konkurs idealny

Konkurs idealny

2014/07/24

Podobno pewna jest tylko śmierć i podatki. Obserwując zachowania w sieci łatwo jednak dojść do wniosku, że pewne jest również to, że jeśli znajdzie się ktoś, kto coś robi, znajdzie się ktoś inny, kto będzie to krytykował.

W mojej ocenie jedną z najbardziej krytycznych (czy krytykujących) grup społecznych są muzycy. Dopuszczam oczywiście możliwość, że moja percepcja jest zaburzona, bo akurat muzykom mogę się bliżej (a nawet od wewnątrz) przyglądać. Ich problemy znam z autopsji, gdyż sam muzykiem usiłuję być i sam nieraz przyłączam się do krytykujących, by zgodnym chórem rugać przeciwników.

Zresztą z tego właśnie powodu nie twierdzę, że powodów do narzekania nie ma. Wręcz przeciwnie, jest ich wiele: a to knajpy nie płacą, a to wydawcy się nie da znaleźć, a to media nie chcą grać, a to na festiwale nie zapraszają, a to publiczności nie ma i tak dalej. Wszyscy muzycy to znają i jest to w zasadzie temat na osobny artykuł (który już tuż tuż), więc nie o tym, nie tu i nie teraz.

Tu i teraz chciałem nieco aktualniej: mamy lato – sezon festiwali i konkursów dla tzw. młodych zespołów – a to dość oczywisty generator problemów. I faktycznie, około dwa tygodnie temu w świat poszedł manifest We Call It A Sound dotyczący konkursu na OFF Festival i warunków, jakie organizatorzy oferują zespołom. W skrócie: fani głosują smsami, każdy z nich kosztuje 2 złote z hakiem, głosy idą w tysiące, a zwycięski zespół ma na festiwal dojechać za własne pieniądze. Jedyną jego nagrodą jest możliwość zagrania na offowej scenie.

Sytuacja taka jest niefajna, ale absolutnie powszechna. Mało który “konkurs dla młodych zespołów” oferuje godziwe warunki, a “młody” w ww. frazie najczęściej oznacza w praktyce “darmowy” czy “bezroszczeniowy”, bo coraz rzadziej “niedoświadczony”, nie mówiąc o dosłownym “młody wiekiem” (aż mnie korci, by zbadać średnią wieku zespołów na najpopularniejszych konkursach).

WCIAS zapunktował PR-owo wśród fanów, a złym organizatorom dostało się po łapach od tzw. opinii publicznej. Z pewnością nie wszystko było tak jak należy, ale…

Jako chory perfekcjonista jestem wielkim (choć im więcej robię, tym coraz mniejszym) fanem krytyki i wytykania błędów. Jednak krytyka, nawet jeśli podstawna i konstruktywna, nadal pozostaje jedynie słowami. Następnym – jeszcze fajniejszym – etapem jest ten moment, gdy słowa prowadzą do powstania nowego planu uwzględniającego poruszone problemy, a następnie gdy plan przeradza się w działanie.

Można więc narzekać na OFF czy na inne konkursy, ale mnie aż ciśnie się na usta – narzekamy, sapiemy, krytykujemy, przeklinamy, a co właściwie robimy, żeby sytuację poprawić?

Tak w 2011 roku zrodził się pomysł na Krakowską Scenę Muzyczną (której to działania wielokrotnie były krytykowane :-)) – by zamiast gadać, w końcu zacząć robić (popełniając, rzecz jasna, błędy – które potem trzeba przegadać i robić dalej).

W 2014, po manifeście We Call It A Sound, zrodził się natomiast pomysł na… konkurs idealny.

