu ze sceny, festiwalu Bluesroads, wygrywaniu wszystkiego, a także o tym, że da się owocnie i skutecznie prowadzić zespół all by yourself!

Rozmawiamy równy miesiąc po premierze płyty Promises of Tomorrow. Jak odbiór? Jak sprzedaż? Jak reakcje? Jak koncerty?

Robert Kapkowski: Na razie bardzo dobrze, ku naszemu zaskoczeniu; jesteśmy zadowoleni, jeśli chodzi zarówno o sprzedaż internetową, jak również sprzedaż podczas koncertów. Wszystko idzie bardzo pozytywnie.

Natalia Kwiatkowska: Na koncertach  sprzedaje się naprawdę bardzo dużo płyt. Jesteśmy bardzo zadowoleni, ponieważ płyta jest dobrze odbierana zarówno przez słuchaczy, jak i przez redaktorów.

Premiera odbyła się na najlepszym krakowskim bluesowym festiwalu – Bluesroads. Jak wrażenia? Graliście przed Leszkiem Cichońskim, więc musiało być bardzo dobrze!

Natalia: Nie, to nie miało aż tak wielkiego znaczenia dla nas, przed kim gramy. Ważne było, że gramy! Byliśmy tym bardzo przejęci, było bardzo dużo ludzi, lepiej nie mogliśmy sobie tego wymarzyć. Dla mnie to był szał (śmiech).

Robert: Jeśli chodzi o tę premierę, to jest to przede wszystkim duża zasługa Bartka Stawiarza, który nas na nią namówił, bo na samym początku planowaliśmy wydać płytę troszeczkę wcześniej, ale już rok temu było rozmowy z Bartkiem, który powiedział, żebyśmy poczekali, wydali na Bluesroads, i to był strzał w dziesiątkę. Trochę stresu było, co mnie troszeczkę zdziwiło, ale wszystko „siadło” bardzo dobrze. Super przyjęcie, nasze ogranie z materiałem, graliśmy go wtedy pierwszy raz na żywo… Dzień wcześniej mieliśmy co prawda taką małą prapremierę w Rudzie Śląskiej, ale na Bluesroads to była premiera właściwa. Zagraliśmy wspólnie z Borysem Sawaszkiewiczem ze Szczecina.

Nie był to Wasz pierwszy raz na Bluesroads.

Natalia: Cztery lata temu braliśmy udział w konkursie, trzy lata temu pojawiliśmy się jako laureaci, a potem już gościliśmy częściej, ale nie jako Cheap Tobacco, tylko jako jednostki będące częścią czegoś, jakiegoś większego projektu, np. Bluesroads bandu czy też koncertu dla Jarka Śmietany. Dawno nie graliśmy jako „my” i dlatego tym bardziej było to wyczekane, spotęgowane.

Robert: Ludzie też dopytywali się na każdej edycji, czemu nie gracie z Cheap Tobacco, kiedy zagracie jako pełen zespół, to było bardzo miłe. Wszyscy się szczęśliwie doczekali (śmiech).

Premiera na Bluesroads, a teraz gracie trasę koncertową, widziałem Niemcy na rozpisce.

Robert: Tak, Bochum, dwa koncerty na festiwalu Bochum Total, później festiwal w Augustowie, kilka koncertów pomiędzy.

Natalia: Gramy jeszcze na Pomorzu, a w Augustowie spędzimy cztery dni na Augustowskim Blues Maratonie, rewelacyjna impreza nad jeziorkiem, gramy tam trzy koncerty. Dużo się dzieje. Na jesień chcemy intensywnie koncertować, w takie rejony Polski, w które musimy pojechać z premierą płyty. Także śledźcie nasze profile!

No właśnie, bo przecież lipiec nie jest chyba najlepszym momentem na koncerty.

Robert: Jest, tylko że to są głównie plenerowe sprawy. Od maja do września, w większości festiwale. Dopiero od września ruszamy w trasę klubową.

Wszystko robicie sami? Macie management?

Robert: Sami.

Ciężko? (śmiech)

Robert: Dużo.

