12041997_10201199779312788_887096384_n

KSM za kulisami: Chango

2015/09/16

Od jakiegoś czasu wszyscy, poniekąd słusznie, narzekają na zamykane w Krakowie knajpy koncertowe. Informacja, że jakiś lokal otwiera się koncertowo, cieszy więc podwójnie. Niedawno pisaliśmy o Coffee Cargo, niebawem będziemy mięc dla Was wywiad z managementem Chicago Jazz. W najbliższą sobotę bowiem w tym ostatnim wystąpi zespół Chango składający się z muzyków znanych miedzy innymi z formacji Big Fat Mama, Łona, Webber & The Pimps czy Jan Gałach Band. Koncert polecamy. Tym bardziej, że wspomagać ich będzie duet Bartek Przytuła i Damian Skóra, a obok nich, jak wiadomo, nie da się przejść obojętnie. Najpierw jednak wywiad z Szymonem Drabkowskim – gitarzystą grupy Chango.

Pierwszy raz z Chango w Krakowie?

Szymon: Tak, dotychczas bywaliśmy w Krakowie jako muzycy innych zespołów. M.in. Big Fat Mama, Łona, Webber & The Pimps czy Jan Gałach Band.

Zawsze mnie to ciekawiło – jak muzyk spoza Krakowa odbiera nasze miasto? Łatwo się tu gra, organizuje koncert? Ludzie dopisują?

Bywamy w Krakowie już od kilku dobrych lat i udało nam się poznać tu świetnych ludzi, wytrawnych słuchaczy oraz znakomitych muzyków. Nigdy nie było większych problemów, żeby zorganizować w Krakowie koncert (oczywiście przy wsparciu ludzi, którym podoba się to, co robimy). Zawsze chętnie przyjeżdżamy z myślą o tym, że w powietrzu unosi się dobra aura sprzyjająca muzykowaniu, oraz licząc na kolejne spotkanie z ludźmi.

Ok, znamy Was jako muzyków z innych projektów – jak na ich tle opisałbyś Chango?

CHANGO powstało, kiedy mieliśmy ochotę po prostu muzykować, bez żadnych ograniczeń. Jest to zespół instrumentalny, nastawiony na żywe granie, trochę transowe. Na pewno słychać też w naszej muzyce elementy, który wnosiliśmy do innych zespołów, ale tym razem w wersji bez wokalu. Nie zamykamy się w żadnych ramach, więc czasami pozwalamy sobie zaprosić gości muzycznych z różnych światów. Chociażby ostatnio Jacek „Budyń” Szymkiewicz, DJ Falcon1 czy Mikołaj Trzaska.

Kiedy wystartowaliście jako CHANGO?

Zaczeliśmy wspólnie grać prawie pięć lat temu. Były to luźne spotkania „bez zobowiązań”. W 2011 roku zagraliśmy jako CHANGO jeden z pierwszych koncertów z wybitnym jazzmanem – Markiem Kazaną. Zarejestrowaliśmy trzy numery, ale w związku z tym, że każdy z nas był mocno zaangażowany w inne projekty, CHANGO pozostawało w lekkim zawieszeniu. Dopiero od dwóch lat jesteśmy bardziej aktywni. Prowadzimy cykliczne „dżem session” w Piwnicy Teatru Kana, kończymy pracę nad debiutancką płytą, no i gramy koncerty.

Jak Wasi fani, którzy znają Was chociażby z BFM, reagują na Wasze kolejne wcielenie? Podoba się to, co robicie? 

Trzeba by zapytać ich. Dotychczas nie spotkaliśmy się ze złą reakacją na to, co robimy (chyba, że nas oszukują :)) Jeśli ktoś słuchał BFM i zwracał uwagę nie tylko na wokal, ale też na muzykę, to na pewno się nie zawiódł. Granie w CHANGO daje nam natomiast możliwość trafienia również do innej publiczności – bardzo ekscytujący był dla nas występ w wypełnionej po brzegi Filharmonii Szczecińskiej czy Teatrze Kana w towarzystwie legendy yassu, Mikołaja Trzaski. Są to zupełnie nowe doświadczenia.

A jak w ogóle wyglądają Wasze koncerty? Żywiołowe granie do zabawy czy kameralne, spokojne spotkania?

Najlepiej byłoby wybrać się i przekonać samemu (śmiech). Nie jesteśmy typowym zespołem do tańca, aczkolwiek nasza muzyka mocno zahacza o klimaty funkowe i kładziemy duży nacisk na puls i groove. To, czy ludzie dadzą porwać się do zabawy, często zależy od charakteru imprezy oraz panującej atmosfery.