KONKURS IDEALNY

Bo właściwie czemu nie istnieje konkurs idealny, jeśli wszyscy wiedzą, jak powinien wyglądać? Przecież wiemy, że internetowe głosowania są wyścigiem na sprawność spamu i ilość znajomych i nie mają nic wspólnego z muzyką. Wiemy, że bez sensu jest nagroda w postaci nagrania demo dla zespołu, który nagrywał w najlepszych studiach w tym kraju. Wiemy, że 5 minut to raczej mało czasu na zainstalowanie się na scenie i zrobienie próby dźwięku. Wiemy, że byle pierdzący wzmacniacz z domu kultury nie zastąpi nam naszego wyjątkowego Fendera z lat 70-tych. Wiemy, że granie 15-minutowego seta dla pustej sali o 14:30 na drugim końcu Polski to nie do końca fajny koncert…

(Nawiasem mówiąc – skąd pewność, że ONI, organizatorzy wiedzą? Czy ktoś z Was rozmawiał z nimi na ten temat?)

Skoro więc wszystko wiemy, to czemu w erze DIY nadal nic z tym nie zrobiliśmy? Akceptujemy fakt, że musimy sami nagrywać i wydawać, sami organizować koncerty i trasy, sami robić promo i PR. Czemu więc nie możemy sami zrobić konkursu? Jeśli będzie to DOBRY konkurs, to może KTOŚ się przyłączy? Może pchniemy kulę śniegową i zobaczą to ONI – ci organizatorzy, sponsorzy, decydenci 😉 – i w końcu dowiedzą się, jak się to robi? A może, kto wie, nawet przyłączą się do naszej wesołej zabawy?

No to zaczynamy…

CEL

Z ust zespołu łatwo usłyszeć tezę, jakoby głównym celem konkursów była reklama sponsora. Nam ten cel z pewnością nie odpowiada, bośmy są muzycy, a nie sponsorzy. Postawmy więc odpowiedni dla nas cel: wsparcie dobrej muzyki, wychodząc z założenia, że w konkursie powinna wygrać właśnie DOBRA muzyka (co prawda chodzi nam po kolektywnej KSM-owej głowie pomysł zrobienia konkursu na NAJGORSZY zespół, ale boimy się, że nikt nie zechce wystartować).

Oczywiście jeśli chcemy mieć nagrodę dla najlepszego zespołu, to raczej potrzebny jest sponsor. Sponsor ma do siebie to, że lubi być reklamowany – potrzebna nam więc również reklama.

Tego raczej nikt nie kwestionuje. Jednak faktycznie często zaburzone są priorytety, które wysuwają reklamę sponsora na pierwszy plan. Moim zdaniem obowiązująca kolejność to:
1. Wsparcie dobrej muzyki
2. Reklama sponsora (jeśli w ogóle zdecydujemy się na jego udział).

WYMAGANIA FORMALNE

Należy zastanowić się, kogo takiego chcemy do konkursu przyjąć: zespoły z Krakowa i z okolic czy z całej Polski? Zespoły rockowe czy może raczej jazzowe? Być może nie musimy się ograniczać na tym etapie?

Myślę, że dość popularne kryterium “wydania płyty” jest również niepotrzebne, bo po pierwsze odpadnie dużo wartościowych kapel, po drugie, dzisiaj i tak nie jest jasne, co takiego oznacza “wydanie płyty”.

Moim zdaniem – im szerzej, tym lepiej. W myśl Zappowskiego “muzyka dzieli się na dobrą i złą”. Nie ma innych podziałów.

WPISOWE

Wpisowe to temat co najmniej kontrowersyjny. Stosuje je mało polskich konkursów (czy wręcz żaden?), jednak nie jest to opłata zupełnie bezsensowna. Po pierwsze, eliminuje ona przypadkowe zgłoszenia (mniej roboty przy preselekcji), a z pewnością nikomu nie jest obce działanie w trybie “wysyłam wszystko gdzie się tylko da bez sprawdzania co to za konkurs, bo może się uda”. Po drugie, podwyższa to poziom zabawy (decydują się tylko te zespoły, które naprawdę czują się “gotowe wygrać”). Po trzecie, co oczywiste, wpisowe dostarcza finansów na organizację wydarzenia (za darmo się nie zrobi).

