12626187_1059205684101234_865006447_n

KSM za kulisami: Brain’s All Gone

2016/02/03

Brain’s All Gone to trzy urocze dziewczęta wycinające melodyjnego punkrocka. Możecie je znać z udziału w pewnym talentshow, licznych koncertów, a, od niedawna, również z płyty w Empikach. Jeżeli oczywiście w Empikach bywacie. O płycie, przygodach na trasie, koncertach i współpracy w majorsem porozmawiał z dziewczynami Bartek.

Powiedzcie mi jak doszło do Waszej współpracy z Sony? Od czego to wszystko się zaczęło?

Aleks: Od Emergenzy.
Wrona: Podobno.
Aleks: Brałyśmy udział w Emergenzie na początku 2013 roku. W Sony mają co jakiś czas zebrania, na które „przynoszą” nowych artystów i tam właśnie decydują, którymi ewentualnie mogliby się zająć. Ktoś zobaczył nas na Emergenzie i w paru innych miejsach…
Wrona: Obserwowali nas przez dwa lata.
Aleks: …aż w końcu napisali do nas maila i akurat tak się złożyło, że kończyłyśmy nagrywać naszą pierwszą płytę. Trwało to dwa lata, bo zanim uzbieraliśmy pieniądze, materiał i jakiekolwiek umiejętności (śmiech), to trochę czasu minęło. No i wydałyśmy płytę. To w sumie głównie dzięki działalności w necie i braniu udziału w konkursach. To ważne, żeby gdziekolwiek „być”, żeby ktoś zauważył zespół.

Czyli to nie było tak, że wysyłałyście, dzwoniłyście do nich?

Wrona: Wysyłałyśmy na początku, jak zakładałyśmy zespół. To nie miało w ogóle związku.
Aleks: Oni raczej nie przeglądają takich rzeczy.
Wrona: Też mi się tak wydaje. Ludzie tam wysyłają milion płyt, ale podejrzewam, że to wszystko ląduje gdzieś w koszu i nawet tego nie przeglądają. Maile może jakoś tam sporadycznie, ale płyty wysyłane pocztą średnio. Wydaje mi się, że jak są kimś zainteresowani, to sami obserwują i sami się odzywają.

Jakie są największe plusy i minusy podpisania kontraktu? Na tę chwilę oczywiście, bo może się to jeszcze zmienić z czasem.

Aleks: Na tę chwilę plusem jest to, że mamy wydaną płytę i że wsparli nas finansowo. Dostaliśmy zwrot kosztów za nagrania, co było dla nas dużym wsparciem i cieszymy się, że w ogóle jest ta płyta w sklepach.
Marta: Same nie załatwiłybyśmy tego, żeby płyta była dostępna w Empikach.
Aleks: Przede wszystkim musiałybyśmy uzbierać pieniądze na to, żeby ją wytłoczyć i na pewno to nagranie nie zwróciłoby nam się w żaden sposób. Teraz, jak piszemy do jakichś festiwali, to można się podpisać…
Wrona: Zawsze to lepiej wygląda jak cokolwiek chce się załatwić.
Marta: Można się powołać na to, że mamy kontrakt. Jakoś bardziej profesjonalnie się wygląda.
Aleks: A minusy? W zasadzie nie ma minusów na chwilę obecną, ale też wiele nie zmienia jeszcze ten kontrakt. Nie dzieje nam się żadna szkoda na pewno, ale na tym etapie to jeszcze jest tak, że…
Marta: …dopiero raczkujemy.
Aleks: Dokładnie! To nie jest tak, że podpisze się kontrakt i nagle puszczają Cię w każdym radiu w Polsce, tylko trzeba sobie samemu też na to zapracować. To jest raczej długi proces, szczególnie w Polsce. No, chyba, że się jest gwiazdą disco polo i na YouTubie nagle ma się milion wyświetleń.
Wrona: Albo z powodu jakiegoś talent show, na którego wytwórnia się napali i promuje ile wlezie, bo zdarza się i tak.
Aleks: Nie jest tak, że się podpisze kontrakt i oni mają miliony znajomości i upychają Cię, gdzie chcą. Minusów na chwilę obecną nie ma. Tak naprawdę jeszcze nie zarabiamy.
Wrona: Ale wcześniej też nie zarabiałyśmy. To nie jest zależne od wytwórni, tylko od nas (śmiech).
Aleks: Zobaczymy, jak to będzie w przyszłości. Przede wszystkim kontrakt się odnawia i obydwie strony muszą być chętne. Na razie nie mamy żadnych powodów, żeby być niezadowolone.
Wrona: Minusem jest to, że jak są jakieś fajniejsze konkursy, to czasami jak się ma kontrakt i wydaną płytę, nie można brać w nich udziału. To trochę ogranicza. Podpisało się ten kontrakt, sprzedało się wizerunek.
Aleks: To już jest taki dziwny etap, gdzie się już nie jest początkującym, ale jeszcze się nie jest „kimś”.