Natalia: Dużo, czasami ciężko, ale to też jest fajne. Gdy człowiek wyszedł już z tej fazy „boję się załatwić cokolwiek i tak mi głupio”, nauczył się akceptować i doceniać wszystkie aspekty takiej pracy. Robiąc to systematycznie, zaczyna się czerpać przyjemność z tej pracy „papierkowej”.  Pracujemy sami na siebie, im więcej pracujemy, tym więcej mamy efektów, jesteśmy sami za siebie odpowiedzialni.

Robert: Sami sobie katem, sami sobie panem (śmiech).

Sterem i okrętem. Ciężko Was określić. Bluesem to Wy nie jesteście. Nie chodzi o szufladkowanie, ale jakiekolwiek bliższe określenie muzyczne.

Robert: Ostatnio bardzo fajnie określił nas Jan Chojnacki w Trójce. Powiedział, że nie jesteśmy ani zespołem rockowym, ani bluesowym, że Cheap Tobacco to Cheap Tobacco, że szukamy swojej własnej drogi w tym wszystkim, swojej jakości, i że dobrze nam to wychodzi. Jest to bardzo fajne określenie tego, co robimy, i bardzo nas cieszy. Bluesa w tej najnowszej płycie nie ma już w ogóle. Tak naprawdę to nigdy nie graliśmy sztampowego bluesa ale zawsze się na nim opieraliśmy.

Ale wywodzicie się z tego środowiska.

Natalia: Tak, to prawda, wywodzimy się, wcześniej można było wyraźnie usłyszeć w naszej muzyce korzenie bluesowe, tę podstawę. Nasza muzyka zawsze była i jest dobrze przyjmowana w środowisku bluesowym. Mamy ogromne wsparcie od wszystkich fanów bluesa i to jest dla nas bardzo ważne. O nowej płycie można powiedzieć, nie gatunkując jej, że poszła w zupełnie inną stronę.

A czy można powiedzieć, że ta płyta ma ten przedrostek „pop”?

Robert: Tak, myślę, że można tak powiedzieć i nie ma się tu czego wstydzić.

Natalia: Jest „piosenkowa”!

Robert: Jest to pomieszanie rocka, trochę funky, trochę popu.

Natalia: Pop Blues (śmiech).

Długo pracowaliście nad tą płytą? 13 kawałków.

Natalia: Plus jeden ukryty!

Kilka kawałków po polsku… Celowy zabieg? Zmieszanie dwóch języków? Czy nie mogliście się zdecydować? (śmiech)

Natalia: Kwestia przypadku, bo jak piszemy utwory, to czasem łatwiej, automatycznie wchodzi ten tekst angielski, a czasem polski. Zależy od muzyki. Nie jest to zupełnie zaplanowane (śmiech).

Niektórzy postrzegają to w ten sposób, że nie możecie się zdecydować, a inni, że jest to celowy zabieg, bo utwór z tekstem polskim łatwiej się sprzeda na rynku krajowym.

Robert: Na pewno też zwracaliśmy uwagę na to, żeby były polskie numery. Bo one mają zupełnie inną moc i gdzieś tam dążymy, żeby tego polskiego było więcej.

Natalia: Może już nawet następna płyta będzie bardziej po polsku niż po angielsku, zobaczymy.

Gracie w Niemczech, a chcecie bardziej po polsku?

Natalia: (śmiech) Będziemy wydawali dwujęzyczne płyty. Jeden krążek po polsku i drugi po angielsku!

Robert: Zdarzało nam się grać już za granicą i mieliśmy bardzo dobre przyjęcie mimo tych polskich tekstów.

Natalia: I oczywiście trzeba też promować swój język za granicą! Nie ma się czego wstydzić.

Uderzacie za granicę? Celujecie w jakieś konkretne rynki?

Robert: Chcielibyśmy się gdzieś tam na te zachodnie rynki otworzyć. Bardzo cieszymy się z tego festiwalu w Bochum, w przyszłym roku będziemy pracować, by pokazać się na większej ilości wydarzeń za granicą.

Cała płyta wydana bez wsparcia żadnej wytwórni, all by yourself?