PRE-ELIMINACJE / GŁOSOWANIE

Zanim konkurs ruszy pełną parą, musimy przyjąć zgłoszenia i spośród setek zgłoszeń wybrać te najlepsze. Sprawą, która zazwyczaj budzi kontrowersje, jest sposób tego wyboru.

Popularne metody to:
1. Głosowanie fanów na WWW / FB
WWW to niezła reklama sponsora i samego konkursu (zwiększa oglądalność strony), ale trudniejsza weryfikacja kliknięć. Konieczne jest albo uciążliwe zakładanie konta albo głosy liczone są za pomocą ciasteczek, które można wyłączyć w banalny sposób, oszukując system. Głosowanie na FB to dodatkowy koszt (aplikacja), ale lepsza weryfikacja głosujących. Oczywiście głosy, nawet na FB, można z łatwością kupić na allegro (niezbyt drogo).

2. Głosowanie fanów za pomocą SMS
SMS-y są najtrudniejszą (czy może najdroższą) przeszkodą dla potencjalnych oszustów. Jednak i tutaj nie stanowi większego problemu zakupienie kilkuset starterów. Dla chcącego nic trudnego. Zaletą (z punktu widzenia organizatora) jest kasa uzyskana z głosowania (UWAGA: prowizja operatora to ok. 40%, więc to nie tak, że organizator zgarnia pełną pulę).

3. Jury
Jury to najpewniejsza metoda na oszustów, ale również i to rozwiązanie można skrytykować – wszakże skazujemy się na gust jurorów, a ten łatwo podważyć (choćby jurorem był sam papież). Na dodatek nie jest to metoda najtańsza, bo jurorom najnormalniej w świecie wypada zapłacić. Kto “miarodajny” zechce przesłuchać za free 400 zespołów, a potem przez parę godzin kłócić się o to, który przechodzi dalej? Wadą tego rozwiązania jest również brak rozgłosu wynikającego z masowych lajków/kliknięć/smsów.

Moja propozycja to połączenie tych rozwiązań, by zmaksymalizować zalety, a zminimalizować wady. Do trzech sposobów wymienionych wcześniej można dorzucić nas, muzyków. Bo przecież zawsze mamy najlepszy gust i zawsze wiemy lepiej od jury czy publiczności 🙂

Zatem za idealne (w miarę możliwości) rozwiązanie uważam:
33% głosów to publiczność przez FB lub SMS,
33% głosów to jurorzy,
33% głosów to zespoły, które zgłosiły się do konkursu (bez możliwości głosowania na samego siebie :-))

Daje to zbyt mały udział publiczności, by był sens kupować głosy/lajki/startery i oszukiwać, więc jest to rozwiązanie oszustoodporne (przynajmniej w ⅓). Dodatkowo gwarantuje równowagę między gustami odbiorców, jurorów i samych zespołów.

ELIMINACJE / KONCERT / WARUNKI

Popularną formą eliminacji jest koncert konkursowy. Nie jest to forma wcale głupia: w dość bezpośredni sposób pokazuje, ile zespół jest wart koncertowo, jak duża rozbieżność istnieje pomiędzy muzyką z płyty, a muzyką live.

Nie jest to oczywiście forma konieczna – być może uznamy, że założony cel konkursu będzie równie dobrze zrealizowany przez wybór spośród nadesłanych nagrań, a zespół wcale nie musi istnieć w postaci koncertowej. Jest jednak koncert pierwszą poważną okazją do pokazania publiczności wybranych (a więc już całkiem niezłych) zespołów.

Jeśli zdecydujemy się na tę opcję, należy rozważyć kilka kwestii.