Kontrakt macie podpisany terminowo czy na ilość płyt?

Wrona: Na dokładnie rok od wydania płyty.
Marta: Nie wiem, czy możemy o tym mówić.

Pewnie fajnie zrobić sobie zdjęcie ze swoją płytką w Empiku.

Marta: Fajnie (śmiech). To jest chyba najfajniejsze. Po prostu chodzimy do tych Empików czy tam Saturna, gdziekolwiek ta płyta jest, szukamy jej, wystawiamy ją sobie na bestseller i wychodzimy ze sklepu.
Wrona: Piszemy sobie wzajemnie: „Patrz, znowu nas dali na zagraniczne” albo że tu nie ma, a tu jest. Super jest też, gdy znajomi, zwłaszcza muzycy, wysyłają ci zdjęcia. „O, widziałem Twoją płytę w Empiku”. To jest takie budujące. Niby się narzeka, że nie dzieje się jakoś dużo wokół nas, ale sam fakt, że ta płyta w ogóle jest w sklepie – jest osiągnięciem. Wydaje mi się, że sporym.

Czy wytwórnia ingerowała w materiał na płytę?

Wrona: Nie, już miałyśmy gotowy materiał, kiedy się odezwali.
Marta: Chcieli przesłuchać i powiedzieli, że im się wszystko podoba. Nie mają nic do zarzucenia.
Wrona: „W ogóle nic nie zmieniać, my to bierzemy”.
Marta: Jeżeli są zainteresowani jakimś zespołem, to są zainteresowani tym, co prezentują. Raczej nie chcą nic zmieniać. To nie jest tak, że oni chcieli zbudować produkt, tylko przyjęli nas takie, jakimi jesteśmy.
Wrona: Co mnie, szczerze mówiąc, zaskoczyło, bo myślałam, że bardziej będą chcieli ingerować w to, jak wyglądamy, jak się zachowujemy, co mówimy w wywiadach, jaką muzykę gramy, że bardziej będą narzucać swoje pomysły.
Aleks: Tak naprawdę służą zawsze radą i wspierają.

A jeśli chodzi o nagranie? Brzmienie?

Marta: My mamy swojego producenta od jakiegoś czasu i też nie ingerowali za bardzo w to, co on tam robił z tymi piosenkami.
Aleks: Tak naprawdę nie ma tak wiele rockowych zespołów i nie bardzo ingerują, bo jednak osoba musi się trochę znać mniej więcej na tej muzyce, albo być w niej.
Wrona: Mnie się wydaje, że oni się bardziej wpieprzają do popowych artystów niż do takich w naszym stylu.
Aleks: Tym bardziej, że popowi artyści rzadko kiedy piszą sami muzykę. Także mają większy wpływ na to, jak to będzie wyglądało. Jakie jesteśmy, takie nas wzięli. To jest bardzo fajne.

Przed podpisaniem kontraktu też dość prężnie działałyście marketingowo? Miałyście jakiegoś menedżera wcześniej czy same wszystko robiłyście?

Aleks: Nie, same robiłyśmy wszystko.