Natalia: Tak.

Gdybyście dostali propozycje od dużej wytwórni, to poszlibyście w taką stronę? Wielkiego biznesu?

Robert: Tak.

Natalia: Ale dystrybucyjnie (śmiech). Na naszych warunkach! Jeśli tylko by mogli nam pomóc, a nie zaszkodzić, bo w takie coś byśmy się na pewno nie pakowali – typu nagrywanie na ich koszt płyty, a potem my musimy spłacać haracz, nie dostawać nic z muzyki i nie mieć się z czego utrzymać – to raczej nie (śmiech).

Robert: Wszystko zależałoby od umowy. Działamy już od pięciu lat, sporo koncertujemy, więc nauczyliśmy się sami to ciągnąć. Wiemy, że się da, wbrew temu, co wielu ludzi nam mówiło. Wiemy już, jak to wygląda i wiemy, że obiecywanie złotych gór nie zawsze kończy się złotymi górami. Na pewno nie zgodzilibyśmy się na nagrywanie rzeczy, „bo wypada, bo trzeba, bo to się sprzeda”. Jeśli coś ma nam pomóc, to bierzemy, jeśli nie, to nie.

A jak oceniacie krakowską sceną bluesową? Jak Kraków wypada na tle całego kraju?

Natalia: Bardzo, bardzo mocno.

Najlepiej?

Natalia: Tak. Myślę że Kraków jest w tym momencie kolebką polskiego bluesa oraz muzyki okołobluesowej. Może jestem po prostu nieobiektywna, ale uważam, że te zespoły krakowskie są po prostu na świetnym poziomie muzycznym, są profesjonalne pod każdym względem.

Robert: Można zobaczyć to też po tym, ile zespołów z Krakowa jest w czołówce ankiety  Blues Top kwartalnika Twój Blues, gdzie ludzie głosują na najlepszy zespół – i co roku pojawiają się krakowskie zespoły. Choćby Łukasz Wiśniewski z Kraków Street Band jest harmonijkarzem roku, Piotrek Grząślewicz był gitarzystą roku, odkrycie roku zespół Hard Times, zespół Cheap Tobacco, Gruff!, Kraków Street Band – rok po roku to wszystko idzie. Zespół roku – Harmonijkowy Atak, trzon jest z Krakowa. Teraz wszystkie te przeglądy zespołów, Hot Tamales Trio wygrywają przeglądy, dostają nagrody dla instrumentalistów. Kiedyś też zespół L’Orange Electrique.

Już nie istnieją.

Robert: Tak, ale wtedy robili dużo w bluesie… Dużo osób nam mówi, że dużo się dzieje w Krakowie, mamy aż nadto zespołów dobrych, które są chętnie zapraszane w całej Polsce.

I mamy oczywiście Bluesroads!

Robert: Tak, mamy Bluesroads, który jest pewnym fenomenem! To jest festiwal, na który przychodzi najwięcej młodych ludzi, posłuchać takiej bluesowej muzyki – i chce jej słuchać! A to jest bardzo ważne.

Natalia: Tak, bo na wielu tych festiwalach w Polsce młodzieży brakuje, a w Krakowie, dla odmiany, jest szaleństwo totalne i jest pełno młodych ludzi, którzy tę muzykę czują i lubią.

Robert: Myślę, że duże podziękowania od całej tej bluesowej ekipy należą się Bartkowi Stawiarzowi, który scalił  to środowisko. Stworzył jedną rodzinę, wszyscy utrzymujemy kontakty, gramy razem w różnych konfiguracjach, bawimy się.

Właśnie tego dotyczy moje następne pytanie. Widziałem Natalię już w milionach różnych występów i jestem ciekaw, jak znajdujecie czas na to wszystko? Gdzie w tym wszystkim jest Cheap Tobacco?

Robert: Na pierwszym miejscu! (śmiech)

I nie ma żadnego konfliktu?

Robert: Konfliktu może nie, bardziej występuje nadurodzaj, brak czasu.

Brak czasu na co?