1. Liczba zespołów / czas koncertów
Istotna jest liczba zespołów, którą zakwalifikujemy dalej. Jeśli nie chcemy, by wydarzenie trwało cały dzień lub żeby zespoły grały po jednym utworze (co większość z nas uważa przecież za urągające i niesprawiedliwe), nie możemy wybrać za dużo zespołów. Wybór 6-8 zespołów, jeśli każdy gra po 20 minut, do których doliczymy 10 minut na przepinkę, daje nam 3-4h i to bez uwzględnienia opóźnienia, które z pewnością się pojawi.

Można oczywiście też zrobić serię koncertów, np. 3 koncerty po 3 zespoły, ale to dzieli potencjalną publiczność na kilka wydarzeń, generując też dodatkowe koszty (produkcja 3 koncertów to nie to samo, co produkcja jednego). Ma też swoje zalety – pozwala zorganizować wydarzenie w mniejszym klubie o gorszym zapleczu (3 kapele zmieszczą się w większości knajp, 6 już niekoniecznie).

2. Ridery / wspólny/własny backline / soundchecki
Wszyscy lubimy grać na swoim sprzęcie (o ile jest dobry, a przecież jest), ale warto zastanowić się, czy w warunkach konkursowych własny sprzęt nie generuje zbyt wielu problemów z przepinkami, z czasem i z obsługą.

Oczywiście wspólny backline to “pozbawianie indywidualnego brzmienia”, więc jeśli zdecydujemy się jednak na wersję pt. “każdy na swoim”, musimy po prostu doliczyć do przepinek kolejne 10 minut, a do ekipy technicznej najlepiej dorzucić 3 osoby do pomocy na scenie. Być może obcinając przy okazji liczbę zespołów lub czas trwania koncertu każdej kapeli. Coś za coś.

Trzeba rozważyć, kiedy zrobić soundcheck. Można bezpośrednio przed występem danej kapeli (generuje to hałas, męczy publiczność i jurorów, długo trwa). Można bezpośrednio przed całym wydarzeniem (to dodatkowe kilka godzin pracy dla ekipy, a zespoły muszą dojechać z drugiego końca Polski nieco wcześniej, ale publiczność i jury się nie wścieka). Można w ogóle bez soundchecków (efekt nie jest zbyt ciekawy brzmieniowo, zespoły się stresują i klimat jest słaby, ale jest to stosunkowo szybkie).

Oczywiście w przypadku soundchecku PRZED wydarzeniem, problematyczny robi się własny backline i koniecznośc jego zmieniania wte i wewte (na soundcheck postawimy, ale po soundchecku trzeba go przecież usunąć, bo kolejna kapela czeka w kolejce).

Rozwiązaniem jest scena wystarczająco duża, by pomieścić kompletny backline wszystkich kapel i wystarczająco sprawna firma nagłośnieniowa, która nagłośni 6-8 kompletnych backline’ów naraz lub sprawnie zrobi przepinki (to zawsze jest niebezpieczne, zwłaszcza podczas nagrywania).

Skutecznie stosowany kompromis to wspólne bębny (lub dwa zestawy w rotacji), a reszta wymienna.

3. Zwrot kosztów
Narzekamy, jak We Call It A Sound, na brak zwrotu kosztów. Ustalmy więc wspólnie, jaki zwrot kosztów obowiązuje – kilometrówka? Pełny zwrot? Brak zwrotu dla zespołów lokalnych? Zwrot proporcjonalny do odległości, ale niepełny? No i przede wszystkim – z czego mamy finansować zwrot. Konieczność wypłacenia kasy na tym etapie oznacza oczywiście mniejsze możliwości organizacyjne lub po prostu słabszą nagrodę główną, za czym idzie mniejsza atrakcyjność konkursu, za czym idzie mniej zgłoszeń, za czym idzie mniejsza reklama dla potencjalnego sponsora, za czym idzie mniej pieniędzy od sponsora, za czym idzie mniejsza atrakcyjność konkursu, za czym idzie mniej zgłoszeń…Trzeba uważać na to błędne koło i znaleźć, jak to zwykle w życiu, złoty środek.