Grałyście też dużo za granicą.

Aleks: Wrona pisała dużo maili do różnych festiwali. To był chyba 2013 rok.
Wrona:  Tak, zaraz po wydaniu EP-ki.
Aleks: Miałyśmy grać na Rebellionie w Blackpool. Tam, gdzie nas zresztą okradli.
Marta: W drodze na ten festiwal.
Aleks: Ale dzięki temu odezwał się do nas znajomy organizatora sceny, na której miałyśmy grać. Napisałyśmy do niego wcześniej, czy by nam przy okazji nie ogarnął jakichś koncertów, bo same nie potrafiłyśmy. Powiedział, że jakbyśmy chciały, to może nam zorganizować jakąś trasę, bo mu się spodobałyśmy.
Wrona: W sumie zagrałyśmy dwie trasy w Anglii, a poza tym miałyśmy też agenta, Maria. Nie wiem, skąd on się wziął.
Aleks: Aha, z kolei jego znał ten koleś, który organizował nam tę trasę w Anglii. Oni się porozumieli i zrobił nam parę koncertów we Francji, w Niemczech i w Pradze. Koncert w Słowenii wygrałyśmy w konkursie.
Marta: Na Facebooku! (śmiech)
Aleks: Był konkurs dla młodych zespołów i spamowałyśmy, zapraszałyśmy wszystkich znajomych, żeby na nas głosowali i nam się udało. To był fantastyczny festiwal.
Wrona: Czasami też jest tak, że z zewnątrz to wygląda super, koncerty w Niemczech, za granicą, a trzeba spać w jakiejś spelunie bez okien.
Aleks: Albo w samochodzie na parkingu.
Wrona: I jeść nie wiadomo co. Chleb z keczupem przez cały tydzień.
Aleks: Chleb z keczupem to jest nasze standardowe menu podczas trasy.
Wrona: …no, także trasa za granicą nie jest czasem taka super, jak się wydaje.
Aleks: Same koncerty są fajne i w zasadzie możemy sobie za darmo pozwiedzać. Mamy sześć miejsc w aucie i jak jedziemy w trójkę, to bierzemy trójkę znajomych i razem zrzucamy się na benzynę, to nam wtedy akurat starcza.

Technicznych?

Marta: Powiedzmy.
Aleks: Takich niby technicznych, ale dla nich to jest tańsza wycieczka, a nam akurat się zwraca za podróż. Fajna sprawa, ale to nie jest tak, że przyjeżdżamy, śpimy w hotelu idziemy sobie grać.
Wrona: I tour bus nas wozi (śmiech); niestety same się musimy wozić.
Aleks: Ale to i tak jest bardzo fajna przygoda. Czasami jak sobie myślę, ile kilometrów zrobiliśmy tym biednym autem… Że też jeszcze zipie.
Wrona:  Ja się dziwię, że to auto w ogóle nas dowiozło gdziekolwiek.
Marta: Nie zawsze nas dowoziło (śmiech).

Macie już swój wehikuł?

Aleks: Mój tata ma Volkswagena T4. Jeszcze jeździ. Urwałam klamkę w tym aucie.
Wrona: Dużo przeszedł ten samochód, naprawdę.
Aleks: Raz nam się zepsuła skrzynia biegów na wyjeździe z autostrady w Sidzinie. Samochód zablokował się na  A4 i nie mogłyśmy ruszyć.
Marta: A najlepsze było to, że to było 15 kilometrów od domu i nie chceli nas odholować.
Wrona: Tak waliło, że się bałam, że to auto wybuchnie w którymś momencie.
Aleks: Mój ojciec przyjechał, ruszył z czwórki i jakoś dojechał do domu. Za to wielki szacunek dla tego człowieka.
Wrona: Kiedyś jechaliśmy na koncert do Francji, już mamy milion godzin przejechanych, wtedy dzwoni organizator, że koncert został odwołany z powodu sztormu. To nie była wina auta tym razem.
Aleks: Bardzo fajne podróże to jest rzecz, którą będę wspominać do końca życia. Nie ma to jak trasa „na biedzie”.
Wrona: I kamasutra samochodowa w spaniu!
Aleks: Ile się już pozycji przerobiło – to jest niesamowite. Nasz kolega Kajus uwielbia spać w dziurze na nogi za przednimi siedzeniami.
Wrona: Najgorsze jest miejsce kierowcy. Z nogami na kierownicy. Masakra! Najgorsza pozycja i najgorsza miejscówka.
Aleks: Najlepiej jest z tyłu.