Natalia: Brak czasu wolnego! (śmiech)

Robert: O tym już nawet nie wspominam. Cały czas jest coś. Nie ma czasu na inne rzeczy, ale to jest fajne akurat.

Natalia: To jest kwestia pogodzenia terminów, bo wiele z nich się pokrywa. Głównie chodzi tutaj o Kraków Street Band i o Cheap Tobacco, nasz basista gra też w zespole Lew Na Ziemi, który też aktywnie koncertuje, ale mamy taką zasadę pierwszeństwa terminów, polegającą na „kto pierwszy, ten lepszy” (śmiech). Na szczęście jest opcja załatwienia sobie zastępstw, np. w KSB, dlatego jakoś to wszystko się układa szczęśliwie.

Kraków Steet Band był w Must Be The Music… Wiecie, do czego zmierza następne pytanie? (śmiech)

Robert: Tak (śmiech).

Czy z Cheap Tobacco wybralibyście się do takiego programu? Co w ogóle o nich sądzicie? Robert, Ty byłeś, więc na pewno masz dobre zdanie! (śmiech)

Robert: Na pewno nam się to przydało, to pozwala przedstawić się szerszej publiczności i myślę, że w tych kategoriach to trzeba rozpatrywać, a nie jako rzecz, która ułoży Ci życie i zrobi nie wiadomo co. Trzeba to potraktować jako reklamę, potraktować telewizję jako nośnik, który można wykorzystać do tego, aby pokazać się z tym, co się robi. Z Kraków Street Band nam się to udało, myślę, że z Tobakami też jak najbardziej mogłoby nam to pomóc.

Natalia: Pomyślimy (śmiech).

Dlaczego jeszcze nie poszliście?

Robert: Nie możemy o tym teraz mówić jeszcze (śmiech).

Natalia: Nie byliśmy wcześniej, bo broniliśmy się przed tym rękami i nogami, chcieliśmy tymi innymi, niezależnymi ścieżkami podążać – i nie mówię, że nam się to nie udało. Podążamy coraz dalej, co roku jest lepiej, ale gdybyśmy poszli do takiego programu na pewno potraktowalibyśmy to jako sposób na pozyskanie jeszcze większej ilości słuchaczy.

Robert: Wcześniej obraliśmy sobie taką drogę objeżdżania całej Polski i tam zdobywania fanów, ludzi, którzy nas poznają. Wybraliśmy sobie taką objazdówkę, jeździliśmy bardzo dużo, dalej jeździmy; myślę, że na różne rzeczy przychodzi też czas. Teraz wydaliśmy w końcu longplaya pierwszego, bo wcześniej mieliśmy tylko EPkę, więc po kolei różne szczeble i stopnie zdobywamy. Widzę to też po Street Bandzie, że nam to mocno zaprocentowało, ale dużym plusem było to, że każdy z nas grał w innych zespołach, zajmował się muzyką profesjonalnie. Dzięki temu wiedzieliśmy, jak to wygląda, nie poszliśmy tam w stylu: nie mamy materiału, nie do końca wiemy, co chcemy grać, tylko poszliśmy z konkretnym celem i produktem. I to widać po osobach, które wygrały te programy, że zostały w miejscu. Bo nie wiedzieli, co chcą robić. Nagle pojawia się mnóstwo możliwości, ale nie ma się nawet repertuaru ani pomysłu na siebie. I nagle wychodzi sytuacja, że komuś coś się dyktuje, a ta druga osoba jest niezadowolona. Idąc tam, trzeba wiedzieć, czego się chce.

A czy Wy wiecie, czego chcecie? Wiecie, gdzie chcecie być za pięć lat z tym zespołem?

Natalia: Sława, pieniądze, bita śmietana (śmiech).

Robert: Gdzieś tam w sferze tych marzeń, celów w Polsce jest to, żeby zagrać na kilku najważniejszych dla nas festiwalach, tj. Open’er, Orange Warsaw, Męskie Granie…

Woodstock?