Być może warto rozważyć model “winner gets all”, gdzie zwycięzca dostaje wszystko.

Moim skromnym zdaniem – jeśli chcemy zmieniać standardy, to zwrot kosztów być musi. Z czyjego portfela, to inna sprawa.

4. Parking / zakwaterowanie / garderoba / wyżywienie
Zespoły, które dojadą na koncert, należy gdzieś ulokować. Zarówno na miejscu koncertu, jak i przed i po koncercie. Należy pamiętać, że kapele przyjeżdżają z daleka, więc potrzebujemy: 1) parkingu (najlepiej strzeżonego), 2) hotelu (w którym kapela może się zameldować przed konkursem, bo niefajne jest czekanie cały dzień pod sceną), 3) garderoby (gdzie można przypudrować nosek) oraz 4) wyżywienia (piwo to absolutne minimum, prawda?).

To oczywiście generuje koszty i to niemałe – 6 zespołów to ok. 30 osób. Czasem trafia się też obsługa techniczna czy osoby towarzyszące – to kolejne 10-15 osób. 45 osób to dużo miejsc w hotelu. 45 osób potrafi także wypić dużo piwa i zjeść dużo jedzenia. Spotkaliśmy się z krytyką, że na członka zespołu jest zaledwie jedno piwo, ale jedno piwo na kilkanaście kapel to kilkaset złotych.

No i garderoba – pamiętajcie, że nie w każdym klubie jest w ogóle taka możliwość. Trzeba pamiętać też o tym, by do garderoby nie wpuszczać byle kogo – będzie tam sporo instrumentów.

Chyba zgodzimy się, że fajnie by było mieć możliwość zostawienia sprzętu w magazynku lub garderobie i mieć pewność, że będzie po co wracać?

5. Gaża
Gaża to absolutnie niespotykana rzecz na konkursach, ale skoro chcemy zrobić konkurs idealny, to może jednak przeznaczymy trochę środków na to, by zespół był traktowany jak normalny zespół, a nie “młody”, czyt. “darmowy” wykonawca konkursowy?

To oczywiście spory koszt, ale może warto dać światu przykład?

6. Gwiazda
Wielkie pytanie – czy koncert konkursowy przyciągnie publiczność sam w sobie, czy może będziemy potrzebować na koniec gwiazdy (a zespoły konkursowe wystąpią w roli supportów)? Każdy z nas spotkał się z koncertami, które aż do „za pięć ósma” świeciły pustkami. Jeśli więc zdecydujemy się na wydanie 30 tys. na znanego wykonawcę, spróbujmy zadbać o to, by w rzeczywistości pomagał w promocji zespołów konkursowych, a nie był tylko drogim (a zbędnym) dodatkiem do zabawy. Gwiazda to również dodatkowe problemy logistyczne (osobna garderoba, technika, soundchecki, itp.) nie zawsze możliwe do przebrnięcia, więc tym bardziej należy to rozważyć.

Fakt, wyjątkowo ciężko przyciągnąć publiczność, by oglądała „młode zespoły”, jeśli po nich nie zagra „ktoś znany”. My jednak celujemy przecież w naprawdę dobre bandy. A po drugie, jeśli wydamy 30 tys., które normalnie lecą na konto gwiazdy na PROMOCJĘ, może w efekcie przyciągnie to więcej ludzi? Kto wie. Trzeba się zastanowić, która inwestycja ma większy sens.

WYBÓR ZWYCIĘZCY

Tutaj znowu wracamy do problemu z pre-eliminacji, czyli JAK WYBRAĆ zwycięzcę, tak by było to możliwie najbardziej sprawiedliwe i “muzyczne”, a nie PR-owe.

1. Głosowanie internetowe
Wystawiamy do głosowania nagranie live w wersji audio lub wideo. To oczywiście dodatkowy koszt (niemały), bo trzeba przygotować zarówno nagrania, jak i aplikację, która je zaprezentuje (chyba że głosujemy lajkami).