 A jest jakaś różnica w podejściu do młodych muzyków za granicą?

Marta: Na pewno więcej ludzi przychodzi na koncerty. Nawet jak kogoś nie znają, to i tak przyjdą sobie usiąść, wypić piwo, posłuchać. A w Polsce to czasem się wychodzi i gra dla pustej sali.
Wrona: Tam kompletnie nikt nas nie znał, a i tak udało się załatwić zwroty kosztów, żarcie.
Aleks: Była większa promocja.
Marta: Wydaje mi się, że przede wszystkim mentalność ludzi jest inna. Przychodzą na koncerty i nawet kiedy wiedzą, że muszą zapłacić za wstęp, to nie jest im żal rzucić te parę funtów i napić się piwa i posłuchać jakiegoś zespołu.
Wrona: Odniosłam też takie wrażenie, że w Anglii, nawet jak ktoś przypadkowo pojawi się na koncercie, to jednak coś tam kupi – płytę czy koszulkę, bo mu się spodobało. W zasadzie dla nich to są groszowe sprawy, więc może to kwestia tego.
Marta: Jak piwo kosztuje trzy funty, a koszulka pięć, to jest niewielka różnica.  Promocja była większa ze względu na to, że byłyśmy przedstawiane jako zespół z zagranicy. W jakiś sposób to było bardziej ciekawe. Tak samo jak do nas przyjeżdżają zagraniczne zespoły, to się troszkę je inaczej promuje. Ludzie są po prostu ciekawi, bo niewiele polskich zespołów tam gra.

Czy kontrakt przekłada się w jakiś sposób na ilość granych koncertów?

Aleks:  Na razie jeszcze nie.
Marta: Czekamy na rezultaty.
Aleks: Póki co się rozkręca. Ciężko teraz coś powiedzieć.
Wrona: Zagrałyśmy w listopadzie kilka koncertów.
Aleks: Trzy.
Wrona: Ale to i tak było dużo, bo w Polsce praktycznie nie grałyśmy poza Krakowem. Ciężko nam było załatwić zwroty za podróż czy nocleg. Z wytwórnią jest o tyle łatwiej, że mamy to zapewnione.

Czyli łatwiej załatwić koncert w Anglii niż np. w Warszawie?

Wrona: W naszym przypadku tak było. Nie mówię, że zawsze się tak zdarza z każdym zespołem. To zależy, jak ktoś umie sobie załatwić, kto ma jakie znajomości.
Marta: Jak miałyśmy jechać do Warszawy, to nam oferowali w zamian dwa piwa na barze. Jak jedziemy do Berlina, to tam przynajmniej nam dadzą 200 euro na zwrot kosztów paliwa.
Aleks: Wydaje mi się, że w Polsce jest mniej miejsc, gdzie gra się małe koncerty. W Anglii np. jest mnóstwo młodych zespołów. Dosłownie w każdym pubie jest scena. W Niemczech też. Wydaje mi się, że tam jest to bardziej rozwinięte.W Warszawie też pozamykali dużo klubów i nie ma za bardzo gdzie grać.
Wrona: Albo są duże miejsca, albo jakieś małe speluny, gdzie nie ma w ogóle sceny.
Aleks: Jest albo Proxima, albo kawiarenka.

Jak oceniacie obecną scenę klubową w Krakowie?