Natalia: Śniło mi się dzisiaj, że graliśmy na Woodstocku. Grać coraz większe festiwale, bo to mnie kręci! (śmiech)

Robert: Na pewno coraz większe festiwale, a także granie na Juwenaliach, nie tylko tych krakowskich, ale gdzieś tam w Polsce też. Ciężko zawsze nam się było wbić, w tym roku udało się  zagrać przed klubem Żaczek..

Natalia: Fajnie było.

Robert: Wyznaczamy sobie cele i szczęśliwie udaje nam się je osiągać. Oczywiście zaczynaliśmy od przeróżnych przeglądów.

Ciężko było z tymi przeglądami?

Natalia: Super było, wszystko wygrywaliśmy! (śmiech)

Robert: Dla nas było super, chociaż trochę nas te pierwsze przeglądy stresowały. Baliśmy się, że nie gramy przecież takiego tradycyjnego bluesa, ale jednak gdzieś to się przyjęło, sporo przeglądów zagraliśmy, sporo udało się wygrać lub mieć nagrodę publiczności. Ta średnia była wysoka (śmiech). Braliśmy udział też w innych przeglądach, nie tylko bluesowych, np. piosenki autorskiej. Synestezje, dzięki którym udało nam się zagrać przed zespołem Hey – co było miłe, bo uzyskaliśmy aprobatę samego zespołu. To na pewno dużo daje i to też pozwoliło nam później dostawać się na różne festiwale, bo ludzie nas zobaczyli. Po jednym sezonie przeglądowym, kolejny graliśmy już na festiwalach jako pełni uczestnicy i fajnie obsadzeni w harmonogramie.

Czyli mogę bezpiecznie stwierdzić, że jesteście jednym z tych zespołów, którym udaje się ścieżka przyczynowo-skutkowa? Step by step. Na początku przeglądy, potem festiwale, potem większe koncerty i dalej, więcej. Każda z tych mniejszych rzeczy dała Wam dostęp do kolejnych większych. A jak widzicie swój wpis na Wikipedii za pięć lat?

Robert: Zespół Cheap Tobacco wydał dwie, trzy autorskie płyty, które dobrze się sprzedają, wystąpił na największych festiwalach w Polsce i za granicą, koncertuje po całym świecie. I tego byśmy chcieli.

Natalia: Mnie od zawsze się marzy, i gdzieś to tam się sprawdza, bo taki feedback dostajemy po tej płycie, że Cheap Tobacco to Cheap Tobacco. Nie ma żadnego gatunku, jest odrębna jakość muzyczna.

Robert: Skok może będzie duży, ale trzeba mierzyć wysoko…

Natalia: Tak jak U2 to U2, a Cheap Tobacco to Cheap Tobacco (śmiech).

Czyli celujesz jak The Edge? Będziesz jeździł z osobnym tirem efektów gitarowych?

Natalia: I będziesz spadał ze sceny (śmiech)!

Chcielibyście spaść z takiej sceny jak Foo Fighters i U2?

Natalia: Ja bym chciała! Paulo Nutini, taki super muzyk – on też spadł ze sceny, a dzięki temu sprzedaż jego płyt wzrosła po tej akcji o 48%! Myślę, że dla dobra zespołu muszę kiedyś spaść ze sceny! (śmiech)

Ale to lepiej… Zgiń. Nic tak dobrze nie działa jak śmierć!

Natalia: Bałam się, że to powiesz! (śmiech)

Robert: Mieliśmy różne takie śmieszne sytuacje… Kiedyś Natalia grała z gipsem na nodze, a my się śmialiśmy, że skakała i szalała więcej niż my! Była taka sytuacja kiedyś, bardzo chcieliśmy chcieliśmy zagrać przed takim zespołem Big Fat Mama. Okazało się że zadzwonił do nas organizator Festiwalu Był Sobie Blues w Tarnowie-Wojtek Klich, i nas zaprosił, żebyśmy zagrali zaraz przed Big Fat Mamą. Historia z cyklu – spełnienie marzeń.

zapraszamy na fanpage zespołu

zdjęcie zostało wykorzystane za zgodą Anny Gałązki – autorki zdjęcia. 

Komentarze

Powered by Facebook Comments