2. Jury
Na samym koncercie fajnie mieć jury złożone z nieanonimowych postaci. Im większe i bardziej różnorodne, tym większa szansa na bardziej sprawiedliwy (cokolwiek to oznacza) wybór. I droższy.

3. Głosowanie publiczności
Można je rozwiązać na kilka sposobów. Popularne liczenie “rąk w górze” proponuję w razie czego zastąpić liczeniem biletów, na których odwrocie fani mogą napisać swój typ. Można zrobić też elektroniczne głosowanie (specjalna aplikacja na telefonie).

Najbardziej miarodajna byłaby synteza powyższych rozwiązań, jak w przypadku pre-eliminacji: 33% głosowanie internetowe, 33% jury, 33% głosowanie publiczności. W tym przypadku jest to stosunkowo ciężkie logistycznie, ale nie niewykonalne.

Ciekawym rozwiązaniem, podpatrzonym z Hard Rock Rising, jest “karta głosowania” z wyszczególnionymi kryteriami, np. brzmienie, prezencja, charyzma, warsztat, reakcja publiczności itp.

Daje to, przynajmniej w teorii, mniej kapryśny, a bardziej rzeczowy wynik (bez względu na to, czy zastosujemy te metodę w przypadku fanów, publiczności czy jury). Można spróbować i tego.

NAGRODY

Bardzo miłą nagrodą są dolary, euro i złotówki. Głowna zaleta nagrody pieniężnej to elastyczność – zespół może ją wydać w taki sposób, jaki uzna za stosowne. Jednak w biznesowej rzeczywistości barter przechodzi dużo sprawniej – łatwiej wytargować od studia sesję nagraniową lub od sklepu muzycznego instrument niż żywą gotówkę. Dodatkowo, jeśli celem ma być “wsparcie dobrej muzyki”, to zastanówmy się, co takiego jest tym wsparciem w największym stopniu, bo może jednak NIE jest to gotówka? Co najtrudniej zrobić/zdobyć samemu?

1. Gotówka
2. Nagrody rzeczowe: instrumenty, wzmacniacze
3. Studio (jakie?)
4. Wydanie płyty (tłoczenie? dystrybucja?)
5. Koncert / koncert na festiwalu / support gwiazdy
6. Trasa koncertowa
7. Uwaga medialna – seria artykułów, wywiadów, relacja w radio / tv
8. Opieka menedżerska / bookingowa
9. Kontrakt 360 st.
10. Pomoc medialna / PR
11. Teledysk
12. Merch (koszulki, kubki, smycze ;-))

Jak wspomniałem – usługi z tej listy będą najłatwiejsze do zdobycia (barter). Nagrody rzeczowe nieco trudniejsze. Żywa gotówka najtrudniejsza (a niekoniecznie najlepsza).

ORGANIZACJA / OBSŁUGA

Ktoś musi “fizycznie” zorganizować zarówno cały koncert, jak i konkurs. Ktoś musi wykonać dziesiątki telefonów, napisać setki maili, podpisać umowy, wziąć odpowiedzialność prawną i koniec końców – zainwestować pieniądze. Wymaga to pewnego know-how, teamu, który wie, co robi, oraz pewnego zaplecza.

Organizację można oczywiście zlecić podwykonwacy (dodatkowy koszt).

My – Krakowska Scena Muzyczna – oczywiście deklarujemy pomoc. W jakim stopniu – to zależy od tego, co uradzimy wspólnie.

FINANSOWANIE

Gdy wiemy już po co, dla kogo i co chcemy zrobić, czas zastanowić się ZA CO. Jeśli zgodnie z planem nasz projekt wywoła trochę szumu, powinno być nieco łatwiej znaleźć sponsorów. “Łatwiej” nie znaczy “łatwo”. Konkursów muzycznych jest cała masa, a znalezienie sponsora, nawet na najlepszą (w naszej opinii) akcję, nie jest wcale spacerem przez park. Możemy spróbować liczyć na to, że jeśli uda się wywołać wokół akcji odpowiednio dużo szumu, sponsorzy przyłączą się sami (wątpliwe).