Czy to, że jesteście zespołem instrumentalnym, to już postanowione? Czy jeśli pojawi się jakiś ciekawy głos, to chętnie go powitacie w zespole?

Największy urok tego zespołu to to, że nic nie jest postanowione (śmiech). Już niebawem w Internecie pojawią się fragmenty ostatniego koncertu, gdzie gościnnie zaśpiewał z nami Jacek „Budyń” Szymkiewicz, znany między innymi z zespołów POGODNO czy Babu Król. Pewne jest natomiast to, że na płycie, która już niebawem ujrzy światło dzienne, nie będzie żadnych wokali. No, może prawie żadnych (śmiech).

Na koncercie usłyszymy już coś z nadchodzącej płyty?

Jasne! Będą kawałki z płyty, trochę nowych rzeczy, które już udało nam się stworzyć, i na pewno nie zabraknie improwizacji.

Co jest najfajniejszego dla Was w tym zespole, co odróżnia go od innych Waszych projektów?

Dla mnie to, że mam pod ręką najlepszych kumpli, z którymi jestem już od lat, a uwielbiamy dalej wspólnie muzykować. Przede wszystkim, ten zespół to nie projekt, to przyjacielskie i muzyczne spotkanie. Myślę, że najlepiej posłuchać i samemu ocenić, co odróżnia nas od innych.

Ok, chciałbym troszkę o Krakowie, jeśli możemy. Jest jakiś koncert, który szczególnie wspominasz?

Hmm, świetnie wspominam nasze pierwsze koncerty z BFM w nieistniejącym już klubie Ptasiek, zawsze była tam niesamowita energia. Było też granie na Barce, kiedy dzień przed koncertem nasz perkusista Kuba (grający też w CHANGO) złamał rękę i zagraliśmy z nieznanym nam wtedy perkusistą Rafałem Zającem, który miał jedną noc na nauczenie się materiału. Oczywiście, jak zawsze się udało (śmiech).

Jakieś krakowskie zespoły, o których u Was się mówi?

Oczywiście! Większość z nich to nasi bliscy znajomi, ale oprócz tego, że się znamy, cenimy ich przede wszystkim za muzykę. Na pewno Kraków Street Band, Cheap Tobacco, Straight Jack Cat, Cinemon, GRUFF, Limboski.

Wspomniałeś, że często Waszym koncertom towarzyszą niespodzianki – goście, improwizacje. Możemy liczyć w Krakowie na coś specjalnego?

Niespodzianka jest niespodzianką, jeśli o niej nie wiadomo Zapraszamy.

Czyli coś szykujecie. Ok, to jeszcze o płycie – kiedy premiera?

Płyta jest już nagrana. Naszym wydawcą jest nowy label BIG FLOW. Aktualnie trwają przygotowania wydawnicze, ale dokładnego terminu premiery nie chciałbym jeszcze zdradzać. Na pewno zagości w sklepach jeszcze w tym roku.

Jakie w takim razie plany na przyszłość? Jakaś większa trasa po premierze?

Na jesień szykujemy kilka koncertów w Polsce i mamy potwierdzone festiwale na przyszły rok. Stopniowo będziemy odkrywać kolejne niespodzianki. Myślę, że będzie bardzo ciekawie, ale nie lubię zapeszać.

Koncertujecie, gracie, robicie to bardzo dobrze. Czujesz sie spełniony jako muzyk?

Jak najbardziej. Szczególnie w tym składzie mogę pozwolić sobie muzycznie na dużo swobody. Ostatnio miałem również okazję uczestniczyć w sesji nagraniowej dla zaprzyjaźnionego wokalisty. Cały czas coś się dzieje, aczkolwiek natura taka, że zawsze chciałoby się więcej!

W takim razie, czego można życzyć spełnionemu muzykowi?

Hmm, żeby mi się cały czas chciało chcieć (śmiech).

W takim razie tego Ci życzę i widzimy sie na koncercie. Zagracie w nowym klubie na mapie Krakowa, więc mam nadzieję, że parapetówka będzie godna.

My już nie możemy się doczekać! Chicago Jazz wygląda bardzo obiecująco, no i oczywiście bardzo miło będzie spotkać się w w doborowym towarzystwie Krakusów (śmiech).

rozmawiał Bartek Szlapa

zapraszamy na fanpage zespołu.

Komentarze

Powered by Facebook Comments