Aleks: Fajny był Lizard King.
Marta: Właśnie! Wielka szkoda, że zamknęli Lizarda. Teraz zostały mniejsze puby.
Wrona: Nie wiem, gdzie się teraz gra w Krakowie.
Aleks: W Kawiarni Naukowej, ale jeżeli byłeś, to sam wiesz, jak jest. Troszkę jest słabo z tym. Ale frekwencja jest słaba i nie ma dużego zainteresowania. Kluby utrzymywałyby się, jakby byli chętni. Szkoda. Chociaż myślę, że jakby ktoś prężnie zorganizował jakąś fajną knajpę koncertową, to by to jakoś działało. Ale tu też trzeba chęci i wytrwałości.
Marta: I pieniędzy (śmiech).

To chyba problem mentalności. Często widzimy świetne koncerty dla dziesięciu osób.

Marta: No właśnie. Wolą iść na jakąś wiksę do Prozaca.
Wrona: To nie jest tak, że się nikt nie stara. Widać, że te wydarzenia są promowane, w miarę możliwości. Z drugiej strony: nie będzie nikt codziennie zapieprzał po mieście i rozklejał plakatów.
Marta: Po prostu jakoś przestało to być modne na chwilę obecną.
Wrona: Jest dużo zespołów, a mało miejsc do grania.
Marta: Mnie się wydaje, że to działa lepiej w mniejszych miastach. Jak tam już się coś zorganizuje, to ci ludzie jednak na to przyjdą. W Krakowie mają tyle możliwości, że zawsze znajdzie się coś innego.
Aleks: Tak, bo tam jest jedna knajpa.
Wrona: „Łał! Coś się dzieje w piątek wieczorem! Gra zespół, chodźmy!” – i idzie pół wiochy, jak nie więcej. I to jest spoko.
Marta: Byłam na Eneju w Paszczynie. To było super. Pięć wsi obok przyjechało.
Wrona: Bo za darmo było.
Marta: No tak.
Wrona: Z drugiej strony, jak za darmo – to każdy przyjdzie.
Aleks: W Krakowie jest mnóstwo zespołów. Moim zdaniem to jest bardzo muzyczne miasto, ale podaż przewyższa popyt.

A macie jakieś ulubione krakowskie zespoły?

Aleks: Ja lubię Clock Machine.
Wrona: Ja nawet też, ale kto jest jeszcze w ogóle z Krakowa?
Aleks: Właśnie to jest najgorsze, że nawet nie wiem, kogo mam wymienić.
Wrona: A Straight Jack Cat już nie grają?
Aleks: Z tego, co wiem, ostatnio mieli ostatni koncert.

Jakie macie plany na teraz? Nagrywacie coś nowego?

Wrona: Piszemy nowy materiał, żeby mieć na koncerty, nie powtarzać się.
Marta: Bardziej hobbistycznie (śmiech).
Wrona: Tak poza tym bardzo chciałybyśmy grać dużo koncertów, promować płytę.
Aleks: Nasz największy plan na najbliższą przyszłość to koncerty.
Wrona: W Polsce oczywiście, jak najwięcej. W wakacje może za granicą.
Aleks: Festiwale. Super by było też zagrać na Juwenaliach. Zobaczymy, będziemy się starać. Tak naprawdę jesteśmy strasznie słabe w organizowaniu sobie koncertów. Cieszymy się, że w ogóle kogokolwiek od tego mamy. Mam nadzieję, że będzie ich jak najwięcej. Jesteśmy zawsze chętne i jak tylko mamy czas, to zawsze lubimy grać, gdziekolwiek.

A jaki koncert wspominacie najmilej?

Aleks: W Słowenii i Rebellion w Anglii. To były największe festiwale i publiczność.
Wrona: Duża scena, dużo ludzi, fajny sprzęt.
Aleks: Super organizacja, techniczni.
Marta: Dobre jedzenie.
Wrona: Po prostu, wszystko jak należy.
Aleks: Na chwilę mogłyśmy się poczuć jakbyśmy naprawdę były profesjonalistkami.
Marta: Jakbyśmy były kimś!

rozmawiał Bartek Szlapa

Komentarze

Powered by Facebook Comments