Jeśli wybraliśmy opcję wpisowego, mamy już pewne zasoby, ale umówmy się – kosztów jest znacznie więcej niż to, co jest w stanie pokryć wpisowe.

Dodatkowo dysponujemy wpływami z biletów (jeśli oczywiście zdecydujemy się na biletowanie koncertu konkursowego).

Ciekawą opcją jest CROWDFUNDING. Jeśli robimy to SAMI i jest to prawdziwe DIY, to czemu nie mielibyśmy finansować naszej zabawy w ten właśnie sposób?

Moim pomysłem jest szeroka akcja pt. “konkurs idealny”, uświadamiająca fanów, a w efekcie mająca im przede wszystkim dostarczyć DOBREJ muzyki, starannie wyselekcjonowanej (sami będą widzieć z czego, bo wiedzą, kto się zgłosi i sami za niego wpłacą pieniądze). Można więc spróbować namówić fanów na ten rodzaj wsparcia.

Jeśli w akcji wzięłoby udział kilkadziesiąt (set?) zespołów, to można uzbierać całkiem sporą kwotę, którą na wspólnie wybranych zasadach możemy potem rozdysponować między zwycięskie zespoły.

Wtedy można by porzucić całkowicie drugi cel zabawy – reklamę sponsora, a władzę przekazać całkowicie w ręce ludu. Znaczy, uh, nasze.

Bo przecież MY możemy zrobić to najlepiej.

KONKLUZJA

Wybaczcie nieco sarkastyczny ton ostatniego zdania. Cały wpis, mimo że, mam nadzieję, merytoryczny, jest również ciut zgorzkniały. Po wysłuchaniu dziesiątek komentarzy nt. naszej własnej działalności odnoszę wrażenie, że niektórzy naprawdę potrafią tylko gadać i narzekać. Ale może potrafimy zrobić coś wspólnie?

Nie ma co wierzyć, że duży festiwal pochyli się nad losem pojedynczej kapeli, oferując jej fajne warunki. Dlaczego miałby to robić, skoro na miejsce jednej niezadowolonej i roszczeniowej kapeli pojawi się 10 “młodych i chętnych”, by dopłacić do zabawy? Nie należy organizatorów za to winić. Takie prawo wolnego rynku (i chwała mu, rynkowi, za to, bo to wbrew pozorom zdrowe). Można być oczywiście zawiedzionym i można krytykować, ale z tej krytyki, jak już pisałem wcześniej, powinno wykluć się działanie.

Marzy mi się, że mój pomysł na “konkurs idealny” załapie, bo mogłoby to być coś wielkiego – można by ruszyć tym zastane media i organizatorów. Ale szczerze jednak wątpię, by ktoś miał na to siłę i ochotę 🙂 Organizacja konkursu, koncertów i czegokolwiek w ogóle to poważna robota z dużą odpowiedzialnością (w tym społeczną), a w nagrodę często otrzymuje się krytykę, a tylko czasem zadowolenie pojedynczych zespołów (zazwyczaj tych zwycięskich).

Pewne jest jednak, że jeśli nie zrobimy nic, wszystko zostanie po staremu.

Moja konkluzja jest więc taka – albo to robimy, albo zamilczmy na wieki, skulmy ogon i dopasujmy się do zastanej rzeczywistości. W tę lub we w tę.

Jeśli chcesz pomóc… napisz na michal@krakowskascenamuzyczna.pl 🙂

A przede wszystkim wypełnij ankietę ->
https://docs.google.com/forms/d/16x6C8O2Hb7DjI7FFXRw3DA1k5Jpauq0gndl5-q1ofrk/viewform

Komentarze

Powered by Facebook Comments